Dość już tych konkursów, porozmawiajmy dla odmiany o tekturze :-) I innych papierkach.
Jak zwykle w międzyczasie pojawiło się kilka wartych odnotowania pomysłów na papierowy upcykling. To odnotowuję
1. Lampa z papieru Agnieszki Lisieckiej-Legierskiej
2. Cardboart - unikatowe tekturowe konstrukcje - domki dla kotów, szafki, zabawki. Dobre, bo polskie :-)
3. Lampa Parkani z pasków gazety:
4. Wszystko by Jennifer Collier:
29 maj 2013
24 maj 2013
Konkoors, tektoora - wynikiii!
Minął tydzień, czas na ogłoszenie wyniku tekturowego konkursu.
Wszystkie cztery odpowiedzi przeczytałam z uwagą i najchętniej wszystkim przyznałabym nagrodę za miłość do tektury i recyklingu. No, ale konkurs to konkurs, kogoś wybrać trzeba :-)
Dlatego niniejszym ogłaszam, że tekturowa rama z nadrukiem dowolnie wybranego zdjęcia powędruje do Szmaragdowej za wypowiedź "Tektura we wnętrzu jest niczym ziemniak w kuchni, bo można z niej wytworzyć i funkcjonalne meble, i dekoracyjne formy." Uważam, że porównanie jest bardzo trafne, ziemniaki też kocham ;-)
Szmaragdowa - proszę, napisz mi maila na nashle[małpa]gazeta.pl i przyślij swój adres oraz plik z wybranym przez siebie zdjęciem/obrazkiem. Czekam do wtorku, a jeśli się nie doczekam, to zacznę nagabywać Mariettę (bo jej odpowiedź pojawiła się pierwsza) . Aż do skutku :-)
A dla wszystkich poniższa piosenka na dowód, że papier sprawdza się nie tylko we wnętrzach, ale także w muzyce :-)
Wszystkie cztery odpowiedzi przeczytałam z uwagą i najchętniej wszystkim przyznałabym nagrodę za miłość do tektury i recyklingu. No, ale konkurs to konkurs, kogoś wybrać trzeba :-)
Dlatego niniejszym ogłaszam, że tekturowa rama z nadrukiem dowolnie wybranego zdjęcia powędruje do Szmaragdowej za wypowiedź "Tektura we wnętrzu jest niczym ziemniak w kuchni, bo można z niej wytworzyć i funkcjonalne meble, i dekoracyjne formy." Uważam, że porównanie jest bardzo trafne, ziemniaki też kocham ;-)
Szmaragdowa - proszę, napisz mi maila na nashle[małpa]gazeta.pl i przyślij swój adres oraz plik z wybranym przez siebie zdjęciem/obrazkiem. Czekam do wtorku, a jeśli się nie doczekam, to zacznę nagabywać Mariettę (bo jej odpowiedź pojawiła się pierwsza) . Aż do skutku :-)
A dla wszystkich poniższa piosenka na dowód, że papier sprawdza się nie tylko we wnętrzach, ale także w muzyce :-)
17 maj 2013
Konkoors, tektoora, jea!
A zatem i azaliż powiadam wam, że jest czas na czytanie, jest czas na pisanie i jest czas na konkurs. Który dzięki firmie Tektoora niniejszym ogłaszam.
Z mojej miłości do kartonu zwierzałam się już wielokrotnie, o Tektoorze też już tu kiedyś wspominałam. Nie jest to więc firma z kosmosu i zupełnie nieznana, ale rodzima (z Wrocławia), full recykling i fajne pomysły.
Nie wiem, jak bardzo trzeba was zachęcać do wzięcia udziału, ale wiecie - zbliża się Dzień Matki, Dzień Dziecka, Dzień Ojca, komunie, urodzinki, imieninki i inne imprezy - a taka ramka (wręcz rama) z wybranym przez was zdjęciem w dużym formacie może być naprawdę efektownym prezentem. Czyż nie? Zadanie konkursowe jest proste, zasady nieskomplikowane, na odpowiedzi czekam do przyszłego piątku, potem naradzam się sama z sobą i typuję zwycięzcę.
Ad rem, czyli do tektury:
Treść Konkursu:
Opisz w kilku zdaniach i zamieść jako komentarz do tego wpisu, dlaczego warto wykorzystywać tekturę w aranżacji pomieszczeń.
Nagrodzona zostanie najciekawsza propozycja.
Nagroda:
Tekturowa ramka w formacie B1 (w zależności do jakości zdjęcia wielkość ramki może się nieco zmienić) z nadrukowanym zdjęciem przesłanym przez zwycięzcę konkursu.
O taka:
Czas trwania konkursu:
7 dni od dnia publikacji informacji o Konkursie, czyli do 24 maja (piątek), kiedy to po godz. 20.00 zamieszczę wyniki :-)
Organizatorzy konkursu:
Ekomania i Tektoora
Z mojej miłości do kartonu zwierzałam się już wielokrotnie, o Tektoorze też już tu kiedyś wspominałam. Nie jest to więc firma z kosmosu i zupełnie nieznana, ale rodzima (z Wrocławia), full recykling i fajne pomysły.
Nie wiem, jak bardzo trzeba was zachęcać do wzięcia udziału, ale wiecie - zbliża się Dzień Matki, Dzień Dziecka, Dzień Ojca, komunie, urodzinki, imieninki i inne imprezy - a taka ramka (wręcz rama) z wybranym przez was zdjęciem w dużym formacie może być naprawdę efektownym prezentem. Czyż nie? Zadanie konkursowe jest proste, zasady nieskomplikowane, na odpowiedzi czekam do przyszłego piątku, potem naradzam się sama z sobą i typuję zwycięzcę.
Ad rem, czyli do tektury:
Treść Konkursu:
Opisz w kilku zdaniach i zamieść jako komentarz do tego wpisu, dlaczego warto wykorzystywać tekturę w aranżacji pomieszczeń.
Nagrodzona zostanie najciekawsza propozycja.
Nagroda:
Tekturowa ramka w formacie B1 (w zależności do jakości zdjęcia wielkość ramki może się nieco zmienić) z nadrukowanym zdjęciem przesłanym przez zwycięzcę konkursu.
O taka:
Czas trwania konkursu:
7 dni od dnia publikacji informacji o Konkursie, czyli do 24 maja (piątek), kiedy to po godz. 20.00 zamieszczę wyniki :-)
Organizatorzy konkursu:
Ekomania i Tektoora
16 maj 2013
Polak potrafi!
