albo bohaterką. Klimatu. Ochrony środowiska. Edukacji ekologicznej.
Jakiś czas temu odkryłam stronę Climate Heroes, która powstała przy okazji zeszłorocznego szczytu klimatycznego w Paryżu, aby prezentować sylwetki ekoaktywistek/ów z całego globu. Chociaż szczyt już się odbył, to wciąż można zaproponować i dodać kandydaturę ekobohatera/ki. Z Polski na razie nie ma nikogo, a tymczasem mamy przecież sporo osób, które robią fantastyczne rzeczy w kwestii edukacji ekologicznej, przyrodniczej i w ogóle.
Co to znaczy być bohaterem klimatu?
Isatou Ceesay uczy kobiety w Gambii jak przetwarzać torebki foliowe na przydatne i trwałe torebki z plarnu, założyła centrum recyklingu i edukuje społeczność w kwestiach zanieczyszczenia środowiska i zmian klimatu. Więcej na stronie i w książce One Plastic Bag
Joe Justice z USA, założyciel Wikispeed, działa na rzecz popularyzacji samochodu, który jest ultraoszczędny (mniej niż 3l/100km), bezpieczny i tani w eksploatacji. Wikispeed są częścią Open Source Ecology, czyli udostępniają wiedzę i schematy do wolnego wykorzystania. Gdyby więc ktoś zapragnął zmajstrować taki samochód w warsztacie lub maker space - ma wolną rękę.
Wymyślenie i skonstruowanie auta trwało grupie Wikispeed zaledwie 3 miesiące. Jak to możliwie? Joe Justice wyjaśnia w tym wykładzie TED (napisy tylko po angielsku, ale dacie radę):
Wśród ekobohaterów jest także Illac Diaz - wynalazca Litra Światła (punkt 7), Benoit Lavigueur, który sam zbudował najbardziej ekologiczny dom na świecie z recyklingu, propagatorzy ekobuddyzmu, zielonej ekonomii, energii wiatru, zielonych dachów czy permakultury. Inspiracji co niemiara. Akurat na weekend :-)
I jeszcze kilka pomysłów z filmiku dobrarada:
1. zostań ogrodnikiem
2. kupuj lokalnie
3. nie marnuj jedzenia
4. ogranicz mięso i nabiał
5. podróżuj pociągiem lub wypełnionym samochodem
6. wybierz staycation zamiast vacation, czyli zostań w domu ;-)
7. oszczędzaj energię
PS. Generalnie jest niebyt ciekawie (twierdzi NASA).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CO2. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CO2. Pokaż wszystkie posty
30 lip 2016
22 wrz 2013
Go green India
No papaszam za mizerną aktualizację bloga, ale za tydzień lecę do tych całych Indii, a spraw do załatwienia jest wiele. Bardzo się cieszę na kilkutygodniowy odwyk od internetu, może w końcu skończę czytać "Grę o tron" :-P
Na indyjską kuchnię też się bardzo cieszę, ale najpierw zaanonsuję piątą Kuchnię Społeczną w Opolu (28.09 o 15.00 w Masali).
Poza tym powinnam się zacząć pakować, w związku z czym rodzą się dylematy typu, czy wziąć czytnik, czy książkę i czy ktoś może mi polecić naprawdę skuteczne stopery do uszu ;-)
Nie ukrywam jednak, że dyskomfort psychiczny też mam. Już pal sześć miesięczna rozłąka z Dzieckiem, katastrofy lotnicze, gwałty i zamieszki, w końcu we własnym mieście też cegła mi może spaść na głowę. Ale jakie to nieekologiczne!
Tzn. podróż samolotem do Delhi - 5260km, czyli 578,6 kg CO2 (wyliczone kalkulatorem Aeris Futuro) - i to w jedną stronę tylko...
Oczywiście mam w planie zoffsetować jakoś tą ogromną ilość dwutlenku węgla (i to jeszcze w tym życiu), wszelkie podpowiedzi rozważę :-)
A to się nazywa bikepooling :-)
Na indyjską kuchnię też się bardzo cieszę, ale najpierw zaanonsuję piątą Kuchnię Społeczną w Opolu (28.09 o 15.00 w Masali).
Poza tym powinnam się zacząć pakować, w związku z czym rodzą się dylematy typu, czy wziąć czytnik, czy książkę i czy ktoś może mi polecić naprawdę skuteczne stopery do uszu ;-)
Nie ukrywam jednak, że dyskomfort psychiczny też mam. Już pal sześć miesięczna rozłąka z Dzieckiem, katastrofy lotnicze, gwałty i zamieszki, w końcu we własnym mieście też cegła mi może spaść na głowę. Ale jakie to nieekologiczne!
