28 cze 2014

Jedną zapałką

Jest kilka sprawdzonych sposobów na rozpalenie ogniska jedną zapałką. Ale czasem bez wspomagania ani rusz, a wtedy przydać się może...
Rozpałka z wucerolki

z szyszek i wosku:

z korków nasączonych alkoholem:

z wacików kosmetycznych polanych woskiem:

Wszystkie pomysły znalazłam na Pinterest (wyszukując 'fire starter') :-)



24 cze 2014

Wycinanki cz.2

Były takie wycinanki-lampy, a dziś będą wycinanki-obrazy autorstwa Daniela Mar.
Patrzcie i podziwiajcie:

Reprodukcje można kupić na Etsy, i to całkiem tanio :-)

20 cze 2014

Piłka jest okrągła

Czy rzeczywiście 10 000 piłek może zbawić świat?
Osobiście wątpię, ale to ja: 


Jednak niewątpliwie piłka to jedna z najdoskonalszych zabawek, a dla wielu to coś więcej niż zabawa (o czym świadczy podlinkowany powyżej projekt This is not a ball Vica Muniza - tego od filmu Śmietnisko).

Projekt fotograficzny Jessiki Hilltout pokazuje nietypowe piłki, bo zrobione ze śmieci...Przejmująca to kolekcja.

Jak się okazuje piłki z foliówek, szmat i sznurka to codzienny element afrykańskiego krajobrazu.
Np. takie z Zambii (z bloga Pikinini)



 Ale akcja sprzed 4 lat (przy okazji ubiegłego Mundialu) znanej korpo Johnson&Johnson dość mnie zniesmaczyła. Otóż J&J został sponsorem Barefootball w krajach Południowej Afryki. Hasłem przewodnim było: ty też możesz zostać gwiazdą bosonogi!
Sponsoring brzmi szumnie, ale co podarowali? Odpady.
Śmieci do wyrobu właśnie takich piłek:


Pass It On from The New York Times - Video on Vimeo.


Żałosne. Nic dziwnego, że firma jakoś nie chlubi się tym na swojej stronie (a strona akcji www.barefootball.com została skasowana).
Sensowniejsze wydają się być programy takie jak Peace Passer, One World Football, czy HOPE is game-changer Project, promujące grę w piłkę nożną przez dystrybucję prawdziwych piłek.Oczywiście można się włączyć. 



18 cze 2014

Skąd się bierze woda sodowa

Jakiś czas temu Stiopa zasugerował, że mogłabym napisać o syfonie SodaStream, to piszę :-)

O ile pamiętacie (choćby jak przez mgłę) czasy PRLu, to kojarzycie pewnie pękate błyszczące syfony do robienia wody sodowej.

