Ach, odkąd na niedzielnych warsztatach Feldenkraisa dowiedziałam się od jednej z uczestniczek, że we Wrocławiu działa Kawiarenka Snu, marzę o drzemce w kokonie :-)
Pomysł uważam za świetny (i nie tylko ja, bo licencję na Kawiarenkę Snu chce też kupić NASA), tym bardziej, że mniej więcej od roku bliżej przyglądam się snom, zapisuję je i potem dzielę się nimi w Kręgu Snów on line.
Bardzo to ciekawa praktyka (książkę można kupić tu) i sen stał się ważną częścią mojego życia. Nawet kupiłam sobie bawełnianą kołdrę (a wcale nie jest łatwo znaleźć kołdrę ze 100% bawełny, bo w sklepach głównie mikrowłókno i poliester) oraz perkalową pościel, żeby było przyjemniej :-)
Polecam pracę z Natalią Miłuńską i grupę Krąg Snów, bo dzięki temu moje śnienie wskoczyło na zupełnie nowy poziom:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą idea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą idea. Pokaż wszystkie posty
12 mar 2019
22 paź 2018
Eko-Poznań, czyli ach, co to był za weekend
Tydzień temu spędziłam weekend w Poznaniu i akurat trafiłam na otwarcie Po-Dzielni, czyli pierwszego poznańskiego freeshopu.
Po-Dzielnia ma dobrą lokalizację, przy ulicy Głogowskiej, w pobliżu Dworca Głównego i Targów, łatwo trafić.Oprócz freeshopu (czyli miejsca, gdzie można zostawić niepotrzebne rzeczy (ale w dobrym stanie) lub wziąć je, jeśli akurat potrzebujemy - całkowicie za darmo), odbywają się też wykłady, warsztaty, Repair Cafe, spotkania krążące wokół tematyki zero waste, ekonomii współdzielenia, gospodarki cyrkulacyjnej itp.
Wnętrze pełne regałów (zrobionych społecznie przez wolontariuszy) czeka na odwiedzających! Można przynosić i brać ubrania (pojedyncze sztuki, nie całe wory), książki, naczynia, zabawki, bibeloty, jedzenie (paczkowane, niepsujące się) itp. Mam nadzieję, że tej inicjatywie będzie się wiodło lepiej niż poznańskim Giveboxom, które są super, ale niestety wymagają dużo uwagi i opieki. Co rusz na fp Giveboxu widzę apele o sprzątanie, o zostawianie mniejszej ilości rzeczy, o nieprzynoszenie śmieci lub rzeczy w złym stanie, szafy są niszczone i bez monitoringu trudno utrzymać je w ładzie.
(zdjęcie z fp Givebox Poznań)
Co jeszcze jest eko w Poznaniu? Tym razem nie zdążyłam, ale następnym razem chcę zobaczyć interaktywny pomnik upamiętniający postać Kazimierza Nowaka, dzięki któremu można podładować telefon :-)
Info i zdjęcie z portalu epoznan.pl:
"Na złoty rower każdy może wsiąść i przejechać symbolicznie cześć dystansu pokonanego przez podróżnika. Nietypowy pomnik połączony jest z latarnią, która niebawem będzie świecić. W trakcie pedałowania za pomocą dynama będzie generowany prąd, oświetlający umieszczoną w latarni żarówkę. Będzie też można naładować telefon ponieważ rzeźba będzie miała wbudowaną ładowarkę."
I jeszcze jeden bardzo fajny pomysł - do wprowadzenia w życie w innych miastach - od 1 września uczniowie zameldowani w Poznaniu korzystają z komunikacji miejskiej ZA DARMO. Myślę, że to naprawdę realna zachęta dla dzieci i rodziców, żeby przesiąść się z samochodu na tramwaj czy autobus i przyczynić się do odkorkowania miasta.
Po-Dzielnia ma dobrą lokalizację, przy ulicy Głogowskiej, w pobliżu Dworca Głównego i Targów, łatwo trafić.Oprócz freeshopu (czyli miejsca, gdzie można zostawić niepotrzebne rzeczy (ale w dobrym stanie) lub wziąć je, jeśli akurat potrzebujemy - całkowicie za darmo), odbywają się też wykłady, warsztaty, Repair Cafe, spotkania krążące wokół tematyki zero waste, ekonomii współdzielenia, gospodarki cyrkulacyjnej itp.
Wnętrze pełne regałów (zrobionych społecznie przez wolontariuszy) czeka na odwiedzających! Można przynosić i brać ubrania (pojedyncze sztuki, nie całe wory), książki, naczynia, zabawki, bibeloty, jedzenie (paczkowane, niepsujące się) itp. Mam nadzieję, że tej inicjatywie będzie się wiodło lepiej niż poznańskim Giveboxom, które są super, ale niestety wymagają dużo uwagi i opieki. Co rusz na fp Giveboxu widzę apele o sprzątanie, o zostawianie mniejszej ilości rzeczy, o nieprzynoszenie śmieci lub rzeczy w złym stanie, szafy są niszczone i bez monitoringu trudno utrzymać je w ładzie.
(zdjęcie z fp Givebox Poznań)
Co jeszcze jest eko w Poznaniu? Tym razem nie zdążyłam, ale następnym razem chcę zobaczyć interaktywny pomnik upamiętniający postać Kazimierza Nowaka, dzięki któremu można podładować telefon :-)
Info i zdjęcie z portalu epoznan.pl:
"Na złoty rower każdy może wsiąść i przejechać symbolicznie cześć dystansu pokonanego przez podróżnika. Nietypowy pomnik połączony jest z latarnią, która niebawem będzie świecić. W trakcie pedałowania za pomocą dynama będzie generowany prąd, oświetlający umieszczoną w latarni żarówkę. Będzie też można naładować telefon ponieważ rzeźba będzie miała wbudowaną ładowarkę."
I jeszcze jeden bardzo fajny pomysł - do wprowadzenia w życie w innych miastach - od 1 września uczniowie zameldowani w Poznaniu korzystają z komunikacji miejskiej ZA DARMO. Myślę, że to naprawdę realna zachęta dla dzieci i rodziców, żeby przesiąść się z samochodu na tramwaj czy autobus i przyczynić się do odkorkowania miasta.
6 paź 2018
Społeczność vs. silny lider
We wrześniu doszło do pęknięcia dwóch baniek związanych z liderami organizacji pozarządowych. Pierwszy przypadek to ksiądz WIOSNA Stryczek - lider Szlachetnej Paczki - jak się okazało w głośnym reportażu Onetu - autokratyczny zarządca, bynajmniej nie w ruchu równości i ideałów kojarzonych ze Szlachetną Paczką.
Drugi to Paweł Sroczyński - lider Cohabitatu - fundacji, która wielokrotnie przewijała się tutaj na blogu. Promocja naturalnego budownictwa, samowystarczalności, technologii open source, permakultury, fab-laby, magazyn WyTwórcy, Osada Twórców - dziesiątki świetnych webinarów i inicjatyw, z których część wspierałam przy okazji zbiórek crowdfundingowych. Tutaj bańka pękła bez medialnego szumu, dowiedziałam się o niej głównie dlatego, że kilkoro znajomych było związanych z Cohabitatem. Na fp fundacji zamieszczono lakoniczne oświadczenie o zmianach i podziale zespołu. Jak się okazało - kilka flagowych projektów zostało przez Pawła autorytarnie zamkniętych, a brak transparentności finansowej sprawił, że z Cohabitatu wycofało się wiele osób, ostatnio - grupa ludzi tworzących Osadę Twórców. Ich oświadczenie-argumenty można przeczytać tu. Dyskusja, która toczy się w komentarzach na FB pod postami Komitetu Rewizyjnego, jest bardzo pouczająca. Najciekawszy i najbardziej wyważony wydaje mi się komentarz Grzegorza Bielicy:
Natomiast odpowiedź Pawła zamieszczona jest tutaj. Na fp Cohabitatu zapowiedziane jest także, w połowie października zamieści raport finansowy i odniesie się do zarzutów. Zobaczymy.
Po obu stronach żal i rozczarowanie, bo to zawsze przykre, kiedy pękają iluzje. Niełatwo jest być liderem, co do tego nie mam wątpliwości. Pojawiające się w grupie konflikty to również naturalna kolej rzeczy, nie da się ich uniknąć. Ale istnieją przecież narzędzia do ich rozwiązywania i w miarę pomyślnego przechodzenia procesów grupowych. Są mediacje, kręgi naprawcze, różne metody facylitacji, jest Porozumienie bez Przemocy (nvc), jest Dragon Dreaming.
Mam więc nadzieję, że w Cohabitat jako wspólnota ludzi jeszcze nie umarł, tylko rzeczywiście przechodzi proces transformacji. Możliwe, że będzie to transformacja w model biznesowy i pewnie nie ma w tym nic złego, ale wtedy uczciwiej byłoby przestać działać pod płaszczykiem NGO i kreowania wizerunku wspólnoty...
Naprawdę jestem ciekawa, jak to się rozwiąże. Pytanie, co stanie się ze społecznością - np. Osady Twórców? Czy rozproszy się po innych grupach czy stworzy oddzielne plemię? Na jakich zasadach? I dlaczego nie uczymy się od dziecka kooperacji?
Drugi to Paweł Sroczyński - lider Cohabitatu - fundacji, która wielokrotnie przewijała się tutaj na blogu. Promocja naturalnego budownictwa, samowystarczalności, technologii open source, permakultury, fab-laby, magazyn WyTwórcy, Osada Twórców - dziesiątki świetnych webinarów i inicjatyw, z których część wspierałam przy okazji zbiórek crowdfundingowych. Tutaj bańka pękła bez medialnego szumu, dowiedziałam się o niej głównie dlatego, że kilkoro znajomych było związanych z Cohabitatem. Na fp fundacji zamieszczono lakoniczne oświadczenie o zmianach i podziale zespołu. Jak się okazało - kilka flagowych projektów zostało przez Pawła autorytarnie zamkniętych, a brak transparentności finansowej sprawił, że z Cohabitatu wycofało się wiele osób, ostatnio - grupa ludzi tworzących Osadę Twórców. Ich oświadczenie-argumenty można przeczytać tu. Dyskusja, która toczy się w komentarzach na FB pod postami Komitetu Rewizyjnego, jest bardzo pouczająca. Najciekawszy i najbardziej wyważony wydaje mi się komentarz Grzegorza Bielicy:
"Pozwolę
sobie zabrać neutralny głos. Po projektach, które stymulował Paweł pod
marką Cohabitatu, pozostała cała wiązanka ludzi i organizacji, które
działają, rozwijają się albo pomimo upadku wniosły coś do przestrzeni.
Po pierwsze cały rynek naturalnych
budowniczych dostał marketingowego kopa i wielu domorosłych fachowców
pozakładało firmy, a na początku była garstka zapaleńców. W zasadzie
nowa gałąź rynku w ciągu 6 lat. Jednostki, które współpracowały z
Cohabitatem, nieważne czy "urażone", "poszkodowane" etc. w wielu
przypadkach stały się mega specami od alternatywnych technologii i
przedsiębiorcami, pierwsze kroki stawiali w Cohabitacie i okolicach,
ochoczo skorzystali z sieci marketingu i zasięgów. Paradoksalnie
wkurzenie się na "niesprawiedliwe"potraktowanie stało się motorem do
twórczości, albo niezależności. Efekt uboczny? Czy świadome działania? .
