31 maj 2016

8 (a właściwie 7) powodów, dla których warto kupować ekologiczną żywność

Wszyscy eksperci od content marketingu twierdzą, że najlepiej klikają się listy typu 5-10-15 powodów, sposobów, najnajów i w ogóle. No to macie 7 powodów, dla których warto przestawić się na ekojedzenie.

Żywność ekologiczna to nie fanaberia, to konieczność. No chyba, że jesteście zwolennikami teorii, że na coś trzeba w życiu umrzeć i profilaktyka nie ma sensu. Jednak w takim przypadku nawet 100 powodów was nie przekona :-)

I chociaż o szkodliwości pestycydów wiedziałam od dawna (przeczytajcie raport Greenpeace'u Wpływ pestycydów na zdrowie), to w ciągu ostatnich kilku miesięcy dotarło do mnie kilka bardzo niepokojących newsów w temacie ryzyka związanego ze stosowaniem wszelkich chemicznych oprysków na życie i zdrowie zwierząt, ludzi i ekosystemów. Lubicie się podołować? To czytajcie.

1. Historia z sąsiedztwa, czyli jak inspektor rolnictwa stracił zdrowie na polu ziemniaków do frytek McCain.
Zdarzyło się to we Wrocławiu, w 2000 roku, inspektor pozwał koncern do sądu i dopiero po 16 latach wywalczył odszkodowanie. Opowieść jak z ekohorroru i dość ważny argument za tym, żeby jednak kupować ziemniaki ze sprawdzonego źródła.

Aha, rozmawiałam z autorką artykułu  - przyczyną kłopotów był DURSBAN 480 EC, popularny środek owadobójczy, który można wszędzie kupić (więc zapewne też jest powszechnie stosowany).
 
 2. Glifosat - substancja obecna m.in. w popularnym herbicydzie Roundup (by Monsanto) - podejrzany jest o rakotwórczość do tego stopnia, że Roundup został wpisany na listę preparatów zawierających substancje rakotwórcze przez Kalifornijską Agencję Ochrony Środowiska (OEHHA). Nie wpłynęło to jednak na ograniczenie sprzedaży i Roundup nadal pozostaje najczęściej używanym środkiem do usuwania chwastów.



2. Istnieje także związek między chorobą Parkinsona a pestycydami i glifosatem

3.Nawozy zagrażają płodności - do takiego wniosku doszli brytyjscy naukowcy obserwując jagnięta płci żeńskiej, urodzone przez owce, które w czasie ciąży miały kontakt z substancjami zawartymi w osadzie ściekowym. Jagnięta przejawiały niekorzystne zmiany w budowie jajników, przez co produkowały mniej komórek jajowych.
„Ze względu na to, że już niewielkie ilości substancji chemicznych mogą powodować nieprawidłowy rozwój układu rozrodczego u ludzi, istnieje uzasadniona obawa, że konsumpcja mięsa zwierząt wypasanych na takich pastwiskach (nawożonych osadem ściekowym – PAP) może stanowić poważne zagrożenie dla ludzkiej płodności” – przestrzega koordynator badania dr Richard Lea.

4.  Wracając do glifosatu to prawdopodobnie "zaburza przyswajanie tryptofanu w jelitach, tj. aminokwasu odpowiedzialnego za produkcję serotoniny. Natomiast serotonina reguluje poziomu cukru, insuliny i tzw. czynnika IGF-1, który z kolei odpowiada za produkcję nowych neuronów w ciele. Gdy neurony są niszczone z powodu zanieczyszczonego środowiska, stresu lub złej diety, to ów IGF-1 zapewnia nowe neurony. Jeśli jednak nie działa poprawnie, to mamy ryzyko autyzmu, demencji, depresji, kłopotów z pamięcią, otyłości, cukrzycy, nietolerancji glutenu z celiakią włącznie, nowotworów, poronień, bezpłodności, zaburzeń rozwoju kości, Candidy itd.". Więcej: Glifosat kontra zdrowie

Tymczasem przenika nie tylko do gleby i wód podziemnych, ale jest znajdowany w żywności.



5. Np. w jakże - uważanej za zdrową - jaglance

"Na forach rolników znajdziecie porady, że proso jest gotowe do desykacji, gdy połowa ziaren jest dojrzała. Wówczas stosuje się glifosat (3 l/ha + 5 kg/ha siarczanu amonu) i zbiera po ok.2 tygodniach.(...) Takie oto proso mamy na rynku… A w naszym moczu – sporo glifosatów: wykryto je w 70% polskich próbek moczu. Dla porównania w 90% maltańskich, w 17% szwajcarskich, w 10% macedońskich.

