Od dwóch tygodni działa nowa platforma wymiany śmieci Oddam Odpady.
Masz worek plastikowych nakrętek i 30 porysowanych płyt CD? Albo pudło wucerolek, stos starych gazet i opakowanie połamanych kredek świecowych? Oddaj je.
Szukasz mebli do przeróbki, palet, opon, korków lub kartonów Tetrapak? Ogłoś zbiórkę.
A im więcej osób się o tym dowie, tym większa szansa na znalezienie materiałów do upcyklingu. Więc do dzieła!
29 maj 2014
26 maj 2014
Pochwała wagarów lub mam jednu ruku dlouhou
Podczas gdy niektórzy spędzali czas na festiwalu Miasto Poezji w Lublinie, inni postanowili sobie zrobić wagary w kraju Krecika. I nie żałują ani chwilki :-)
Wagary to w ogóle bardzo dobry wynalazek jest. Polecam przynajmniej raz na kilka tygodni.
Śmierć kompa (którą wykrakałam w ostatnim wpisie) tylko ułatwiła decyzję o podrzuceniu Dziecka dziadkom, kupieniu biletów w Polskim Busie (tak, 3 x dziennie jeździ z Wrocławia do Pragi za jakieś śmieszne 50zł w jedną stronę) i spakowaniu niezbędności. Wagary!
Z pogodą trafiłam idealnie. Destynacja też nie zawiodła.Bilans zdecydowanie na plus, przywiozłam pamiątki :-) A wśród nich:
1 zakwas żytni do pieczenia chleba
1 mydło z konopi (z wonią kardamonu) zrobione przez Magdiczkę
1 dezodorant ręcznie sfabrykowany z jej kosmetycznych zasobów
spodnie, bluza, 3 koszulki - darowizny od Verunki
Z wartości niematerialnych i ulotnych:
1,5 przeczytanej książki (te pół to "Zjadanie zwierząt")
5 piw
1 plac zabaw
2 koncerty zasłyszane mimochodem (Na parukarce i Na hradbach)
1 nocleg na zapiecku
1 spacer po szumawskim lesie (= 3 kleszcze)
1 spacer po praskim parku w doborowym hubertowym towarzystwie (=0 kleszczy)
Praga piękna i tłoczna jak zawsze. Do ścisłego centrum nie zaglądałam, ale Wyszehrad stoi na swoim miejscu (i moja ulubiona hospoda Na hradbach również). Odwiedziłam dwie nowe wegańskie knajpy i najadłam się po uszy (ale temu zagadnieniu postanowiłam poświęcić osobny wpis, w planach). A chwilami było jak w czeskim filmie:
Wagary to w ogóle bardzo dobry wynalazek jest. Polecam przynajmniej raz na kilka tygodni.
Śmierć kompa (którą wykrakałam w ostatnim wpisie) tylko ułatwiła decyzję o podrzuceniu Dziecka dziadkom, kupieniu biletów w Polskim Busie (tak, 3 x dziennie jeździ z Wrocławia do Pragi za jakieś śmieszne 50zł w jedną stronę) i spakowaniu niezbędności. Wagary!
Z pogodą trafiłam idealnie. Destynacja też nie zawiodła.Bilans zdecydowanie na plus, przywiozłam pamiątki :-) A wśród nich:
1 zakwas żytni do pieczenia chleba
1 mydło z konopi (z wonią kardamonu) zrobione przez Magdiczkę
1 dezodorant ręcznie sfabrykowany z jej kosmetycznych zasobów
spodnie, bluza, 3 koszulki - darowizny od Verunki
Z wartości niematerialnych i ulotnych:
1,5 przeczytanej książki (te pół to "Zjadanie zwierząt")
5 piw
1 plac zabaw
2 koncerty zasłyszane mimochodem (Na parukarce i Na hradbach)
1 nocleg na zapiecku
1 spacer po szumawskim lesie (= 3 kleszcze)
1 spacer po praskim parku w doborowym hubertowym towarzystwie (=0 kleszczy)
Praga piękna i tłoczna jak zawsze. Do ścisłego centrum nie zaglądałam, ale Wyszehrad stoi na swoim miejscu (i moja ulubiona hospoda Na hradbach również). Odwiedziłam dwie nowe wegańskie knajpy i najadłam się po uszy (ale temu zagadnieniu postanowiłam poświęcić osobny wpis, w planach). A chwilami było jak w czeskim filmie:
15 maj 2014
Ekokomputer dla Ekomanii
Mam problem. Mój stary pecet ledwo zipie. Noworoczny lifting, odwirusowanie i inne zabiegi pielęgnacyjne nie pomogły na długo, więc w każdej chwili mogę zostać bez kompa. A bez kompa jak bez ręki. Jak żyć?
Rozpoczynam więc poszukiwania nowego sprzętu - komputera stacjonarnego. Oczywiście najlepiej, gdyby był eko... Najpierw wpisałam w wyszukiwarkę frazę "ekokomputer". I co? I pstro. Jedynie kilka rezultatów z zakończonych już aukcji w pewnym serwisie na 'a' oraz informacja, że domena ekokomputer.pl jest na sprzedaż. No świetnie.
Znaczy się nie ma czegoś takiego jak ekokomputer?