Style zarządzania, przywództwa są różne. Zwróćcie uwagę, że w
społecznych NGOsowych ruchach tylko te które mają charyzmatyka na czele w
długiej perspektywie robią coś, co jest warte odnotowania. Albo mają
dużo siana na płatne promo
;)
Taki ktoś, człowieki komety, najczęściej osoby, które na rzecz czegoś
większego jedzą bułę, tracą zdrowie, rodziny, majątki. Stają w ciekawej
sytuacji... Ich własny projekt społeczny zaczyna ich trawić i to w
najwyższym punkcie. Z drugiej strony współtwórcy maja pełne prawo do
pretensji, przecież "wizja" okazała się tylko po części realna. Przecież
rzuciłem stabilną pracę, piździdołek dla tej wizji, wpłacałem...no
właśnie. Czy wypada mieć pretensje o własne decyzje? Manipulacja? Twarde
słowa..no weźcie, bo to raz się ktoś z Was naciął albo przeliczył z
oczekiwaniami. Abstrahując, sporo hejtu, w tym od ludzi z przeszłości. 2
lata to w biznesie, okres kiedy zwykła firma stoi przed być albo nie
być, zapytajcie speców od zarządzania. Albo się dostosowuje albo wypada z
rynku. Czy propozycja kursów jest zła? Czy może odbiorcom odpowiada?
Czy format free couch sezonowego cochousingu jest zły/dobry?
Obiektywnie, czy gdyby organizacja pokroju X Eco Coś tam była klasyczną
firmą, mogłaby liczyć na Waszą wiedzę, wsparcie, zaangażowanie? Czy
gdyby wydawanie książek, festiwale, warsztaty byłby oferowane klasycznie
bez crowdsourcingu. Czy powstałby taki fermentator? Może to tutaj jest
żarcik i błąd u podstaw? Może lepiej, żeby farmlaby, ekoosady etc.
(notabene słabo w kraju) były po prostu przedsiębiorstwami
agroturystycznymi? Może wtedy byłoby akceptowalne, że jest jeden szef na
piramidzie?A może jednak spółdzielnia? Czy wtedy akceptowalny były
kredyt inwestycyjny spłacany przez dochody od klientów? Ciekawe... Sami
sobie na to odpowiadajcie. Pionierka. Zwróćcie uwagę, że wszystkie
pionierskie pomysły po pewnym czasie podlegają permutacjom otoczenia. I
niestety przeważnie "rewolucja zabija swojej dzieci" uwierzcie, ostatnio
spotkałem 5-tkę pionierów ruchu make DIY w kraju, wszyscy dostali po
garach, mają dosyć i zwijają mandżur. To co zaczęło się w okolicach
2012/2013 w ogóle w materii DIY, samowystarczalności, otwartych pracowni
makerspace idt. Na ten moment ma bum. od 2 do 60 makerspace w kraju i
stale rośnie. Co ciekawe poszperajcie sobie, że to już są modele
wspierane przez ministerstwa, wielkie korpo, UE. Bo zauważyli trend,
rynek, potencjał i zasób ludzki i innowacyjny. Czy gdyby ktoś założył
taką "osadę innowacji agrotechnicznych" za 1 mln zł z UE bylibyście tak
samo swobodni, zaangażowani, twórczy, serdeczni? Wiecie...na serio z
totalnie luźnej i odległej perspektywy. Powtarzania się scenariuszy i
jakiś tam trupów z szafy. Osada przetrwa w zmienionej formie inspirując
inne szalone jednostki do zakładania tym razem stricte biznesowych farm
permakulturowych na zasadach komercyjnych (bazujących na skilach Pawła i
Osady) gdzie różowe pindzie przyjadą kozę wydoić i fotę na insta
strzelić;) I będą/będziecie słono za to płacić za weekend full serwis.
Paweł czy inni podobni, odsapną, zbiorą doświadczenia i wymyślą coś
jeszcze większego i znowu na wariata zorganizują przestrzeń i ludzi do
fermentacji. Sądzę, że potencjalnie "rozwodnicy" założą coś swojego i
też będzie to dobre tylko inne. I wiecie...tak na koniec bez
jakiegokolwiek odniesienia osobowego. Ci co byli w tej pierwszej fali
pionierskiej, będą mieli zajebiste wspomnienia. Ci co uczynią sobie z
tego wielką krzywdę, żale etc. no to cóż...smacznego. A coś mogę na ten
temat powiedzieć."
Natomiast odpowiedź Pawła zamieszczona jest tutaj. Na fp Cohabitatu zapowiedziane jest także, w połowie października zamieści raport finansowy i odniesie się do zarzutów. Zobaczymy.
Po obu stronach żal i rozczarowanie, bo to zawsze przykre, kiedy pękają iluzje. Niełatwo jest być liderem, co do tego nie mam wątpliwości. Pojawiające się w grupie konflikty to również naturalna kolej rzeczy, nie da się ich uniknąć. Ale istnieją przecież narzędzia do ich rozwiązywania i w miarę pomyślnego przechodzenia procesów grupowych. Są mediacje, kręgi naprawcze, różne metody facylitacji, jest Porozumienie bez Przemocy (nvc), jest Dragon Dreaming.
Mam więc nadzieję, że w Cohabitat jako wspólnota ludzi jeszcze nie umarł, tylko rzeczywiście przechodzi proces transformacji. Możliwe, że będzie to transformacja w model biznesowy i pewnie nie ma w tym nic złego, ale wtedy uczciwiej byłoby przestać działać pod płaszczykiem NGO i kreowania wizerunku wspólnoty...
Naprawdę jestem ciekawa, jak to się rozwiąże. Pytanie, co stanie się ze społecznością - np. Osady Twórców? Czy rozproszy się po innych grupach czy stworzy oddzielne plemię? Na jakich zasadach? I dlaczego nie uczymy się od dziecka kooperacji?
30 wrz 2018
Nie buduj bazy na Marsie, Ziemia cię potrzebuje
Na początek wystąpienie TED:
Brzmi rozsądnie, bo przecież prostsze wydaje się ratowanie naszych ziemskich zasobów niż poszukiwanie nowych planet do życia.
Dotychczasowe próby odtworzenia marsowych warunków do przeżycia grupy ludzi nie napawają optymizmem. Jak zapewnić podstawowe kwestie do przetrwania - czyste powietrze, wodę, jedzenie, odpowiednią temperaturę? Wyzwań jest wiele. Bo podstawa piramidy Maslowa to jedno, a co z tzw. potrzebami wyższymi? I jak rozwiązać kwestie związane z poczuciem izolacji, osamotnienia, oraz życiem i pracą na bardzo małej przestrzeni?
W Polsce również próbowano stworzyć symulację życia w kosmicznych bazach, ale pierwsza lokalizacja nie wypaliła (z powodu braku drogi dojazdowej), w drugim miejscu cały eksperyment trwał zaledwie dwa tygodnie. Brak informacji o tym, jak przebiegła kontynuacja tej symulacji w bazie Lunares pod Piłą. Ale za to habitat oferuje możliwość szkoleń biznesowych, misji naukowych, testowania technologii, wycieczki i warsztaty (np. z robotyki). W sumie - czemu nie? Wolałabym jechać z firmą na misję szkoleniową - symulację wyprawy w kosmos niż na integracyjny paintball pod Częstochową :-)
A tymczasem posłuchajcie dźwięków Marsa (można puścić dzieciom zamiast Misia Szumisia):
Osobiście mam nadzieję, że nie dojdzie do realizacji takich projektów jak MarsOne (wokół którego narosło wiele kontrowersji), ale naukowcy skupią się na tym, jak (prze)trwać i chronić środowisko tu, na Ziemi. Takie na przykład badania - jak wyżywić przyszłych kolonistów na Marsie - mogą przecież pomóc nie tylko potencjalnym zdobywcom kosmosu, ale także ludziom tu i teraz.
"Projektowany przez naukowców z Wrocławia system oczyszczania ścieków mógłby znaleźć zastosowanie nie tylko w kosmosie, ale i na Ziemi, np. na stacjach polarnych, platformach wiertniczych czy wszędzie tam, gdzie występuje deficyt wody. "Mogłoby to mieć zastosowanie wszędzie tam, gdzie konieczne jest zamykanie obiegu wody" - podkreślił dr Kamil Janiak."
Zaczynam też wierzyć, że uratować nas mogą bakterie, a nawet inżynieria genetyczna (choć ten scenariusz jakoś mniej mi się podoba):
9 wrz 2018
Słoik dla głodnego kontra Małe Spiżarenki
Rok temu wspominałam o sąsiedzkim ruchu Little Free Pantry, który na podobieństwo Little Free Libraries podbija głównie Amerykę. Skoro jednak mikrobiblioteczki już się nieśmiało pojawiają w różnych miejscach naszego kraju (nawet w moim rodzinnym mieście), więc może i Mikro-jadłodzielnie pokażą się w Polsce?
Little Free Pantries to sieć niewielkich szafek/budek, w których można zostawiać jedzenie i z niego korzystać, jeśli ktoś w potrzebie. Jednym słowem, to takie małe Jadłodzielnie, raczej na produkty paczkowane i konserwowe.
W Opolu Jadłodzielnia się nie przyjęła, prawdopodobnie godziny dostępu do społecznej lodówki były zbyt krótkie, poza tym w większości świeciła pustkami...
Za to w Ełku niedawno otwarto Jadłodzielnię czynną 24 godziny na dobę, i to pod patronatem miasta, super!
Gdybam sobie, ze takie Małe Spiżarenki, umieszczone w strategicznych punktach miasta (przy akademikach, koło dworca, na osiedlach) byłyby łatwiejsze do ogarnięcia i lepiej spełniałyby swoją rolę.
Piosenka motywacyjna:
Innym pomysłem w nurcie ratowania żywności jest akcja Słoik dla Głodnego, ale tu już wymagana jest pewna odwaga cywilna i chęć do interakcji z osobami potrzebującymi. To trochę jak Food Not Bombs albo Zupa na Plantach (i inne Zupy, których więcej jest w Polsce), ale bez podtekstów ideologicznych czy religijnych. Jakoś nie mam w sobie takiej gotowości i wolałabym anonimowe przekazywanie produktów, ale oczywiście gorąco zachęcam tych, co w sobie taką iskrę noszą.
Little Free Pantries to sieć niewielkich szafek/budek, w których można zostawiać jedzenie i z niego korzystać, jeśli ktoś w potrzebie. Jednym słowem, to takie małe Jadłodzielnie, raczej na produkty paczkowane i konserwowe.
W Opolu Jadłodzielnia się nie przyjęła, prawdopodobnie godziny dostępu do społecznej lodówki były zbyt krótkie, poza tym w większości świeciła pustkami...
Za to w Ełku niedawno otwarto Jadłodzielnię czynną 24 godziny na dobę, i to pod patronatem miasta, super!
Gdybam sobie, ze takie Małe Spiżarenki, umieszczone w strategicznych punktach miasta (przy akademikach, koło dworca, na osiedlach) byłyby łatwiejsze do ogarnięcia i lepiej spełniałyby swoją rolę.
Piosenka motywacyjna:
Innym pomysłem w nurcie ratowania żywności jest akcja Słoik dla Głodnego, ale tu już wymagana jest pewna odwaga cywilna i chęć do interakcji z osobami potrzebującymi. To trochę jak Food Not Bombs albo Zupa na Plantach (i inne Zupy, których więcej jest w Polsce), ale bez podtekstów ideologicznych czy religijnych. Jakoś nie mam w sobie takiej gotowości i wolałabym anonimowe przekazywanie produktów, ale oczywiście gorąco zachęcam tych, co w sobie taką iskrę noszą.
1 sie 2018
Dźwięki klangoru, dżwięki domu
klangor - rzeczownik, rodzaj męskorzeczowy
- (1.1) ornit. głośny, jednostajny wielokrotnie powtarzany dźwięk wydawany przez lecące ptactwo
- Ostatni miesiąc upłynął mi głównie dźwiękowo - najpierw warsztaty śpiewu tradycyjnego z Barbarą Wilińską w Strużynach (polecam bardzo, dzikie miejsca niedaleko Gorzowa Wlk., co roku dzieje się tam wiele za sprawą Towarzystwa Kultury Czynnej). A to oznaczało ponad tydzień spędzony na śpiewaniu, słuchaniu i graniu na instrumentach nieoczywistych (typu kankles, kalimba czy lira korbowa). Był też klangor żurawi.