Po iluś tam latach syfony powróciły w nowoczesnym wydaniu firmy SodaStream. A że mam taki jeden w swoim domu, to powiem, co o nim myślę.
Jest to zmyślne i proste w obsłudze urządzenie do domowego wyrobu wody gazowanej. Jest także drogie - ceny w zależności od modelu od 240zł. Nabój wystarczył mi na rok użytkowania (z częstotliwością 2-3 razy w tygodniu, czyli ok. 150l wody rocznie). I wszystko byłoby dobrze, ale...
Firma promuje się na strasznie eko. Chlubi się tym, że używając SodaStream, oszczędzamy światu 2000 jednorazowych butelek rocznie (co się ma nijak do moich obserwacji - 100 butelek rocznie). Aby rzeczywiście jeden syfon zastąpił 2000 butelek PET, to trzeba by ich było gazować 3 każdego dnia i nie kupować w międzyczasie żadnych napojów na mieście. No ok - może podczas upalnego lata w licznej rodzinie, ale nie przez cały rok...W dodatku przy takiej częstotliwości bąbelkowania wody nabój trzeba by było wymienić co najmniej 5 razy (a one są drogie -ok. 100zł i mają słabą sieć wymiany i dystrybucji). Może więc oszczędzamy (jednak niewiele) plastikowych odpadów środowisku, ale finansowo raczej nie zyskamy. Ponadto jeśli marzysz o smakowych napojach gazowanych, to owszem, producent zachęca do kupowania syropów o różnych smakach (z czego jedynie ten smaku coli zasługuję na uwagę, bo rzeczywiście colę przypomina). Ale syropy te również są drogie i stosunkowo mało wydajne (1 opakowanie starcza na 12 litrów napoju), więc na duże oszczędności nie liczcie.
No, i jeszcze kwestia produkcji samych urządzeń. Za nadużycie uważam hasło 'Przemysł napojów pozostaje wierny staremu modelowi biznesowemu i cały czas wytwarza oraz transportuje 629 miliardów butelek i puszek rocznie. W SodaStream nie dostarczamy wody, nie dostarczamy puszek, dostarczamy po prostu bąbelki.'
Guzik prawda - Soda Stream dostarcza jeszcze plastikowe i stalowe urządzenia i butelki, naboje napełnione CO2 oraz całą gamę syropów (również w plastikowych butelkach i z niekoniecznie przyjaznym dla zdrowia składem). A to wszystko w 20 fabrykach na świecie i nigdzie nie znajdziemy informacji, jaki jest przybliżony choćby ślad węglowy dla jednej fabryki.
Podsumowując:
Czy uważam, że to fajny produkt?
Tak, jest to dobry gadżet (zwłaszcza na lato) i jeśli ktoś lubi wodę gazowaną i ma na zbyciu 250zł, to czemu nie zaszaleć (jednak nie licząc na to, że inwestycja szybko się zwróci, bo jeszcze trzeba kupować naboje i ewentualnie syropy).
Czy uważam ten produkt za ekologiczny?
Nie, niezbyt. A już promocję mają iście greenwashingową (sama się na początku na nią nabrałam).

Swoją drogą marzy mi się powrót saturatorów na ulice miast. To był klimat, to był biznes. Dwa kolory syropów, szklaneczki z grubo rżniętego szkła, woda z podwójnym sokiem, pianka, bakterie :-)

Jak się okazuje nie tylko mnie chwytają PRLowskie tęsknoty. Chłopaki ze Szczecina wymyślili saturower!


Jeśli działają i w tym sezonie, to pozdrawiam ;-)

17 cze 2014

Dziś już nikt nie szyje butów

Jak nie komputer, to buty... Buty ulubione mi się rozwaliły, pękły podeszwy, pan szewc po sąsiedzku powiedział, że zakleić się nie da, wymienić się nie da, klops.
Przeszukałam już większość stron z wegańskim obuwiem - nie ma takich, jak chcę. Bo większość nieskórzanych butów to wariacje na temat trampek lub sandałów, ewentualnie glanów, a ja potrzebuję półbuty na sezon jesienno-wiosenny, do spodni i spódnicy zarazem.
Coś w tym stylu, ale bardziej odporne na wilgoć, byłyby świetne:


Postanowiłam więc znaleźć szewca, który mi uszyje buty na wzór tych rozwalonych. Myślicie, że to proste? A gdzie tam, to już łatwiej Mariankę obudzić rano do przedszkola...
Rzemiosło nie umarło jeszcze, o czym świadczy serwis  TwójSzewc.net.pl, ale większość z punktów szewskich oferuje jedynie naprawy obuwia. Jeden szyjący buty szewc ogłasza się w Warszawie, drugi w Poznaniu, trzeciego nie znalazłam. Więc ktokolwiek słyszał, ktokolwiek wie - proszę o info.
Chyba, ze spróbuję jeszcze u szewca wysyłkowego, bo widzę że podjął się kiedyś przeróbki skórzanych butów na nieskórzane :-)

13 cze 2014

Gdzie zjeść wegańsko w Pradze?

Naprawdę chciałabym napisać długi post o tym, gdzie można wegańsko zjeść w Opolu, ale no cóż, jakby to ująć... Wygląda na to, że Opole jest jedynym miastem wojewódzkim, w którym nie ma ani jednej wege knajpy, o wegan nie wspominając. Ale.
Zbliżają się wakacje, a Praga jest blisko :-) Wege-wyżywienie w Pradze to żaden problem, a i weganie nie będą chodzić głodni. Poniższa lista jest subiektywna i przetestowana na żywym organizmie :-)