WNIOSEK? Kupujcie proso od ZAUFANYCH ROLNIKÓW. Zapłaćcie za nie więcej, zaoszczędzicie na kosztach leczenia – wydatkach swoich i całego społeczeństwa. Aby zakończyć pozytywnie, przeczytajcie o EKOLOGICZNEJ uprawie prosa: ekoarka.com.pl/uprawa/166-uprawa-prosa-w-rolnictwie-ekologicznym"

 6. Glifosat w oleju
Wspomniana powyżej desykacja glifosatem, czyli wysuszanie plonu przed zbiorem, stosowana jest także na rzepaku. Swego czasu próbowałam dowiedzieć się od pani rzecznik prasowej Oleju Kujawskiego, czy prowadzą pod tym kątem badania swoich dostawców rzepaku, ale nie potrafiła/nie chciała udzielić mi odpowiedzi na to pytanie...
Z tego badania wynika, że w prawie wszystkich olejach i tłuszczach znajduje się glifosat, ale w ilościach nieprzekraczających normy określonej w Rozporządzeniu Ministra Zdrowia z dnia 16 maja 2007 r. w sprawie najważniejszych dopuszczalnych poziomów pozostałości pestycydów, które mogą znajdować się w środkach spożywczych lub na ich powierzchni. Czy to mnie uspokaja? Niezbyt. Powyższe przyklady pokazują, że glifosat i pozostałości pestycydów znajdują się prawie wszędzie, w związku z czym trudno obliczyć, jaką faktyczną dawkę przyjmujemy codziennie w spożywanych produktach, ani jak taki "chemiczny koktajl" działa na organizm.

7. Glifosat w piwie

Glifosat jest tak rozprzestrzeniony, że nawet jest w deszczówce. Niedawno znaleziono go także w piwie...
"Wyniki pokazały, że Hasseröder miał najwyższą ilość glifosatu, który według WHO może być rakotwórczy dla człowieka - 29.74 mikrogramów substancji chemicznej na litr piwa. Za nim uplasowały się marki piw, które można kupić
również w Polsce m.in. Jever, Warsteiner, Radeberger, Veltins, Krombacher, Paulaner, Bitburger czy Becks.



Najniższy poziom miał Augustiner Helles - 0,46 mikrogramów pestycydu na litr piwa.
Ale nawet ta ilość jest ponad 4 razy większa niż dopuszczalne normy dla wody, które są ustalona na 0,1 mikrograma na litr wody pitnej - informują niemieckie media."



8. Mało że w piwie, jedzeniu? Glifosat jest także w tamponach i podpaskach...
"24 lutego rozpoczęto usuwanie ze sklepów we Francji i Kanadzie produktów do higieny intymnej firmy Organyc. Wszystko to przez wykrycie szczątkowych ilości substancji rakotwórczej glifosat. Informację opublikował francuski magazyn "60 milionów konsumentów". Podpaski „bio Organyc” dostępne są również w naszym kraju. Reklamowane są jako produkt z tzw. wyższej półki."
I jeszcze jedno źródło


Co więc możesz zrobić?
- unikać produktów z tzw. brudnej 12 (najbardziej zanieczyszczonej pestycydami)


brudna dwunastka, shoppers guide: www.ewg.org/foodnews

- kupować ekożywność lub ze sprawdzonego źródła - biobazary, działeczka, kooperatywa - na pewno coś tam takiego w pobliżu macie

- kupować produkty z tzw. czystej 15 - The Clean Fifteen™- awokado, ananasy, kapusta, mrożony groszek, cebula, szparagi, kiwi, bakłażany, grejfruty i kalafior

- edukować - zarówno rolników, sprzedawców, jak i konsumentów. No i polityków...