- Potem był Wolimierz z dźwiękami, od których drgała ziemia pod namiotem. A teraz znów są dźwięki miasta, zaćmienia Księżyca, Odry.
- A propos tej ostatniej, to jest człowiek, który nagrywa rzeki i robi z tego muzykę. Albo i film (Wodra):
- Przeczytajcie też wywiad z owym człowiekiem, czyli Michałem Zygmuntem o dźwięku domu. "Mam taką prywatną teorię, że dźwięk w domu może być przyczyną rozwodu. Jeśli pomieszczenie źle brzmi, to trzeba w nim wkładać więcej wysiłku w komunikację, w rozmowę. Musisz mówić głośniej albo wszystko brzmi dziesięć razy bardziej."
30 maj 2018
Zielona Praga
Ekomania właśnie odbyła swoją doroczną pielgrzymkę do krainy
knedlików i lentilków, więc podzielę się typami "dokąd pójść, co zjeść, gdzie poleżeć", bo a nuż ktoś z was się
szykuje na wycieczkę do Czech.
Od dawna już omijam w Pradze szlaki turystyczne, wszystkie te Mosty Karola, Hradczany i Złote Uliczki. Lubię zaglądać do miejskich parków, które są w każdej dzielnicy. W planowaniu trasy może pomóc strona Praha zelena - nieprzekombinowana prosta lista + mapa zielonych powierzchni stolicy z krótkimi opisami (ponad 200 lokalizacji!). Osobiście b.lubię wzgórze Parukářka na Żizkowie z przepiękną panoramą Pragi, dużym placem zabaw i knajpką. Na Parukářce często są darmowe koncerty, można też zalec na trawie pod drzewem, obserwować psy i dzieci i po prostu być.
Po spacerze trzeba coś zjeść - wegańskich lokali jest w Pradze coraz więcej (tu pomoże wyszukiwarka Soucitne.cz lub międzynarodowa Happy Cow), ale ja tym razem szczególnie polecam Socialni Bistro Strecha - bezpretensjonalną wegańską knajpkę, prowadzoną przez spółdzielnię socjalną, w której zatrudnione są osoby wykluczone - bezdomne i/lub po pobycie w więzieniu.
Przyjemny klimat, przemiła obsługa, niskie (jak na Pragę) ceny, smaczne jedzenie (ja się akurat załapałam na German brunch - jak na poniższej fotce) - baardzo tak. Ulica Milíčova 25 w kultowej dzielnicy Zizkov :-)
Nie jest to zresztą jedyne takie miejsce w Pradze - już 15 lat temu działały przynajmniej dwa lokale, w których obsługę tworzyły osoby z niepełnosprawnościami, chorobami psychicznymi albo w trudnej sytuacji życiowej (www.greendoors.cz). Jest też wege bar i catering Kucharki bez domu - prowadzony przez kobiety bezdomne. Warto je wspierać.
Godny uwagi i odwiedzin jest także sklep charytatywny/warsztatownia Prestupni stanice (czyli stacja przesiadkowa), gdzie oprócz tego, że można oddać niepotrzebne rzeczy/kupić tanio ubrania, książki i duperelki, to jeszcze wziąć udział w różnych wykładach, zajęciach czy warsztatach. W Stacji pracują również osoby bez stałego miejsca zamieszkania. Znajdziecie na Chelčického 17, Żiżkov, a jakże.
Podróżnikom, zwłaszcza budżetowym, przydać się może także specjalna mapa dla osób bezdomnych i w trudnej sytuacji socjalnej - www.mapabezdomova.cz, gdzie można znaleźć przydatne informacje typu gdzie jest darmowe WC, prysznic, jedzenie, kawa, możliwość doładowania komórki lub skorzystania z wi-fi, noclegownie, punkty porad prawnych i z pomocą materialną. Na mapie są na razie 3 czeskie miasta (w tym Praga). Świetny pomysł, który warto skopiować, bo przecież nie tylko grupa docelowa może skorzystać...
Od dawna już omijam w Pradze szlaki turystyczne, wszystkie te Mosty Karola, Hradczany i Złote Uliczki. Lubię zaglądać do miejskich parków, które są w każdej dzielnicy. W planowaniu trasy może pomóc strona Praha zelena - nieprzekombinowana prosta lista + mapa zielonych powierzchni stolicy z krótkimi opisami (ponad 200 lokalizacji!). Osobiście b.lubię wzgórze Parukářka na Żizkowie z przepiękną panoramą Pragi, dużym placem zabaw i knajpką. Na Parukářce często są darmowe koncerty, można też zalec na trawie pod drzewem, obserwować psy i dzieci i po prostu być.
Po spacerze trzeba coś zjeść - wegańskich lokali jest w Pradze coraz więcej (tu pomoże wyszukiwarka Soucitne.cz lub międzynarodowa Happy Cow), ale ja tym razem szczególnie polecam Socialni Bistro Strecha - bezpretensjonalną wegańską knajpkę, prowadzoną przez spółdzielnię socjalną, w której zatrudnione są osoby wykluczone - bezdomne i/lub po pobycie w więzieniu.
Przyjemny klimat, przemiła obsługa, niskie (jak na Pragę) ceny, smaczne jedzenie (ja się akurat załapałam na German brunch - jak na poniższej fotce) - baardzo tak. Ulica Milíčova 25 w kultowej dzielnicy Zizkov :-)
Nie jest to zresztą jedyne takie miejsce w Pradze - już 15 lat temu działały przynajmniej dwa lokale, w których obsługę tworzyły osoby z niepełnosprawnościami, chorobami psychicznymi albo w trudnej sytuacji życiowej (www.greendoors.cz). Jest też wege bar i catering Kucharki bez domu - prowadzony przez kobiety bezdomne. Warto je wspierać.
Godny uwagi i odwiedzin jest także sklep charytatywny/warsztatownia Prestupni stanice (czyli stacja przesiadkowa), gdzie oprócz tego, że można oddać niepotrzebne rzeczy/kupić tanio ubrania, książki i duperelki, to jeszcze wziąć udział w różnych wykładach, zajęciach czy warsztatach. W Stacji pracują również osoby bez stałego miejsca zamieszkania. Znajdziecie na Chelčického 17, Żiżkov, a jakże.
Podróżnikom, zwłaszcza budżetowym, przydać się może także specjalna mapa dla osób bezdomnych i w trudnej sytuacji socjalnej - www.mapabezdomova.cz, gdzie można znaleźć przydatne informacje typu gdzie jest darmowe WC, prysznic, jedzenie, kawa, możliwość doładowania komórki lub skorzystania z wi-fi, noclegownie, punkty porad prawnych i z pomocą materialną. Na mapie są na razie 3 czeskie miasta (w tym Praga). Świetny pomysł, który warto skopiować, bo przecież nie tylko grupa docelowa może skorzystać...
18 maj 2018
Bądź jak kojot
Biorę ostatnio udział w Latającym Cyrku - nowym projekcie Agaty Dutkowskiej. Polega to na tym, że co tydzień dostajemy mailem różne zadania, a potem w zamkniętej grupie na fejsiku dzielimy się z innymi naszymi przemyśleniami.
I właśnie dziś dowiedziałam się, że zadanie w tym tygodniu (pobudzające ciekawość), ma w sobie cechy metody kojota (coyote teaching).
Po polsku nie znalazłam na ten temat wiele, ale zajrzyjcie do książki Kalosze pełne kijanek: Jak dzięki rozwijaniu miłości do przyrody wychować kreatywne, odważne i odpowiedzialne dziecko :
Natychmiastowe udzielenie odpowiedzi na pytanie często zabija dalsze interakcje i gasi stan ciekawości. Coyote's Guide doradza, aby nie odpowiadać bezpośrednio na pytania, tylko zadawać dalsze - naprowadzające na samodzielną odpowiedź - aby utrzymać umysł wciąż w stanie zainteresowania.
Po przeczytaniu fragmentu tej książki w Google Books chyba zakupię całość :-)
Myślenie Kojotem sprawia, że pojawiają się kolejne pytania, które czasem pozwalają dojść do zupełnie innych odpowiedzi :-) Warto spróbować i to nie tylko w kontekście edukacji przyrodniczej.
I właśnie dziś dowiedziałam się, że zadanie w tym tygodniu (pobudzające ciekawość), ma w sobie cechy metody kojota (coyote teaching).
Po polsku nie znalazłam na ten temat wiele, ale zajrzyjcie do książki Kalosze pełne kijanek: Jak dzięki rozwijaniu miłości do przyrody wychować kreatywne, odważne i odpowiedzialne dziecko :
Natychmiastowe udzielenie odpowiedzi na pytanie często zabija dalsze interakcje i gasi stan ciekawości. Coyote's Guide doradza, aby nie odpowiadać bezpośrednio na pytania, tylko zadawać dalsze - naprowadzające na samodzielną odpowiedź - aby utrzymać umysł wciąż w stanie zainteresowania.
Po przeczytaniu fragmentu tej książki w Google Books chyba zakupię całość :-)
Myślenie Kojotem sprawia, że pojawiają się kolejne pytania, które czasem pozwalają dojść do zupełnie innych odpowiedzi :-) Warto spróbować i to nie tylko w kontekście edukacji przyrodniczej.
27 kwi 2018
5 pomysłów na ekomajówkę
1. Mikrowyprawa - koniecznie
nawet kilkugodzinny wypad do lasu, połączony ze zbieraniem ziół i ogniskiem to dobry reset od codzienności.
Wariacji może być nieskończenie wiele - obserwacja ptaków, podjechanie jednej stacji pociągiem i powrót pieszo, robienie zielnika, zabranie ze sobą hamaka (i nawet w parku frajda niesłychana :-) ), podchody, zwiedzanie nowego miejsca.
Co się może przydać:
krzesiwo
kubek
książka Zrób ten zielnik (wczoraj dopiero przyszła, więc jeszcze bez recenzji)
butelka na wodę
hamak (45zł w Decathlonie plus 2 taśmy transportowe i karabińczyki z Castoramy) - małe to, a dużo radości
aparat fotograficzny
przekąski
Poniżej fotki z naszego ostatniego spaceru roślinnego pod Opolem, credit photo to Studio Radha
2. Plogging - czyli jogging lub spacer połączony ze zbieraniem śmieci
Co się może przydać:
worek/torba
rękawiczki
spokój ducha
3. Wycieczka do najbliższego gospodarstwa agroturystycznego. My mamy takie zaprzyjaźnione miejsce z opolskiej kooperatywy i właśnie 1 maja jedziemy na wspólne zbieranie zielska i ognisko.
Ale jeśli ktoś woli góry, to Wolimierz też zaprasza: Maj uff ka.
Co ci się może przydać:
środek transportu
sprzęt kampingowy
4. Zrób coś dobrego
Dla siebie i dla innych. Może być do jedzenia (pesto z czosnku niedźwiedziego - aktualny hit), może być bardziej w sferze idei. Można realnie, można wirtualnie np. wspierając któryś z projektów crowfdundingowych. Ja np. dumnie wspieram Lunarki, czyli projekt wydania zeszytu ćwiczeń do obserwowania własnej cykliczności: Księżycowy Workbook
Ale jest też fajny projekt z Poznania na stworzenie Po/dzielni, czyli freeshopu (to pomysł ludzi od Giveboxu, więc marka jest i miłe nagrody, np. udział w warsztacie szablonowania koszulek z Patyczakiem).
Co ci się może przydać:
dostęp do internetu i płatności internetowych
dostęp do kuchni
książki
inni ludzie
5. A jeśli kompletnie ci brak pomysłów, możesz wykorzystać kilka od Bolesława Chromrego:
nawet kilkugodzinny wypad do lasu, połączony ze zbieraniem ziół i ogniskiem to dobry reset od codzienności.
