29 wrz 2014

Lektury na jesień

Pojawiło się ostatnio kilka nowych, darmowych publikacji, z którymi warto się zapoznać.

1. Magazyn WyTwórcy przygotowany przez Cohabitat.





2. Starter "Dobre decyzje" przygotowany przez Otwarte Klatki.
„Dobre decyzje. Pierwsze kroki w świecie dań roślinnych” pokazuje nie tylko, dlaczego warto postawić w 100% na roślinne produkty, ale także jak komponować pełnowartościowe posiłki, jakie superpokarmy dobrze mieć w swojej kuchni oraz jakie gotowe produkty roślinne znajdziesz w sklepach.
"Starter dostępny będzie bezpłatnie w wersji elektronicznej. Chcemy jednak docierać z nim do jak największej liczby osób - także takich, które nie korzystają na co dzień z komputera albo które są zajęte i otrzymanie papierowej wersji będzie sporym ułatwieniem.

 
Wydrukowanie 1 broszury to koszt 60 groszy, dlatego proponujemy Ci możliwość konkretnego wsparcia naszych działań. Każda wielokrotność tej kwoty to dodatkowy wydrukowany starter.
 
Wybierz jedną z opcji dostępnych po prawej stronie albo kliknij tutaj i wybierz własną kwotę."
 
 



3. Jak kupować żeby się nie rozczarować? Czy to sposób jest jedyny pestycydy lać w rośliny? Czy dobra krowa to majątku połowa? Czy zachwyca Cię dżdżownica? Jak bez problemów i błędów licznych rozpoznać produkt ekologiczny?
Na te pytania i wiele innych znajdziesz odpowiedzi w e-booku „Zielony Kociołek” przygotowanym przez  stowarzyszenie Zielona Przestrzeń.


4. Magazyn Ładnie Naprawię, nr 3.
Dużo czytania o ładnym naprawianiu i tematach ekopokrewnych. Zasadniczo gazeta ukazuje się w formie papierowej (cena jedynie 5zł!), ale wirtualnie można przejrzeć tu. Moim zdaniem warto :-)


5. Poradniki dotyczące zakładania deszczogródków - po polsku! Przygotowała Fundacja Sendzimira. Co to są ogrody deszczowe - tu.






20 wrz 2014

Wrześniowy nieogar

Wrzesień zaskoczył mnie początkiem roku szkolnego - okazało się, że pierwszoklasistka w domu to nie łaskotki. Poranne pobudki po wakacyjnej labie to także nie bułka z masłem, chłodne powietrze przypomina, że winter is coming, tylko kasztany ratują sytuację. Czymże byłby wrzesień bez kasztanów?




O kleju z kasztanów już było, ale co powiecie na kąpiel w kasztanach?
Albo przepis na mydło (kasztany zawierają saponiny, podobnie jak mydlnica czy orzechy piorące)?
"Garść posiekanych kasztanów bez skórek należy gotować przez kilkanaście minut w szklance wody, pozostawić do ostygnięcia i przecedzić. Płyn przelany do butelki i wstrząśnięty powinien wytwarzać mydlaną pianę. "



Kasztany są dobre nie tylko na żylaki czy reumatyzm. "Wedle naturoterapeutów warto w cieniu kasztanowca leczyć zranioną duszę, złamane serce. Wycisza on lęki, przeciwdziała depresji, przywraca chęć do życia i działania. Kwiaty kasztanowca stanowią podstawę esencji kwiatowej, która zalecana jest w nadmiernym roztargnieniu, gonitwie myśli, natręctwach. Uspokaja psychikę, przynosi ukojenie i umiejętność skupiania się na jednej rzeczy." (stąd)

Można też o kasztanach poczytać dziecku (Na kasztany, seria Poczytaj mi mamo):
 Możliwości są :-)

3 wrz 2014

Schody do nieba


Najpierw opowieść z życia wzięta: Huseyin Cetinel, 65 latek z Istambułu postanowił pomalować zaniedbane schody w sąsiedztwie, ale z niewiadomych powodów ta kolorowa samowolka nie zyskała uznania w oczach urzędników. Ponownie przemalowali schody na szaro. Wtedy na Twitterze zaczęła się rewolucja obywatelskiego nieposłuszeństwa. Ludzie skrzyknęli się i znów pomalowali schody w kolory tęczy. A potem zaczęli przemalowywać inne schody, w innych miastach Turcji, zamieszczając zdjęcia w internecie. I co? I pstro! :-)
Jest nawet filmik, a pełna historia tu :-)

