Po długiej przerwie powracam na bloga i do tematu naturalnych barwników (Przez grzyby do kłębka), a to za sprawą kupionej niedawno w Magicznym Ogrodzie klitorii - sproszkowanych kwiatów rośliny, o nieprzypadkowej nazwie.
Clitoria ternatea przypomina kształtem kobiecą joni, a ponadto ma tę właściwość, że jest niebieskim barwnikiem. Może być więc używana zarówno jako napar, jak i do farbowania - żywności, ubrań, papieru.
Ma też walory zdrowotne - głównie antydepresyjne (ale tez na zaburzenia miesiączkowania i problemy skórne), przynajmniej tak pisze Różański, a ja mu wierzę :-)
By The Photographer - Praca własna, CC0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=23655703
W smaku jest ok, przypomina trochę japońską matcha, więc jeśli macie ochotę na coś nowego, to polecam.
Z innych ciekawostek zakupiłam także smoczą krew, czyli żywicę z czarciuka smoczego - zamierzam stosować jako kadzidło.
Zajrzałam też do fb grupy dotyczącej naturalnego barwienia, a tam takie rady dla początkujących farbierzy i farbierek: ' Najbardziej polecam liście brzozy, liście wrotyczu (i kwiaty, jak już będą). Kolorek najlepiej łapią włókna proteinowe
(pochodzenia zwierzęcego), do pierwszych prób polecam wełnę. I jako
generalna reguła - lepiej trzymać rośliny długo w niskiej temperaturze,
niż krótko w wysokiej (a gotowanie to w większości wypadków zbrodnia,
niszczy barwniki i włókna). Do tego możesz postarać się o ałun - służy
do tzw. zaprawiania (dzięki temu kolor jest trwalszy i bardziej
jaskrawy).'
Ta grupa to prawdziwa kopalnia informacji, można też nacieszyć oko naturalnie farbowanymi tkaninami i wełnami. Przy okazji odkryłam bloga Dzikie barwy, z którego dowiecie się m.in. tego, jaki kolor powstanie z pestek i łupin awokado :-)
A dla wszystkich zainteresowanych zgłębianiem tematu - w wakacje odbędzie się warsztat barwierski w Kaczym Bagnie:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny. Pokaż wszystkie posty
11 kwi 2019
9 mar 2019
Co dobrego #12
1. Programowanie dla dziewczynek
Strona programowaniedziecinnieproste.pl zachęca do nauki programowania. Dla każdego, bo programowanie dla dziewczynek nie różni się niczym od tego dla chłopców :-) A może za kilka lat dzięki nauce kodowania ktoś wymyśli apkę ratującą świat.
2. Seminkovny - lokalne banki nasion w Czechach (ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby i w Polsce powstała taka sieć)
Czeskie seminkovny - jest ich ponad 30 - dostępne są w bibliotekach, centrach aktywności lokalnej, szkołach, kawiarniach czy ogrodach społecznych.
Inicjatywa ułatwia dzielenie się nasionami i ich wymianę w lokalnych społecznościach, sprzyja bioróżnorodności i przetrwaniu starych odmian.
3. Bambus, tencel, poliester czy bawełna - z jakich materiałów wybierać ubrania - ta i inne publikacje dotyczące odpowiedzialnej mody od fundacji od Kupuj odpowiedzialnie. Poradniki dotyczące fair mody znajdziecie tu.
4. Z początkiem roku Polskie Towarzystwo Ludoznawcze uwolniło treść książki „Rośliny w wierzeniach i zwyczajach ludowych – Słownik Fischera” - prawdziwa etnobotaniczna gratka. Korzystajcie, bo smakowitych kąsków tam wiela!
Strona programowaniedziecinnieproste.pl zachęca do nauki programowania. Dla każdego, bo programowanie dla dziewczynek nie różni się niczym od tego dla chłopców :-) A może za kilka lat dzięki nauce kodowania ktoś wymyśli apkę ratującą świat.
2. Seminkovny - lokalne banki nasion w Czechach (ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby i w Polsce powstała taka sieć)
Czeskie seminkovny - jest ich ponad 30 - dostępne są w bibliotekach, centrach aktywności lokalnej, szkołach, kawiarniach czy ogrodach społecznych.
Inicjatywa ułatwia dzielenie się nasionami i ich wymianę w lokalnych społecznościach, sprzyja bioróżnorodności i przetrwaniu starych odmian.
3. Bambus, tencel, poliester czy bawełna - z jakich materiałów wybierać ubrania - ta i inne publikacje dotyczące odpowiedzialnej mody od fundacji od Kupuj odpowiedzialnie. Poradniki dotyczące fair mody znajdziecie tu.
4. Z początkiem roku Polskie Towarzystwo Ludoznawcze uwolniło treść książki „Rośliny w wierzeniach i zwyczajach ludowych – Słownik Fischera” - prawdziwa etnobotaniczna gratka. Korzystajcie, bo smakowitych kąsków tam wiela!
5. I jeszcze jedna publikacja - trochę inne podejście do reuse, bo nie chodzi o rzeczy materialne, ale o udostępnianie i korzystanie z zasobów cyfrowych - Reuse w edukacji.
Może się przyda wszelkim edukatorom i nauczycielom :-)
6. Darmowa komunikacja miejska w Głuchołazach (opolskie) i Kamiennej Górze (dolnośląskie). Zapewne takich miast w Polsce jest więcej. Ja słyszałam jeszcze o Świeradowie-Zdroju (można stamtąd dojechać do kultowego Wolimierza). Cieszy, że takie pomysły zataczają coraz szersze kręgi!