Wariacji może być nieskończenie wiele - obserwacja ptaków, podjechanie jednej stacji pociągiem i powrót pieszo, robienie zielnika, zabranie ze sobą hamaka (i nawet w parku frajda niesłychana :-) ), podchody, zwiedzanie nowego miejsca.
Co się może przydać:
krzesiwo
kubek
książka Zrób ten zielnik (wczoraj dopiero przyszła, więc jeszcze bez recenzji)
butelka na wodę
hamak (45zł w Decathlonie plus 2 taśmy transportowe i karabińczyki z Castoramy) - małe to, a dużo radości
aparat fotograficzny
przekąski
Poniżej fotki z naszego ostatniego spaceru roślinnego pod Opolem, credit photo to Studio Radha
2. Plogging - czyli jogging lub spacer połączony ze zbieraniem śmieci
Co się może przydać:
worek/torba
rękawiczki
spokój ducha
3. Wycieczka do najbliższego gospodarstwa agroturystycznego. My mamy takie zaprzyjaźnione miejsce z opolskiej kooperatywy i właśnie 1 maja jedziemy na wspólne zbieranie zielska i ognisko.
Ale jeśli ktoś woli góry, to Wolimierz też zaprasza: Maj uff ka.
Co ci się może przydać:
środek transportu
sprzęt kampingowy
4. Zrób coś dobrego
Dla siebie i dla innych. Może być do jedzenia (pesto z czosnku niedźwiedziego - aktualny hit), może być bardziej w sferze idei. Można realnie, można wirtualnie np. wspierając któryś z projektów crowfdundingowych. Ja np. dumnie wspieram Lunarki, czyli projekt wydania zeszytu ćwiczeń do obserwowania własnej cykliczności: Księżycowy Workbook
Ale jest też fajny projekt z Poznania na stworzenie Po/dzielni, czyli freeshopu (to pomysł ludzi od Giveboxu, więc marka jest i miłe nagrody, np. udział w warsztacie szablonowania koszulek z Patyczakiem).
Co ci się może przydać:
dostęp do internetu i płatności internetowych
dostęp do kuchni
książki
inni ludzie
5. A jeśli kompletnie ci brak pomysłów, możesz wykorzystać kilka od Bolesława Chromrego:
16 kwi 2018
O tym, jakie dobre są kiszone cytryny w czasie nowiu
Ten wpis będzie trochę o kiszonych cytrynach, a trochę o tym, że wszyscy to robią. Bo i Natalka, i jej tato, i Agnieszka, i Justyna, i Ola, i Gosia, i nawet Sylwia Chutnik to robiła :-) Cała Polska robi sobie dietę Ewy Dąbrowskiej, zwaną też postem Daniela. I ja też.
Mija właśnie drugi tydzień, odkąd znów wcinam tylko warzywa, i przedwczoraj odkryłam nowy smak, którym nie mogę się nacieszyć. Cytryny zakisiłam jakieś 2 miesiące temu i zapomniałam o nich, ale w poszukiwaniu czegoś do sałatki (ocet jabłkowy - też jesteś fajny, ale...) postanowiłam otworzyć jeden słoiczek. No i rewelacja, lemoniadowy, orzeźwiający, a jednak słony, polecam bardzo, tym którzy jeszcze nie robili. Przepisów w necie jest całe mnóstwo, ja chyba korzystałam z tego (choć na próbę zakisiłam tylko 3 cytryny, żeby w razie porażki nie płakać gorzko).
A dziś nastawiłam cytryny kiszone ekspress wg Hajduczka (aczkolwiek wyeliminowałam cukier) i b. jestem ciekawa, co z tego wyjdzie.
A zatem dobrze jest odkrywać nowe smaki i w ogóle robić coś nowego, a tak się składa, że ostatnio dość często przychodzą do mnie nowości. Np. warsztaty "pokochaj swoją miednicę", w których brałam udział z okazji festiwalu Kręgi Kobiet. I znów zdziwienie - dlaczego tak ważna wiedza przychodzi dopiero teraz? Dlaczego o mięśniach dna miednicy (inaczej mięśniach Koegla) nie uczy się w liceum? Bardzo wam polecam zaprzyjaźnić się ze swoją miednicą i zrobić czasem dla niej (i dla siebie) kilka ćwiczeń.
Z innych nowych rzeczy to także nowe ćwiczenia głosowe (warsztaty z performerką Edką Jarząb), magia masażu tajskiego (wSPAniałe doświadczenie) i zajęcia ruchowe, które zdecydowanie otworzyły mi nowe ścieżki neuronowe, czy jak to tam zwał. Okazuje się, że tarzanie się po podłodze i inne formy ruchu, np. Gyrokinesis (na pewno za kilka sezonów będzie modniejsza niż joga), czy pound fitness (zajęcia z pałeczkami do perkusji) , robią dobrze nie tylko na ciało, ale i na głowę.
Do tego wszystkiego znów mamy nów (a od kilku miesięcy śledzę swoje cykle z Moon Mandalą), czyli czas zaczynania od nowa, puszczania w świat intencji, robienia nowych rzeczy.
A zatem bój się i rób!
Mija właśnie drugi tydzień, odkąd znów wcinam tylko warzywa, i przedwczoraj odkryłam nowy smak, którym nie mogę się nacieszyć. Cytryny zakisiłam jakieś 2 miesiące temu i zapomniałam o nich, ale w poszukiwaniu czegoś do sałatki (ocet jabłkowy - też jesteś fajny, ale...) postanowiłam otworzyć jeden słoiczek. No i rewelacja, lemoniadowy, orzeźwiający, a jednak słony, polecam bardzo, tym którzy jeszcze nie robili. Przepisów w necie jest całe mnóstwo, ja chyba korzystałam z tego (choć na próbę zakisiłam tylko 3 cytryny, żeby w razie porażki nie płakać gorzko).
A dziś nastawiłam cytryny kiszone ekspress wg Hajduczka (aczkolwiek wyeliminowałam cukier) i b. jestem ciekawa, co z tego wyjdzie.
A zatem dobrze jest odkrywać nowe smaki i w ogóle robić coś nowego, a tak się składa, że ostatnio dość często przychodzą do mnie nowości. Np. warsztaty "pokochaj swoją miednicę", w których brałam udział z okazji festiwalu Kręgi Kobiet. I znów zdziwienie - dlaczego tak ważna wiedza przychodzi dopiero teraz? Dlaczego o mięśniach dna miednicy (inaczej mięśniach Koegla) nie uczy się w liceum? Bardzo wam polecam zaprzyjaźnić się ze swoją miednicą i zrobić czasem dla niej (i dla siebie) kilka ćwiczeń.
Z innych nowych rzeczy to także nowe ćwiczenia głosowe (warsztaty z performerką Edką Jarząb), magia masażu tajskiego (wSPAniałe doświadczenie) i zajęcia ruchowe, które zdecydowanie otworzyły mi nowe ścieżki neuronowe, czy jak to tam zwał. Okazuje się, że tarzanie się po podłodze i inne formy ruchu, np. Gyrokinesis (na pewno za kilka sezonów będzie modniejsza niż joga), czy pound fitness (zajęcia z pałeczkami do perkusji) , robią dobrze nie tylko na ciało, ale i na głowę.
Do tego wszystkiego znów mamy nów (a od kilku miesięcy śledzę swoje cykle z Moon Mandalą), czyli czas zaczynania od nowa, puszczania w świat intencji, robienia nowych rzeczy.
A zatem bój się i rób!
27 mar 2018
Czas na ekokapsułę czasu
Ostatnio w moim mieście ogłoszono akcję zbierania życzeń dla przyszłych pokoleń do kapsuły czasu na 800lecie Opola. Raczej nie wezmę w niej udziału, ale zaczęłam myśleć nad tym, co mogłoby się znaleźć w mojej prywatnej kapsule czasu.
Kartka z pamiętnika/bloga, zdjęcia z wakacji, lub raczej USB z nagranymi statusami na fejsie i ulubioną playlistą z jutiuba? A może nasiona, zielnik, naleweczka tatinka i zdjęcie z Czarnego Piątku?
Czy moje wnuki albo kogokolwiek innego będzie interesować moje życie osobiste, czy bardziej poruszy ich wiadomość, że kilka dni temu zginął ostatni nosorożec biały północny, co oznacza wyginięcie całego gatunku?
Żeby nie było - oczywiście istnieje coś takiego jako EKOkapsuła czasu - Amerykanie już na to wpadli :-) Ekokapsuła z Dnia Ziemi Anno Domini 1994 zostanie otwarta w roku 2044, czyli za 26 lat. Oto jest obietnica, którą inicjatorzy kapsuły zostawili potomnym (+ przeprosiny). Ci sami ludzie, czyli John Guillebaud i s-ka kładą duży nacisk na planowanie rodziny jako znaczący czynnik, który mógłby podnieść jakość życia na Ziemi. Posłuchajcie jego wystąpienia Sex&Planet na konferencji TED. Czy rzeczywiście antykoncepcja jest rozwiązaniem? Być może, ale tylko w połączeniu z wolnym wyborem...
Całość troszeczkę trąci Dobrowolnym Ruchem na rzecz Wyginięcia Ludzkości, ale nie mówię temu nie :-)
Tylko zastanawia mnie, dlaczego hymn ekokapsuły na jutiubie ma zaledwie 5 wyświetleń i jednego kciuka w górę? Słyszałam już gorsze piosenki, no sami oceńcie:
Jeśli lubicie śpiewać, to tu znajdziecie słowa.
A co z waszymi kapsułami - macie w planie jakieś? Pomysły z innych kapsuł mogą być inspiracją, Naukowa kapsuła czasu spoczęła na Spitsbergenie - zawiera m..in "liofilizowane DNA kobiety, mężczyzny, ale także szczura, łososia i ziemniaka. Jest również osobny pojemnik poświęcony naszemu środowisku. W kapsule zamknięto też utrwalone na porcelanie zdjęcie ciemnej strony Księżyca na tle Ziemi, które ma pokazywać, jak daleko potrafiliśmy latać w kosmos." Można też skorzystać z instrukcji :-)
Kartka z pamiętnika/bloga, zdjęcia z wakacji, lub raczej USB z nagranymi statusami na fejsie i ulubioną playlistą z jutiuba? A może nasiona, zielnik, naleweczka tatinka i zdjęcie z Czarnego Piątku?
Czy moje wnuki albo kogokolwiek innego będzie interesować moje życie osobiste, czy bardziej poruszy ich wiadomość, że kilka dni temu zginął ostatni nosorożec biały północny, co oznacza wyginięcie całego gatunku?
A może ciekawsza byłaby informacja, że mieszkańcy Szwajcarii owijają lodowce w koce. Wszystko po to, aby zapobiec ich topnieniu. "Białe płótna odbijają światło słoneczne od lodowca, co minimalizuje jego topnienie. Szwajcarski
glacjolog David Volken jest zdania, że metoda przynosi zamierzony
skutek. W rozmowie z agencją France-Presse przyznał, że koce mogą
ograniczyć sezonowe topnienie nawet o 70 proc."
Co będzie dla nich ważne za 50-100-150 lat? Czy wybaczą nam, że wyprodukowaliśmy tyle śmieci i tak zniszczyliśmy planetę? A może będą alergiczne na słońce, wodę i powietrze? Kto to wie...
Żeby nie było - oczywiście istnieje coś takiego jako EKOkapsuła czasu - Amerykanie już na to wpadli :-) Ekokapsuła z Dnia Ziemi Anno Domini 1994 zostanie otwarta w roku 2044, czyli za 26 lat. Oto jest obietnica, którą inicjatorzy kapsuły zostawili potomnym (+ przeprosiny). Ci sami ludzie, czyli John Guillebaud i s-ka kładą duży nacisk na planowanie rodziny jako znaczący czynnik, który mógłby podnieść jakość życia na Ziemi. Posłuchajcie jego wystąpienia Sex&Planet na konferencji TED. Czy rzeczywiście antykoncepcja jest rozwiązaniem? Być może, ale tylko w połączeniu z wolnym wyborem...