Nie wiem, jak was, ale mnie crowdfunding, czyli finansowanie społecznościowe, wciągnęło bez reszty. Zwłaszcza ostatnio tyle fajnych projektów się namnożyło, że praktycznie co tydzień dorzucam kilka złotych do pomysłów, które warto wesprzeć. Podaję dalej, może ktoś akurat ma nastrój do szastania kasą :-)
1. Cohabitat Make
Brakuje jeszcze ok. 42 tysięcy złotych, a został zaledwie miesiąc czasu. Myślicie, że damy radę?
2. Brave Kids
Brakuje 5400zł, żeby zapewnić dzielnym dzieciakom fajne wakacje, i co wy na to? Zostało 26 dni, żeby podjąć decyzję :-)
Więcej o projekcie tu.
3. Święto Cykliczne Kraków
Dla wszystkich cyklistów i masonów z Krakowa rodem :-) Jeszcze 10 000zł trzeba, a dni tylko 15, więc do roboty, do roboty!
1. Cohabitat Make
Brakuje jeszcze ok. 42 tysięcy złotych, a został zaledwie miesiąc czasu. Myślicie, że damy radę?
2. Brave Kids
Brakuje 5400zł, żeby zapewnić dzielnym dzieciakom fajne wakacje, i co wy na to? Zostało 26 dni, żeby podjąć decyzję :-)
Więcej o projekcie tu.
3. Święto Cykliczne Kraków
Dla wszystkich cyklistów i masonów z Krakowa rodem :-) Jeszcze 10 000zł trzeba, a dni tylko 15, więc do roboty, do roboty!
14 maj 2013
Szparagi, selery, co za różnica...
Posłałam dziś Konkubenta do sklepu po szparagi, bo przecież sezon, a coś jeść trzeba. No, i wraca ci on, zadowolony z siebie, że wszystko obstarał, no i wchodzę ja do kuchni, żeby zrobić kolację, a tam... Pęczek selera naciowego, a chłop jak gdyby nigdy nic.
Więc na kolację dzisiaj były ziemniaki z selerem naciowym smażonym w imbirze z duszonymi liśćmi rzodkiewki i czosnkiem. Dobre, dobre, prawie jak szparagi :-)
[przerwa na piosenkę: Sister Carol - Veggie Veggie]
Bo tak poza tym właśnie trwa Ogólnopolski Tydzień Wegetarianizmu. Najwięcej dzieje się w stolicy, Katowicach i Krakowie, ale indywidualne obchody i podchody do wegetarianizmu też jak najbardziej wskazane (zostań wege).
Dziś dowiedziałam, że jutro będzie premiera książki dla dzieci Dlatego nie jemy zwierząt. Już się na nią czaję, więc po lekturze dam znać :-)
Więc na kolację dzisiaj były ziemniaki z selerem naciowym smażonym w imbirze z duszonymi liśćmi rzodkiewki i czosnkiem. Dobre, dobre, prawie jak szparagi :-)
[przerwa na piosenkę: Sister Carol - Veggie Veggie]
Bo tak poza tym właśnie trwa Ogólnopolski Tydzień Wegetarianizmu. Najwięcej dzieje się w stolicy, Katowicach i Krakowie, ale indywidualne obchody i podchody do wegetarianizmu też jak najbardziej wskazane (zostań wege).
Dziś dowiedziałam, że jutro będzie premiera książki dla dzieci Dlatego nie jemy zwierząt. Już się na nią czaję, więc po lekturze dam znać :-)
13 maj 2013
Co dobrego?
Moja znajoma, zamiast zwyczajowego zapytania "co słychać?" albo "jak leci?", pytała "co dobrego?" i tym samym automatycznie wytrącała mi broń z ręki, kiedy już miało mi się włączyć marudzenie i narzekanie. Pytanie polecam, zazwyczaj kieruje rozmowę na dobre tory. I dobrze czasem, dla odmiany, skupić się na pozytywach :-)
Gdzie szukać dobrych wiadomości? Kiedyś zbierała je Nicole Słomińska w gazetce "Pozytywne wiadomości". Później rolę tą przejęła strona Dobra idea.pl.
A dziś się narodziło Co dobrego.pl :-)
Z dumą prezentuję, bo wszak Moja Córka też wystąpiła :-)
Zaglądajcie i przysyłajcie same dobre wiadomości!
Zajrzyj też tu: #codobrego
Gdzie szukać dobrych wiadomości? Kiedyś zbierała je Nicole Słomińska w gazetce "Pozytywne wiadomości". Później rolę tą przejęła strona Dobra idea.pl.
A dziś się narodziło Co dobrego.pl :-)
Z dumą prezentuję, bo wszak Moja Córka też wystąpiła :-)
Zaglądajcie i przysyłajcie same dobre wiadomości!
Zajrzyj też tu: #codobrego
11 maj 2013
Psia kupa po raz VII
Z cyklu kurioza...Tym razem w wersji designerskiej :->
Lampy artysty pod oryginalnym pseudonimem What's His Name . Limitowane edycje, jedynie 200 egzemplarzy na świecie, kup mnie, kup.
Podobną tematykę obrał sobie izraelski twórca Nirit Levav Packer:
No, cóż, temat psiej kupy jak widać porusza ludzkie zmysły na wielu poziomach. Natomiast na poziomie praktycznym polecam kupozbierak :-) You can do it!
Edit:
A, nie, jednak zmieniłam zdanie, psia kupa może być inspirująca, przynajmniej po przeczytaniu wpisu Zorro o książce "Psia kupa" (wydanej przez Kwiaty Orientu, niech żyją przypadkowe zestawienia).
Książki jeszcze nie czytałam, ale naprawdę zamierzam, bo skoro Zorro pisze, że "Psia kupa może być "piękna" (piękna książka obrazkowa, tak ją opisują), aczkolwiek nie urodą zachodnioeuropejską." to ja jej wierzę. I już :-)
Lampy artysty pod oryginalnym pseudonimem What's His Name . Limitowane edycje, jedynie 200 egzemplarzy na świecie, kup mnie, kup.
Podobną tematykę obrał sobie izraelski twórca Nirit Levav Packer:
No, cóż, temat psiej kupy jak widać porusza ludzkie zmysły na wielu poziomach. Natomiast na poziomie praktycznym polecam kupozbierak :-) You can do it!