2 mar 2019
Wyślij pocztówkę z nasionami
Kilka razy wspominałam już na blogu o papierze z nasionkami - seed paper. Jest coś pociągającego w myśli, że dzięki temu natura może zatoczyć krąg (drzewo-papier-nasiona-roślina-drzewo -papier). Ostatnio wyczytałam, że projekt Olgi Zelenskej - studentki School of Form , która wykorzystała seed paper, został wyróżniony w ramach konkursu Progress Prize. Znalazł się również w gronie 20 najlepszych na świecie dyplomów projektowych powstałych w 2018 roku. Był prezentowany podczas Dutch Design Week na wystawie Antenna.
„Znikąd, z miłością” to zbiór pocztówek zrobionych z seed paper. "Jak podkreśla autorka, jej projekt pomaga dostosować się do życia w nowych warunkach i poradzić sobie z tęsknotą za swoim krajem." - źródło
Jakkolwiek niszowy jest ten ten trend, to jestem na tak :-) A gdyby tak ożenić nasionkowe pocztówki z postcrossingiem w formie Guerilla Gardening Mail? Potencjał jest...
„Znikąd, z miłością” to zbiór pocztówek zrobionych z seed paper. "Jak podkreśla autorka, jej projekt pomaga dostosować się do życia w nowych warunkach i poradzić sobie z tęsknotą za swoim krajem." - źródło
Jakkolwiek niszowy jest ten ten trend, to jestem na tak :-) A gdyby tak ożenić nasionkowe pocztówki z postcrossingiem w formie Guerilla Gardening Mail? Potencjał jest...
22 lut 2019
Czytam sobie: Roślinny kabaret. Botanika i wyobraźnia
Chorowanie ma swoje dobre strony, przynajmniej mogłam w spokoju skończyć pozaczynane już kilka tygodni temu książki. Jedną z nich jest Roślinny kabaret. Botanika i wyobraźnia Richarda Mabey'a. Przez chwilę myślałam, że to będzie kolejna lektura typu "zbiór ciekawostek o roślinach", ale już po wstępie wiedziałam, że jest lepiej. Autor na szczęście dystansuje się od naukowców, którzy nazywają rośliny "naturalnym kapitałem" lub "dostawcą usług ekosystemowych". Zwraca uwagę na to, że często traktujemy naturę użytkowo, a nawet jeśli staramy się pomóc, to nie bierzemy pod uwagę całej bioróżnorodności, tylko jakiś jej określony wycinek.
"Jako przykład teoretycznie szczytnego, ale jednak krótkowzrocznego działania można podać wspierać upraw roślin nektarodajnych dla owadów zapylających, w szczególności pszczół. Sama idea zasługuje na pochwałę, tyle że - w przeciwieństwie do pszczół - większość owadów zapylających wykształca się z larw żywiących się nie kwiatami nektarodajnymi, ale zwykłymi zielonymi liśćmi, w tym również liśćmi chwastów konsekwentnie eliminowanych w celu tworzenia kolejnych kwiatowych rabatek."
Sam autor stara się dostrzec w roślinach autonomiczne byty bez próby zawłaszczania ich, jednak nie unikając antropomorfizacji.
W kolejnych rozdziałach książki autor opisuje spotkania konkretnych roślin z konkretnymi ludźmi. Możemy się dowiedzieć o najstarszych drzewach, kukurydzy, bawełnie, wiktoriańskiej modzie na paprocie (i lasy w słoiku), kolonialnych odkryciach, łowach na storczyki i wielu innych roślinach. Mnie najbardziej urzekł rozdział o artystce Margaret Mee, która przez całe życie poszukiwała kwiatu kaktusa Selenicereus wittii, wspinającego się na drzewa w dżungli. Jego pąki otwierają się tylko na jedną noc w roku, a kwiaty wydzielają upajającą woń. Czy nie przypomina wam to legendy o kwiecie paproci? A może kiedyś w Europie też mieliśmy jakiś gatunek, który kwitł tylko raz w roku przy świetle księżyca? Czy Margaret Mee udało się znaleźć moonflower? Przeczytajcie sami... (albo obejrzyjcie film)
Margaret Mee and the Moon Flower from Malu De Martino on Vimeo.
(no, dobra, zaspojluję - udało się pod koniec jej życia, w 1988roku, czyli stosunkowo niedawno. Przy świetle latarek powstał szkic do tego obrazu:)
To niezwykła historia i niezwykła postać, a takich w książce Richarda Mabey'a jest więcej. Więc tak, warto.
"Jako przykład teoretycznie szczytnego, ale jednak krótkowzrocznego działania można podać wspierać upraw roślin nektarodajnych dla owadów zapylających, w szczególności pszczół. Sama idea zasługuje na pochwałę, tyle że - w przeciwieństwie do pszczół - większość owadów zapylających wykształca się z larw żywiących się nie kwiatami nektarodajnymi, ale zwykłymi zielonymi liśćmi, w tym również liśćmi chwastów konsekwentnie eliminowanych w celu tworzenia kolejnych kwiatowych rabatek."
Sam autor stara się dostrzec w roślinach autonomiczne byty bez próby zawłaszczania ich, jednak nie unikając antropomorfizacji.
W kolejnych rozdziałach książki autor opisuje spotkania konkretnych roślin z konkretnymi ludźmi. Możemy się dowiedzieć o najstarszych drzewach, kukurydzy, bawełnie, wiktoriańskiej modzie na paprocie (i lasy w słoiku), kolonialnych odkryciach, łowach na storczyki i wielu innych roślinach. Mnie najbardziej urzekł rozdział o artystce Margaret Mee, która przez całe życie poszukiwała kwiatu kaktusa Selenicereus wittii, wspinającego się na drzewa w dżungli. Jego pąki otwierają się tylko na jedną noc w roku, a kwiaty wydzielają upajającą woń. Czy nie przypomina wam to legendy o kwiecie paproci? A może kiedyś w Europie też mieliśmy jakiś gatunek, który kwitł tylko raz w roku przy świetle księżyca? Czy Margaret Mee udało się znaleźć moonflower? Przeczytajcie sami... (albo obejrzyjcie film)
Margaret Mee and the Moon Flower from Malu De Martino on Vimeo.