- podpisać petycję. "Obecnie trwa ostra debata nt. nieszkodliwość lub wręcz odwrotnie, szkodliwości substancji, której ślady wykryto w owocach i warzywach, w produktach na bazie zbóż, a także w modyfikowanej kukurydzy i soi wykorzystywanym na paszę. W marcu ubiegłego roku Międzynarodowa Agencja Badań Raka (IARC) sklasyfikowała glifosat jako „prawdopodobnie rakotwórczy”. Krótko potem opublikowano dwie inne opinie, całkowicie sprzeczne z opinią IARC: Federalny Instytut Oceny Ryzyka w Niemczech (BfR) ocenił glifosat jako „nierakotwórczy”, a Europejski Urząd bezpieczeństwa Żywności (EFSA) uznał, że jest „mało prawdopodobne, aby dla ludzi stanowił zagrożenie rakotwórcze”. Aby sformułować swoje opinie, obydwie instytucje opierały się na niepublikowanych badaniach fitosanitarnych zleconych przez samych producentów." (źródło)

18-19 maja Komisja Europejska dyskutowała nad odnowieniem zezwolenia na glifosat (jego ważność koczy się 30 czerwca), ale decyzji nie podjęto. Przeciwko glifosatowi są  póki co Francja, Niemcy, Słowacja, Austria, Portugalia i Holandia, pozostałym 19 krajom (w tym Polsce) jest to co najmniej obojętne.
Sprawa jeszcze się rozstrzygnie, ale prawdopodobnie wygra stanowisko korporacji (glifosat zwiększa plony, zapewnia żywność dla świata i ratuje ludzkie życie zmniejszając głód)
Kampania społeczna STOP GLIFOSATOM trwa!

- samemu uprawiać - choćby ziółka na parapecie czy pomidory na balkonie (sorry Kaha, ale wrzucam twoje zdjęcie):

 

28 maj 2016

Stare zabawki - cz.V

Zbliża się Dzień Dziecka, a więc czas na okolicznościowy wpis poświęcony starym zabawkom. Co z nimi robić, jak je przerobić? Oto kilka nowych pomysłów wyszperanych w internetach:

1. Sztućce - Barbie. Projekt Catalina Villa z Chile w ramach konkursu REMADE IN CHILE




2. Stojak na biżu - znów nogi Barbie. Ponoć znaleziony na Etsy:


3. Generalnie  nogi inspirują... (instrukcja)


4. Creepy igielniczek (tutorial!)



5. Kolczyki z puzzli (Etsy):


6. Doniczki z gumowych kaczuszek:



7. Rzeźby z zabawek Happy Meal - Dario Tironi Crah Toys


Wcześniejsze posty zabawkowe: 
4
3
2
1

19 maj 2016

Człowiek uczy się przez całe życie, czyli warsztatów Moc

Ach, gdybym miała więcej pieniędzy, czasu i była bardziej mobilna... Zaraz bym pojechała na warsztaty łażenia po drzewach, które organizują Wystraszeni :-) Albo zapisała się na Kurs Pedagogiki Dzikiej Przyrody dla nauczycieli (żadna już ze mnie nauczycielka, ale temat mnie interesuje, bo po lesie - jeśli już chodze, to chodzę bezmyślnie). Nęcą mnie także kobiece warsztaty dla Dzikich Bab. Póki co jednak się nie wybieram, bo albo za daleko albo za drogo, ale może wy skorzystacie:

1. Wolna Szkoła Gospodarstwa Wiejskiego w Kosieczynie, u Kury z doktoratem. Dla wszystkich, którzy chcą posmakować życia na wsi, pogrzebać w ziemi, pozbierać zioła, pokosić, popielić itp. Najbliższy zjazd już za tydzień, czyli Boże Ciało i okolice (24-27.05). Można tez wpadać w dni powszednie, ale najpierw napiszcie do Marty: martasitak@gmail.com


2. Kurs wspinaczki dla drzewnej dla początkujących lub zaawansowanych. Z profesjonalistami! Gratuluję pomysłu :-)
3 dni, start 17 czerwca, koszt 600zł. Więcej informacji: mapaho.pl lub wystraszeni.pl


3. Dzikie Baby - organizują cykliczne warsztaty weekendowe, z łażeniem po lesie i spaniem w tipi (ach). Najbliższe startują 17 czerwca. Koszt 210zł. Info: fb


4. Wióry lecą, czyli warsztaty stolarki dla kobiet. Generalnie w stolicy, ale bywają wyjazdowe, a w czasie wakacji wióry lecą na Podlasiu (turnus tygodniowy 1150zł, weekend - 490, pojedynczy dzień 150zł)



5. Dzikie Studia, czyli edukacja leśna na Warmii - ruszyły zapisy na rok 2017-2018.  To nie jest kurs surwiwalowy! Główne zagadnienia:
• Umiejętność życia i przetrwania w dzikiej przyrodzie,
• Rozpoznawanie naturalnych zagrożeń,
• Wiedza o ssakach, sztuka czytania tropów i śladów zwierzęcych,
• Rozpoznawanie i zastosowanie dzikich roślin,
• Podstawy orientacji w terenie,
• Świadomość bogactwa powiazań w przyrodzie,
• Mowa ptaków,
• Trening uważności i zmysłów,
• Prymitywne techniki przetrwania w dzikiej przyrodzie,
• Metodyka Naturmentoring
• Coyote Teaching

6 zjazdów, koszt 1700zł za całość.