Prawda jest smutna, ale trudno jej zaprzeczyć. Komputery nie są eko, internet to zło, w związku z czym pisanie ekobloga to zarazem hipokryzja i ironia...
Kilka faktów:
Zatem produkcja komputerów i sprzętu elektronicznego to nie tylko eksploatacja cennych złóż i wykorzystywanie taniej siły roboczej w krajach Azji, ale także produkcja olbrzymiej ilości elektrośmieci (liczona w milionach ton rocznie).
Uwaga, będę cytować (stąd):
"Według danych Instytutu Wuppertalskiego (Niemcy) i badań UN do wyprodukowania jednego komputera potrzeba około 19 000 kilogramów surowców – między innymi wody, substancji chemicznych, kopalnych nośników energii oraz metali szlachetnych i ciężkich (na przykład złota, miedzi, cyny, platyny czy kobaltu). Metale pozyskuje się najczęściej w ubogich krajach Afryki i Ameryki Południowej, co wiąże się przeważnie z nieludzkimi warunkami pracy, niewypełnieniem norm bezpieczeństwa, wymuszonymi przesiedleniami, rujnowaniem środowiska naturalnego i – co najgorsze – pracą dzieci.
Również skutki ekologiczne produkcji komputerów nabierają dramatycznych rozmiarów. Trujące substancje, uwalniane w procesach degradacji, zanieczyszczają okoliczne gleby i wody (m.in. rtęcią czy arsenem), co zagraża żyjącym w danej okolicy ludziom i zwierzętom. Badania inicjatywy makeITfair podjętej w Demokratycznej Republice Konga wykazały, że w tamtejszych kopalniach kobaltu pracuje około 50 000 dzieci, które nie posiadają ani odzieży ochronnej, ani zabezpieczenia dróg oddechowych przed toksycznymi oparami.
Komputer składa się z około 1800-2000 komponentów wytwarzanych w różnych miejscach na świecie. Taki sposób produkcji skutkuje wysokimi kosztami energii pochłanianymi przez transport i zanieczyszczeniem środowiska naturalnego. Ze względu na niskie koszty produkcji wiele etapów produkcyjnych realizuje się w regionie azjatyckim. W Chinach w wielkich halach produkcyjnych pracują głównie kobiety – nawet do 12 godzin dziennie, czasami 7 dni w tygodniu. Otrzymują za to zazwyczaj pensje, które nawet w Chinach są niższe od minimalnego wynagrodzenia."
Problem stanowi także utylizacja takiego sprzętu. Lecz największym problemem jest to, że nie wynaleziono jeszcze ekologicznego komputera :-/ Nie tylko energoooszczędnego, ale także FairTrade lub w 100% poddawanego recyklingowi.
Wygląda na to, że łatwiej przejść na weganizm niż znaleźć eko-komputer... Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?
Rozpoczynam więc poszukiwania nowego sprzętu - komputera stacjonarnego. Oczywiście najlepiej, gdyby był eko... Najpierw wpisałam w wyszukiwarkę frazę "ekokomputer". I co? I pstro. Jedynie kilka rezultatów z zakończonych już aukcji w pewnym serwisie na 'a' oraz informacja, że domena ekokomputer.pl jest na sprzedaż. No świetnie.
Znaczy się nie ma czegoś takiego jak ekokomputer?
Prawda jest smutna, ale trudno jej zaprzeczyć. Komputery nie są eko, internet to zło, w związku z czym pisanie ekobloga to zarazem hipokryzja i ironia...
Kilka faktów:
- włączony non-stop komputer (a mamy w domu takie 3) to pożeracz energii, a co za tym idzie - kasy (dzienny koszt to 1-6zł w zależności od rodzaju i sposobu użytkowania komputera. Wyliczenia można prześledzić tu.)
- internet i działanie światowych serwerów to niekończący się pobór energii (rzadko pochodzącej ze źródeł odnawialnych). Np. Google w 2010 roku zużył 2,26 miliarda kilowatogodzin. To tyle ile pochłania przeciętne miasto (źródło).
- Komputery szybko się starzeją, psują i wymagają wymiany. Przeciętny czas użytkowania PC to zaledwie 3 lata. Mój pecet ma już ponad 7 lat. W okresie gwarancji 2 razy lądował w serwisie, a później przeszedł kilka wielogodzinnych sesji u zaprzyjaźnionego znachora od komputerów, wymianę karty sieciowej, graficznej, dźwiękowej i napędu CD-rom oraz niezliczoną liczbę konsultacji telefonicznych
Zatem produkcja komputerów i sprzętu elektronicznego to nie tylko eksploatacja cennych złóż i wykorzystywanie taniej siły roboczej w krajach Azji, ale także produkcja olbrzymiej ilości elektrośmieci (liczona w milionach ton rocznie).
Uwaga, będę cytować (stąd):
"Według danych Instytutu Wuppertalskiego (Niemcy) i badań UN do wyprodukowania jednego komputera potrzeba około 19 000 kilogramów surowców – między innymi wody, substancji chemicznych, kopalnych nośników energii oraz metali szlachetnych i ciężkich (na przykład złota, miedzi, cyny, platyny czy kobaltu). Metale pozyskuje się najczęściej w ubogich krajach Afryki i Ameryki Południowej, co wiąże się przeważnie z nieludzkimi warunkami pracy, niewypełnieniem norm bezpieczeństwa, wymuszonymi przesiedleniami, rujnowaniem środowiska naturalnego i – co najgorsze – pracą dzieci.