(no, dobra, zaspojluję - udało się pod koniec jej życia, w 1988roku, czyli stosunkowo niedawno. Przy świetle latarek powstał szkic do tego obrazu:)
To niezwykła historia i niezwykła postać, a takich w książce Richarda Mabey'a jest więcej. Więc tak, warto.
20 lut 2019
Smaki i zapachy lutego
Luty smuty i chorowity, więc dla przeciwwagi prezentuję smaki i zapachy leczące i kojące.
Dominującym smakiem jest moja ulubiona herbata z imbirem, cytryną i miodem, ale oprócz tego jest kilka nowości, w tym czaga.
Czaga, czyli błyskoporek podkorowy, to znany wśród bushcraftowców grzyb-pasożyt rosnący głównie na brzozach. Wygląda jak brązowo-czarna narośl i ma niesłychane właściwości prozdrowotne. Czaga czaj, czyli napar z suszu jest smaczny (czytaj: nie jest gorzki ani cierpki), więc polecam się rozejrzeć po brzozach. W internetach można znaleźć wiele filmików z czagą w roli głównej, jest też w sprzedaży. Ja błyskoporka dostałam w prezencie urodzinowym od czeskich przyjaciół - diky moc!
By Tomas Čekanavičius - http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/80/Inonotus_obliquus.jpg, CC BY-SA 3.0, Link
Kolejnym smakiem lutego jest ocet sosnowy, który popełniłam już jakiś czas temu wraz z syropem sosnowym. Długo się wahałam, zanim otworzyłam ten słoik, ale na szczęście pozytywnie się zaskoczyłam. Woda z octem sosnowym - idealna na czas infekcji, wierzcie mi.
Natomiast jedzenie doprawiam ostatnio zatarem - przyprawę tę, która składa się z tymianki, sezamu i sumaku - znałam już wcześniej, ale jakoś nie miałam okazji wdrożyć jej w codziennym gotowaniu. Teraz spory słoik przywieziony przez rodziców z Izraela (tudzież Ziemi Świętej) jest w częstym użyciu.
Ostatnim smakiem, który już zawsze będzie mi się kojarzył z lutym 2019, jest smak goździków. Inez Herbiness jest ich gorącą orędowniczką, ponoć są dobre na ból gardła, ale powiem tak - żuję od 4 dni i poprawy brak... W dodatku taki rozgryziony goździk jest obrzydliwy, więc no cóż, pozostańmy przy szałwii. Choć z nią też szału nie ma...
Co do zapachów to nowością jest mirra (również dar z Ziemi Świętej) w podręcznym roll-onie. Mirra, czyli żywica krzewu balsamowego, jest spoko (i ma działanie przeciwbólowe).
A wam czym smakuje i pachnie luty?
Dominującym smakiem jest moja ulubiona herbata z imbirem, cytryną i miodem, ale oprócz tego jest kilka nowości, w tym czaga.
Czaga, czyli błyskoporek podkorowy, to znany wśród bushcraftowców grzyb-pasożyt rosnący głównie na brzozach. Wygląda jak brązowo-czarna narośl i ma niesłychane właściwości prozdrowotne. Czaga czaj, czyli napar z suszu jest smaczny (czytaj: nie jest gorzki ani cierpki), więc polecam się rozejrzeć po brzozach. W internetach można znaleźć wiele filmików z czagą w roli głównej, jest też w sprzedaży. Ja błyskoporka dostałam w prezencie urodzinowym od czeskich przyjaciół - diky moc!
By Tomas Čekanavičius - http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/80/Inonotus_obliquus.jpg, CC BY-SA 3.0, Link
Kolejnym smakiem lutego jest ocet sosnowy, który popełniłam już jakiś czas temu wraz z syropem sosnowym. Długo się wahałam, zanim otworzyłam ten słoik, ale na szczęście pozytywnie się zaskoczyłam. Woda z octem sosnowym - idealna na czas infekcji, wierzcie mi.
Natomiast jedzenie doprawiam ostatnio zatarem - przyprawę tę, która składa się z tymianki, sezamu i sumaku - znałam już wcześniej, ale jakoś nie miałam okazji wdrożyć jej w codziennym gotowaniu. Teraz spory słoik przywieziony przez rodziców z Izraela (tudzież Ziemi Świętej) jest w częstym użyciu.
Ostatnim smakiem, który już zawsze będzie mi się kojarzył z lutym 2019, jest smak goździków. Inez Herbiness jest ich gorącą orędowniczką, ponoć są dobre na ból gardła, ale powiem tak - żuję od 4 dni i poprawy brak... W dodatku taki rozgryziony goździk jest obrzydliwy, więc no cóż, pozostańmy przy szałwii. Choć z nią też szału nie ma...
Co do zapachów to nowością jest mirra (również dar z Ziemi Świętej) w podręcznym roll-onie. Mirra, czyli żywica krzewu balsamowego, jest spoko (i ma działanie przeciwbólowe).
A wam czym smakuje i pachnie luty?
22 maj 2018
Co dobrego #9
Zapraszam na kolejny post z cyklu Co dobrego :-)
A zatem:
1. Pluszak z celem - akcja upcyklingowo-charytatywna, czyli pożyteczne z pożytecznym
Uchatka to pluszakowa aktywistka - szyjąca piękne i dopracowane zwierzaki z resztkowych materiałów, z których dochód przeznaczany jest na cele charytatywne. Dzięki akcji#pluszakzcelem udało się zebrać już prawie 18 000 zł. Imponujący wynik!
Na stronie Uchatki znajdziecie także dwa wykroje do samodzielnego uszycia pluszaka (np. wombata)
Jestem fanką (i wombatów, i całej inicjatywy)!