Tzn. podróż samolotem do Delhi - 5260km, czyli 578,6 kg CO2 (wyliczone kalkulatorem Aeris Futuro) - i to w jedną stronę tylko...
Oczywiście mam w planie zoffsetować jakoś tą ogromną ilość dwutlenku węgla (i to jeszcze w tym życiu), wszelkie podpowiedzi rozważę :-)
A to się nazywa bikepooling :-)
8 kwi 2013
Tydzień inny niż wszystkie
Z powodu wyjazdu prawie zapomniałam o Tygodniu innym niż wszystkie. Dzisiaj zaczęła się pilotażowa tura projektu, w której biorą udział blogerzy, aktywiści i ekolodzy zaproszeni przez Fundację Sendzimira. Akcja wzorowana jest na No Impact Project - chętne osoby przez tydzień biorą udział w ekoeksperymencie, próbując zmienić swoje nawyki, sposób myślenia, aby zmniejszyć swój ślad ekologiczny.
Z powodu wyjazdu nie zdążyłam obliczyć swojej emisji CO2 (zrobię to jutro), ale pamiętam, że 7 lat temu brałam udział w dość szczegółowych wyliczeniach tegoż, tylko wyniki muszę odgrzebać. Ciekawe będzie porównanie obu śladów.
Zadaniem dnia pierwszego było ograniczenie konsumpcji. Ponieważ większość dnia spędziłam w podróży (jeden samochód+7 osób=full carpooling), to nie miałam okazji, żeby poszaleć zakupowo. I chyba rzeczywiście poza jedzeniem nie kupiłam nic. Mam nadzieję, że przez resztę tygodnia też uda mi się nie kupować rzeczy, oprócz tych absolutnie niezbędnych, do których zaliczam właśnie żywność (niech będzie, że bez słodyczy) :-)
Poniżej trailer filmu No Impact Man (nawiasem mówiąc niektóre działania podejmowane przez Colina nie mają zbyt wiele wspólnego z głęboką ekologią, a rodzinie bohatera chwilami szczerze współczułam)
Z powodu wyjazdu nie zdążyłam obliczyć swojej emisji CO2 (zrobię to jutro), ale pamiętam, że 7 lat temu brałam udział w dość szczegółowych wyliczeniach tegoż, tylko wyniki muszę odgrzebać. Ciekawe będzie porównanie obu śladów.
Zadaniem dnia pierwszego było ograniczenie konsumpcji. Ponieważ większość dnia spędziłam w podróży (jeden samochód+7 osób=full carpooling), to nie miałam okazji, żeby poszaleć zakupowo. I chyba rzeczywiście poza jedzeniem nie kupiłam nic. Mam nadzieję, że przez resztę tygodnia też uda mi się nie kupować rzeczy, oprócz tych absolutnie niezbędnych, do których zaliczam właśnie żywność (niech będzie, że bez słodyczy) :-)
Poniżej trailer filmu No Impact Man (nawiasem mówiąc niektóre działania podejmowane przez Colina nie mają zbyt wiele wspólnego z głęboką ekologią, a rodzinie bohatera chwilami szczerze współczułam)
14 sty 2013
Dobre, bo polskie?
Dzisiaj zajmę się rozdzielaniem włosa na czworo zainspirowana gorącą dyskusją na temat bambusowych szczoteczek ecobamboo, które miałam okazję testować. W międzyczasie na facebooku trwała krucjata* przeciwko importerowi tychże szczoteczek, ponieważ:
a) sprowadzanie szczoteczek z Australii nie jest eko (carbon footprint)
b) po dochodzeniu tropicieli ekościem na jaw wyszło, że bambus do szczoteczek sprowadzany jest z Chin, a w Australii są tylko przepakowywane i rozsyłane dalej, żeby ukryć chińską proweniencję bambusa - informacji tej dystrybutor zaprzeczył
Mi też się delikatnie (dzięki) oberwało za stwierdzenie, że "jeśli mam wybierać między plastikiem z Chin, a bambusem z Australii, to poproszę bambus." Europejskie szczoteczki z drewna (i ewentualnie polskie szczoteczki z plastiku, produkowane przez inwalidów) to dla mnie nowość, więc dobrze wiedzieć, że takie są. W moim osiedlowym Tesco króluje chińszczyzna jednak, sprawdziłam. Zrobię jeszcze dogłębny research w temacie i dam znać, ale dziś nie będzie o myciu zębów.