A może i w waszych stronach dzieją się równie niesamowite rzeczy? Podzielcie się linkami, nadal szukam inspiracji na wakacje :-)

17 maj 2016

Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo


Ta książka to jak filmik z rzeźni dla osób, które jedzą mięso i postanawiają przejść na wegetarianizm. Ja też po przeczytaniu Życia na miarę postanowiłam sobie, że w tym życiu moja noga w sieciówce nie postanie...Nie będzie to znowu jakieś wielkie wyrzeczenie, bo kwestię garderoby od lat załatwiam dzięki cyklicznym wymiankom (następne już w sobotę) i szmateksom (niech żyją dni "wszystko za 4 zł"). Gorzej z bielizną i butami, ale w sumie i dla nich znalazłam już alternatywy w formie sklepów Plan Planeta (skarpetki) i Namaqua (majtki).


Wracając jednak do książki. Po kilku wizytach w Indiach, wiem, że Marek Rabij nie przesadza opisując dramatyczne warunki życia szwaczek w Bangladeszu. Ich życie to w zasadzie piekło, ale lepszego i tak nie znają. Czy konsumencki bojkot może to zmienić? Pewnie tak, ale musiałby być masowy. Chciałabym wierzyć, że dzięki takim książkom, filmom czy kampaniom, rzeczywiście tak się stanie. Bo jeśli my konsumenci nie będziemy wywierać nacisku na korporacje i nadal będziemy wybierać najtańsze szmatki w sieciówkach, to nic się nie zmieni.

Co zatem możesz zrobić?
- zacznij od przeglądu szafy. Czy naprawdę potrzebujesz tych wszystkich ubrań? Nie? To podziel się z innymi (wersja oszczędnicka - sprzedaj na olx lub Wiewiórka) - zorganizuj koleżeński swap, ewentualnie podaruj organizacji charytatywnej. Czy naprawdę potrzebujesz nowych ubrań? Jeśli tak, to sprawdź, czy nie możesz ich zdobyć z drugiej ręki. A może są etyczne alternatywy, na które cię stać? A może spróbuj naprawić lub przerobić ciuchy, zamiast je wyrzucać? Opcje są :-)



- zaangażuj się. Na stronie Clean Clothes Polska znajdziesz aktualne kampanie i petycje do podpisania oraz materiały edukacyjne i raporty dotyczące odpowiedzialnej mody. Nawet jeśli nigdy wcześniej tego nie robiłaś, możesz wejść w dialog z marką i spytać na ich fanpage'u np. gdzie szyją ubrania, z czego szyją i co robią dla środowiska.
- włącz się w ruch Slow Fashion, czyli kupuj mniej, wybieraj dobrze, dbaj o ubrania. Możesz też nauczyć się szyć :-)



14 maj 2016

Miejskie Chwastożerstwo

Zrobiłam ja sobie wczoraj wycieczkę do Wrocławia, gdzie oprócz festiwalu poezji, zaczął się właśnie międzynarodowy projekt Eco Expanded City.
Jednym z wydarzeń inaugurujących był warsztat Miejskie chwastożerstwo z Anną Rumińską i Lynn Cazabon.
Anię poznałam kilka lat temu dzięki Ulicy Ekologicznej i miałam przyjemność organizować jej chwastożerczy warsztat w Opolu. Ania jest jedną z tych cudownie hiperaktywnych osób, które animują, uczą(się) i odkrywają niezauważane dotąd aspekty kultury, przestrzeni i w ogóle. To ona jest autorką neologizmu, który wszedł na stale do mojego słownika, czyli wucerolki. Otworzyła mi też oczy na szczegóły architektoniczne związane z obsiadywaniem miasta (czyli cityingiem, cz. 2 i 3,bądź murkingiem):


Od kilku lat natomiast działa jako edukatorka chwastowa (chwaściana?) i slowfoodowa, odkrywając przed uczestnikami warsztatów aspekty kulturowe i kulinarne (czyli kuli-kulturę, kolejny neologizm Ani) związane z dzikimi roślinami jadalnymi lub też inaczej z wolnymi warzywami nieuprawnymi :-) Niniejszym polecam poczytać Chwastożerców.