Całość troszeczkę trąci Dobrowolnym Ruchem na rzecz Wyginięcia Ludzkości, ale nie mówię temu nie :-)
Tylko zastanawia mnie, dlaczego hymn ekokapsuły na jutiubie ma zaledwie 5 wyświetleń i jednego kciuka w górę? Słyszałam już gorsze piosenki, no sami oceńcie:
Jeśli lubicie śpiewać, to tu znajdziecie słowa.
A co z waszymi kapsułami - macie w planie jakieś? Pomysły z innych kapsuł mogą być inspiracją, Naukowa kapsuła czasu spoczęła na Spitsbergenie - zawiera m..in "liofilizowane DNA kobiety, mężczyzny, ale także szczura, łososia i ziemniaka. Jest również osobny pojemnik poświęcony naszemu środowisku. W kapsule zamknięto też utrwalone na porcelanie zdjęcie ciemnej strony Księżyca na tle Ziemi, które ma pokazywać, jak daleko potrafiliśmy latać w kosmos." Można też skorzystać z instrukcji :-)
13 sty 2018
Baba Brinkman - The Rap Guide to Climate Chaos
Natrafiłam dziś na ten przewodnik Users guide for evolutionary wellbeing by Sacred Naturalism ... tak, w większości się zgadzam :-)
Ruch, zdrowe jedzenie, rytuały, twórczość, śpiew, aktywizm, wspólnota = uniwersalny przepis na dobre samopoczucie. W tym przewodniku, o dziwo, dostęp do internetu nie jest elementem niezbędnym do szczęścia :-P
Jednak internet do czegoś się przydaje - skacząc z linki na linkę dotarłam do Baba Brinkmana - kanadyjskiego artysty, rapera, intelektualistę, twórcę m.in. albumów The Rap Guide to Religion, The Rap Guide to Evolution, The Rap Guide to Consciousness , The Rap Guide to Wilderness, i w końcu The Rap Guide to Climate Chaos.
Posłuchajcież na przykład Whats beef - climate change version albo Carbon bubble, albo cały album:
Fajny, nie?
Ruch, zdrowe jedzenie, rytuały, twórczość, śpiew, aktywizm, wspólnota = uniwersalny przepis na dobre samopoczucie. W tym przewodniku, o dziwo, dostęp do internetu nie jest elementem niezbędnym do szczęścia :-P
Jednak internet do czegoś się przydaje - skacząc z linki na linkę dotarłam do Baba Brinkmana - kanadyjskiego artysty, rapera, intelektualistę, twórcę m.in. albumów The Rap Guide to Religion, The Rap Guide to Evolution, The Rap Guide to Consciousness , The Rap Guide to Wilderness, i w końcu The Rap Guide to Climate Chaos.
Posłuchajcież na przykład Whats beef - climate change version albo Carbon bubble, albo cały album:
Fajny, nie?
30 gru 2017
Sarkazm i pogarda osłabiają układ immunologiczny - nauka słuchania
Pozdrawiam z kończącego się przeziębienia. Ostatnio dużo słucham - audiobooków, audycji radiowych, podcastów. Doszłam do wniosku, że skoro i tak mam ten komfort, że mogę w pracy słuchać czego chcę, to może warto to jakoś wykorzystać. Wszystkie playlisty muzyczne już mi się dawno osłuchały, więc od dwóch tygodni audiotestuję w tle różne mniej lub bardziej mądre audycje.
Jeśli ktoś lubi folk i muzykę tradycyjną, to polecam Muzyczną Scenę Tradycji w Dwójce (koniecznie koncert Hańby!).
Przymierzam się do radiowych powieści w odcinkach. Audiobooki dostępne na jutiubie jakoś wchodzą, więc jedyny problem jaki przewiduję to brak koncentracji. Ale zawsze można cofnąć.
Ciekawe są podcasty Nauka XXI wieku. To właśnie stąd mam informację o tym, że sarkazm i pogarda sprawiają, że jesteśmy bardziej podatni na choroby zakaźne. Czyli oprócz syropku sosnowego, kropelek homeopatycznych L52 oraz naparów z kwiatów bzu i liści porzeczki powinnam sobie zaaplikować trochę dobrych emocji - dumy, odwagi i entuzjazmu. W sam raz na nowe rozdanie w 2018 :-)
(wróciłam do kolaży)
Dzielę się:
Szczęśliwe, proste życie - minimalizm. Rozmowa z Anną Mularczyk - podcast Koło Roweru (inne odcinki też ciekawe)
Podcast o ziołach w Radiu Dla Ciebie (+ Zioła i przyprawy)
Lista podcastów tematycznych w Radiu Dla Ciebie
Sekrety przyrody - audycje archiwalne w Radiu EM
Swiat przyrody - audycje Lasów Państwowych
Wierzę w zwierzę - audycje w Radiu Tok FM (niestety z reklamami...)
Poradnik Ekologiczny - w Radiu TOK FM
Przewodnik Smogowy - też Radio Tok FM
Ziołowy podcast Fiony - dość stare i słaba jakość, ale spox
Ninateka - ogrom dobroci, kultura, sztuka, reportaże
Słuchowiska w Jedynce
Scena teatralna Trójki
Radio Enklawa - wydaje się niezłe, ale jeszcze nie eksplorowałam
A wy coś polecacie do słuchania podczas pracy, gotowania, sprzątania, biegania (not my case)? Audiobooki, podcasty, słuchowiska? Najlepiej po polsku, dzięki :-*
(Star Track)
Jeśli ktoś lubi folk i muzykę tradycyjną, to polecam Muzyczną Scenę Tradycji w Dwójce (koniecznie koncert Hańby!).
Przymierzam się do radiowych powieści w odcinkach. Audiobooki dostępne na jutiubie jakoś wchodzą, więc jedyny problem jaki przewiduję to brak koncentracji. Ale zawsze można cofnąć.
Ciekawe są podcasty Nauka XXI wieku. To właśnie stąd mam informację o tym, że sarkazm i pogarda sprawiają, że jesteśmy bardziej podatni na choroby zakaźne. Czyli oprócz syropku sosnowego, kropelek homeopatycznych L52 oraz naparów z kwiatów bzu i liści porzeczki powinnam sobie zaaplikować trochę dobrych emocji - dumy, odwagi i entuzjazmu. W sam raz na nowe rozdanie w 2018 :-)
(wróciłam do kolaży)
Dzielę się:
Szczęśliwe, proste życie - minimalizm. Rozmowa z Anną Mularczyk - podcast Koło Roweru (inne odcinki też ciekawe)
Podcast o ziołach w Radiu Dla Ciebie (+ Zioła i przyprawy)
Lista podcastów tematycznych w Radiu Dla Ciebie
Sekrety przyrody - audycje archiwalne w Radiu EM
Swiat przyrody - audycje Lasów Państwowych
Wierzę w zwierzę - audycje w Radiu Tok FM (niestety z reklamami...)
Poradnik Ekologiczny - w Radiu TOK FM
Przewodnik Smogowy - też Radio Tok FM
Ziołowy podcast Fiony - dość stare i słaba jakość, ale spox
Ninateka - ogrom dobroci, kultura, sztuka, reportaże
Słuchowiska w Jedynce
Scena teatralna Trójki
Radio Enklawa - wydaje się niezłe, ale jeszcze nie eksplorowałam
A wy coś polecacie do słuchania podczas pracy, gotowania, sprzątania, biegania (not my case)? Audiobooki, podcasty, słuchowiska? Najlepiej po polsku, dzięki :-*
(Star Track)
18 lis 2017
Zero Waste, czyli pokochaj swój dom
Oto jest dzień obiecywanej przeze mnie recencji książki Bea(Bei?) Johnson pt. Pokochaj swój dom. Zero Waste Home, czyli jak pozbyć się śmieci, a w zamian zyskać szczęście, pieniądze i czas. W oryginale tytuł brzmi Zero Waste Home. The Ultimate Guide to Simplifying Your Life by Reducing Your Waste i nie wiem, czym kierował się polski wydawca decydując się na takie zmiany, może poradniki ze słowem "pokochaj" w tytule lepiej się sprzedają? Oby...
Sama książka mi się podobała, choć niektóre porady w niej zawarte sa kuriozalne (kompostuj włosy, paznokcie, kłęby kurzu i wełniane kłaczki ze swetrów). Niektóre za to bardzo mi się podobają (np. wzory listów do producentów i sprzedawców - rozdział Zaangażuj się) Rozsądny podział na pomieszczenia domowe (zero waste w kuchni, łazience, sypialni, biurze) pomaga przejść od razu do tematów, które są nam bliskie. Jest też rozdział poświęcony sprzątaniu, stołowaniu się poza domem (ale nie doszłam jeszcze do etapu noszenia ze sobą pojemnika na żywność, kiedy chcę coś kupić na wynos) i świętowaniu (przygotowania, prezenty, dekoracje), który warto przeczytać w kontekście zbliżających się nieuchronnie świąt Bożego Narodzenia (czyli konsumpcji).
Poradnik czyta się dobrze, struktura jest przejrzysta, przepisy na domowe środki czystości czy kosmetyki są wyróżnione i łatwe do znalezienia.
A tu grafika z bloga Ekologika :-) Do pobrania stąd: http://ekologika.edu.pl/ wp-content/uploads/2017/07/ mapa_zero_waste.pdf
Ma też ta opowieść swoje wady - przede wszystkim napisana jest przez Amerykankę (cóż, że francuskiego pochodzenia) z amerykańskiej perspektywy i realiów, a nie ukrywajmy moda na zero waste to moda pierwszego świata. Jeśli ktoś mi radzi, żebym zmieniła większy dom na mniejszy, bo mały lepiej się sprząta i wymusza na mnie ograniczenie rzeczy, no to, ykhm, tak...dzięki Bea za tę poradę :-)
Problemy białej wykształconej Amerykanki z klasy średniej (lub nawet wyższej niż średniej) dotyczące wielkości domu, ilości samochodów na rodzinę (tak, nie każda osoba w rodzinie musi mieć swój własny samochód), miejscem do przechowywania rzeczy (wykupić oddzielny magazyn czy wystarczy garaż i piwnica?) nie są (i pewnie nigdy nie będą) moimi problemami (chociaż też jestem białą wykształconą heterokobietą z klasy prawie średniej).
Na szczęście sama Bea dostrzega z jak bardzo uprzywilejowanej pozycji prowadzi narrację, bada też granice bycia zero waste. Tutaj dochodzimy do drugiego punktu, który sprawia, że nie utożsamiam się z ideą zero waste. Jest po prostu utopijna. Nie da się być bezodpadowcem. Sam fakt życia jako człowiek wystarczy, żeby generować dużo odpadów, już od chwili poczęcia i jedyne co możemy zrobić, to starać się tę ilość zredukować, ponownie używać i recyklingować (3R). Ale nie osiągniemy nigdy stanu zero waste, nie ma bata. I nawet jeśli wszyscy producenci na świecie zrezygnują z produkcji plastiku, to pamiętajmy, że piewsza torebka foliowa, która powstała w 1965 wciąż jeszcze się nie rozłożyła. Prawdopodobnie plastik krąży już w naszych żyłach, skoro jest w wodzie, ziemi i powietrzu. Sorry, taki mamy klimat. Więc fakt, że na zakupy chodzisz ze swoją płócienną torbą niewiele zmieni, i tak toniemy w tym gównie.
Zresztą o swoich dylematach związanych z ideą Zero Waste już kiedyś obszernie pisałam tu.