Również skutki ekologiczne produkcji komputerów nabierają dramatycznych rozmiarów. Trujące substancje, uwalniane w procesach degradacji, zanieczyszczają okoliczne gleby i wody (m.in. rtęcią czy arsenem), co zagraża żyjącym w danej okolicy ludziom i zwierzętom. Badania inicjatywy makeITfair podjętej w Demokratycznej Republice Konga wykazały, że w tamtejszych kopalniach kobaltu pracuje około 50 000 dzieci, które nie posiadają ani odzieży ochronnej, ani zabezpieczenia dróg oddechowych przed toksycznymi oparami.
Komputer składa się z około 1800-2000 komponentów wytwarzanych w różnych miejscach na świecie. Taki sposób produkcji skutkuje wysokimi kosztami energii pochłanianymi przez transport i zanieczyszczeniem środowiska naturalnego. Ze względu na niskie koszty produkcji wiele etapów produkcyjnych realizuje się w regionie azjatyckim. W Chinach w wielkich halach produkcyjnych pracują głównie kobiety – nawet do 12 godzin dziennie, czasami 7 dni w tygodniu. Otrzymują za to zazwyczaj pensje, które nawet w Chinach są niższe od minimalnego wynagrodzenia."
Problem stanowi także utylizacja takiego sprzętu. Lecz największym problemem jest to, że nie wynaleziono jeszcze ekologicznego komputera :-/ Nie tylko energoooszczędnego, ale także FairTrade lub w 100% poddawanego recyklingowi.
Wygląda na to, że łatwiej przejść na weganizm niż znaleźć eko-komputer... Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?
11 maj 2014
Koszulki z przekazem, cz.3
Skoro już ostatnio pokazałam fajną koszulkę z babką lekarską od Pan Tu Nie Stał, to jeszcze kilka mniej lub bardziej zaangażowanych wzorów.
Na przykład mój ulubiony antykonsumpcyjny motyw Darka Paczkowskiego z 3fali:
Chcieć mieć więcej
I jeszcze od PanTuNieStał, dla działkowców:
Polecam też etno-koszulki ruuzga, np. z wzorem Trzeba mieć korbę. Sama mam taką jedną, kupioną w zeszłym roku na Folkowisku.
A dla dzieci seria Pozytywne myślenie i Przyjaciel wilka z Endo. Fajne wzory, ale szkoda, że szyte w Chinach. No, i minus za serię cyrkową, utrwalającą stereotyp cyrk=zwierzęta.
Na przykład mój ulubiony antykonsumpcyjny motyw Darka Paczkowskiego z 3fali:
Chcieć mieć więcej
I jeszcze od PanTuNieStał, dla działkowców:
Polecam też etno-koszulki ruuzga, np. z wzorem Trzeba mieć korbę. Sama mam taką jedną, kupioną w zeszłym roku na Folkowisku.
A dla dzieci seria Pozytywne myślenie i Przyjaciel wilka z Endo. Fajne wzory, ale szkoda, że szyte w Chinach. No, i minus za serię cyrkową, utrwalającą stereotyp cyrk=zwierzęta.
5 maj 2014
Eko-piknik, cz. 3
I jak tam po majóweczce, odpoczęliście?
Mimo, że mamy wyjątkowo zimny maj, to podsuwam kilka pomysłów na ekopiknik, jeszcze mogą się przydać. W końcu sezon dopiero się zaczyna :-)
Rower-barek
Chleb - kosz
Torba - koc piknikowy
Albo plecak piknikowy zamiast romantycznego kosza:
A jeśli grill, to tylko taki:
Mimo, że mamy wyjątkowo zimny maj, to podsuwam kilka pomysłów na ekopiknik, jeszcze mogą się przydać. W końcu sezon dopiero się zaczyna :-)
Rower-barek
Chleb - kosz
Torba - koc piknikowy
Albo plecak piknikowy zamiast romantycznego kosza:
A jeśli grill, to tylko taki:
30 kwi 2014
Chwastożercy
Gdyby ktoś pytał, jak spędziłam wczorajszy wieczór, to w tej oto pięknej koszulce (Asisko ♥) objadałam się chwastami na warsztacie Chwastopolanie.
Babka zwyczajna również jest jadalna :-) Surowe liście można dodawać do sałatek, zawierają witaminy K, A, C :-) A z suszonych można poczynić napar.
Podczas warsztatu zrobiliśmy chwastniki, w którym oprócz babki znalazło się jeszcze miejsce na pokrzywę, bluszczyk kurdybanek, jasnotę białą i purpurową, podagrycznik, czosnek dziwny, tasznik, mniszek, stokrotkę i koniczynę. Wszystkie można jeść!
Oprócz zielska w stanie surowym degustowaliśmy także chlebki z pokrzywą, kompocik z mniszka i kaszę jaglaną z podagrycznikiem.
Ania Rumińska, prowadząca warsztaty, opowiedziała pokrótce o etymologii słowa chwast i podawała różne ciekawostki z bylinami związane (np. że nazwa zupy barszcz pochodzi od tej roślinki).