Edit:
A, nie, jednak zmieniłam zdanie, psia kupa może być inspirująca, przynajmniej po przeczytaniu wpisu Zorro o książce "Psia kupa" (wydanej przez Kwiaty Orientu, niech żyją przypadkowe zestawienia).
Książki jeszcze nie czytałam, ale naprawdę zamierzam, bo skoro Zorro pisze, że "Psia kupa może być "piękna" (piękna książka obrazkowa, tak ją opisują), aczkolwiek nie urodą zachodnioeuropejską." to ja jej wierzę. I już :-)
8 maj 2013
(nie)Sprawiedliwy Handel
Zbliża się Światowy Dzień Sprawiedliwego Handlu.
Pewnie wszyscy znają już znaczek Fair Trade, więc idei nie trzeba wyjaśniać, ale warto co jakiś czas przypomnieć. Że handel sprawiedliwy nie jest. Bo nie jest sprawiedliwe to, że w Stanach za uszycie koszuli płaci się komuś 7$, a w Bangladeszu 20 centów.
Nie jest sprawiedliwa praca dzieci. Nie jest sprawiedliwa praca w sweatshopach. Dlaczego? Zagraj w tą prowokacyjną gierkę - Play Sweatshop:
Nie są sprawiedliwe tragedie, takie jak ta ostatnia w Bangladeszu, gdzie pod gruzami fabryki odzieży zginęło ponad 750 osób.(Podpisz petycję.)
Nie jest sprawiedliwa korporacyjna chciwość i wychowywanie kolejnych pokoleń konsumentów, którzy kupią wszystko co modne i tanie...
Organizacja FairTrade ma na celu zmienić tą sytuację, choćby w małym stopniu. Aby producenci kawy, herbaty, kakao, czy bananów dostawali za swoją pracę godziwe wynagrodzenie. Aby pokazać, że w lepszym świecie sytuacja pracowników w sweatshopach kogoś jednak obchodzi.
Każdy kij ma jednak dwa końce. Produkty FairTrade są dwa razy droższe niż niesprawiedliwe. I chociaż los tych ludzi w Chinach czy Bangladeszu nie jest mi obojętny, to nie stać mnie na codzienne zakupy z niebiesko-zielono-czarnym znaczkiem.
Ponadto w materiałach kursu Critical Thinking in Global Challenges znalazłam informację, że opłata wejściowa za uzyskanie certyfikatu/znaczka Fair Trade jest tak wysoka ($1,570 za pierwszy rok), że uniemożliwia przystąpienie do sieci wielu biedniejszym ludziom. Ostateczny zarobek producentów FairTrade też nie jest aż tak wysoki, jak to sugerują kampanie Sprawiedliwego Handlu. System certyfikacji Fairtrade Fundation okazał się bardzo dziurawy i podatny na nadużycia.
"Do granic absurdu posunął się jeden z producentów napojów gazowanych. Oferuje on napój w którym zawartość składników Fairtrade wynosi zaledwie 5%, podczas cena napoju aż czterokrotnie przewyższa podobne napoje konkurencji."
Tu kilka dodatkowych faktów. A tu, z jeszcze innej beczki, o ciekawych badaniach: "Na Uniwersytecie w Toronto przeprowadzono badanie dowodzące, że osoby, które zrobiły ekologiczne zakupy, zaraz potem pozwalają sobie na dużo gorsze zachowania – byli gotowi kłamać, oszukiwać i kraść.(...)Z przeprowadzonego badania wynika, że jeśli wybierzemy w sklepie produkt opatrzony napisami ekologicznymi/zielonymi, zaraz potem zrobimy coś dużo gorszego, niż gdybyśmy kupili produkt konwencjonalny, ponieważ umieszczanie tego typu informacji na etykiecie zamienia nasze poczucie winy w towar."
Auć, nie zdawałam sobie z tego wcześniej sprawy :-/
I co dalej z tym fantem? Jakieś sensowne rozwiązania? Autor podlinkowanego artykułu FairTrade-handel prawie sprawiedliwy sugeruje skupić się na wspieraniu lokalnych rolników i omijaniu pośredników, aby zysk zostawał w kieszeni producenta. A jeśli decydujemy się kupować produkty FairTrade, to wybierajmy te nieprzetworzone, jak banany, kawę czy herbatę, a nie napoje czy czekoladę.
Zawsze też można (a nawet trzeba) próbować wywierać nacisk na sieci, które nie przestrzegają zasad Fair Trade wobec swoich pracowników. Można przemyśleć swoje rzeczywiste potrzeby i ograniczyć konsumpcję, starając się wybierać mądrze i etycznie. Ale stuprocentowej pewności, że wybraliśmy fair, nie będziemy mieć. Niestety.
Pewnie wszyscy znają już znaczek Fair Trade, więc idei nie trzeba wyjaśniać, ale warto co jakiś czas przypomnieć. Że handel sprawiedliwy nie jest. Bo nie jest sprawiedliwe to, że w Stanach za uszycie koszuli płaci się komuś 7$, a w Bangladeszu 20 centów.
Nie jest sprawiedliwa praca dzieci. Nie jest sprawiedliwa praca w sweatshopach. Dlaczego? Zagraj w tą prowokacyjną gierkę - Play Sweatshop:
Nie są sprawiedliwe tragedie, takie jak ta ostatnia w Bangladeszu, gdzie pod gruzami fabryki odzieży zginęło ponad 750 osób.(Podpisz petycję.)
Nie jest sprawiedliwa korporacyjna chciwość i wychowywanie kolejnych pokoleń konsumentów, którzy kupią wszystko co modne i tanie...
Organizacja FairTrade ma na celu zmienić tą sytuację, choćby w małym stopniu. Aby producenci kawy, herbaty, kakao, czy bananów dostawali za swoją pracę godziwe wynagrodzenie. Aby pokazać, że w lepszym świecie sytuacja pracowników w sweatshopach kogoś jednak obchodzi.
Każdy kij ma jednak dwa końce. Produkty FairTrade są dwa razy droższe niż niesprawiedliwe. I chociaż los tych ludzi w Chinach czy Bangladeszu nie jest mi obojętny, to nie stać mnie na codzienne zakupy z niebiesko-zielono-czarnym znaczkiem.
Ponadto w materiałach kursu Critical Thinking in Global Challenges znalazłam informację, że opłata wejściowa za uzyskanie certyfikatu/znaczka Fair Trade jest tak wysoka ($1,570 za pierwszy rok), że uniemożliwia przystąpienie do sieci wielu biedniejszym ludziom. Ostateczny zarobek producentów FairTrade też nie jest aż tak wysoki, jak to sugerują kampanie Sprawiedliwego Handlu. System certyfikacji Fairtrade Fundation okazał się bardzo dziurawy i podatny na nadużycia.