Tylko o lokalności chciałam. Carbon footprint jest jak widać przez niektórych uważany za główny wskaźnik ekonieszczęść tego świata. Niewątpliwie jest w tym sporo racji, ale czy rzeczywiście możliwe jest życie całkowicie lokalne? Bez importowania czegokolwiek w promieniu 30km? Podlinkowany artykuł o dwóch eksperymentach filmowo-życiowych pokazuje, że na dłuższą metę się nie da...
Nawet z jedzeniem jest problem, chyba że ktoś i tak nie pija kawy, herbaty z cytryną i imbirem (uwielbiam), nie spożywa cytrusów i egzotycznych owoców, ani soi, czy quinoa, nie jada czekolady, ma własny ogród i pole pełne orkiszu. Ale ok.
Ubrania...Taaak, mamy polski len, konopie, może polarki czy inne sztuczne włókna (o ile firma, która przetwarza plastik na polar znajduje się w okolicach), o czymś zapomniałam? A, o włóknie z pokrzywy, racja.
Kosmetyki i chemia gospodarcza? Soda, ocet i mydlnica lekarska wystarczy. Na bogato.
Sprzęt elektroniczny? Ekspertką nie jestem, ale zdaje się, że nawet jeśli składany w Polsce, to na podzespołach sprowadzanych z daleka. Ale wszystko da się obejść, odkurzacz można zastąpić miotłą z gałązek, przecież babcia taką miała, pamiętam.
Samochody? Materiały budowlane? Wakacje? (Zapomnijcie o podróży do Indii, czy nawet do Grecji, chyba że autostopem. Ale w sumie już się w życiu najeździłam, a Polska to piękny kraj.) Internet?
W którym momencie kończy się uzasadniona i jak najbardziej pożądana chęć do bycia samowystarczalnym (w ramach lokalnej społeczności), a zaczyna się karboreksja? Wszak z kanonu lektur wiemy, że istnieją granice, których przekroczyć nie wolno :-)
[przerwa na reklamę]
Niestety emisja CO2 nie jest jedynym wyznacznikiem "ekologiczności" życia. Piszę niestety, bo jakże wszystko byłoby wtedy proste, o ile trudnych wyborów mniej...Nie trzeba by się było głowić nad dylematami, czy bambus jest lepszy od plastiku, miód manuka lepszy od lipowego, owoce goji zdrowsze od aronii, a torba z materiału od plastikowej foliówki. A, i jeszcze czy pieluszki wielorazowe sprowadzane z Chin bezpośrednio od producenta będą bardziej czy mniej eko od pieluszek szytych własnoręcznie z materiałów sprowadzanych z USA przez kilkoro pośredników? Trochę kpię, a trochę o drogę pytam. Bo sama nie wiem, serio.
Chyba wrócę do Inteligencji ekologicznej, żeby sobie przypomnieć kilka spraw. Choć i bez tego wiadomo, że czynników, które świadczą o tym, że coś jest eko, jest dużo więcej, więc powraca pytanie, jak żyć i po co :-P
Może zamiast ślepo trzymać się zasady lokalności (lepsza szynka z Prudnika, niż soja z Brazylii), dużo lepiej zrobimy przyrodzie (i sobie), jeśli wyrzucimy ze swojego życia produkty zwierzęce? A może jednak eliminując plastik i produkty z ropy jak bohater filmu "Przepis na klęskę"? Lub przestawiając się na odnawialne źródła energii? I bądź tu mądra, człowieku.
Naprawdę szkoda, że żaden certyfikat i etykieta "eco" nie dają gwarancji, że nasz wybór będzie właściwy. Na 100% po prostu się nie da. Bo życie to w ogóle nie jest ekologiczne (Ruch na rzecz dobrowolnego wymarcia ludzkości się kłania)...
No, dobra, te tematy zostawię sobie na jakiś inny poniedziałek, bo jeszcze pomyślicie, że nie mam większych zmartwień...
No, dobra, te tematy zostawię sobie na jakiś inny poniedziałek, bo jeszcze pomyślicie, że nie mam większych zmartwień...
Dziś nie mam.
* żadna tam krucjata, w sumie kulturalna dyskusja, a ile się można o szczoteczkach i greenwashingu dowiedzieć...