Wersja ekonomiczna: u Chińczyka (a raczej Wietnamczyka) - barów i restauracji "chińskich" z charakterystycznym wystrojem (czerwone lampiony i fotomenu z numerkami wywieszone na froncie) jest w Pradze mnóstwo. A w każdym z nich za 69 koron (no dobra, w ścisłym centrum za 89) można zamówić ryż lub makaron z warzywami w sosie sojowym. Większość tych barów oferuje też warzywa z tofu. Porcje są duże, wręcz nie do przejedzenia, czeka się krótko, warto spróbować :-) Przeciętny "chińczyk" (Čínské bistro) wygląda tak:


Restauracje/bary z kuchnią indyjską - oprócz kultowej nie tylko wśród krisznowców Govindy (czynna tylko w dni robocze do 17.00 bodajże, od 16.30 są happy hours, czyli zniżka na całe menu), gdzie codziennie jest inny zestaw (małe lub duże menu) w stylu indyjskiego thali (czyli ryż/sabdżi/zupa/surówka/chutney) i za ok. 100 koron można się najeść do syta, są jeszcze inne bary, gdzie może jest trochę drożej, ale równie smacznie (choć o wegańskość poszczególnych potraw trzeba dopytać). Lubię bardzo chadzać do Beas Dhaba - krok od rynku (ul. Tynska 19, w bramie). Na ich stronie widzę, że też już mają całą sieć w Pradze, i codziennie godzinę przed zamknięciem jest zniżka 50% na wszystko - dobrze jest więc zawitać tam na kolację :-)

Sieć Loving Hut - w Pradze mają już 7 lokalizacji, ostatnio jadłam w Loving Hut pod Wyszehradem (Neklanova 30, Praha 2). Danie (tajskie curry z takimi kuleczkami, co smakowały jak ryba) kosztowało 124 korony - dużo i smacznie, trochę pikantnie. Mieli jeszcze fantastycznie wyglądające desery (ciasta głównie), ale nie wcisnęłabym w siebie już ani kęsa, więc może następnym razem spróbuję :-) Uwaga - w niedziele nieczynne.

Plevel (czyli po polsku chwast) to stosunkowo nowa wegańska restauracja na Pradze 4 (kawałek od Namesti Miru). Warto sobie wcześniej wyguglać lokalizację, bo za pierwszym razem trudno trafić. W menu mają wegańskie i surowe dania (np. spagetti z cukinii), kilka takich udających tradycyjne (knedliki z polędwicą z seitanu), burgery, sałatki. Porcje spore, ceny dań głównych - od 150 koron wzwyż. Na fanpejdżu można zerknąć na fotki.

Lehka hlava - blisko Rynku i mostu Karola, ukryta w małej uliczce, ładna restauracja. Codziennie od 11.30 danie dnia kosztuje 115 koron (dobra cena jak na centrum miasta), ale często nie ma miejsc, lepiej więc zrobić rezerwację. Zdjęcia Natalki.

9 cze 2014

Poidełka, wodopoje


Coraz częściej można spotkać w miastach publiczne poidełka (i w szkołach też).
Warto pomyśleć też o zwierzakach, bo nie tylko nam chce się pić.
Poniżej kilka przykładów wodopojów, które może zrobić każdy i postawić przed domem, w ogrodzie, na balkonie:

1. PET automatic dla ptaków:

2. Miska z wodą dla psów:


3. Poidełko dla pszczół
 
i jeszcze kamienne:



5 cze 2014

Ach co to będzie za weekend

Jutro opuszczam Opole ogarnięte stetryczałą atmosferą festiwalu polskiej piosenki i wybieram się do Krakowa na III Zjazd Kooperatyw. Szykuje się dużo spotkań i rozmów z tzw. ciekawymi ludźmi. Niektórych znam już osobiście, niektórych wirtualnie, niektórych pewnie dopiero poznam :-) Będą też warsztaty i spotkania dla ludzi z kooperatyw zainteresowanych RWSem, czyli Rolnictwem Wspieranym Społecznie, permakulturą, przyszłością kooperatyw, formami działania i wszelkimi tematami pochodnymi. W niedzielę ma być piękna pogoda i piknik, a podczas niego targ lokalnych produktów i kolejna dawka wykładów i warsztatów (szykuję się zwłaszcza na crowdfunding z założycielami serwisu PolakPotrafi i warsztaty Akademii Bosej Stopy, Wymiennika i Sieci Sensownego Biznesu).