"Do granic absurdu posunął się jeden z producentów napojów gazowanych. Oferuje on napój w którym zawartość składników Fairtrade wynosi zaledwie 5%, podczas cena napoju aż czterokrotnie przewyższa podobne napoje konkurencji."
Tu kilka dodatkowych faktów. A tu, z jeszcze innej beczki, o ciekawych badaniach: "Na Uniwersytecie w Toronto przeprowadzono badanie dowodzące, że osoby, które zrobiły ekologiczne zakupy, zaraz potem pozwalają sobie na dużo gorsze zachowania – byli gotowi kłamać, oszukiwać i kraść.(...)Z przeprowadzonego badania wynika, że jeśli wybierzemy w sklepie produkt opatrzony napisami ekologicznymi/zielonymi, zaraz potem zrobimy coś dużo gorszego, niż gdybyśmy kupili produkt konwencjonalny, ponieważ umieszczanie tego typu informacji na etykiecie zamienia nasze poczucie winy w towar."
Auć, nie zdawałam sobie z tego wcześniej sprawy :-/
I co dalej z tym fantem? Jakieś sensowne rozwiązania? Autor podlinkowanego artykułu FairTrade-handel prawie sprawiedliwy sugeruje skupić się na wspieraniu lokalnych rolników i omijaniu pośredników, aby zysk zostawał w kieszeni producenta. A jeśli decydujemy się kupować produkty FairTrade, to wybierajmy te nieprzetworzone, jak banany, kawę czy herbatę, a nie napoje czy czekoladę.
Zawsze też można (a nawet trzeba) próbować wywierać nacisk na sieci, które nie przestrzegają zasad Fair Trade wobec swoich pracowników. Można przemyśleć swoje rzeczywiste potrzeby i ograniczyć konsumpcję, starając się wybierać mądrze i etycznie. Ale stuprocentowej pewności, że wybraliśmy fair, nie będziemy mieć. Niestety.
6 maj 2013
Picasso eko-świadomości Natalie Jeremijenko
Klinika Zdrowia Środowiskowego na Uniwersytecie Nowojorskim, prowadzona przez Natalie Jeremijenko, "zaprzęga sztukę do pracy i wraz z zespołem
wolontariuszy łączy wiedzę techniczną ze sztuką użytkową, odnosząc się
do problemów środowiska naturalnego. Ich projekty to m.in.:
wyprowadzanie kijanek, sms-owanie do ryb, zakładanie ogrodów przy
hydrantach i wiele więcej. "
Celem kliniki jest przedefiniowanie tego, co uważamy za zdrowie, dlatego leczy ona problemy środowiskowe, nie zdrowotne, biorąc sobie do serca zasadę Hipokratesa, który mówił, że jeśli chcemy uleczyć wnętrze, musimy uzdrowić otoczenie.
Na podstawie badań stanu zdrowia dzieci na Manhattanie wynika, że najczęstszymi chorobami są: astma, opóźnienia w rozwoju, nowotwory, otyłość i cukrzyca. Nie są to więc choroby wywoływane przez wirusy i bakterie, ale cywilizacyjne. Nie wystarczy już więc być eko w standardowy sposób - segregując śmieci i korzystając z energooszczędnych żarówek, trzeba zrobić coś więcej dla klimatu i naszego zdrowia.
Klinika Zdrowia Środowiskowego ma bardzo nietypowe sposoby działania, które przypominają w pewnym stopniu akcje Cecylii Malik :-)
Trudno w skrócie opisać regułę kijanki kontrolnej - musicie to zobaczyć (mniej więcej od 4 minuty)
Blokowanie hydrantów i tworzenie wokół nich oaz zieleni, badania preferencji radzenia sobie ze stresem u myszy, OOZ (czyli ZOO naopak), wysyłanie smsów do ryb - brzmi dziwacznie, ale w tym szaleństwie jest metoda. Przynajmniej mnie ta pani przekonała :-)
Więcej projektów(na przykład How Stuff Is Made) Kliniki Zdrowia Środowiskowego znajdziecie w zakładce XRx.
Celem kliniki jest przedefiniowanie tego, co uważamy za zdrowie, dlatego leczy ona problemy środowiskowe, nie zdrowotne, biorąc sobie do serca zasadę Hipokratesa, który mówił, że jeśli chcemy uleczyć wnętrze, musimy uzdrowić otoczenie.
Na podstawie badań stanu zdrowia dzieci na Manhattanie wynika, że najczęstszymi chorobami są: astma, opóźnienia w rozwoju, nowotwory, otyłość i cukrzyca. Nie są to więc choroby wywoływane przez wirusy i bakterie, ale cywilizacyjne. Nie wystarczy już więc być eko w standardowy sposób - segregując śmieci i korzystając z energooszczędnych żarówek, trzeba zrobić coś więcej dla klimatu i naszego zdrowia.
Klinika Zdrowia Środowiskowego ma bardzo nietypowe sposoby działania, które przypominają w pewnym stopniu akcje Cecylii Malik :-)
Trudno w skrócie opisać regułę kijanki kontrolnej - musicie to zobaczyć (mniej więcej od 4 minuty)
Blokowanie hydrantów i tworzenie wokół nich oaz zieleni, badania preferencji radzenia sobie ze stresem u myszy, OOZ (czyli ZOO naopak), wysyłanie smsów do ryb - brzmi dziwacznie, ale w tym szaleństwie jest metoda. Przynajmniej mnie ta pani przekonała :-)
Więcej projektów(na przykład How Stuff Is Made) Kliniki Zdrowia Środowiskowego znajdziecie w zakładce XRx.
4 maj 2013
Najpierw Ziemia!
W majówkowym wieczornym kinie polecam film "First Earth" o bezkompromisowej ekoarchitekturze. I jeśli jeszcze nie mieliście okazji zakochać się w domach z gliny i naturalnym budownictwie, to zrobicie to po obejrzeniu "Przede wszystkim Ziemia", gwarantuję. A jeśli nie w samych domach, to w idei :-)
To pozytywny film, choć punkt wyjścia jest, jak zawsze w tego typu dokumentach, dołujący: technologia nas nie uratuje, żadna kombinacja alternatywnych
źródeł energii nie jest w stanie zaspokoić takiego stylu życia, jaki
utrzymujemy obecnie, ropa wkrótce się skończy – peak oil. Najbardziej oczywistym rozwiązaniem jest dążenie do i niezależności
energetycznej i samowystarczalności. Jej częścią jest ogrodnictwo, permakultura, tworzenie lokalnych społeczności, a także naturalne budownictwo.