29 lis 2012
Czas na globalne oświecenie
Jak to jest z tym globalnym ociepleniem, zastanawialiście się kiedyś? Bo ja tak, nawet słynny dokument obejrzałam:
Naprawdę bardzo lubię wszystkie teorie spiskowe (najbardziej tą o żarówkach), oglądam zawsze z wypiekami na twarzy, ale nawet jeśli tezy tego filmu są prawdziwe, czyli wpływ człowieka na zmiany klimatu jest zerowy, bo i tak by nastąpiły, bo taka jest kolej rzeczy (to takie b. szybkie streszczenie dla tych, co nie mają czasu, żeby oglądać całości), to boję się, że takie myślenie doprowadzi nas do czarnej doopy. Łomatko jakie długie zdanie mi wyszło z rozpędu, nadążacie? Jutro pomyślę, czy zedytować... Chodzi o to, że...
...skoro to nie człowiek jest winny zmianom klimatu, to hulaj dusza, róbta co chceta, GMO, affluenza, rozwój PKB, nadkonsumpcja srumpcja i ani się obejrzymy, a reklama kokakoli będzie nawet na księżycu :-/
Nie chcę tak. Więc nawet jeśli wiadomości o zbliżającej się zagładzie są mocno przesadzone, to warto trochę przyhamować ten cholerny rozwój gospodarczy, kupowanie i zabawę w to, kto ma większą elektrownię atomową. A film o globalnej ściemie robi wszystkim ekomaniakom krecią robotę...
Tymczasem sytuacja wśród rządzących wygląda tak (film jest naprawdę króciutki i śmieszny, dacie radę):
Bardzo żałuję, że nie rządzi nami prezydent Urugwaju, bo wygląda na to, że w przeciwieństwie do innych prezydentów hołduje dobrowolnej prostocie życia.
I tak w ogóle to zapomniałam, jaki miała być konkluzja, może właśnie taka, że chciałabym żyć w Urugwaju?
Naprawdę bardzo lubię wszystkie teorie spiskowe (najbardziej tą o żarówkach), oglądam zawsze z wypiekami na twarzy, ale nawet jeśli tezy tego filmu są prawdziwe, czyli wpływ człowieka na zmiany klimatu jest zerowy, bo i tak by nastąpiły, bo taka jest kolej rzeczy (to takie b. szybkie streszczenie dla tych, co nie mają czasu, żeby oglądać całości), to boję się, że takie myślenie doprowadzi nas do czarnej doopy. Łomatko jakie długie zdanie mi wyszło z rozpędu, nadążacie? Jutro pomyślę, czy zedytować... Chodzi o to, że...
...skoro to nie człowiek jest winny zmianom klimatu, to hulaj dusza, róbta co chceta, GMO, affluenza, rozwój PKB, nadkonsumpcja srumpcja i ani się obejrzymy, a reklama kokakoli będzie nawet na księżycu :-/
Nie chcę tak. Więc nawet jeśli wiadomości o zbliżającej się zagładzie są mocno przesadzone, to warto trochę przyhamować ten cholerny rozwój gospodarczy, kupowanie i zabawę w to, kto ma większą elektrownię atomową. A film o globalnej ściemie robi wszystkim ekomaniakom krecią robotę...
Tymczasem sytuacja wśród rządzących wygląda tak (film jest naprawdę króciutki i śmieszny, dacie radę):
Bardzo żałuję, że nie rządzi nami prezydent Urugwaju, bo wygląda na to, że w przeciwieństwie do innych prezydentów hołduje dobrowolnej prostocie życia.
I tak w ogóle to zapomniałam, jaki miała być konkluzja, może właśnie taka, że chciałabym żyć w Urugwaju?
20 maj 2011
Maratony nie są eko...
Bardzo mnie zdziwiła informacja zamieszczona na Future blog, że
"Najnowsze badania włoskiego fizjologa Alberto E. Minetti pokazują jak szkodliwe dla środowiska może być wspólne bieganie. Okazuje się bowiem, że czterech mężczyzn wytworzy więcej CO2 biegnąc, niż gdyby analogiczna trasę pokonały za kierownicą samochody o napędzie hybrydowym. Co ciekawe powyższa kalkulacja nie działa dla kobiet, gdyż ich „emisja CO2″ jest mniejsza." Co wynika, jak doczytałam tu, z mniejszej masy ciała kobiet.
Jednym słowem bieganie w pojedynkę OK, ale masowe imprezy dla biegaczy już niekoniecznie...
Autor artykułu źródłowego podsumowuje dowcipnie: "Następnym razem, kiedy ty i trzech facetów spóźniacie się do kina, nie biegnijcie. Wezwijcie hybrydową taksówkę" :-)
Wracając do maratonów - jeszcze jeden nieekologiczny aspekt poniżej.