Współprowadzącą warsztat była również sympatyczna i skromna Lynn Cazabon, która od kilku lat fotografuje chwasty i wielkoformatowo wprowadza je w miejską przestrzeń. Obecnie jej prace można podziwiać we Wrocławiu, m.in. na ul. Szewskiej lub w Hali Targowej (albo w tramwajach).

Uncultivated, Lynn Cazabon

Bardzo podobało mi się miejsce, w którym odbyły się warsztaty, czyli zaciszny ogród na tyłach willo-galerii Wykwit (polecam zejść do podziemi na wystawę Miłosza Flisa pt. "Ciężka praca"!).
Po wstępie teoretycznym, nastąpiła degustacja chwastów z zasłoniętymi oczami. Spróbowaliśmy podagrycznik, bylicę, kurdybanek, czosnaczek, tasznik, jasnotę purpurowa, krwawnik, gwiazdnicę, mniszek, koniczynę, niecierpek pospolity i przytulię czepną. Najbardziej smakował mi czosnaczek i niecierpek. 


Poźniej wspólnie gotowaliśmy. Byłam w grupie podpłomykowej :-) Pozostałe grupy obstawiały zupę, gąszcze (czyli chwastowe przeciery) i sałatkę. Naprawdę żałuję, że skosztowałam wszystkiego w pośpiechu i nie zostałam dłużej, żeby spokojnie nacieszyć się biesiadą, ale musiałam uciekać na autobus. 


(zdjęcia zabrałam z profilu Chwastożercy)

3 godziny na takie warsztaty to zdecydowanie za mało i chętnie wzięłabym udział w powtórce. 
Tymczasem zachęcam do odwiedzin miasta na W, bo cały projekt Eco Expanded City potrwa do końca roku i jeszcze wiele atrakcji przed nami. Wśród nich m.in. instalacja Megafony w Parku Wschodnim, spacery ornitologiczne czy warsztaty rodzinne z Pracownią k.



11 maj 2016

Hackując życie, cz.3

Czas na kolejną porcję lifehacków :-)

1. Wypatrzony dziś sposób na nawlekanie sznurka do bluzy czy kurtki. Zazwyczaj stosowałam agrafkę, ale ten ze słomką i zszywaczem też wygląda dobrze: Wypadł ci sznurek z kaptura? Ten trik sprawi, że przewleczesz go w sekundę

2. Wucerolka jako wąska nakładka do odkurzacza:


3. Czyszczenie żaluzji:


4.  Zamrażanie dżinsów (na 24 godziny) zamiast prania. Jeszcze nie próbowałam, ale brzmi nieźle (i jeszcze instrukcja)


 5. Spinacz do zaznaczania końca taśmy klejącej:


6. Oraz spinacz i gumka w roli segregatora:



5 maj 2016

Zmień nawyki na wiosnę

Wbrew utartym przekonaniom to nie początek roku najbardziej motywuje mnie do zmian w życiu, ale wiosna. Więcej słońca, dłuższy dzień i od razu chce się żyć :-) W tym roku z pewnym opóźnieniem, ale też poczułam przypływ sił witalnych. Może to za sprawą młodego jarmużu i zielska z kooperatywy, które dodaję do wszystkiego. Taki np. koktajl z bananem, garścią zielonego (jarmuż, pokrzywa czy podagrycznik) oraz łyżką masła orzechowego smakuje naprawdę dużo lepiej niż brzmi :-)
Gorzej idzie ze zmianą starych nawyków, których wolałabym się pozbyć.


Przeczytałam już na ten temat sporo publikacji i nawet jedną książkę, ale co z tego... Nadal nie ćwiczę regularnie jogi, choć mój kręgosłup domaga się tego od dawna. Wciąż chodzę spać dłuugo po północy, a potem dosypiam w dzień albo chodzę jak zombie. Nie udało mi się skończyć żadnego kursu rozpoczętego na Coursera.org, bezproduktywnie marnuję czas w internecie i wszystko co ważne, zostawiam na ostatnią chwilę. Pewnie każdy/a ma podobną listę nawyków, które można by zamienić na lepsze.