Domy z gliny mają długowieczną tradycję. Z punktu widzenia zrównoważonego rozwoju glina jest najlepszym
surowcem budowlanym, jest lokalna i prawie wszędzie dostępna. Długo się
nagrzewa i długo oddaje ciepło. Jest zdrowa i trwała. Pozwala na kreatywność i tworzenie indywidualnych praktycznych rozwiązań - na przykład w ścianę kuchenną można wbudować zsyp do wyrzucanie kompostu wprost do kompostownika na zewnątrz.
Naturalne domy są tańsze, dzięki czemu można poradzić sobie
bez zaciągania kredytu na 30 lat.
Ważne jest też to, że wystarczy kilkudniowe szkolenie i
każdy jest w stanie nauczyć się techniki budowania z gliny, niepotrzebne są
studia i dyplom architekta. Każdy może być autorem swojego niepowtarzalnego
domu i zbudować go z grupą znajomych. Jedna z wypowiadających się w filmie
kobiet opowiada, że nie tyle kręci ją samo budowanie domu, co właśnie
współpraca, zabawa i rozmowy podczas pracy. Innym fajnym aspektem jest to, że budowanie nie jest tylko
domeną mężczyzn, ale także kobiet i dzieci, całej społeczności.
I to uczucie, że skoro sam/a możesz zbudować sobie dom, to jesteś w stanie
zrobić w życiu wszystko.
Film pokazuje gliniane budownictwo i ludzi nim zafascynowanych
w Afryce, Ameryce, Europie, krajach arabskich, czy Tajlandii.
Świetnym pomysłem Marka Lakemana &spółki jest The CityRepair Project z 1996 (z sukcesem do dziś). Wprowadzenie gliny do miast i budowanie niewielkich obiektów – miejsce na sąsiedzką wymianę gazet, całodobowej
herbaciarni (miejsce z termosem i kubkami), dużej glinianej ławki, kącika dla
dzieci, niewielkiej sceny, biblioteczki, czy ogrodu - w niesamowity sposób łączy ludzi. Takie miejsca na rogu ulic stają się metaforycznymi
skrzyżowaniami, gdzie spotykają się ludzkie losy. Zadaniem miejskich
architektów jest aranżować jak najwięcej takich punktów, gdzie ludzie mogliby
się spotykać, rozmawiać, organizować, rozwijać sąsiedzkie więzi. Bo co z tego,
że prawo gwarantuje wolność zgromadzenia, skoro nie ma gdzie się gromadzić. Im się udało :-)
Tea station
A na polskim gruncie? Jeśli chodzi o promowanie naturalnego budownictwa i kultury DIY, to mamy oczywiście Cohabitat, który zatacza coraz szersze kręgi.
Jest też Fundacja Napraw Sobie Miasto i wiele lokalnych organizacji/stowarzyszeń/grup nieformalnych działających na rzecz lokalnych społeczności i ruchu sąsiedzkiego. Zainteresuj się!
PS. Z filmu zapamiętałam szczególnie panią, która przed swoim domem
zrobiła miejsce, w którym można zostawić swoje wiersze, aby ktoś inny mógł je
zabrać i przeczytać. I ewentualnie zostawić swoje w czymś w rodzaju otwartej skrzynki na
listy. A wasza ulubiona inspiracja?
2 maj 2013
28 kwi 2013
Coś nowego
No właśnie?
Nie mówię tu o jakichś spektakularnych wyczynach typu skok na spadochronie, czy urodzenie dziecka :-) Ale czasem fajnie jest odejść od rutyny i zrobić coś po raz pierwszy, spróbować nowych smaków, poznać nowych ludzi, bla bla bla. A ponieważ rzeczy pierwsze najłatwiej przychodzą w dziedzinie kulinarnej, to chciałam się podzielić swoimi najnowszymi must eat.
Na przykład ostatnio odkryłam pewne ziółko, znane pod wieloma nazwami. Nie, to nie to zioło :-)
Dotarło do mnie jesienią, jako Cuban Oregano, dzięki MadMarLiv z EkoKreatywnej Prowincji. Była to jedna z nielicznych roślinek (oprócz awokado), która jakoś przeżyła zimę. Miesiąc temu zaczęła puszczać nowe listki i gałązki, więc postanowiłam spróbować i zasługuje zdecydowanie na tytuł Odkrycia Kwietnia :-)
Kubańskie Oregano (choć smakowo bardziej adekwatna jest nazwa Meksykańska Mięta) łączy w sobie smak mięty, tymianku, oregano i szałwię. I jest takie świeże. Świetnie smakuje w sałatkach i na kanapkach. Do herbaty też się ponoć sprawdza. Spróbujcie koniecznie.
Mogę też polecić sorbetowe lody o smaku cytrynowo-bazyliowym, fajne połączenie :-)
Z pozostałych rzeczy pierwszych jest jeszcze smufi ze szpinaku, banana i gruszki, którego zamówiłam w wegańskiej burgerowni Krowarzywa. Ten szpinak w zielonych shake'ach zawsze wydawał mi się trochę podejrzany, ale wbrew pozorom naprawdę smakuje dobrze :-)
Za nowości!
Edit:
A jakby ktoś miał ochotę spróbować czegoś zupełnie nowego (i nie tylko związanego z jedzeniem), to polecam otwartą turę Tygodnia innego niż wszystkie. Zapisywać się można do 2 maja, natomiast już 4 maja dostaniecie mailem Poradnik, jak przeżyć ten tydzień :-) Jestem bardzo ciekawa Waszych doświadczeń.
24 kwi 2013
Herbatka
A herbata? Piję jej sporo, zazwyczaj czarną, zazwyczaj z imbirem i cytryną. Nie jest więc to zestaw lokalny. Boję się nawet szacunkowo obliczyć odległości, jakie przebywają poszczególne składniki, zanim trafią do mojego kubka. Kupowanie marki Fair Trade, czyli Clipper, łagodzi wyrzuty sumienia, ale...
Co mogłabym zrobić? Porzucić czarną herbatę na rzecz mieszanki ziołowej? Albo w ogóle porzucić herbatę? Wykorzystywać skrupulatnie odpady (pudełka, folię, herbaciane torebki)?