Cytat ze strony Ani na temat kuli-kultury (czyli kultury kulinarnej):
"Cóż to bowiem są te chwasty? To rośliny lecznicze i bardzo cenne, część z nich jest jadalna, ale przez rolnictwo zostały uznane za gatunki niepożądane w uprawach lub hodowlach. Dla ludzi są źródłem mikro- i makroelementów oraz witamin, są smaczne i warte uwagi."
Dwie godziny warsztatu to mało, czuję niedosyt. I chęć na długi spacer po łące :-)
A tymczasem musi mi wystarczyć chwastnik i wpis do kartoteki odznaczonych:
Więcej o chwastach i warsztatach (na razie Wrocław i Opole, ale w planach są inne miasta) znajdziecie na fanpage'u Chwastożercy.
Babka zwyczajna również jest jadalna :-) Surowe liście można dodawać do sałatek, zawierają witaminy K, A, C :-) A z suszonych można poczynić napar.
Podczas warsztatu zrobiliśmy chwastniki, w którym oprócz babki znalazło się jeszcze miejsce na pokrzywę, bluszczyk kurdybanek, jasnotę białą i purpurową, podagrycznik, czosnek dziwny, tasznik, mniszek, stokrotkę i koniczynę. Wszystkie można jeść!
Oprócz zielska w stanie surowym degustowaliśmy także chlebki z pokrzywą, kompocik z mniszka i kaszę jaglaną z podagrycznikiem.
Ania Rumińska, prowadząca warsztaty, opowiedziała pokrótce o etymologii słowa chwast i podawała różne ciekawostki z bylinami związane (np. że nazwa zupy barszcz pochodzi od tej roślinki).
Cytat ze strony Ani na temat kuli-kultury (czyli kultury kulinarnej):
"Cóż to bowiem są te chwasty? To rośliny lecznicze i bardzo cenne, część z nich jest jadalna, ale przez rolnictwo zostały uznane za gatunki niepożądane w uprawach lub hodowlach. Dla ludzi są źródłem mikro- i makroelementów oraz witamin, są smaczne i warte uwagi."
Dwie godziny warsztatu to mało, czuję niedosyt. I chęć na długi spacer po łące :-)
A tymczasem musi mi wystarczyć chwastnik i wpis do kartoteki odznaczonych:
Więcej o chwastach i warsztatach (na razie Wrocław i Opole, ale w planach są inne miasta) znajdziecie na fanpage'u Chwastożercy.
Potrzeby specjalne
Dziś o usprawnieniach dla osób ze specjalnymi potrzebami - seniorów, niepełnosprawnych, na wózkach... I nie chodzi tylko o banalne (lub mniej banalne) podjazdy i usunięcie barier architektonicznych.
O stronie GearAbility.com dowiedziałam się z bloga Handmade Poland. Jest to strona o tym, jakie wynalazki ułatwiają życie ludziom o specjalnych potrzebach, niepełnosprawnym, okresowo unieruchomionym, czy sparaliżowanym. Chociaż od dawna nieaktualizowana i bez zdjęć, to wciąż jest kopalnią wiedzy i linków do wszelkich ułatwiaczy życia. Dla poszukujących informacji w języku polskim przydatny będzie ten adres. I jeszcze to.
A to zdjęcie pochodzi z bloga: New Eliah James
Z innych ciekawostek - huśtawki dla dzieci na wózkach inwalidzkich już są w Polsce. Ta konkretnie w Knurowie:
Oferta takich sprzętów jest większa, dlaczego więc w ogóle ich się nie widuje?
O stronie GearAbility.com dowiedziałam się z bloga Handmade Poland. Jest to strona o tym, jakie wynalazki ułatwiają życie ludziom o specjalnych potrzebach, niepełnosprawnym, okresowo unieruchomionym, czy sparaliżowanym. Chociaż od dawna nieaktualizowana i bez zdjęć, to wciąż jest kopalnią wiedzy i linków do wszelkich ułatwiaczy życia. Dla poszukujących informacji w języku polskim przydatny będzie ten adres. I jeszcze to.
A to zdjęcie pochodzi z bloga: New Eliah James
Z innych ciekawostek - huśtawki dla dzieci na wózkach inwalidzkich już są w Polsce. Ta konkretnie w Knurowie:
Oferta takich sprzętów jest większa, dlaczego więc w ogóle ich się nie widuje?
24 kwi 2014
Zamień elektroodpady na kulturalne wypady
Taka akcja w moim mieście! I w twoim też, o ile mieszkasz w Krakowie, Katowicach, Bielsku-Białej, Warszawie, Wrocławiu, Zielonej Górze, Bydgoszczy, Gorzowie Wlk. lub Toruniu :-)
Akcja słuszna i potrzebna, bo mało kto wie, że elektrośmieci są cennym surowcem do recyklingu, a zbyt często lądują na wysypisku lub stercie pod blokiem.
Oczywiście nie omieszkam skorzystać z okazji i wymienić stary odkurzacz i kilka świetlówek na wejściówki na zajęcia jogi :-)
Akcja słuszna i potrzebna, bo mało kto wie, że elektrośmieci są cennym surowcem do recyklingu, a zbyt często lądują na wysypisku lub stercie pod blokiem.