Tylko jak się do tego zabrać? Z pomocą może przyjść grywalizacja :-)
Od kilku dni testuję aplikację o nazwie Habitica. Zasadniczo jest to dobre rozwiązanie dla wszystkich, którzy lubią moment odhaczania zrobionego zadania na liście :-) List jest trzy (nawyki, codzienne, "do zrobienia"), a moment odhaczenia skutkuje nie tylko wewnętrznym zadowoleniem, ale i zmianą koloru zadania oraz... (i tu coś dla miłośników gier) dodatkowymi punktami do życia, samopoczucia, czy gadżetami dla naszego avatara. Brzmi prosto, wręcz banalnie? Może i tak, ale naprawdę działa :-)
Na mojej liście codziennych wpisałam zażywanie B12 i picie ziółek (bo zapominam), pisanie bloga (bo prokrastynacja), czy chodzenie spać przed północą. Na liście nawyków mam jogę, sprzątanie i ograniczanie używek :-) Na liście to-do jest w tej chwili najwięcej rzeczy - ogarnięcie prezentu imieninowego dla tatinka, wyrobienie Dziecku paszportu, napisanie kilku artykułów oraz dentysta...

Habitica wydaje się dobrym motywatorem i narzędziem do wyrabiania zdrowych ekonawyków. Można np. zapisać się do różnych grup (bo w grupie raźniej) i/lub podejmować wyzwania (np. pozbywanie się codziennie jednej rzeczy, Zero Waste Week lub The Trash Tracker). Motywacja jest tym większa, że w przypadku, kiedy nie wykonasz planu, to traci cała grupa. Tych wszystkich gildii jeszcze nie ogarnęłam i chwilowo nie są mi potrzebne, ale może w przyszłości się skuszę :-)


Inny sposób na zmianę nawyków to świadomość. Nie bez powodu mówi się przecież np. o świadomej konsumpcji. Uważność jest kluczowa, a wykonywanie rzeczy wykorzystując mindfullness może pomóc w zmianie nawyków. Jak to działa możemy zaobserwować na sprytnym przykładzie KeyMoment:



Przekonało was to? Bo mnie tak. Rzeczywiście taki design wymusza refleksję i pomaga w ćwiczeniu uważności, a co za tym idzie dokonywanie codziennych wyborów. Istnieje jeszcze drugi wariant Momentu Kluczowego - obejrzyjcie na stronie o pięknej nazwie Pleasurable troublemakers.

I jeszcze motywator muzyczny, cytat z klasyka, który niedawno obchodził 35 urodziny (vivat Dezerter!): "zmiany, zmiany, potrzebne są zmiany, bo jeśli nic się nie zmieni, może nadejść dzień rebelii".

3 maj 2016

Lalki mocy - Motanki

I znów warsztaty i kolejna zajawka :)
Tydzień temu Gosia Kulczycka pokazała nam, jak się robi Motanki - słowiańskie laleczki o magicznej mocy.
Motanki są niesamowite, a zarazem b. ekologiczne. Wykonuje się je z resztek materiałów, przy czym wskazane sa naturalne - len, bawełna, wełna, bez użycia igły, a jedynie z dobrą intencją/życzeniem do spełnienia.



Zgłębiając temat, wyczytałam, że lalek jest wiele rodzajów i pełnią różne funkcje - Podróżniczki opiekują się kimś w podróży, Ziarnuszki  chronią dom przed złymi duchami,  Karmicielki zapewniają obfitość i bogactwo, Żadanice spełniają życzenia. No, zobaczymy :-)




Więcej informacji na ich temat znajdziecie tu, tu  i tu.

A tak sobie motałyśmy (zdjęcia by Natalka i Gosia):


Dlatego jeśli tęsknicie za odrobiną magii w codziennym życiu lub macie do załatwienia pilną sprawę, którą tylko Żadanica może spełnić - koniecznie zmotajcie sobie lalkę, bo (że zacytuję Agatę Dutkowską) "potrzebujesz lalki mocy. Albo kilku."

***
Najbliższe warsztaty motankowe z Gosią odbędą się 1 czerwca w Feminotece (Warszawa) i 2 czerwca w Gdańsku. Można też skrzyknąć grupę i zaprosić Gosię jako prowadzącą, dogadajcie się mailowo na: phenomeno90[małpa]gmail.com .