Na przykład tak :-)
Herbaciane róże (tutorial)
Kiecka:
Kołderka:
lub bardziej praktycznie:
Co mogłabym zrobić? Porzucić czarną herbatę na rzecz mieszanki ziołowej? Albo w ogóle porzucić herbatę? Wykorzystywać skrupulatnie odpady (pudełka, folię, herbaciane torebki)?
Na przykład tak :-)
Herbaciane róże (tutorial)
Kiecka:
Kołderka:
lub bardziej praktycznie:
Znacie inne sposoby?
16 kwi 2013
Konkursowo
Więc tak, konkursów jest kilka, z różnych bajek, niektóre nie mają aż tak wiele wspólnego z ekologią, ale może ktoś się skusi :-)
Pierwszy dotyczy projektantów ze Śląska, ponieważ konkurs Śląska rzecz ma na celu promocję śląskiego designu (w kategoriach produkt, grafika użytkowa -w tym komunikacja wizualna i multimedia - oraz usługa). Nie ma osobnej kategorii 'ekodesign", ale zakazu nie ma, więc co wam szkodzi. Zgłaszać się można do końca kwietnia.
Drugi nie ma limitów regionalnych, trzeba mieć tylko 18 lat i wymyślić hasło namawiające do rzucenia butelek PET. Dwa najlepsze hasła wygrywają nowoczesne syfony do robienia sobie w domu wody sodowej z mózgu :-) Tak się złożyło, że jedno takie urządzenie mam od niedawna na blacie i jest to sympatyczny gadżet, więc jeśli chcesz, żeby ci woda sodowa uderzyła do głowy, to hasła można wysyłać do piątku 19 kwietnia.
Trzeci konkurs wymaga nakręcenia krótkiego filmiku (30 sekund) na temat "Lubię rower, bo" albo "Lubię ekologię, bo...". Jeśli do 3 maja twój filmik zbierze 100 lajków na fejsie, to przechodzi do kolejnego etapu, kiedy oceni go jury. Zwycięzca zgarnia rower. Czasu więc zostało niewiele, ale równie niewiele jest na razie zgłoszeń, więc może warto powalczyć :-) Rozstrzygnięcie 26 maja we Wro podczas całodniowej imprezy EkoRower.
I jeszcze konkurs fotograficzny dla młodzieży (13-18) i dorosłych pod hasłem Dobry dla przyrody, dobry dla siebie. Do 11 września. O zwycięstwie decydują głosy internautów (więc do kitu), zatem specjalnie nie zachęcam.
I na koniec konkurs ART TECH DESIGN, dla wszystkich, którzy mają pomysł na twórcze i/lub funkcjonalne przerobienie elektroodpadów. Trzy kategorie i trzy nagrody główne (laptopy). Zgłoszenia do końca kwietnia, więc czasu jest niewiele.
Poza tym fanom konkursów polecam bloga Aktualne konkursy, duży wybór lokalnych, niszowych i skierowanych do studentów szkół artystycznych :-)
Pierwszy dotyczy projektantów ze Śląska, ponieważ konkurs Śląska rzecz ma na celu promocję śląskiego designu (w kategoriach produkt, grafika użytkowa -w tym komunikacja wizualna i multimedia - oraz usługa). Nie ma osobnej kategorii 'ekodesign", ale zakazu nie ma, więc co wam szkodzi. Zgłaszać się można do końca kwietnia.
Drugi nie ma limitów regionalnych, trzeba mieć tylko 18 lat i wymyślić hasło namawiające do rzucenia butelek PET. Dwa najlepsze hasła wygrywają nowoczesne syfony do robienia sobie w domu wody sodowej z mózgu :-) Tak się złożyło, że jedno takie urządzenie mam od niedawna na blacie i jest to sympatyczny gadżet, więc jeśli chcesz, żeby ci woda sodowa uderzyła do głowy, to hasła można wysyłać do piątku 19 kwietnia.
Trzeci konkurs wymaga nakręcenia krótkiego filmiku (30 sekund) na temat "Lubię rower, bo" albo "Lubię ekologię, bo...". Jeśli do 3 maja twój filmik zbierze 100 lajków na fejsie, to przechodzi do kolejnego etapu, kiedy oceni go jury. Zwycięzca zgarnia rower. Czasu więc zostało niewiele, ale równie niewiele jest na razie zgłoszeń, więc może warto powalczyć :-) Rozstrzygnięcie 26 maja we Wro podczas całodniowej imprezy EkoRower.
I jeszcze konkurs fotograficzny dla młodzieży (13-18) i dorosłych pod hasłem Dobry dla przyrody, dobry dla siebie. Do 11 września. O zwycięstwie decydują głosy internautów (więc do kitu), zatem specjalnie nie zachęcam.
I na koniec konkurs ART TECH DESIGN, dla wszystkich, którzy mają pomysł na twórcze i/lub funkcjonalne przerobienie elektroodpadów. Trzy kategorie i trzy nagrody główne (laptopy). Zgłoszenia do końca kwietnia, więc czasu jest niewiele.
Poza tym fanom konkursów polecam bloga Aktualne konkursy, duży wybór lokalnych, niszowych i skierowanych do studentów szkół artystycznych :-)
14 kwi 2013
Ach, co to był za tydzień...
Miał być inny niż wszystkie. Ale nie był. W zasadzie był całkiem zwykłym tygodniem, tylko po prostu częściej zaglądałam na bloga. Może dlatego, że większość proponowanych zmian (no, może oprócz odcięcia się od energii elektrycznej) już kiedyś do swojego życia wprowadziłam. Może też dlatego, że w turze pilotażowej brałam udział sama, a moja dwuosobowa rodzina nie była nim zainteresowana. Mogłam więc eksperymentować tylko na sobie, nie mieszając w to bliskich (co jest dość trudne zważywszy na to, że korzystamy z tego samego mieszkania).
A więc w skrócie plusy i minusy polskiej edycji No Impact Week.