Zdjęcie: Gürol Demirutku


Schody są wdzięcznym polem do popisu dla street-artystów, szkoda że tak rzadko wykorzystywanym:

1. Schody jak rzeka w Seulu


2. Schody do Philadelphia Museum of Art podczas wystawy prac Salvadora Dali w 2005


3. Schody-kredki w Poznaniu (foto: Tomek Hejna, autor: Poznań na fotografiach)



 Więcej pięknych: boredpanda.com

27 sie 2014

Pocałunek Klimta

Fotel z Pocałunkiem via Cultura Inquieta

Rzeźby z klocków LEGO autorstwa Nathan Sawaya


Pocałunek w wersji trash-art autorstwa Jane Perkins



Pocałunek w Syrii (by Tammam Azzam)

Make art, not war!

23 sie 2014

Dom się spalił

3 dni temu spłonął pierwszy budynek mieszkalny, który powstawał w ekowiosce  koło Barda w Kotlinie Kłodzkiej.





Potrzebny jest sprzęt (i pieniądze) na odbudowę:

- agregat prądotwórczy (najlepiej mocny)
- młot pneumatyczny
- szlifierka kątowa, wkrętarka lub inne elektronarzędzia
- betoniarka
- szpadle dobrej jakości (bo ziemia jest gliniasta) 2 szt
- łopata
- drabiny i drabinki
- paskarka do pakowania towarów (do kompresowania słomy)


Kosztorys, plan odbudowy i dane do wpłat zamieszczone są na fanpage'u i stronie osady.  Szkielet domu wypełniony był kostkami słomianymi i - jak widać - jest to materiał łatwopalny. W ciągu pół godziny roczna praca wielu ludzi poszła na marne :-/
Bardzo współczuję wszystkim osobom zaangażowanym w budowę, tym bardziej że jestem wielką fanką naturalnych technologii i w sumie jakoś nie dopuszczałam do siebie myśli, że mają też słabe strony. A tymczasem powyższa sytuacja pokazuje, że biobudownictwo, oprócz wielu zalet, ma również swoje wady, o których entuzjaści nie wspominają (albo nie są świadomi).
Domy ze słomy i drewna mogą spłonąć, słoma może gnić, glina może pękać. Z tego wszystkiego hempcrete (czyli konopny beton) brzmi najbardziej obiecująco (i jest niepalny), ale w Polsce niewiele jest osób, które mają doświadczenie w jego produkcji (jakby co, to Ekocentrycy).


17 sie 2014

Jeszcze o huśtawkach

Kilka dni temu dowiedziałam się, że mój pomysł zamontowania huśtawek na opolskich przystankach autobusowych jednak nie znalazł się na liście projektów, na które będzie można głosować w budżecie obywatelskim. (Zgłoszony projekt jest niezgodny z § 2 pkt 2 Regulaminu Budżetu Obywatelskiego miasta Opola w 2015 roku. Phi!)
Nieoficjalnie się dowiedziałam, że na pociechę może ze 2 takie huśtawki powstaną poza budżetem. Ale dopóki się nie pohuśtam, nie uwierzę.

A tymczasem w Pradze można pobujać się na festiwalu Landscape (do 9 września, Nákladové nádraží Žižkov, Jana Želivského 2, Praha 3, codziennie od 13 do 21.00, za darmo), gdzie duet naOKRAJI/ Daniel Matějka & Hana Syrová prezentuje swój projekt Rozhuśtajmy krainę czeską! (Rozhoupejme českou krajinu!), a konkretnie 100 Huśtawek dla krainy/przyrody (100 Houpaček pro krajinu)
Przy czym huśtawka jest symbolem wspólnej radości, zabawy i wznoszenia się.


Hubert napisał: wreszcie zrozumiałem, o co ci z tymi huśtawkami chodzi. Huśtałem się chyba z pół godziny i siłą mnie trzeba było odrywać.