Oczywiście nie omieszkam skorzystać z okazji i wymienić stary odkurzacz i kilka świetlówek na wejściówki na zajęcia jogi :-)
20 kwi 2014
A może to jest znak?
Niech żyją sztukmistrze ulicy i ich twórcze bazgroły na znakach drogowych:
A jak wyglądałby twój znak?
16 kwi 2014
Kurka wolna, jak one to znoszą?
Co prawda przymierzałam się do opisania moich wspaniałych weekendów, ale musi poczekać, bo przecież kury domagają się głosu.
Kurka wolna i Jak one to znoszą to hasła dwóch kampanii edukacyjnych dotyczących praw kur. Pierwsza z nich prowadzona jest przez Klub Gaja, który od 2005 roku uświadamia konsumentów, że kura też człowiek, a życie w klatce jest nieludzkie. Aby choć trochę im ulżyć, powinniśmy domagać się w sklepach jajek oznaczonych 0 i 1. A wciąż trudno je dostać w przeciętnym markecie lub sklepiku osiedlowym...
Raport Kupuj jajka z głową przedstawia sytuację kur w Polsce, Czechach, na Słowacji i Węgrzech.
Zobacz film pokazujący prawdziwie szczęśliwe kury - które mogą rozprostować skrzydła, grzebać w ziemi, kąpać się w piachu i znosić jajka we własnym gnieździe.
Normal and Natural from Edgar's Mission Farm Sanctuary on Vimeo.
752 kur wypuszczonych z klatek. A co z pozostałymi?
Kampania Jak one to znoszą? rozpoczęła się tydzień temu z inicjatywy stowarzyszenia Otwarte Klatki, aktywnie działającego na rzecz praw zwierząt. Hasło celne, raporty wymowne, dlatego warto rozważyć wykluczenie jajek z diety, bo da się bez nich żyć. I to smacznie. A jak zastąpić jajka w wypiekach i potrawach? Tu z pomocą przychodzi bezpłatny ebook "Dobre decyzje. Alternatywy dla jajek" z przepisami na tofujecznicę, bezjajonez, ciasta i inne tradycyjne potrawy z jajkami w składzie.
Linki do raportu i ebooka znajdziecie też w dziale Ekopublikacje.
Kurka wolna i Jak one to znoszą to hasła dwóch kampanii edukacyjnych dotyczących praw kur. Pierwsza z nich prowadzona jest przez Klub Gaja, który od 2005 roku uświadamia konsumentów, że kura też człowiek, a życie w klatce jest nieludzkie. Aby choć trochę im ulżyć, powinniśmy domagać się w sklepach jajek oznaczonych 0 i 1. A wciąż trudno je dostać w przeciętnym markecie lub sklepiku osiedlowym...
Raport Kupuj jajka z głową przedstawia sytuację kur w Polsce, Czechach, na Słowacji i Węgrzech.
Zobacz film pokazujący prawdziwie szczęśliwe kury - które mogą rozprostować skrzydła, grzebać w ziemi, kąpać się w piachu i znosić jajka we własnym gnieździe.
Normal and Natural from Edgar's Mission Farm Sanctuary on Vimeo.
752 kur wypuszczonych z klatek. A co z pozostałymi?
Kampania Jak one to znoszą? rozpoczęła się tydzień temu z inicjatywy stowarzyszenia Otwarte Klatki, aktywnie działającego na rzecz praw zwierząt. Hasło celne, raporty wymowne, dlatego warto rozważyć wykluczenie jajek z diety, bo da się bez nich żyć. I to smacznie. A jak zastąpić jajka w wypiekach i potrawach? Tu z pomocą przychodzi bezpłatny ebook "Dobre decyzje. Alternatywy dla jajek" z przepisami na tofujecznicę, bezjajonez, ciasta i inne tradycyjne potrawy z jajkami w składzie.
Linki do raportu i ebooka znajdziecie też w dziale Ekopublikacje.
10 kwi 2014
W koopie siła!
Kooperatyw w Polsce przybywa, więc zjazd jest jak najbardziej na miejscu. Ale czy się odbędzie, zależy w dużej mierze od was :-) W poniedziałek ruszyła zbiórka funduszy na III Zjazd Kooperatyw.
Byłam na pierwszym, nie byłam na drugim, ale na trzecim chcę być :-)
Tym bardziej, że program jest ciekawy, a ekipa z Wawelskiej Kooperatywy Spożywczej (pozdrowienia dla Kokosa i Zuzy) dokłada starań, żeby organizacja była jak najlepsza. I że to Kraków, w miarę blisko, w czerwcu powinno już być ciepło (piknik!). I że zjazd będzie skupiał nie tylko kooperatywy spożywcze, ale też inne inicjatywy spółdzielcze. Czy trzeba kogoś jeszcze zachęcać?
Zatem sprawa jest taka - jeśli podoba ci się ten pomysł, to wpłać kilka złotych jako wyraz poparcia. Złotówka do złotówki, a będzie zjazd :-)
Tym bardziej, że program jest ciekawy, a ekipa z Wawelskiej Kooperatywy Spożywczej (pozdrowienia dla Kokosa i Zuzy) dokłada starań, żeby organizacja była jak najlepsza. I że to Kraków, w miarę blisko, w czerwcu powinno już być ciepło (piknik!). I że zjazd będzie skupiał nie tylko kooperatywy spożywcze, ale też inne inicjatywy spółdzielcze. Czy trzeba kogoś jeszcze zachęcać?