Zacznę od zalet:
- poradnik jest naprawdę przejrzyście i fajnie napisany, dużo ciekawych linków (np. o polskim systemie car sharingu) przystosowanych do polskich realiów
- codzienne zadania zmusiły mnie do przemyślenia jeszcze raz kilku kwestii (i jeszcze potem ująć to jakoś na blogu i w ankiecie ewaluacyjnej, oto jest wyzwanie)
- dzięki TINW poznałam kilka nowych (dla mnie), blogów, prowadzonych przez towarzyszki i towarzysza "niedoli". Swoje tygodniowe zmagania dziarsko opisywali bowiem 3 poziomy i Wolnym być. I jeszcze Ekscentryczny parowar. A z blogów, na które zaglądałam już wcześniej to Zielona wśród ludzi, Z tworzonka, no i Rosa kochana :-) Dobrze jest wiedzieć, że nie jestem sama :-)
A teraz niedociągnięcia TINW
- wiem, że trudno w ciągu jednego tygodnia poruszyć wszystkie ważne tematy, no nie da się. Ale zabrakło w dniu pierwszym refleksji, po co to wszystko robimy (mierzymy swój ślad ekologiczny, oszczędzamy energię, wodę, ilość odpadów). Wiadomo, że każdy ma swoje powody, które go do tematu zbliżają. Jedni są ciekawi, czy można na tym zaoszczędzić pieniądze, drudzy dlatego, że lubią kreatywnie spędzać czas i i przetwarzać śmieci, trzeci dlatego, że zostali rodzicami i to ich pchnęło w stronę ekorodzicielstwa, a jeszcze inni dlatego, że kochają przyrodę i nie wyobrażają sobie bez niż życia. I tego ostatniego elementu w całym tym tygodniu mi zabrakło. Ani słowa o zwierzętach (a w końcu w mieście też są i to całkiem sporo), zarówno tych dzikich, jak i domowych. I o tych w schroniskach (co mogłoby być dobrym punktem do wolontariatu). I ani słowa o przyrodzie - rzekach i ściekach, powietrzu i smogu, roślinności, hałasie. A kilka praktycznych wskazówek, jak reagować, kiedy na twoim podwórku ścinają drzewo (albo jak je posadzić), co zrobić, kiedy do piwnicy wprowadzi się kotka z młodymi albo na balkonie gołąb założy gniazdo, albo kiedy czujemy, że sąsiad pali śmieci w piecu, albo kiedy nie segreguje śmieci we wspólnocie (a teraz odpowiedzialność zbiorowa). Albo kiedy ktoś nie sprząta po swoim psie lub wylewa szambo na pole. To wszystko też dałoby się podciągnąć do wyzwania wolontariat/dzielenie się/lub działanie we wspólnocie
- kalkulator żywnościowy był do bani, don't use it
- brakowało mi uwzględnienia perspektywy rodzica biorącego udział w TINW. Bycie eko, jak się jest singlem, to stosunkowo prosta sprawa. Gdy do gry wchodzą dzieci, sytuacja się komplikuje. W pierwszych miesiącach/latach można nadal podejmować decyzje za dziecko - stosować wielorazowe pieluchy, nosić w chuście, ciuszki wymieniać lub kupować używki, karmić ekowarzywkami itp. Potem dziecko zaczyna chcieć decydować o sobie samo i teoretycznie rolą rodzica jest wskazanie właściwych wyborów i podsunięcie ekorozwiązań. Ale co, jeśli potomek wcale nie chce bawić drewnianymi zabawkami, nie chce się dzielić z innymi, najchętniej żywiłby się słodyczami i codziennie pogłębiał swój ślad ekologiczny o chińskie badziewie? A co, jeśli tych dzieci mamy kilkoro i najzwyczajniej w świecie nie ogarniamy? Przydałoby się w przewodniku kilka słów do rodziców właśnie. Albo przy każdym zadaniu ustalić poziomy trudności dostosowane do osób prowadzących samodzielne gospodarstwo albo wspólne, w mieście lub na wsi (bo w domkach jednorodzinnych trochę inne sprawy wysuwają się na pierwszy plan). I jeszcze jedna sprawa - bycie eko bywa trudne nie dlatego, że są to wyzwania ponad siły, ale dlatego, że powodują pewne wykluczenie społeczne/towarzyskie. Przykładowo - kiedy jako nastolatek chcemy przejść na wegetarianizm. W tym celu należy tylko: 1.Powiedzieć rodzicom o niejedzeniu mięsa, 2. przekonać ich do zmiany gotowania i/lub 3.zacząć gotować samemu. Ile osób polega już przy punkcie pierwszym? Albo przy pierwszym rodzinnym obiedzie, kiedy bezmięsny okazuje się być tylko chleb do zupy? Poproszenie w restauracji o szklankę kranówki jest równie stresujące, co zamawianie pizzy bez sera (lub dopytywanie kelnera o wegańskość składników wszystkich dań obiadowych). Kupowanie kosmetyków nietestowanych na zwierzętach i niepodkupionych przez większe korporacje (np. Body Shop wykupiony przez L'Oreal) to zadanie dla sklepowego detektywa, ale nie wszyscy mają tyle czasu, pieniędzy i możliwości kupowania przez internet. Podobnie jest z wyszukiwaniem rzeczy niewyprodukowanych w Chinach i z certyfikatem Fair Trade. Skrzętne zachowywanie każdego śmiecia do ewentualnej przeróbki może powodować małżeńskie spięcia, zwłaszcza kiedy druga połówka nie ma duszy chomika i wolałaby mieć więcej miejsca w domu. I tak dalej, i tym podobnie. Nie da się ukryć - bycie eko wymaga dużej dawki asertywności i gotowości do kompromisu jednocześnie. Bardzo przydaje się grupa wsparcia - dla mnie to społeczność wegedzieciaka, ekoblogosfera (do której zaraz dodam nowoodkryte blogi) i realne osoby, które też starają się żyć "bez wpływu", a których jest coraz więcej. I mam nadzieję, że w drugiej/otwartej edycji Tygodnia ujawnią się kolejne.
A co do dzieci, to przyznaję swojej córce prawo do własnego zdania, nie musi być taka jak ja. Mogę jej pokazać, jak się segreguje śmieci, ale bardziej będę się cieszyć, kiedy któregoś dnia zrozumie sens ich nieprodukowania. To będzie dla niej początek No Impact Week. A może i life :-)
ps. ostatni dzień Tygodnia innego niż wszystkie jest zarazem pierwszym dniem Tygodnia Weganizmu. Kto podejmie wyzwanie?
A więc w skrócie plusy i minusy polskiej edycji No Impact Week.