2. Uwolnić dynie - Międzynarodowy Dzień Siania Dyni w Miejscach Publicznych
Do ekokalendarium możecie sobie dodać owo święto, które przypada na 15 maja. "Witold Szwedkowski, animator Miejskiej Partyzantki Ogrodniczej i założyciel Schroniska dla Niechcianych Roślin, wziął na warsztat dynie. 15 maja ogłosił Światowym Dniem Siania Dyni w Miejscach Publicznych."
W Opolu uczczono je zgodnie z nazwą - siejąc dynie na ugorach.
"Warunki siewu do gruntu
Dynia jest rośliną ciepłolubną i wrażliwą na niskie temperatury. Nie ma jednak wielkich wymagań klimatycznych. Pod uprawę najlepiej nadają się osłonięte, ale niezacienione, i dobrze nasłonecznione stanowiska. Przy dobrym nawożeniu jej uprawa udaje się nawet na piasku. Choć nikt nie mówi, że musimy je nawozić.
Na jesienny zbiór należy je wysiać po 15 maja, aby wzeszły już po majowych przymrozkach. Nasiona wysiewa się gniazdowo, po 2-3 sztuki na głębokość 3-4 cm, w rozstawie ok. 100x100 cm lub większej. Dla jednej rośliny należy zarezerwować stanowisko o powierzchni ok. 1 m2. Po wschodach roślin usuwa się słabsze, pozostawiając po jednej roślinie w gnieździe. I już.
Termin siewu i sadzenia rozsady
Uprawa dyni z rozsady stosowana jest najczęściej w rejonach chłodniejszych, o krótszym okresie wegetacji i na późno nagrzewających się glebach. Wysiew nasion po 2-3 nasiona w gnieździe do torfowych kuwetek lub doniczek następuje od kwietnia. Następnie należy podkiełkować je w szklarni lub w domu. Okres produkcji rozsady do fazy trzech liści właściwych trwa ok. 30-35 dni. Po wschodach również pozostawia się jedną najsilniejszą roślinę."
3. Z podobnej beczki, a raczej grządki - w Warszawie powstał pierwszy Bankomat Roślin:
Inne miasta - odgapiajcie!
Propsy dla Zarządu Zieleni Warszawy, a to info z ich fanpage'a:
"Niedawno informowaliśmy o nowych łąkach kwietnych, jakie zakładamy. Wczoraj zakończyliśmy prace.
Zachęcaliśmy Was przy tej okazji, do przekazywania informacji na temat zaniedbanych przestrzeni, np. w sąsiedztwie murków oporowych, a także pustych mis drzew czy też „wydepczysk”, by jeszcze w maju przeprowadzić szybką akcję wysiewu kwiatów jednorocznych.
🌸
🏵
🌹
🌺
🌻
🌼
🌷
Zrobimy to z Wami. Bankomat nasion, z którego będziemy je wydawać już stoi w naszej siedzibie. Jadą do nas narzędzia, a także urodzajna ziemia, których wspólnie będziemy używać.
Jeszcze dziś prosimy Was o zgłaszanie swoich propozycji miejsc do ukwiecenia za pośrednictwem naszego FB oraz Miejskie Centrum Kontaktu Warszawa 19115. Przekazane nam lokalizacje będziemy weryfikować - w pierwszej kolejności zajmiemy się terenami, które znajdują się pod naszą opieką."
4. I również z zakresu zieleni miejskiej - Drzewo Rodzinne, czyli zasadź swoje drzewo w parku.
Na przykład z okazji urodzin dziecka, ślubu albo innego ważnego dla ciebie wydarzenia. Bo wcale nie tak prosto posadzić drzewo w przestrzeni publicznej. Na pewno nie można tego zrobić ot tak, gdzie się chce. Dlatego im więcej legalnych opcji, tym lepiej.
Program ruszył w Strzelcach Opolskich, zazdroszczę - tez kiedyś miałam taki pomysł :-)
5. Powstała porównywarka klimatu, czyli aplikacja ClimateEx:
"Interaktywna aplikacja ClimateEx pokazuje, jak bardzo zmieni się klimat w poszczególnych częściach świata. A także pomaga w znalezieniu klimatycznych bliźniaków - miejsc na globie, w których klimat jest najbliższy naszemu. Twórcami programu są naukowcy polskiego pochodzenia."
Niestety nie otwiera mi się strona z tą mapą, więc nie mogę nic więcej powiedzieć - może wam się uda: klik.
6. We Wrocławiu działa Miejska Wypożyczalnia Samochodów Elektrycznych w systemie car sharingu
Vozilla działa od kilku miesięcy i do dyspozycji użytkowników jest 200 samochodów, świetny pomysł i powodzenia!
I na zakończenie:hasło-motto z Sadów Żoliborskich
A zatem:
1. Pluszak z celem - akcja upcyklingowo-charytatywna, czyli pożyteczne z pożytecznym
Uchatka to pluszakowa aktywistka - szyjąca piękne i dopracowane zwierzaki z resztkowych materiałów, z których dochód przeznaczany jest na cele charytatywne. Dzięki akcji#pluszakzcelem udało się zebrać już prawie 18 000 zł. Imponujący wynik!
Na stronie Uchatki znajdziecie także dwa wykroje do samodzielnego uszycia pluszaka (np. wombata)
Jestem fanką (i wombatów, i całej inicjatywy)!
2. Uwolnić dynie - Międzynarodowy Dzień Siania Dyni w Miejscach Publicznych
Do ekokalendarium możecie sobie dodać owo święto, które przypada na 15 maja. "Witold Szwedkowski, animator Miejskiej Partyzantki Ogrodniczej i założyciel Schroniska dla Niechcianych Roślin, wziął na warsztat dynie. 15 maja ogłosił Światowym Dniem Siania Dyni w Miejscach Publicznych."
W Opolu uczczono je zgodnie z nazwą - siejąc dynie na ugorach.