Co powinniśmy robić? Edukować (głównie dając dobry przykład, więc tu jest duże pole do popisu dla ludzi podążających ścieżką zero waste) i wywierać nacisk na producentów i korporacje (np. wspierając małe lokalne biznesy, które umożliwiają zakupy bez zbędnych opakowań).
To trochę jak walka z wiatrakami, ale może pokolenie naszych dzieci będzie skuteczniejsze. W takiej działalności edukacyjnej książka "Pokochaj swój dom" może się sprawdzić, więc jeśli chcecie kogoś zarazić ideą, to jak najbardziej. Zresztą sama chętnie podam dalej swój egzemplarz - kto chętny, proszę się zgłaszać w komentarzach :-)
Sama książka mi się podobała, choć niektóre porady w niej zawarte sa kuriozalne (kompostuj włosy, paznokcie, kłęby kurzu i wełniane kłaczki ze swetrów). Niektóre za to bardzo mi się podobają (np. wzory listów do producentów i sprzedawców - rozdział Zaangażuj się) Rozsądny podział na pomieszczenia domowe (zero waste w kuchni, łazience, sypialni, biurze) pomaga przejść od razu do tematów, które są nam bliskie. Jest też rozdział poświęcony sprzątaniu, stołowaniu się poza domem (ale nie doszłam jeszcze do etapu noszenia ze sobą pojemnika na żywność, kiedy chcę coś kupić na wynos) i świętowaniu (przygotowania, prezenty, dekoracje), który warto przeczytać w kontekście zbliżających się nieuchronnie świąt Bożego Narodzenia (czyli konsumpcji).
Poradnik czyta się dobrze, struktura jest przejrzysta, przepisy na domowe środki czystości czy kosmetyki są wyróżnione i łatwe do znalezienia.
A tu grafika z bloga Ekologika :-) Do pobrania stąd: http://ekologika.edu.pl/
Ma też ta opowieść swoje wady - przede wszystkim napisana jest przez Amerykankę (cóż, że francuskiego pochodzenia) z amerykańskiej perspektywy i realiów, a nie ukrywajmy moda na zero waste to moda pierwszego świata. Jeśli ktoś mi radzi, żebym zmieniła większy dom na mniejszy, bo mały lepiej się sprząta i wymusza na mnie ograniczenie rzeczy, no to, ykhm, tak...dzięki Bea za tę poradę :-)
Problemy białej wykształconej Amerykanki z klasy średniej (lub nawet wyższej niż średniej) dotyczące wielkości domu, ilości samochodów na rodzinę (tak, nie każda osoba w rodzinie musi mieć swój własny samochód), miejscem do przechowywania rzeczy (wykupić oddzielny magazyn czy wystarczy garaż i piwnica?) nie są (i pewnie nigdy nie będą) moimi problemami (chociaż też jestem białą wykształconą heterokobietą z klasy prawie średniej).
Na szczęście sama Bea dostrzega z jak bardzo uprzywilejowanej pozycji prowadzi narrację, bada też granice bycia zero waste. Tutaj dochodzimy do drugiego punktu, który sprawia, że nie utożsamiam się z ideą zero waste. Jest po prostu utopijna. Nie da się być bezodpadowcem. Sam fakt życia jako człowiek wystarczy, żeby generować dużo odpadów, już od chwili poczęcia i jedyne co możemy zrobić, to starać się tę ilość zredukować, ponownie używać i recyklingować (3R). Ale nie osiągniemy nigdy stanu zero waste, nie ma bata. I nawet jeśli wszyscy producenci na świecie zrezygnują z produkcji plastiku, to pamiętajmy, że piewsza torebka foliowa, która powstała w 1965 wciąż jeszcze się nie rozłożyła. Prawdopodobnie plastik krąży już w naszych żyłach, skoro jest w wodzie, ziemi i powietrzu. Sorry, taki mamy klimat. Więc fakt, że na zakupy chodzisz ze swoją płócienną torbą niewiele zmieni, i tak toniemy w tym gównie.
Zresztą o swoich dylematach związanych z ideą Zero Waste już kiedyś obszernie pisałam tu.
Co powinniśmy robić? Edukować (głównie dając dobry przykład, więc tu jest duże pole do popisu dla ludzi podążających ścieżką zero waste) i wywierać nacisk na producentów i korporacje (np. wspierając małe lokalne biznesy, które umożliwiają zakupy bez zbędnych opakowań).
To trochę jak walka z wiatrakami, ale może pokolenie naszych dzieci będzie skuteczniejsze. W takiej działalności edukacyjnej książka "Pokochaj swój dom" może się sprawdzić, więc jeśli chcecie kogoś zarazić ideą, to jak najbardziej. Zresztą sama chętnie podam dalej swój egzemplarz - kto chętny, proszę się zgłaszać w komentarzach :-)
15 sie 2017
Wypisy i ilustracye z historyi naturalney
Uwielbiam internet! Wystarczy kilka kliknięć i można zapisać się na bezpłatny kurs rysunku przyrodniczego Drawing Nature, Science and Culture: Natural History Illustration 101 (zapisałam się, a jakże).
O co chodzi z historią naturalną? Kopiuję wyjaśnienie ze strony HistoriaNaturalis.pl
(must visit!):
Rysowanie z natury to niełatwa sprawa (utknęłam przy muszelce) i żeby osiągnąć poziom mistrzowski nie wystarczy miesięczny kurs w internetach. Oczywiście w pewnym momencie człowiek zadaje sobie pytanie - po co się szkolić w sztuce kopiowania natury w czasach aparatów fotorgaficznych, kamer i dronów, które zarejestrują wszystko i wszędzie?
No cóż, a jeśli nastąpi blackout i zabraknie internetów? Wtedy realistyczne rysunki wrócą do łask (na równi z umiejętnościami bushcraftu, survivalu i kooperacji). Ma też ilustracja naturalna inne zalety - uczy obserwacji, dostrzegania szczegółów, proporcji, perspektywy. Prawie jak medytacja. Poza tym inwestycja w szkicownik, kilka ołówków, cyrkiel, lupę i linijkę nie nadwyręży budżetu tak jak digitalne elektrogadżety.
Pierwsze zadanie domowe z kursu to, oprócz skompletowania przyborów rysunkowych, wyszukiwanie lokalnego ilustratora/ilustratorki historii naturalnej, znalezienie linku do jego/jej strony i podzielenie się z pozostałymi słuchaczami kursu.
Podeszłam do sprawy metodycznie, czyli wpisałam w Google: polska ilustracja przyrodnicza. No, i co? Dostałam linka do pracy Jakuba Jakubowskiego pt. Dawna polska ilustrowana książka przyrodnicza (XVII–XIX wiek). Z naukowego wywodu można wyłuskać, że w tym czasie pojawiło się sporo publikacji dotyczących historii naturalnej o smakowitych tytułach typu Historya naturalna krótko zebrana dla młodocianego wieku (Warszawa 1869). Było kilku znaczących polskich wydawców i ilustratorów (czasem w jednej osobie). Ich prace graficzne powielano dzięki miedziorytom (linoryt pojawił się później). I to musiało wystarczyć ówczesnym ludziom żądnym wiedzy o historii naturalnej i przyrodzie.
Więcej smaczków: Między autorem a drukarzem. Dobór ilustracji w Historia naturalis Jana Jonstona
Przyrodnicza książka ilustrowana
Jeśli chodzi o dawne wieki, to nie natknęłam się na żadną ilustratorkę, choć ponoć kobiety często pomagały w tej kwestii. przyrodnicy tworzyli wokół siebie artystyczny krąg, do którego niejednokrotnie należały związane z nimi kobiety *(na przykład córki J.T. Kleina) lub obdarzeni zaufaniem ilustratorzy, z którymi współpracowano zwykle na przestrzeni wielu lat (choćby A. Stech w przypadku J. Breynego; J.F. Mylius i P. Böse w przypadku J.T. Kleina).
* Było to zjawisko rozpowszechnione w całej Europie epoki oświecenia, aż po wiek XIX. O roli kobiet ilustratorek w rozwoju botaniki epoki wiktoriańskiej por. J. Endersby, Seeing, [w:] Imperial Nature: Joseph Hooker and the Practices of Victorian Science, Chicago-London 2008, s. 120–121.
Natomiast po linkach do kłębka natrafilam na wzmiankę, że w 2009 roku polska briolożka doc. dr hab. Halina Bednarek-Ochyra z Instytutu Botaniki PAN im. Władysława Szafera w Krakowie otrzymała nagrodę im. Jill Smythies przyzwaną przez angielskie Towarzystwo Linneuszowski za najlepszą ilustrację botaniczną (via Nauka w Polsce).
Popularnym ilustratorem jest Robert J. Dzwonkowski - nie ma chyba własnej strony, ale jego rysunki znajdziecie w wielu książkach (m.in. Młody obserwowator przyrody, Znajdź nas! Woda, łąka, las., 1001 faktów o roślinach, Poznajemy owady. Przyroda polska. Przewodnik).
Warto przy okazji wspomnieć o dwóch książkach czerpiących z tej tradycji, które zostały pięknie wydane w Polsce przez Wydawnictwo Dwie Siostry.
Animalium. Muzeum zwierząt i Botanicum. Muzeum roślin
Przyciąga także oko zakamarkowa seria "ilustrowany inwentarz", póki co w trzech częściach - drzew, zwierząt i ptaków
Obie serie ilustrowane przez kobiety :-)
Gdzie jeszcze szukać starych rycin?
Np. tu: Botanical.illustrated
lub tu: www.laminerva.pl
Lub wskazówek, jak rysować przyrodę: Natural History Illustration 101
O co chodzi z historią naturalną? Kopiuję wyjaśnienie ze strony HistoriaNaturalis.pl
(must visit!):
'Pod takim tytułem znane było dzieło życia Gaiusa Pliniusa Secundusa
(23 r n.e. – 79 r. n.e.), rzymskiego pisarza i historyka (zwanego Pliniuszem Starszym), będące pierwowzorem systematycznej encyklopedii. Pliniuszowa Naturalis Historia zawierała kompletny wykład ówczesnego stanu wiedzy z takich dziedzin jak kosmologia, botanika, zoologia, farmakologia, mineralogia i metalurgia. Dzieło składało się z XXXVII ksiąg, zawierających w sumie 2493 paragrafów. Źródła, z których korzystał Pliniusz, obejmowały teksty blisko 500 autorów. Praca Pliniusza stała się punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń przyrodników piszących własne „historie naturalne” i przez ponad półtora tysiąca lat funkcjonowała jako źródło pewnej wiedzy o świecie przyrody – np. pierwszy wybitny polski zoolog, Jan Jonston z Szamotuł (Jonstonus) w dziele nie przez przypadek zatytułowanym Historia Naturalis (Frankfurt, Amsterdam 1650-1653) - podobnie jak inni przyrodnicy tamtego okresu - twierdził, że zamierza jedynie przedstawić całość świata zwierzęcego w oparciu o najznakomitszych uczonych starożytności – Arystotelesa i Pliniusza. Tytułowanie prac przyrodniczych „historiami naturalnymi” było popularne aż do drugiej połowy XIX wieku."