Zatem sprawa jest taka - jeśli podoba ci się ten pomysł, to wpłać kilka złotych jako wyraz poparcia. Złotówka do złotówki, a będzie zjazd :-)
8 kwi 2014
Na walizkach
Co prawda czasy, kiedy żyłam na walizkach (a raczej na plecaku) odeszły do krainy wspomnień, a w najbliższym czasie wybieram się jedynie do stolicy (kibicować tacie podczas maratonu i na koncert Romantików przy okazji), ale prace Rona Barona na stacji metra w Chicago wywołały we mnie rezonans. Zwłaszcza te miniaturowe wstawki podróżnych...
Stąd (plus jeszcze kilka do obejrzenia).
A gdyby was kiedyś pognało do Barcelony, to w hotelu Chic&Basic znajdziecie taką recepcję:
Inne pomysły na meble z walizek:
Stąd (plus jeszcze kilka do obejrzenia).
A gdyby was kiedyś pognało do Barcelony, to w hotelu Chic&Basic znajdziecie taką recepcję:
Inne pomysły na meble z walizek:
4 kwi 2014
Tydzień Weganizmu 2014
Już za chwileczkę, już za momencik, Tydzień Weganizmu zacznie się kręcić :-)
Zapraszam do Opola na Kuchnię Społeczną i akcję uliczną "Jestem zwierzęciem. Myślę, czuję. Chcę żyć". Będzie też joga, warsztaty kulinarne i dołujący film o tym, że wszyscy umrzemy. A zatem wbijajcie :-)
Aha, będzie też konkurs internetowy, a raczej facebookowy, na prosty przepis wegański. A wygrać można niezłe paczki z bakaliami i jaglanką od Bionica. Sklep prowadzą bardzo fajni ludzie, eko, czeko, wege i buddyści na dokładkę, więc polecam nie tylko dlatego, że to moi znajomi :-)
Konkurs ruszy jutro na fanpage'u VegeOpole i każdy może wziąć udział - szykujcie przepisy.
Zapraszam do Opola na Kuchnię Społeczną i akcję uliczną "Jestem zwierzęciem. Myślę, czuję. Chcę żyć". Będzie też joga, warsztaty kulinarne i dołujący film o tym, że wszyscy umrzemy. A zatem wbijajcie :-)
Aha, będzie też konkurs internetowy, a raczej facebookowy, na prosty przepis wegański. A wygrać można niezłe paczki z bakaliami i jaglanką od Bionica. Sklep prowadzą bardzo fajni ludzie, eko, czeko, wege i buddyści na dokładkę, więc polecam nie tylko dlatego, że to moi znajomi :-)
Konkurs ruszy jutro na fanpage'u VegeOpole i każdy może wziąć udział - szykujcie przepisy.
28 mar 2014
Zdecydowanie must have
Najpierw zagadka - co to jest?
Wierni czytelnicy Ekomanii może pamiętają wizytę u Wojtka Sówki, tego od największego bębna świata?
Te tank drumy na zdjęciu powyżej zrobiła jego żona Natalia. I teraz sprzedaje je, żeby zdobyć kasę na swoje leczenie, no takie życie.
Normalnie taki instrument - który daję słowo jest równie magiczny jak hangdrum czy karimba - kosztuje 400zł, teraz w cenie promocyjnej - 300zł.
Dźwięk jest kosmiczny, na pewno pozytywnie doenergetyzuje każdy piknik czy domówkę. Bo najfajniejsze w tego typu bębnach jest to, że w zasadzie nie trzeba umieć grać - dźwięki są wzajemnie dostrojone tak, że nie tworzą wzajemnych dysonansów. Dlatego mają też działanie terapeutyczne (a na pewno relaksacyjne).
Posłuchajcież:
Więcej informacji: www.tankdrum.pl
Gdyby ktoś chciał kupić: akssak[małpa]gmail.com
Wierni czytelnicy Ekomanii może pamiętają wizytę u Wojtka Sówki, tego od największego bębna świata?
Te tank drumy na zdjęciu powyżej zrobiła jego żona Natalia. I teraz sprzedaje je, żeby zdobyć kasę na swoje leczenie, no takie życie.
Normalnie taki instrument - który daję słowo jest równie magiczny jak hangdrum czy karimba - kosztuje 400zł, teraz w cenie promocyjnej - 300zł.
Dźwięk jest kosmiczny, na pewno pozytywnie doenergetyzuje każdy piknik czy domówkę. Bo najfajniejsze w tego typu bębnach jest to, że w zasadzie nie trzeba umieć grać - dźwięki są wzajemnie dostrojone tak, że nie tworzą wzajemnych dysonansów. Dlatego mają też działanie terapeutyczne (a na pewno relaksacyjne).
Posłuchajcież:
Więcej informacji: www.tankdrum.pl
Gdyby ktoś chciał kupić: akssak[małpa]gmail.com
25 mar 2014
Kosmetyki - greenwashing na przykładach cz.3
Bardzo dobre wprowadzenie do analizy greenwashingu w produktach kosmetycznych znajdziecie u Ekorodziców.