"Warunki siewu do gruntu
Dynia jest rośliną ciepłolubną i wrażliwą na niskie temperatury. Nie ma jednak wielkich wymagań klimatycznych. Pod uprawę najlepiej nadają się osłonięte, ale niezacienione, i dobrze nasłonecznione stanowiska. Przy dobrym nawożeniu jej uprawa udaje się nawet na piasku. Choć nikt nie mówi, że musimy je nawozić.
Na jesienny zbiór należy je wysiać po 15 maja, aby wzeszły już po majowych przymrozkach. Nasiona wysiewa się gniazdowo, po 2-3 sztuki na głębokość 3-4 cm, w rozstawie ok. 100x100 cm lub większej. Dla jednej rośliny należy zarezerwować stanowisko o powierzchni ok. 1 m2. Po wschodach roślin usuwa się słabsze, pozostawiając po jednej roślinie w gnieździe. I już.
Termin siewu i sadzenia rozsady
Uprawa dyni z rozsady stosowana jest najczęściej w rejonach chłodniejszych, o krótszym okresie wegetacji i na późno nagrzewających się glebach. Wysiew nasion po 2-3 nasiona w gnieździe do torfowych kuwetek lub doniczek następuje od kwietnia. Następnie należy podkiełkować je w szklarni lub w domu. Okres produkcji rozsady do fazy trzech liści właściwych trwa ok. 30-35 dni. Po wschodach również pozostawia się jedną najsilniejszą roślinę."
3. Z podobnej beczki, a raczej grządki - w Warszawie powstał pierwszy Bankomat Roślin:
Inne miasta - odgapiajcie!
Propsy dla Zarządu Zieleni Warszawy, a to info z ich fanpage'a:
"Niedawno informowaliśmy o nowych łąkach kwietnych, jakie zakładamy. Wczoraj zakończyliśmy prace.
Zachęcaliśmy Was przy tej okazji, do przekazywania informacji na temat zaniedbanych przestrzeni, np. w sąsiedztwie murków oporowych, a także pustych mis drzew czy też „wydepczysk”, by jeszcze w maju przeprowadzić szybką akcję wysiewu kwiatów jednorocznych.
Zrobimy to z Wami. Bankomat nasion, z którego będziemy je wydawać już stoi w naszej siedzibie. Jadą do nas narzędzia, a także urodzajna ziemia, których wspólnie będziemy używać.
Jeszcze dziś prosimy Was o zgłaszanie swoich propozycji miejsc do ukwiecenia za pośrednictwem naszego FB oraz Miejskie Centrum Kontaktu Warszawa 19115. Przekazane nam lokalizacje będziemy weryfikować - w pierwszej kolejności zajmiemy się terenami, które znajdują się pod naszą opieką."
4. I również z zakresu zieleni miejskiej - Drzewo Rodzinne, czyli zasadź swoje drzewo w parku.
Na przykład z okazji urodzin dziecka, ślubu albo innego ważnego dla ciebie wydarzenia. Bo wcale nie tak prosto posadzić drzewo w przestrzeni publicznej. Na pewno nie można tego zrobić ot tak, gdzie się chce. Dlatego im więcej legalnych opcji, tym lepiej.
Program ruszył w Strzelcach Opolskich, zazdroszczę - tez kiedyś miałam taki pomysł :-)
5. Powstała porównywarka klimatu, czyli aplikacja ClimateEx:
"Interaktywna aplikacja ClimateEx pokazuje, jak bardzo zmieni się klimat w poszczególnych częściach świata. A także pomaga w znalezieniu klimatycznych bliźniaków - miejsc na globie, w których klimat jest najbliższy naszemu. Twórcami programu są naukowcy polskiego pochodzenia."
Niestety nie otwiera mi się strona z tą mapą, więc nie mogę nic więcej powiedzieć - może wam się uda: klik.
6. We Wrocławiu działa Miejska Wypożyczalnia Samochodów Elektrycznych w systemie car sharingu
Vozilla działa od kilku miesięcy i do dyspozycji użytkowników jest 200 samochodów, świetny pomysł i powodzenia!
I na zakończenie:hasło-motto z Sadów Żoliborskich
16 maj 2018
Ładne rzeczy
Minimalizm minimalizmem, ale ładne rzeczy trzeba promować i już :-) Zwłaszcza w dzisiejszym zalewie plastikowego badziewia z aliexpres.
Dziś ładne rzeczy z roślinami w tle. Na pierwszy ogień - portrety roślin . Przepiękne, uwiecznione w gipsie, płaskorzeźby roślin, zbieranych przez Romę Roman. Można też zamówić portret własnego bukietu ślubnego albo inny wybrany projekt (poniżej zdjęcia portretu rzodkiewki oraz sierpniowej łąki):
Inne ładne rzeczy produkuje firma Las i Niebo. Już tu kiedyś pisałam o ich kwiatowej pościeli, ale ostatnio rozszerzyli asortyment o ubrania, narzuty, plakaty, tapety i... tatuaże. Więc chociaż szkoda mi wydawać 200zł na pościel, to na tatuaże chyba się szarpnę :-)
Motywy roślinne pojawiają się również na talerzach i paterach Ceramiki Ana (można kupić w internetowym sklepie Art Madame):
Cuda też można znaleźć w bieszczadzkiej Galerii - Pracowni Stare Kino w Lutowiskach:
Temat z daleka niewyczerpany, więc pewnie jeszcze będę do niego wracać. Podrzucajcie swoje znaleziska!
Dziś ładne rzeczy z roślinami w tle. Na pierwszy ogień - portrety roślin . Przepiękne, uwiecznione w gipsie, płaskorzeźby roślin, zbieranych przez Romę Roman. Można też zamówić portret własnego bukietu ślubnego albo inny wybrany projekt (poniżej zdjęcia portretu rzodkiewki oraz sierpniowej łąki):
Inne ładne rzeczy produkuje firma Las i Niebo. Już tu kiedyś pisałam o ich kwiatowej pościeli, ale ostatnio rozszerzyli asortyment o ubrania, narzuty, plakaty, tapety i... tatuaże. Więc chociaż szkoda mi wydawać 200zł na pościel, to na tatuaże chyba się szarpnę :-)
Motywy roślinne pojawiają się również na talerzach i paterach Ceramiki Ana (można kupić w internetowym sklepie Art Madame):
Cuda też można znaleźć w bieszczadzkiej Galerii - Pracowni Stare Kino w Lutowiskach:
Temat z daleka niewyczerpany, więc pewnie jeszcze będę do niego wracać. Podrzucajcie swoje znaleziska!