Dotychczas ilustracja przyrodnicza kojarzyła mi się wyłącznie z tablicami edukacyjnymi w sali biologii lub na ścieżkach dydaktycznych oraz z fanpage'ami Stare obrazki ze zwierzętami (koniecznie!) i Stare obrazki z roślinami.(23 r n.e. – 79 r. n.e.), rzymskiego pisarza i historyka (zwanego Pliniuszem Starszym), będące pierwowzorem systematycznej encyklopedii. Pliniuszowa Naturalis Historia zawierała kompletny wykład ówczesnego stanu wiedzy z takich dziedzin jak kosmologia, botanika, zoologia, farmakologia, mineralogia i metalurgia. Dzieło składało się z XXXVII ksiąg, zawierających w sumie 2493 paragrafów. Źródła, z których korzystał Pliniusz, obejmowały teksty blisko 500 autorów. Praca Pliniusza stała się punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń przyrodników piszących własne „historie naturalne” i przez ponad półtora tysiąca lat funkcjonowała jako źródło pewnej wiedzy o świecie przyrody – np. pierwszy wybitny polski zoolog, Jan Jonston z Szamotuł (Jonstonus) w dziele nie przez przypadek zatytułowanym Historia Naturalis (Frankfurt, Amsterdam 1650-1653) - podobnie jak inni przyrodnicy tamtego okresu - twierdził, że zamierza jedynie przedstawić całość świata zwierzęcego w oparciu o najznakomitszych uczonych starożytności – Arystotelesa i Pliniusza. Tytułowanie prac przyrodniczych „historiami naturalnymi” było popularne aż do drugiej połowy XIX wieku."
Rysowanie z natury to niełatwa sprawa (utknęłam przy muszelce) i żeby osiągnąć poziom mistrzowski nie wystarczy miesięczny kurs w internetach. Oczywiście w pewnym momencie człowiek zadaje sobie pytanie - po co się szkolić w sztuce kopiowania natury w czasach aparatów fotorgaficznych, kamer i dronów, które zarejestrują wszystko i wszędzie?
No cóż, a jeśli nastąpi blackout i zabraknie internetów? Wtedy realistyczne rysunki wrócą do łask (na równi z umiejętnościami bushcraftu, survivalu i kooperacji). Ma też ilustracja naturalna inne zalety - uczy obserwacji, dostrzegania szczegółów, proporcji, perspektywy. Prawie jak medytacja. Poza tym inwestycja w szkicownik, kilka ołówków, cyrkiel, lupę i linijkę nie nadwyręży budżetu tak jak digitalne elektrogadżety.
Pierwsze zadanie domowe z kursu to, oprócz skompletowania przyborów rysunkowych, wyszukiwanie lokalnego ilustratora/ilustratorki historii naturalnej, znalezienie linku do jego/jej strony i podzielenie się z pozostałymi słuchaczami kursu.
Podeszłam do sprawy metodycznie, czyli wpisałam w Google: polska ilustracja przyrodnicza. No, i co? Dostałam linka do pracy Jakuba Jakubowskiego pt. Dawna polska ilustrowana książka przyrodnicza (XVII–XIX wiek). Z naukowego wywodu można wyłuskać, że w tym czasie pojawiło się sporo publikacji dotyczących historii naturalnej o smakowitych tytułach typu Historya naturalna krótko zebrana dla młodocianego wieku (Warszawa 1869). Było kilku znaczących polskich wydawców i ilustratorów (czasem w jednej osobie). Ich prace graficzne powielano dzięki miedziorytom (linoryt pojawił się później). I to musiało wystarczyć ówczesnym ludziom żądnym wiedzy o historii naturalnej i przyrodzie.
Więcej smaczków: Między autorem a drukarzem. Dobór ilustracji w Historia naturalis Jana Jonstona
Przyrodnicza książka ilustrowana
Jeśli chodzi o dawne wieki, to nie natknęłam się na żadną ilustratorkę, choć ponoć kobiety często pomagały w tej kwestii. przyrodnicy tworzyli wokół siebie artystyczny krąg, do którego niejednokrotnie należały związane z nimi kobiety *(na przykład córki J.T. Kleina) lub obdarzeni zaufaniem ilustratorzy, z którymi współpracowano zwykle na przestrzeni wielu lat (choćby A. Stech w przypadku J. Breynego; J.F. Mylius i P. Böse w przypadku J.T. Kleina).
* Było to zjawisko rozpowszechnione w całej Europie epoki oświecenia, aż po wiek XIX. O roli kobiet ilustratorek w rozwoju botaniki epoki wiktoriańskiej por. J. Endersby, Seeing, [w:] Imperial Nature: Joseph Hooker and the Practices of Victorian Science, Chicago-London 2008, s. 120–121.
Natomiast po linkach do kłębka natrafilam na wzmiankę, że w 2009 roku polska briolożka doc. dr hab. Halina Bednarek-Ochyra z Instytutu Botaniki PAN im. Władysława Szafera w Krakowie otrzymała nagrodę im. Jill Smythies przyzwaną przez angielskie Towarzystwo Linneuszowski za najlepszą ilustrację botaniczną (via Nauka w Polsce).
Popularnym ilustratorem jest Robert J. Dzwonkowski - nie ma chyba własnej strony, ale jego rysunki znajdziecie w wielu książkach (m.in. Młody obserwowator przyrody, Znajdź nas! Woda, łąka, las., 1001 faktów o roślinach, Poznajemy owady. Przyroda polska. Przewodnik).
Warto przy okazji wspomnieć o dwóch książkach czerpiących z tej tradycji, które zostały pięknie wydane w Polsce przez Wydawnictwo Dwie Siostry.
Animalium. Muzeum zwierząt i Botanicum. Muzeum roślin
Przyciąga także oko zakamarkowa seria "ilustrowany inwentarz", póki co w trzech częściach - drzew, zwierząt i ptaków
Obie serie ilustrowane przez kobiety :-)
Gdzie jeszcze szukać starych rycin?
Np. tu: Botanical.illustrated
lub tu: www.laminerva.pl
Lub wskazówek, jak rysować przyrodę: Natural History Illustration 101
13 cze 2017
Lody z brudnej wody
Piękne, czy straszne? Projekt Polluted Water Popsicles ma tylko swój fanpage na Facebooku. Ale internety donoszą, że kryje się za tym trójka tajwańskich studentów, a lody z brudnej wody to ich praca dyplomowa. Pobrali próbki ze 100 ujęć wody (rzek, potoków, fontann, kranów), po czym na podstawie zamrożonych próbek wykonali 1:1 modele z polimeru, które pokazują, jak bardzo zanieczyszczona jest woda (nawet w miejscach, gdzie się tego nie spodziewamy).
Foto i info via The Jealous Curator
Foto i info via The Jealous Curator
6 cze 2017
Zrób komuś dzień dobry
Długo się nie mogłam zdecydować, czy dzisiejszy wpis poświęcić roślinom (zbierajcie bez! last minute na syropy, lemoniady i suszenie, bo zaczyna przekwitać), czy ptakom (czytam teraz "Rzecz o ptakach" - ptaki są niesamowite!), ale w końcu padło na Loesje, czyli Lusię :-)
Wczoraj byłam w bibliotece na warsztatach kreatywnego pisania z Loesje, co polegało na grupowym wymyślaniu chwytliwych i trochę przewrotnych haseł na zadany wcześniej temat/y.
Na pewno zetknęliście się już z plakatami podpisanymi "Loesje [luszje], czyli po polsku Lusia, narodziła się w Arnhem w Holandii, 24 listopada 1983 roku. Przez parę tygodni donosiły o tym uliczne plakaty. Obecnie Loesje to grupa ludzi działających na całym świecie na rzecz wolności wyrażania własnej opinii i kreatywności, a jednocześnie postać, poprzez którą chcą inspirować innych. Działalność Loesje ma pobudzać do refleksji, a także kreatywnego i twórczego myślenia oraz uświadomić możliwość wpływania na najbliższe otoczenie.
Loesje wyraża swoje myśli w postaci krótkich haseł zamieszczanych na czarno-białych plakatach. Ich estetyka podkreśla, że najważniejszy jest tekst i znaczenia, jakie ze sobą niesie, a nie kolorowa, atrakcyjna wizualnie forma. Minimalizm stylistyki wyróżnia je także w natłoku wielobarwnych reklam. Charakterystyczny dla plakatów jest również brak interpunkcji, poszerzający możliwości ich interpretowania. Teksty pojawiają się w przestrzni publicznej także w postaci szablonów, murali, wlepek.
Hasła znajdujące się na plakatach Loesje powstają podczas warsztatów kreatywnego pisania, których celem jest pobudzanie do kreatywnego i twórczego myślenia, wyrażania opinii za pomocą krótkich sloganów. Warsztaty zachęcają do podjęcia konstruktywnej dyskusji na bieżące tematy, do działania i inspirowania innych do aktywizmu społecznego, podejmowanego na rzecz zmiany w swoim środowisku loklanym, a także w wymiarze globalnym."
Więcej & archiwum plakatów: www.loesje.pl | www.loesje.org
Co ważne - jeśli podoba ci się któreś z haseł Loesje, możesz je pobrać ze strony i powiesić np. na klatce schodowej czy na tablicy ogłoszeniowej. Które wybierzesz?
Wczoraj byłam w bibliotece na warsztatach kreatywnego pisania z Loesje, co polegało na grupowym wymyślaniu chwytliwych i trochę przewrotnych haseł na zadany wcześniej temat/y.
Na pewno zetknęliście się już z plakatami podpisanymi "Loesje [luszje], czyli po polsku Lusia, narodziła się w Arnhem w Holandii, 24 listopada 1983 roku. Przez parę tygodni donosiły o tym uliczne plakaty. Obecnie Loesje to grupa ludzi działających na całym świecie na rzecz wolności wyrażania własnej opinii i kreatywności, a jednocześnie postać, poprzez którą chcą inspirować innych. Działalność Loesje ma pobudzać do refleksji, a także kreatywnego i twórczego myślenia oraz uświadomić możliwość wpływania na najbliższe otoczenie.
Loesje wyraża swoje myśli w postaci krótkich haseł zamieszczanych na czarno-białych plakatach. Ich estetyka podkreśla, że najważniejszy jest tekst i znaczenia, jakie ze sobą niesie, a nie kolorowa, atrakcyjna wizualnie forma. Minimalizm stylistyki wyróżnia je także w natłoku wielobarwnych reklam. Charakterystyczny dla plakatów jest również brak interpunkcji, poszerzający możliwości ich interpretowania. Teksty pojawiają się w przestrzni publicznej także w postaci szablonów, murali, wlepek.
Hasła znajdujące się na plakatach Loesje powstają podczas warsztatów kreatywnego pisania, których celem jest pobudzanie do kreatywnego i twórczego myślenia, wyrażania opinii za pomocą krótkich sloganów. Warsztaty zachęcają do podjęcia konstruktywnej dyskusji na bieżące tematy, do działania i inspirowania innych do aktywizmu społecznego, podejmowanego na rzecz zmiany w swoim środowisku loklanym, a także w wymiarze globalnym."
Więcej & archiwum plakatów: www.loesje.pl | www.loesje.org
Co ważne - jeśli podoba ci się któreś z haseł Loesje, możesz je pobrać ze strony i powiesić np. na klatce schodowej czy na tablicy ogłoszeniowej. Które wybierzesz?
30 kwi 2017
Noc Walpurgi 2017
To już dziś - święto czarownic, czyli noc z 30 kwietnia na 1 maja. Jesteście gotowe na sabat lub choćby symboliczne ognisko, żeby odegnać złe duchy?
Czarownice, czarodziejki, wiedźmy, zielarki, szeptuchy, mądre kobiety. Wspólczesne wiedźmy (kobiety, które wiedzą) to raczej doule i położne przyjmujące domowe porody, ekoedukatorki, strażniczki nasion, ogrodniczki permakulturalne, zwołujące i trzymające Kręgi Kobiet, promotorki dzikiej kuchni i wiedzy o chwastach, artystki, feministki - jest nas wiele, coraz więcej.
Jesteśmy wnuczkami czarownic, których nie udało się wam spalić na stosie.
Najpiękniejsze wiedźmy to 13 Rdzennych Babć - międzynarodowy krąg starszyzny kobiet. One wiedzą.
Dokument o nich - akurat na dziś.
Dlaczego 13? Bo kalendarz księżycowy liczy 13 miesięcy, a nie 12 (policzcie, ile jest pełni w roku). Do tej liczby odnosi się również książka "13 pierwotnych matek klanowych" - polecam artykuł o niej w Sabatniku. Sam Sabatnik również gorąco polecam.