Poza zjazdem czeka mnie jeszcze spotkanie z joginką śmiechu, być może nocleg w Młynie Zabierzów i posiłek w którejś z licznych w Krakowie wegańskich jadłodajni (może nawet pizza z wegańskim serem?) :-)
I jak tu się nie cieszyć?

1 cze 2014

Huśtawki na przystankach, czyli Urban Swing Movement

Muszę się do czegoś przyznać. W piątek złożyłam wniosek obywatelski. O zamontowanie na przystankach autobusowych huśtawek. O takich:


 Ta na zdjęciu wisiała w Londynie w roku 2008 w ramach tymczasowej instalacji Bruno Taylora "Playful Spaces".
Bo kto powiedział, że miasto ma być poważne? Dorośli też chcą się czasem pohuśtać...
O czym świadczy rosnąca popularność ruchu Urban Swing. Pomysł inspiruje ludzi na całym świecie, np.  miejskich hacktywistów w Moskwie: (Źródło)

Jest jeszcze Red Swing Project dla osób, które chciałyby anonimowo zainstalować czerwoną huśtawkę w miejscu publicznym. Dotychczas zawisło ich 153 na całym świecie. W Polsce wciąż nie ma żadnej, ale każdy może dołączyć i zawiesić swoją, choćby pod mostem :-)Na podlinkowanej stronie jest też instrukcja.
Co prawda strona projektu nie jest aktualizowana od kilku lat, a fanpage od ponad roku, ale warto reaktywować pomysł.
A jeśli nie huśtawki, to może hamaki (jak w Kopenhadze)?

Inne pomysły znajdziecie w zestawieniu Swinging in the City (a jest tego naprawdę sporo).

Ciekawa jestem, czy pomysł ten "przejdzie" w budżecie obywatelskim miasta Opola, którego pierwsza edycja właśnie trwa. W każdym razie wymaganych 20 podpisów poparcia dla wniosku znalazło się migiem.
Jeśli się uda i powstanie choć jedna huśtawka na przystanku, to za rok złożę wniosek o miejską zjeżdżalnię na dworcu. A co!

29 maj 2014

Oddam odpady

Od dwóch tygodni działa nowa platforma wymiany śmieci Oddam Odpady.
Masz worek plastikowych nakrętek i 30 porysowanych płyt CD? Albo pudło wucerolek, stos starych gazet i opakowanie połamanych kredek świecowych? Oddaj je.
Szukasz mebli do przeróbki, palet, opon, korków lub kartonów Tetrapak? Ogłoś zbiórkę.
A im więcej osób się o tym dowie, tym większa szansa na znalezienie materiałów do upcyklingu. Więc do dzieła!



26 maj 2014

Pochwała wagarów lub mam jednu ruku dlouhou

Podczas gdy niektórzy spędzali czas na festiwalu Miasto Poezji w Lublinie, inni postanowili sobie zrobić wagary w kraju Krecika. I nie żałują ani chwilki :-)
Wagary to w ogóle bardzo dobry wynalazek jest. Polecam przynajmniej raz na kilka tygodni.
Śmierć kompa (którą wykrakałam w ostatnim wpisie) tylko ułatwiła decyzję o podrzuceniu Dziecka dziadkom, kupieniu biletów w Polskim Busie (tak, 3 x dziennie jeździ z Wrocławia do Pragi za jakieś śmieszne 50zł w jedną stronę) i spakowaniu niezbędności. Wagary!

Z pogodą trafiłam idealnie. Destynacja też nie zawiodła.Bilans zdecydowanie na plus, przywiozłam pamiątki :-) A wśród nich:
1 zakwas żytni do pieczenia chleba
1 mydło z konopi (z wonią kardamonu) zrobione przez Magdiczkę
1 dezodorant ręcznie sfabrykowany z jej kosmetycznych zasobów
spodnie, bluza, 3 koszulki - darowizny od Verunki
Z wartości niematerialnych i ulotnych:
1,5 przeczytanej książki (te pół to "Zjadanie zwierząt")
5 piw
1 plac zabaw
2 koncerty zasłyszane mimochodem (Na parukarce i Na hradbach)
1 nocleg na zapiecku
1 spacer po szumawskim lesie (= 3 kleszcze)
1 spacer po praskim parku w doborowym hubertowym towarzystwie (=0 kleszczy)