30 paź 2017
Cała Polska widzi zioła, czyli jak nie zostałam zielarką - fitoterapeutką
Hm, pierwotnie miał to być wpis o akcji o akcji Cała Polska widzi zioła organizowanej po raz kolejny z inicjatywy Herbiness. Ale będzie o tym, jak jednak nie zostałam dyplomowaną zielarką :-)
A było to tak, że jeszcze w maju zapisałam się na roczny kurs "Zielarz-fitoerapeuta" Instytutu Medycyny Klasztornej w Katowicach. Ciężko było wrócić po latach do studenckiej ławki (zajęcia odbywają się na Politechnice Śląskiej) i to w trybie zaocznym, który wymaga 8 godzin wykładów dziennie. No, ale sama chciałam :-) Jednak po drugim zjeździe mój entuzjazm opadł na tyle skutecznie, że postanowiłam zrezygnować.
Powody?
Masa ludzi - ok. 250 osób na roku, a program kursu to w zasadzie tylko i wyłącznie teoria - same wykłady. To prawda, że z ważnymi w zielarskim światku osobistościami, ale jednak... Zero ćwiczeń, zero warsztatów i tylko jeden spacer ziołowy w planie - w maju. Ale w podziele na dwie grupy, co oznacza, że jedna grupa będzie miała powyżej 100 osób - nie potrafię sobie wyobrazić, jaka to będzie męczarnia :-P
Kameralne spacery roślinne wydaja sie być dużo lepszą opcją poznawania ziół.
Poniżej fotki by Natalka z wrześniowego spaceru prowadzonego przez liderkę opolskiej grupy Poszukiwaczy Roślin - Olę:
Wracając do kursu w Katowicach - na drugim zjeździe odbył się tak niekompetentny wykład (a raczej próba czytania prezentacji w pałerpojncie) pewnej pani magister, której nazwiska z litości nie przytoczę, że żal było słuchać. Całe szczęście, że postanowiłymy z koleżankami-zielarkami spędzić ten czas produktywniej i pojechałyśmy na wagary do Śląskiego Ogrodu Botanicznego w Mikołowie.
Następnego dnia rozważyłam więc wszystkie za (uzyskanie wiedzy teoretycznej, nowy zawód uprawniający do prowadzenia m.in sklepu zielarskiego, aspekt towarzyski) i przeciw (brak wiedzy praktycznej, a teoria jest przecież w książkach i internetach, nie zamierzam w przyszlości prowadzić sklepu zielarskiego i nie potrzebuję na to papierów, męczące logistycznie zjazdy, no i koszty, koszty) i postanowiłam zrezygnować z zajęć. Niestety wpisowe i opłata za dwa zjazdy przepadły, a zatem tych kilkanaście godzin wykładów z dr Różańskim (z panteonu polskich zielarzy) słono mnie kosztowało :-> Coś tam jednak zapamiętałam i notatek mam całkiem sporo. Dokształcać się będę dalej na własną rękę oraz na warsztatach i spacerach. A potem się zobaczy :-)
A było to tak, że jeszcze w maju zapisałam się na roczny kurs "Zielarz-fitoerapeuta" Instytutu Medycyny Klasztornej w Katowicach. Ciężko było wrócić po latach do studenckiej ławki (zajęcia odbywają się na Politechnice Śląskiej) i to w trybie zaocznym, który wymaga 8 godzin wykładów dziennie. No, ale sama chciałam :-) Jednak po drugim zjeździe mój entuzjazm opadł na tyle skutecznie, że postanowiłam zrezygnować.
Powody?
Masa ludzi - ok. 250 osób na roku, a program kursu to w zasadzie tylko i wyłącznie teoria - same wykłady. To prawda, że z ważnymi w zielarskim światku osobistościami, ale jednak... Zero ćwiczeń, zero warsztatów i tylko jeden spacer ziołowy w planie - w maju. Ale w podziele na dwie grupy, co oznacza, że jedna grupa będzie miała powyżej 100 osób - nie potrafię sobie wyobrazić, jaka to będzie męczarnia :-P
Kameralne spacery roślinne wydaja sie być dużo lepszą opcją poznawania ziół.
Poniżej fotki by Natalka z wrześniowego spaceru prowadzonego przez liderkę opolskiej grupy Poszukiwaczy Roślin - Olę:
Wracając do kursu w Katowicach - na drugim zjeździe odbył się tak niekompetentny wykład (a raczej próba czytania prezentacji w pałerpojncie) pewnej pani magister, której nazwiska z litości nie przytoczę, że żal było słuchać. Całe szczęście, że postanowiłymy z koleżankami-zielarkami spędzić ten czas produktywniej i pojechałyśmy na wagary do Śląskiego Ogrodu Botanicznego w Mikołowie.
Następnego dnia rozważyłam więc wszystkie za (uzyskanie wiedzy teoretycznej, nowy zawód uprawniający do prowadzenia m.in sklepu zielarskiego, aspekt towarzyski) i przeciw (brak wiedzy praktycznej, a teoria jest przecież w książkach i internetach, nie zamierzam w przyszlości prowadzić sklepu zielarskiego i nie potrzebuję na to papierów, męczące logistycznie zjazdy, no i koszty, koszty) i postanowiłam zrezygnować z zajęć. Niestety wpisowe i opłata za dwa zjazdy przepadły, a zatem tych kilkanaście godzin wykładów z dr Różańskim (z panteonu polskich zielarzy) słono mnie kosztowało :-> Coś tam jednak zapamiętałam i notatek mam całkiem sporo. Dokształcać się będę dalej na własną rękę oraz na warsztatach i spacerach. A potem się zobaczy :-)
11 lip 2017
A może zielnik?