A zatem zwracajcie uwagę na opakowanie, skład i certyfikaty, a nie na dajcie się zwieść słówkom bio, EKO, naturalny w opisie, sfotoszopowanym obrazkom, czy wizerunkowi króliczka, który ma sugerować, że kosmetyk nie był testowany na zwierzętach.
1. Tak się składa, że od roku w Polsce (jak i w całej Unii Europejskiej) obowiązuje zakaz testowania kosmetyków, więc umieszczanie rysunku królika na opakowaniach kremów czy szamponów jest zbędne.
Wciąż jednak w sprzedaży są kosmetyki firm, które w jakiś sposób wspierają testy na zwierzętach, np. przez sprowadzanie surowców z Chin lub umieszczanie tam swoich laboratoriów (a w Chinach testowanie na zwierzętach jest obligatoryjne). Dlatego warto sprawdzić wiarygodność danej marki na jednej z list prowadzonych przez obrońców praw zwierząt. Aktualizowana lista firm kosmetycznych, jeśli chodzi o ich podejście do testowania znajduje się m.in. na No test.pl
2. Certyfikaty
Teoretycznie obecność certyfikatu gwarantuje nam ekologiczność składników. Ale... Sporo jest tych certyfikatów, więc nie do końca wiadomo, którym się kierować. Poza tym "nie wszystkie firmy stosujące certyfikowane składniki występują o certyfikat, ponieważ jest on kosztowny. Po drugie, certyfikowani producenci czasem nieuczciwie manipulują informacją o przyznanym im certyfikacie: – Choć dotyczy on konkretnego produktu albo składnika, niektóre firmy między wierszami starają się np. wmówić klientkom, że wszystkie ich produkty posiadają taki certyfikat – mówi Lidia Lewandowska."
(stąd)
Konkretnym przykładem ściemniania w kwestii certyfikatów jest konsumenckie śledztwo przeprowadzone przez autorkę Agulkowego Pola. Zadała kilka pytań przedstawicielowi marki Love Me Green i nie zadowoliła się gładko brzmiącymi odpowiedziami. Warto poczytać.
3. Skład
Dla mnie najważniejsze jest, aby produkty były wolne od okrucieństwa, dlatego sprawdzam skład pod kątem obecności składników zwierzęcych i nieetycznych składników roślinnych. Trzeba uważać zwłaszcza przy mydłach w kostce (np. Biały Jeleń nie jest wegański, ale Biały Wielbłąd jest). Jeśli chodzi np. o popularne ostatnio szare mydła, to Ministerstwo Dobrego Mydła powiada:
"Otóż te "szare mydełka" które wcale szare nie są (szarym mydłem nazywamy mydła potasowe które mają postać żelu a nie kostki) a poszukiwane są za to przez wszystkich alergików oraz nazywane są hipoalergicznymi i uznawane za bardzo eko- wcale takie miłe nie są. Składają się głownie z mieszanki łoju zwierzęcego i oleju kokosowego. Zarówno jeden jak i drugi tłuszcz użyty w mydle daje kostkę twardą i dobrze pieniącą się. Ale też jeden i drugi użyty w zbyt dużej ilości wysusza i podrażnia skórę. Do tego trochę soli i ciekawostka- EDTA czyli (1-hydroksyetylideno)bisfosfonian tetrasodu- substancja dozwolona do stosowania w ograniczonym stężeniu. Trucizna po prostu. W mydle może być jej nie więcej niż 0,2% ale nikt nie bada konsekwencji kumulacji, kiedy dozujemy ją sobie z kilku różnych produktów na raz. Nie jesteśmy fankami czarnego PR-u, nigdy nie myślałyśmy też o przygotowywaniu mydeł w ten deseń. Nie pozwoliłybyśmy się też nimi myć nikomu o wrażliwej skórze. Na wrażliwą skórę przygotowuje się mieszankę różnych naturalnych olejów roślinnych których kompozycja (jeśli jest dobrze policzona) daje przyjemne, ładnie pieniące się i naprawdę delikatne mydełko. A EDTA sucks!"
Z kolei Greenpeace ostatnio nagłośniło sprawę stosowania oleju palmowego w kosmetykach Procter&Gamble (m.in. szampony Head&Shoulders). Olej palmowy sam w sobie jest składnikiem roślinnym, ale wielu wegan go unika, bo jego pozyskiwanie wiąże się ze śmiercią i okaleczeniem zwierząt żyjących na terenach karczowanych pod uprawę palm. Jak słusznie pisze Publiczna Pralnia Brudów olej palmowy to popularny składnik także w kosmetykach (i żywności) innych firm, nie tylko P&G, więc najlepiej w ogóle go unikać albo szukać informacji, że został pozyskany etycznie.
Najlepiej więc kupować kosmetyki sprawdzonych marek z najprostszym roślinnym składem. Można też zrobić je samemu - receptur i blogów opisujących poszczególne kroki jest wiele.