Czytajcie, oglądajcie, lećcie.
Czarownice, czarodziejki, wiedźmy, zielarki, szeptuchy, mądre kobiety. Wspólczesne wiedźmy (kobiety, które wiedzą) to raczej doule i położne przyjmujące domowe porody, ekoedukatorki, strażniczki nasion, ogrodniczki permakulturalne, zwołujące i trzymające Kręgi Kobiet, promotorki dzikiej kuchni i wiedzy o chwastach, artystki, feministki - jest nas wiele, coraz więcej.
Jesteśmy wnuczkami czarownic, których nie udało się wam spalić na stosie.
Najpiękniejsze wiedźmy to 13 Rdzennych Babć - międzynarodowy krąg starszyzny kobiet. One wiedzą.
Dokument o nich - akurat na dziś.
Dlaczego 13? Bo kalendarz księżycowy liczy 13 miesięcy, a nie 12 (policzcie, ile jest pełni w roku). Do tej liczby odnosi się również książka "13 pierwotnych matek klanowych" - polecam artykuł o niej w Sabatniku. Sam Sabatnik również gorąco polecam.
Czytajcie, oglądajcie, lećcie.
25 kwi 2017
Jak ocalić świat, grając w gry
Jane McGonigal twierdzi, że to możliwe, posłuchajcie:
Mnie prawie przekonała :-) Nie jestem jednak typem gracza, więc nie sprawdzę tej teorii na własnej skórze. Ale podoba mi się myśl, że da się rozwiązać problemy współczesnego świata dzięki skillsom rozwiniętym podczas licznych rozgrywek. I że zmieniając nasze podejście do codziennych problemów/traktując je jako kolejne wyzwania i stopnie do wyższego poziomu, zyskamy zarówno większy dystans i jak skuteczność naszych działań.
"- Kiedy gramy, nasz mózg traktuje przeszkody jako wyzwania, dzięki którym możemy się uczyć i doskonalić swoje umiejętności. Pobudza nas też do szukania kreatywnych rozwiązań, przezwyciężenia trudności rozmaitymi sposobami i poprawiania swoich osiągnięć. W codziennym życiu często widzimy zamiast wyzwania zagrożenie, boimy się, że nie damy rady sprostać zadaniu, wyobrażamy sobie, co może pójść źle i nie jesteśmy w stanie dostrzec potencjalnych korzyści. Jednym słowem, zjada nas stres. Metoda SuperBetter polega na tym, by nauczyć się wykorzystywać naturalną zdolność naszego mózgu do łagodzenia tego stresu. Chodzi o to, by stając w obliczu wyzwania w realnym świecie, uruchomić w sobie sposób myślenia i działania, który nasz mózg aktywuje, kiedy gramy w rozmaite gry, przeważnie tylko dla rozrywki." - fragment wywiadu z Jane opublikowanego w Gazecie.
Gry w realny sposób mogą pomóc także osobom dotkniętym depresją, stresem, szokiem czy borykającymi sie z problemami neurologicznymi. 10-minutowa gra w Tetris pomaga pozbyć się traumy powypadkowej - mam nadzieję, że ta wiadomość nigdy mi się naprawdę nie przyda, ale nigdy nic nie wiadomo... ("Psychologowie poznawczy dowiedli, że traumatyczne wspomnienia kształtują się do sześciu godzin po wydarzeniu, zaczęto więc zastanawiać się, czy można zrobić coś, by umysł nie zawiesił się na obrazach, do których potem będzie wracać, powodując wspomniane dolegliwości. Okazało się, że taką szczepionką poznawczą jest np. Tetris lub inna gra operująca łatwo rozpoznawalnym i natrętnym obrazem.
Jeśli osoba, która doświadczyła lub była świadkiem traumatycznego zdarzenia, w ciągu 24 godzin po traumie pogra choćby przez 10 minut w Tetrisa, to o połowę spadnie ryzyko, że będą ją prześladować wizualne reminiscencje traumy. Tetris jest tak angażujący wizualnie, że mózg wypiera inne obrazy, skupiając się na wzrokowym przetwarzaniu obrazu gry. Efektywność tej metody została potwierdzona badaniami laboratoryjnymi - m.in. powtórzone badanie z 2009 i 2010 roku w Oksfordzie.")
Jane na bazie swoich doświadczeń (kilkumiesięczna depresja spowodowana wstrząsem mózgu) stworzyła aplikację/grę SuperBetter - być może jest to coś podobnego do Habitica - nie wiem. Ja używam tej drugiej (to już rok? szok) i naprawdę chętniej łykam B12, kiedy mogę sobie za to przyznać punkt :-) Kiedy akurat mam przerwę w korzystaniu z aplikacji, to jakoś łatwiej zapominam o takich codziennych pierdołach jak suplementacja czy podlewanie kwiatków...więc polecam. A jeśli ktoś z was przetestuje SuperBetter - dajcie znać, czy się sprawdza :-)
Mnie prawie przekonała :-) Nie jestem jednak typem gracza, więc nie sprawdzę tej teorii na własnej skórze. Ale podoba mi się myśl, że da się rozwiązać problemy współczesnego świata dzięki skillsom rozwiniętym podczas licznych rozgrywek. I że zmieniając nasze podejście do codziennych problemów/traktując je jako kolejne wyzwania i stopnie do wyższego poziomu, zyskamy zarówno większy dystans i jak skuteczność naszych działań.
"- Kiedy gramy, nasz mózg traktuje przeszkody jako wyzwania, dzięki którym możemy się uczyć i doskonalić swoje umiejętności. Pobudza nas też do szukania kreatywnych rozwiązań, przezwyciężenia trudności rozmaitymi sposobami i poprawiania swoich osiągnięć. W codziennym życiu często widzimy zamiast wyzwania zagrożenie, boimy się, że nie damy rady sprostać zadaniu, wyobrażamy sobie, co może pójść źle i nie jesteśmy w stanie dostrzec potencjalnych korzyści. Jednym słowem, zjada nas stres. Metoda SuperBetter polega na tym, by nauczyć się wykorzystywać naturalną zdolność naszego mózgu do łagodzenia tego stresu. Chodzi o to, by stając w obliczu wyzwania w realnym świecie, uruchomić w sobie sposób myślenia i działania, który nasz mózg aktywuje, kiedy gramy w rozmaite gry, przeważnie tylko dla rozrywki." - fragment wywiadu z Jane opublikowanego w Gazecie.
Gry w realny sposób mogą pomóc także osobom dotkniętym depresją, stresem, szokiem czy borykającymi sie z problemami neurologicznymi. 10-minutowa gra w Tetris pomaga pozbyć się traumy powypadkowej - mam nadzieję, że ta wiadomość nigdy mi się naprawdę nie przyda, ale nigdy nic nie wiadomo... ("Psychologowie poznawczy dowiedli, że traumatyczne wspomnienia kształtują się do sześciu godzin po wydarzeniu, zaczęto więc zastanawiać się, czy można zrobić coś, by umysł nie zawiesił się na obrazach, do których potem będzie wracać, powodując wspomniane dolegliwości. Okazało się, że taką szczepionką poznawczą jest np. Tetris lub inna gra operująca łatwo rozpoznawalnym i natrętnym obrazem.
Jeśli osoba, która doświadczyła lub była świadkiem traumatycznego zdarzenia, w ciągu 24 godzin po traumie pogra choćby przez 10 minut w Tetrisa, to o połowę spadnie ryzyko, że będą ją prześladować wizualne reminiscencje traumy. Tetris jest tak angażujący wizualnie, że mózg wypiera inne obrazy, skupiając się na wzrokowym przetwarzaniu obrazu gry. Efektywność tej metody została potwierdzona badaniami laboratoryjnymi - m.in. powtórzone badanie z 2009 i 2010 roku w Oksfordzie.")
Jane na bazie swoich doświadczeń (kilkumiesięczna depresja spowodowana wstrząsem mózgu) stworzyła aplikację/grę SuperBetter - być może jest to coś podobnego do Habitica - nie wiem. Ja używam tej drugiej (to już rok? szok) i naprawdę chętniej łykam B12, kiedy mogę sobie za to przyznać punkt :-) Kiedy akurat mam przerwę w korzystaniu z aplikacji, to jakoś łatwiej zapominam o takich codziennych pierdołach jak suplementacja czy podlewanie kwiatków...więc polecam. A jeśli ktoś z was przetestuje SuperBetter - dajcie znać, czy się sprawdza :-)
10 sty 2017
Slow Life - w swoim tempie
Wczoraj skończyłam czytać Slow Life. Zwolnij i zacznij żyć Joanny Glogazy (tej od Slow Fashion), więc na świeżo chcialam się z wami podzielić wrażeniami z lektury (bo jak nie teraz, to pewnie już nigdy).
Zacznijmy od plusów - książka jest ładnie wydana, dokładnie tak jak wyobrażam sobie ideę slow life - stonowana, szara (gołębiowa) okładka, przyjemny papier, rozmiar czcionki, wyróżnienia rozdziałów, lajfstajlowe fotografie itp.
Podobnie wyważona jest treść, lektura jest jak pływanie żabką (babską żabką oczywiście, bez zanurzania głowy) po gładkim jeziorze, żadnych fal, trudnych miejsc, ładne widoki i relaks na plaży. Niby ok, ale nie wciąga (jak Pochwała powolności) i nie chce się po niej zmieniać życia (jak po mniej), czy choćby posprzatać (jak po Magii sprzątania)...
W książce znajdziecie natomiast kilkanaście stron z ćwiczeniami coachingowymi (typu "wypisz rzeczy, które sprawiają ci radość"), kilka wywiadów z blogerami, wyznania autorki na temat jej drogi do slow life + rozważania, jak wprowadzić je w życie, czyli zorganizować czas, przewartościować priorytety, znaleźć swoją pasję itp. Jednym słowem - poradnik dla osób, które zaczynają się interesować tematem i chcą sobie niektóre rzeczy poukładać.
Do mnie nie przemówiło i niczego nowego lektura nie wniosła. Może gdybym przeczytała ją 10 lat temu, to byłaby dla mnie objawieniem, no ale jednak nie. Natomiast bez wyrzutów sumienia oddaję do biblioteki, może przemówi do kogoś innego :-)
Zacznijmy od plusów - książka jest ładnie wydana, dokładnie tak jak wyobrażam sobie ideę slow life - stonowana, szara (gołębiowa) okładka, przyjemny papier, rozmiar czcionki, wyróżnienia rozdziałów, lajfstajlowe fotografie itp.
Podobnie wyważona jest treść, lektura jest jak pływanie żabką (babską żabką oczywiście, bez zanurzania głowy) po gładkim jeziorze, żadnych fal, trudnych miejsc, ładne widoki i relaks na plaży. Niby ok, ale nie wciąga (jak Pochwała powolności) i nie chce się po niej zmieniać życia (jak po mniej), czy choćby posprzatać (jak po Magii sprzątania)...
W książce znajdziecie natomiast kilkanaście stron z ćwiczeniami coachingowymi (typu "wypisz rzeczy, które sprawiają ci radość"), kilka wywiadów z blogerami, wyznania autorki na temat jej drogi do slow life + rozważania, jak wprowadzić je w życie, czyli zorganizować czas, przewartościować priorytety, znaleźć swoją pasję itp. Jednym słowem - poradnik dla osób, które zaczynają się interesować tematem i chcą sobie niektóre rzeczy poukładać.
Do mnie nie przemówiło i niczego nowego lektura nie wniosła. Może gdybym przeczytała ją 10 lat temu, to byłaby dla mnie objawieniem, no ale jednak nie. Natomiast bez wyrzutów sumienia oddaję do biblioteki, może przemówi do kogoś innego :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)















