Nie sądziłam, że w moim życiu nadejdzie moment, kiedy z własnej i nieprzymuszonej woli zapragnę zrobić zielnik, ale jednak :-) Zbiegło się to u mnie z decyzją o nauce zielarstwa - od października zacznę uczęszczac na roczny kurs zawodu Zielarz-fitoterapeuta w Katowicach.
Wracając do zielników - kiedyś była to bardzo popularna aktywność, nie tylko szkolna. Botanika była pasją amerykańskiej poetki Emily Dickinson. Pozostawiła po sobie obszerny zielnik, który teraz, zeskanowany. można obejrzeć w internetach ((Houghton Library, Harvard University).
Jak zrobić zielnik? Na przykład wg porad z bloga Bez ogródek.
Na razie mam tylko kilka stron z warsztatów chwastowych z Anną Rumińską, ale w tej wakacje planuję poszerzyć zbiórkę. Okazy już się suszą :-)
A co powiecie na zielnik wirtualny? Strona Global Plants to największy zbiór roślin z całego świata. Olbrzymia baza danych, zielniki i zasoby z różnych uniwersytetów i placówek naukowych (niestety brak wśród nich polskich), linki, kontakty, zdjęcia - można wsiąknąć na długie godziny...
Początkującym na pewno przyda się strona www.atlas-roslin.pl+ podstrona Jaka to roślina. Jest też forum, zielnik i wiele innych istotnych informacji.
Poza tym sporo jest w polskiej blogosferze blogów botanicznych i zielarskich. Trudno wymienić wszystkie, więc podam linki tylko do tych, które odwiedzam :-)
Blogi Kuby Babickiego (love):
Plants database
Botaniczna galaktyka
Zielarskie - zastosowanie ziół - maści, octy, eliksiry :-)
1000roslin.pl
Ziołowa wyspa
www.herbiness.com
Klaudyna Hebda
Fitoterapia - blog Henryka Różańskiego
rozanski.li
Etnobotanika - kategoria, która mnie kręci najbardziej
Łukasz Łuczaj
etnobotanicznie.pl - czyli Marek Styczyński
Wracając do zielników - kiedyś była to bardzo popularna aktywność, nie tylko szkolna. Botanika była pasją amerykańskiej poetki Emily Dickinson. Pozostawiła po sobie obszerny zielnik, który teraz, zeskanowany. można obejrzeć w internetach ((Houghton Library, Harvard University).
Jak zrobić zielnik? Na przykład wg porad z bloga Bez ogródek.
Na razie mam tylko kilka stron z warsztatów chwastowych z Anną Rumińską, ale w tej wakacje planuję poszerzyć zbiórkę. Okazy już się suszą :-)
A co powiecie na zielnik wirtualny? Strona Global Plants to największy zbiór roślin z całego świata. Olbrzymia baza danych, zielniki i zasoby z różnych uniwersytetów i placówek naukowych (niestety brak wśród nich polskich), linki, kontakty, zdjęcia - można wsiąknąć na długie godziny...
Początkującym na pewno przyda się strona www.atlas-roslin.pl+ podstrona Jaka to roślina. Jest też forum, zielnik i wiele innych istotnych informacji.
Poza tym sporo jest w polskiej blogosferze blogów botanicznych i zielarskich. Trudno wymienić wszystkie, więc podam linki tylko do tych, które odwiedzam :-)
Blogi Kuby Babickiego (love):
Plants database
Botaniczna galaktyka
Zielarskie - zastosowanie ziół - maści, octy, eliksiry :-)
1000roslin.pl
Ziołowa wyspa
www.herbiness.com
Klaudyna Hebda
Fitoterapia - blog Henryka Różańskiego
rozanski.li
Etnobotanika - kategoria, która mnie kręci najbardziej
Łukasz Łuczaj
etnobotanicznie.pl - czyli Marek Styczyński
12 lut 2017
Z tęsknoty za zielenią
Wyszywanki, hafty, zabawy z igłą i nitką - wszystko z tęsknoty za lasem i zielenią. Sztuka tamborkowa (hoop art) ma się dobrze.
Emma Mattson poszła w mech:
Francine Leclercq w drzewa:
Ana Teresa Barboza w dzikie krajobrazy:
Sarah K. Benning wyszywa rośliny pokojowe:
Veselka Bulkan, czyli Little Herb Bouquet specjalizuje się w warzywkach:
A Jo Butcher w kwiatach polnych i łąkowych:
Mogłabym przeglądać te strony godzinami. Jest to jakiś plan na emeryturę :-)
Emma Mattson poszła w mech:
Francine Leclercq w drzewa:
Ana Teresa Barboza w dzikie krajobrazy:
Sarah K. Benning wyszywa rośliny pokojowe:
Veselka Bulkan, czyli Little Herb Bouquet specjalizuje się w warzywkach:
A Jo Butcher w kwiatach polnych i łąkowych:
Mogłabym przeglądać te strony godzinami. Jest to jakiś plan na emeryturę :-)
14 maj 2016
Miejskie Chwastożerstwo
Zrobiłam ja sobie wczoraj wycieczkę do Wrocławia, gdzie oprócz festiwalu poezji, zaczął się właśnie międzynarodowy projekt Eco Expanded City.
Jednym z wydarzeń inaugurujących był warsztat Miejskie chwastożerstwo z Anną Rumińską i Lynn Cazabon.