"Najnowsze badania włoskiego fizjologa Alberto E. Minetti pokazują jak szkodliwe dla środowiska może być wspólne bieganie. Okazuje się bowiem, że czterech mężczyzn wytworzy więcej CO2 biegnąc, niż gdyby analogiczna trasę pokonały za kierownicą samochody o napędzie hybrydowym. Co ciekawe powyższa kalkulacja nie działa dla kobiet, gdyż ich „emisja CO2″ jest mniejsza." Co wynika, jak doczytałam tu, z mniejszej masy ciała kobiet.
Jednym słowem bieganie w pojedynkę OK, ale masowe imprezy dla biegaczy już niekoniecznie...
Autor artykułu źródłowego podsumowuje dowcipnie: "Następnym razem, kiedy ty i trzech facetów spóźniacie się do kina, nie biegnijcie. Wezwijcie hybrydową taksówkę" :-)
Wracając do maratonów - jeszcze jeden nieekologiczny aspekt poniżej.
4 lis 2009
Eco-Libris, czyli posadź drzewo za każdą przeczytaną książkę
Jakiś czas temu, w sumie dosyć dawno, pisałam tutaj o pomyśle zoffsetowania się, czyli zneutralizowania przyrodzie emisji dwutlenku węgla, który produkujemy, poprzez sadzenie drzewek. W Polsce taką akcję przeprowadza Fundacja Aeris Futuro.
W necie natrafiłam na pomysł podobny, ale dotyczący tylko książek, a raczej ich czytelników. Autorzy tego projektu wychodzą z założenia, że każda książka była kiedy drzewem, więc fajnie by było, żeby za każdą przeczytaną książkę posadzić jedno drzewo. Wiadomo jednak, że nie każdy ma siły, czas, miejsce i możliwosci, żeby to zrobić, dlatego Eco-Libris zajmuje się tym za nas. Wystarczy wpłacić 10 $ za 10 drzew, które partnerzy Eco-Librisu posadzą w ciągu roku w krajach Środkowej Ameryki lub w Afryce.
Świetny pomysł na niematerialny prezent dla bibliofilów o ekologicznym zacięciu :-)
W necie natrafiłam na pomysł podobny, ale dotyczący tylko książek, a raczej ich czytelników. Autorzy tego projektu wychodzą z założenia, że każda książka była kiedy drzewem, więc fajnie by było, żeby za każdą przeczytaną książkę posadzić jedno drzewo. Wiadomo jednak, że nie każdy ma siły, czas, miejsce i możliwosci, żeby to zrobić, dlatego Eco-Libris zajmuje się tym za nas. Wystarczy wpłacić 10 $ za 10 drzew, które partnerzy Eco-Librisu posadzą w ciągu roku w krajach Środkowej Ameryki lub w Afryce.
Świetny pomysł na niematerialny prezent dla bibliofilów o ekologicznym zacięciu :-)
13 gru 2008
Zoffsetuj się!
To nowe słowo wprowadza GW we wczorajszym artykule pt. "Czy mogę panią zoffsetować?" .
To kolejny praktyczny przewodnik z cyklu "jak oszczędzać energię i ograniczyć emisję CO2", nowością jest tytułowe offsetowanie, czyli neutralizacja zużytej energii i gazów przez posadzenie odpowiedniej ilości drzew.
Ile drzew trzeba by posadzić, żeby zrekompensować Naturze straty spowodowane przez rodzaj transportu, którym posługujemy się najczęściej, obliczyć można tu, dzięki Fundacji Aeris . Co więcej, nie trzeba kłopotać się, skąd wziąć odpowiednią ilość drzewek, gdzie je posadzić i kiedy, bo wystarczy jedno kliknięcie i przelew, a Fundacja zrobi to za nas.
I sumienie czyste :-)
To kolejny praktyczny przewodnik z cyklu "jak oszczędzać energię i ograniczyć emisję CO2", nowością jest tytułowe offsetowanie, czyli neutralizacja zużytej energii i gazów przez posadzenie odpowiedniej ilości drzew.
Ile drzew trzeba by posadzić, żeby zrekompensować Naturze straty spowodowane przez rodzaj transportu, którym posługujemy się najczęściej, obliczyć można tu, dzięki Fundacji Aeris . Co więcej, nie trzeba kłopotać się, skąd wziąć odpowiednią ilość drzewek, gdzie je posadzić i kiedy, bo wystarczy jedno kliknięcie i przelew, a Fundacja zrobi to za nas.
I sumienie czyste :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