Zacznę od zalet:
- poradnik jest naprawdę przejrzyście i fajnie napisany, dużo ciekawych linków (np. o polskim systemie car sharingu) przystosowanych do polskich realiów
- codzienne zadania zmusiły mnie do przemyślenia jeszcze raz kilku kwestii (i jeszcze potem ująć to jakoś na blogu i w ankiecie ewaluacyjnej, oto jest wyzwanie)
- dzięki TINW poznałam kilka nowych (dla mnie), blogów, prowadzonych przez towarzyszki i towarzysza "niedoli". Swoje tygodniowe zmagania dziarsko opisywali bowiem 3 poziomy i Wolnym być. I jeszcze Ekscentryczny parowar. A z blogów, na które zaglądałam już wcześniej to Zielona wśród ludzi, Z tworzonka, no i Rosa kochana :-) Dobrze jest wiedzieć, że nie jestem sama :-)
A teraz niedociągnięcia TINW
- wiem, że trudno w ciągu jednego tygodnia poruszyć wszystkie ważne tematy, no nie da się. Ale zabrakło w dniu pierwszym refleksji, po co to wszystko robimy (mierzymy swój ślad ekologiczny, oszczędzamy energię, wodę, ilość odpadów). Wiadomo, że każdy ma swoje powody, które go do tematu zbliżają. Jedni są ciekawi, czy można na tym zaoszczędzić pieniądze, drudzy dlatego, że lubią kreatywnie spędzać czas i i przetwarzać śmieci, trzeci dlatego, że zostali rodzicami i to ich pchnęło w stronę ekorodzicielstwa, a jeszcze inni dlatego, że kochają przyrodę i nie wyobrażają sobie bez niż życia. I tego ostatniego elementu w całym tym tygodniu mi zabrakło. Ani słowa o zwierzętach (a w końcu w mieście też są i to całkiem sporo), zarówno tych dzikich, jak i domowych. I o tych w schroniskach (co mogłoby być dobrym punktem do wolontariatu). I ani słowa o przyrodzie - rzekach i ściekach, powietrzu i smogu, roślinności, hałasie. A kilka praktycznych wskazówek, jak reagować, kiedy na twoim podwórku ścinają drzewo (albo jak je posadzić), co zrobić, kiedy do piwnicy wprowadzi się kotka z młodymi albo na balkonie gołąb założy gniazdo, albo kiedy czujemy, że sąsiad pali śmieci w piecu, albo kiedy nie segreguje śmieci we wspólnocie (a teraz odpowiedzialność zbiorowa). Albo kiedy ktoś nie sprząta po swoim psie lub wylewa szambo na pole. To wszystko też dałoby się podciągnąć do wyzwania wolontariat/dzielenie się/lub działanie we wspólnocie
- kalkulator żywnościowy był do bani, don't use it
- brakowało mi uwzględnienia perspektywy rodzica biorącego udział w TINW. Bycie eko, jak się jest singlem, to stosunkowo prosta sprawa. Gdy do gry wchodzą dzieci, sytuacja się komplikuje. W pierwszych miesiącach/latach można nadal podejmować decyzje za dziecko - stosować wielorazowe pieluchy, nosić w chuście, ciuszki wymieniać lub kupować używki, karmić ekowarzywkami itp. Potem dziecko zaczyna chcieć decydować o sobie samo i teoretycznie rolą rodzica jest wskazanie właściwych wyborów i podsunięcie ekorozwiązań. Ale co, jeśli potomek wcale nie chce bawić drewnianymi zabawkami, nie chce się dzielić z innymi, najchętniej żywiłby się słodyczami i codziennie pogłębiał swój ślad ekologiczny o chińskie badziewie? A co, jeśli tych dzieci mamy kilkoro i najzwyczajniej w świecie nie ogarniamy? Przydałoby się w przewodniku kilka słów do rodziców właśnie. Albo przy każdym zadaniu ustalić poziomy trudności dostosowane do osób prowadzących samodzielne gospodarstwo albo wspólne, w mieście lub na wsi (bo w domkach jednorodzinnych trochę inne sprawy wysuwają się na pierwszy plan). I jeszcze jedna sprawa - bycie eko bywa trudne nie dlatego, że są to wyzwania ponad siły, ale dlatego, że powodują pewne wykluczenie społeczne/towarzyskie. Przykładowo - kiedy jako nastolatek chcemy przejść na wegetarianizm. W tym celu należy tylko: 1.Powiedzieć rodzicom o niejedzeniu mięsa, 2. przekonać ich do zmiany gotowania i/lub 3.zacząć gotować samemu. Ile osób polega już przy punkcie pierwszym? Albo przy pierwszym rodzinnym obiedzie, kiedy bezmięsny okazuje się być tylko chleb do zupy? Poproszenie w restauracji o szklankę kranówki jest równie stresujące, co zamawianie pizzy bez sera (lub dopytywanie kelnera o wegańskość składników wszystkich dań obiadowych). Kupowanie kosmetyków nietestowanych na zwierzętach i niepodkupionych przez większe korporacje (np. Body Shop wykupiony przez L'Oreal) to zadanie dla sklepowego detektywa, ale nie wszyscy mają tyle czasu, pieniędzy i możliwości kupowania przez internet. Podobnie jest z wyszukiwaniem rzeczy niewyprodukowanych w Chinach i z certyfikatem Fair Trade. Skrzętne zachowywanie każdego śmiecia do ewentualnej przeróbki może powodować małżeńskie spięcia, zwłaszcza kiedy druga połówka nie ma duszy chomika i wolałaby mieć więcej miejsca w domu. I tak dalej, i tym podobnie. Nie da się ukryć - bycie eko wymaga dużej dawki asertywności i gotowości do kompromisu jednocześnie. Bardzo przydaje się grupa wsparcia - dla mnie to społeczność wegedzieciaka, ekoblogosfera (do której zaraz dodam nowoodkryte blogi) i realne osoby, które też starają się żyć "bez wpływu", a których jest coraz więcej. I mam nadzieję, że w drugiej/otwartej edycji Tygodnia ujawnią się kolejne.
A co do dzieci, to przyznaję swojej córce prawo do własnego zdania, nie musi być taka jak ja. Mogę jej pokazać, jak się segreguje śmieci, ale bardziej będę się cieszyć, kiedy któregoś dnia zrozumie sens ich nieprodukowania. To będzie dla niej początek No Impact Week. A może i life :-)
ps. ostatni dzień Tygodnia innego niż wszystkie jest zarazem pierwszym dniem Tygodnia Weganizmu. Kto podejmie wyzwanie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)









