Anię poznałam kilka lat temu dzięki Ulicy Ekologicznej i miałam przyjemność organizować jej chwastożerczy warsztat w Opolu. Ania jest jedną z tych cudownie hiperaktywnych osób, które animują, uczą(się) i odkrywają niezauważane dotąd aspekty kultury, przestrzeni i w ogóle. To ona jest autorką neologizmu, który wszedł na stale do mojego słownika, czyli wucerolki. Otworzyła mi też oczy na szczegóły architektoniczne związane z obsiadywaniem miasta (czyli cityingiem, cz. 2 i 3,bądź murkingiem):
Od kilku lat natomiast działa jako edukatorka chwastowa (chwaściana?) i slowfoodowa, odkrywając przed uczestnikami warsztatów aspekty kulturowe i kulinarne (czyli kuli-kulturę, kolejny neologizm Ani) związane z dzikimi roślinami jadalnymi lub też inaczej z wolnymi warzywami nieuprawnymi :-) Niniejszym polecam poczytać Chwastożerców.
Współprowadzącą warsztat była również sympatyczna i skromna Lynn Cazabon, która od kilku lat fotografuje chwasty i wielkoformatowo wprowadza je w miejską przestrzeń. Obecnie jej prace można podziwiać we Wrocławiu, m.in. na ul. Szewskiej lub w Hali Targowej (albo w tramwajach).
Uncultivated, Lynn Cazabon
Bardzo podobało mi się miejsce, w którym odbyły się warsztaty, czyli zaciszny ogród na tyłach willo-galerii Wykwit (polecam zejść do podziemi na wystawę Miłosza Flisa pt. "Ciężka praca"!).
Po wstępie teoretycznym, nastąpiła degustacja chwastów z zasłoniętymi oczami. Spróbowaliśmy podagrycznik, bylicę, kurdybanek, czosnaczek, tasznik, jasnotę purpurowa, krwawnik, gwiazdnicę, mniszek, koniczynę, niecierpek pospolity i przytulię czepną. Najbardziej smakował mi czosnaczek i niecierpek.
Poźniej wspólnie gotowaliśmy. Byłam w grupie podpłomykowej :-) Pozostałe grupy obstawiały zupę, gąszcze (czyli chwastowe przeciery) i sałatkę. Naprawdę żałuję, że skosztowałam wszystkiego w pośpiechu i nie zostałam dłużej, żeby spokojnie nacieszyć się biesiadą, ale musiałam uciekać na autobus.
(zdjęcia zabrałam z profilu Chwastożercy)
3 godziny na takie warsztaty to zdecydowanie za mało i chętnie wzięłabym udział w powtórce.
Tymczasem zachęcam do odwiedzin miasta na W, bo cały projekt Eco Expanded City potrwa do końca roku i jeszcze wiele atrakcji przed nami. Wśród nich m.in. instalacja Megafony w Parku Wschodnim, spacery ornitologiczne czy warsztaty rodzinne z Pracownią k.
Jednym z wydarzeń inaugurujących był warsztat Miejskie chwastożerstwo z Anną Rumińską i Lynn Cazabon.
Anię poznałam kilka lat temu dzięki Ulicy Ekologicznej i miałam przyjemność organizować jej chwastożerczy warsztat w Opolu. Ania jest jedną z tych cudownie hiperaktywnych osób, które animują, uczą(się) i odkrywają niezauważane dotąd aspekty kultury, przestrzeni i w ogóle. To ona jest autorką neologizmu, który wszedł na stale do mojego słownika, czyli wucerolki. Otworzyła mi też oczy na szczegóły architektoniczne związane z obsiadywaniem miasta (czyli cityingiem, cz. 2 i 3,bądź murkingiem):
Od kilku lat natomiast działa jako edukatorka chwastowa (chwaściana?) i slowfoodowa, odkrywając przed uczestnikami warsztatów aspekty kulturowe i kulinarne (czyli kuli-kulturę, kolejny neologizm Ani) związane z dzikimi roślinami jadalnymi lub też inaczej z wolnymi warzywami nieuprawnymi :-) Niniejszym polecam poczytać Chwastożerców.
Współprowadzącą warsztat była również sympatyczna i skromna Lynn Cazabon, która od kilku lat fotografuje chwasty i wielkoformatowo wprowadza je w miejską przestrzeń. Obecnie jej prace można podziwiać we Wrocławiu, m.in. na ul. Szewskiej lub w Hali Targowej (albo w tramwajach).
Uncultivated, Lynn Cazabon
Bardzo podobało mi się miejsce, w którym odbyły się warsztaty, czyli zaciszny ogród na tyłach willo-galerii Wykwit (polecam zejść do podziemi na wystawę Miłosza Flisa pt. "Ciężka praca"!).
Po wstępie teoretycznym, nastąpiła degustacja chwastów z zasłoniętymi oczami. Spróbowaliśmy podagrycznik, bylicę, kurdybanek, czosnaczek, tasznik, jasnotę purpurowa, krwawnik, gwiazdnicę, mniszek, koniczynę, niecierpek pospolity i przytulię czepną. Najbardziej smakował mi czosnaczek i niecierpek.
Poźniej wspólnie gotowaliśmy. Byłam w grupie podpłomykowej :-) Pozostałe grupy obstawiały zupę, gąszcze (czyli chwastowe przeciery) i sałatkę. Naprawdę żałuję, że skosztowałam wszystkiego w pośpiechu i nie zostałam dłużej, żeby spokojnie nacieszyć się biesiadą, ale musiałam uciekać na autobus.
(zdjęcia zabrałam z profilu Chwastożercy)
3 godziny na takie warsztaty to zdecydowanie za mało i chętnie wzięłabym udział w powtórce.
Tymczasem zachęcam do odwiedzin miasta na W, bo cały projekt Eco Expanded City potrwa do końca roku i jeszcze wiele atrakcji przed nami. Wśród nich m.in. instalacja Megafony w Parku Wschodnim, spacery ornitologiczne czy warsztaty rodzinne z Pracownią k.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













