Praga piękna i tłoczna jak zawsze. Do ścisłego centrum nie zaglądałam, ale Wyszehrad stoi na swoim miejscu (i moja ulubiona hospoda Na hradbach również). Odwiedziłam dwie nowe wegańskie knajpy i najadłam się po uszy (ale temu zagadnieniu postanowiłam poświęcić osobny wpis, w planach). A chwilami było jak w czeskim filmie:

15 maj 2014

Ekokomputer dla Ekomanii

Mam problem. Mój stary pecet ledwo zipie. Noworoczny lifting, odwirusowanie i inne zabiegi pielęgnacyjne nie pomogły na długo, więc w każdej chwili mogę zostać bez kompa. A bez kompa jak bez ręki. Jak żyć?
Rozpoczynam więc poszukiwania nowego sprzętu - komputera stacjonarnego. Oczywiście najlepiej, gdyby był eko... Najpierw wpisałam w wyszukiwarkę frazę "ekokomputer". I co? I pstro. Jedynie kilka rezultatów z zakończonych już aukcji w pewnym serwisie na 'a' oraz informacja, że domena ekokomputer.pl jest na sprzedaż. No świetnie.
Znaczy się nie ma czegoś takiego jak ekokomputer?

Prawda jest smutna, ale trudno jej zaprzeczyć. Komputery nie są eko, internet to zło, w związku z czym pisanie ekobloga to zarazem hipokryzja i ironia...


Kilka faktów:
  • włączony non-stop komputer (a mamy w domu takie 3) to pożeracz energii, a co za tym idzie - kasy (dzienny koszt to 1-6zł w zależności od rodzaju i sposobu użytkowania komputera. Wyliczenia można prześledzić tu.)
  • internet i działanie światowych serwerów to niekończący się pobór energii (rzadko pochodzącej ze źródeł odnawialnych). Np. Google w 2010 roku zużył 2,26 miliarda kilowatogodzin. To tyle ile pochłania przeciętne miasto (źródło).
  • Komputery szybko się starzeją, psują i wymagają wymiany. Przeciętny czas użytkowania PC to zaledwie 3 lata. Mój pecet ma już ponad 7 lat. W okresie gwarancji 2 razy lądował w serwisie, a później przeszedł kilka wielogodzinnych sesji u zaprzyjaźnionego znachora od komputerów, wymianę karty sieciowej, graficznej, dźwiękowej i napędu CD-rom oraz niezliczoną liczbę konsultacji telefonicznych

Zatem produkcja komputerów i sprzętu elektronicznego to nie tylko eksploatacja cennych złóż i wykorzystywanie taniej siły roboczej w krajach Azji, ale także produkcja olbrzymiej ilości elektrośmieci (liczona w milionach ton rocznie).

Uwaga, będę cytować (stąd):
"Według danych Instytutu Wuppertalskiego (Niemcy) i badań UN do wyprodukowania jednego komputera potrzeba około 19 000 kilogramów surowców – między innymi wody, substancji chemicznych, kopalnych nośników energii oraz metali szlachetnych i ciężkich (na przykład złota, miedzi, cyny, platyny czy kobaltu). Metale pozyskuje się najczęściej w ubogich krajach Afryki i Ameryki Południowej, co wiąże się przeważnie z nieludzkimi warunkami pracy, niewypełnieniem norm bezpieczeństwa, wymuszonymi przesiedleniami, rujnowaniem środowiska naturalnego i – co najgorsze – pracą dzieci.

Również skutki ekologiczne produkcji komputerów nabierają dramatycznych rozmiarów. Trujące substancje, uwalniane w procesach degradacji, zanieczyszczają okoliczne gleby i wody (m.in. rtęcią czy arsenem), co zagraża żyjącym w danej okolicy ludziom i zwierzętom. Badania inicjatywy makeITfair podjętej w Demokratycznej Republice Konga wykazały, że w tamtejszych kopalniach kobaltu pracuje około 50 000 dzieci, które nie posiadają ani odzieży ochronnej, ani zabezpieczenia dróg oddechowych przed toksycznymi oparami.