I co ważne: "Przypadki greenwashingu można zgłaszać do Rady Reklamy przy pomocy prostego formularza. Wystarczy wejść na stronę http://www.radareklamy.org/formularz-zgloszeniowy-online.htm
c.d.n. :-)
A zatem zwracajcie uwagę na opakowanie, skład i certyfikaty, a nie na dajcie się zwieść słówkom bio, EKO, naturalny w opisie, sfotoszopowanym obrazkom, czy wizerunkowi króliczka, który ma sugerować, że kosmetyk nie był testowany na zwierzętach.
1. Tak się składa, że od roku w Polsce (jak i w całej Unii Europejskiej) obowiązuje zakaz testowania kosmetyków, więc umieszczanie rysunku królika na opakowaniach kremów czy szamponów jest zbędne.
Wciąż jednak w sprzedaży są kosmetyki firm, które w jakiś sposób wspierają testy na zwierzętach, np. przez sprowadzanie surowców z Chin lub umieszczanie tam swoich laboratoriów (a w Chinach testowanie na zwierzętach jest obligatoryjne). Dlatego warto sprawdzić wiarygodność danej marki na jednej z list prowadzonych przez obrońców praw zwierząt. Aktualizowana lista firm kosmetycznych, jeśli chodzi o ich podejście do testowania znajduje się m.in. na No test.pl
2. Certyfikaty
Teoretycznie obecność certyfikatu gwarantuje nam ekologiczność składników. Ale... Sporo jest tych certyfikatów, więc nie do końca wiadomo, którym się kierować. Poza tym "nie wszystkie firmy stosujące certyfikowane składniki występują o certyfikat, ponieważ jest on kosztowny. Po drugie, certyfikowani producenci czasem nieuczciwie manipulują informacją o przyznanym im certyfikacie: – Choć dotyczy on konkretnego produktu albo składnika, niektóre firmy między wierszami starają się np. wmówić klientkom, że wszystkie ich produkty posiadają taki certyfikat – mówi Lidia Lewandowska."
(stąd)
Konkretnym przykładem ściemniania w kwestii certyfikatów jest konsumenckie śledztwo przeprowadzone przez autorkę Agulkowego Pola. Zadała kilka pytań przedstawicielowi marki Love Me Green i nie zadowoliła się gładko brzmiącymi odpowiedziami. Warto poczytać.
3. Skład
Dla mnie najważniejsze jest, aby produkty były wolne od okrucieństwa, dlatego sprawdzam skład pod kątem obecności składników zwierzęcych i nieetycznych składników roślinnych. Trzeba uważać zwłaszcza przy mydłach w kostce (np. Biały Jeleń nie jest wegański, ale Biały Wielbłąd jest). Jeśli chodzi np. o popularne ostatnio szare mydła, to Ministerstwo Dobrego Mydła powiada:
"Otóż te "szare mydełka" które wcale szare nie są (szarym mydłem nazywamy mydła potasowe które mają postać żelu a nie kostki) a poszukiwane są za to przez wszystkich alergików oraz nazywane są hipoalergicznymi i uznawane za bardzo eko- wcale takie miłe nie są. Składają się głownie z mieszanki łoju zwierzęcego i oleju kokosowego. Zarówno jeden jak i drugi tłuszcz użyty w mydle daje kostkę twardą i dobrze pieniącą się. Ale też jeden i drugi użyty w zbyt dużej ilości wysusza i podrażnia skórę. Do tego trochę soli i ciekawostka- EDTA czyli (1-hydroksyetylideno)bisfosfonian tetrasodu- substancja dozwolona do stosowania w ograniczonym stężeniu. Trucizna po prostu. W mydle może być jej nie więcej niż 0,2% ale nikt nie bada konsekwencji kumulacji, kiedy dozujemy ją sobie z kilku różnych produktów na raz. Nie jesteśmy fankami czarnego PR-u, nigdy nie myślałyśmy też o przygotowywaniu mydeł w ten deseń. Nie pozwoliłybyśmy się też nimi myć nikomu o wrażliwej skórze. Na wrażliwą skórę przygotowuje się mieszankę różnych naturalnych olejów roślinnych których kompozycja (jeśli jest dobrze policzona) daje przyjemne, ładnie pieniące się i naprawdę delikatne mydełko. A EDTA sucks!"
Z kolei Greenpeace ostatnio nagłośniło sprawę stosowania oleju palmowego w kosmetykach Procter&Gamble (m.in. szampony Head&Shoulders). Olej palmowy sam w sobie jest składnikiem roślinnym, ale wielu wegan go unika, bo jego pozyskiwanie wiąże się ze śmiercią i okaleczeniem zwierząt żyjących na terenach karczowanych pod uprawę palm. Jak słusznie pisze Publiczna Pralnia Brudów olej palmowy to popularny składnik także w kosmetykach (i żywności) innych firm, nie tylko P&G, więc najlepiej w ogóle go unikać albo szukać informacji, że został pozyskany etycznie.
Najlepiej więc kupować kosmetyki sprawdzonych marek z najprostszym roślinnym składem. Można też zrobić je samemu - receptur i blogów opisujących poszczególne kroki jest wiele.
I co ważne: "Przypadki greenwashingu można zgłaszać do Rady Reklamy przy pomocy prostego formularza. Wystarczy wejść na stronę http://www.radareklamy.org/formularz-zgloszeniowy-online.htm
c.d.n. :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






