Komputer składa się z około 1800-2000 komponentów wytwarzanych w różnych miejscach na świecie. Taki sposób produkcji skutkuje wysokimi kosztami energii pochłanianymi przez transport i zanieczyszczeniem środowiska naturalnego. Ze względu na niskie koszty produkcji wiele etapów produkcyjnych realizuje się w regionie azjatyckim. W Chinach w wielkich halach produkcyjnych pracują głównie kobiety – nawet do 12 godzin dziennie, czasami 7 dni w tygodniu. Otrzymują za to zazwyczaj pensje, które nawet w Chinach są niższe od minimalnego wynagrodzenia."


Problem stanowi także utylizacja takiego sprzętu. Lecz największym problemem jest to, że nie wynaleziono jeszcze ekologicznego komputera :-/ Nie tylko energoooszczędnego, ale także FairTrade lub w 100% poddawanego recyklingowi.

Wygląda na to, że łatwiej przejść na weganizm niż znaleźć eko-komputer... Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?







11 maj 2014

Koszulki z przekazem, cz.3

Skoro już ostatnio pokazałam fajną koszulkę z babką lekarską od Pan Tu Nie Stał, to jeszcze kilka mniej lub bardziej zaangażowanych wzorów.
Na przykład mój ulubiony antykonsumpcyjny motyw Darka Paczkowskiego z 3fali:
Chcieć mieć więcej



I jeszcze od PanTuNieStał, dla działkowców:


Polecam też etno-koszulki ruuzga, np. z wzorem Trzeba mieć korbę. Sama mam taką jedną, kupioną w zeszłym roku na Folkowisku.


A dla dzieci seria Pozytywne myślenie i Przyjaciel wilka z Endo. Fajne wzory, ale szkoda, że szyte w Chinach. No, i minus za serię cyrkową, utrwalającą stereotyp cyrk=zwierzęta.


5 maj 2014

Eko-piknik, cz. 3

I jak tam po majóweczce, odpoczęliście?
Mimo, że mamy wyjątkowo zimny maj, to podsuwam kilka pomysłów na ekopiknik, jeszcze mogą się przydać. W końcu sezon dopiero się zaczyna :-)

Rower-barek


Chleb - kosz


Torba - koc piknikowy

Albo plecak piknikowy zamiast romantycznego kosza:

A jeśli grill, to tylko taki:





30 kwi 2014

Chwastożercy

Gdyby ktoś pytał, jak spędziłam wczorajszy wieczór, to w tej oto pięknej koszulce (Asisko ♥) objadałam się chwastami na warsztacie Chwastopolanie.
Babka zwyczajna również jest jadalna :-) Surowe liście można dodawać do sałatek, zawierają witaminy K, A, C :-) A z suszonych można poczynić napar.
Podczas warsztatu zrobiliśmy chwastniki, w którym oprócz babki znalazło się jeszcze miejsce na pokrzywę, bluszczyk kurdybanek, jasnotę białą i purpurową, podagrycznik, czosnek dziwny, tasznik, mniszek, stokrotkę i koniczynę. Wszystkie można jeść!


Oprócz zielska w stanie surowym degustowaliśmy także chlebki z pokrzywą, kompocik z mniszka i kaszę jaglaną z podagrycznikiem.
Ania Rumińska, prowadząca warsztaty, opowiedziała pokrótce o etymologii słowa chwast i podawała różne ciekawostki z bylinami związane (np. że nazwa zupy barszcz pochodzi od tej roślinki).
Cytat ze strony Ani na temat kuli-kultury (czyli kultury kulinarnej):
"Cóż to bowiem są te chwasty? To rośliny lecznicze i bardzo cenne, część z nich jest jadalna, ale przez rolnictwo zostały uznane za gatunki niepożądane w uprawach lub hodowlach. Dla ludzi są źródłem mikro- i makroelementów oraz witamin, są smaczne i warte uwagi."
Dwie godziny warsztatu to mało, czuję niedosyt. I chęć na długi spacer po łące :-)
A tymczasem musi mi wystarczyć chwastnik i wpis do kartoteki odznaczonych:



Więcej o chwastach i warsztatach (na razie Wrocław i Opole, ale w planach są inne miasta) znajdziecie na fanpage'u Chwastożercy.