Chyba nie trzeba nic dodawać :-) Na koniec jeszcze zdjęcie z powyższej akcji 100 huśtawek dla, bo ponoć warte tyle co 1000 słów :->

14 sie 2014

Wegańskie konkrety, czyli kuchnia na lato

Nie wiem, jak  u was, ale mój stosunek do kuchni w lecie jest mocno ambiwalentny. Nie uśmiecha mi się sterczenie przy garach i nagrzanej kuchence. Z drugiej strony codziennie przychodzi taki moment, że człowiek robi się tak głodny, że nie da się już pooszukiwać brzucha kolejną herbatą czy kanapką. Brzuch domaga się konkretów. I co dostaje?
Ostatnio:
dynię hokkaido duszoną z cebulą
gotowane ziemniaki i miskę sałaty z pomidorami
gazpacho
tabbouleh (z kaszą jaglaną zamiast bulguru)
coś w rodzaju alu gobi (ziemniaki z kalafiorem, z podsmażaną cebulką, czosnkiem i imbirem i indyjskimi przyprawami)
pieczone warzywa (na blaszkę rzucamy pokrojone i natłuszczone kawałki: cebuli, buraków, kalafiora, ziemniaków, marchewki, papryki+przyprawy)
gotowaną ciecierzycę
leczo z cukinii

 i w sumie mogłabym tak w kółko, ale Dziecko domaga się makaronu. I ogórków.
Dodać mogę jeszcze, że od kilku dni wszystko posypuję hojnie ziarenkami z Ziarenkowa, bo kupiłam dwie mieszanki na próbę. Dobre są, więc jeśli nie czujecie się na siłach, żeby uprażyć sobie samemu (ja się nie czuję) słonecznik, dynię, sezam, siemię i konopie, to polecam :-)

I jeszcze tło muzyczne (dzięki Stopie), let's tabbouleh dance!



13 sie 2014

Atrament przesympatyczny

Codziennie coś nowego :-) Szukając informacji o DIY farbach fluorescencyjnych, rzuciło mnie na wyjątkowo ciekawe hasło Wikipedii dotyczące atramentu sympatycznego.
Dotychczas wiedziałam o mleku i soku z cytryny, a tu się okazuje, że właściwości takie ma także... mocz i nasienie. I ten cytat: "George Mansfield Smith-Cumming, pierwszy szef brytyjskiej Tajnej Służby Wywiadowczej (SSB), zwykł mawiać Każdy mężczyzna nosi przy sobie własne pióro."
Więc jeśli ktoś lubi eksperymenty i/lub zabawy w małego szpiega, to niech spróbuje, a kto się brzydzi, może wykorzystać wodę z miodem, ocet winny, wodę z mydłem lub sok z cebuli.
Bo wiedza taka może się przydać! Jako rzecze Wikipedia: "Choć atramenty sympatyczne stosunkowo łatwo wykryć, w praktyce okazują się bezpieczniejsze od elektronicznych środków komunikacji, które można przechwycić szybciej i sprawniej, niż papierowe listy."
Tylko uwaga na treść wiadomości! "słowa-klucze, takie jak „czerwona kapusta”, czy „gorąco”, znajdujące się w jawnej części listu, użyte w dziwnym kontekście, mogą alarmować cenzora o użyciu atramentu sympatycznego." :-)


Natomiast atrament sympatyczny fluorescencyjny (widoczny w świetle UV) w połączeniu ze zwykłymi farbami bywa używany przez artystów. Efekt?
Np. taki:
 lub (Zen Art Design):

9 sie 2014

Jak nie urok, to koklusz

W krztuścu najfajniejsza jest nazwa bakterii, którego go wywołują - Bordetella pertussis :-) Prawie jak Gogol Bordello:

 

Bordetella, czyli pałeczka krztuśca, w płucach wygląda tak:



A wyizolowana (z serii Giant Microbes) tak:


 W ostatnich dniach chcąc nie chcąc (z akcentem na nie chcąc) stałam się specjalistką od krztuśca. To taka choroba zakaźna, której nazwa wyjątkowo trafnie oddaje jej przebieg.
Krztusiec, zwany kokluszem (lub na odwrót), uważany jest za chorobę dziecięcą i prawdopodobnie każdy z nas był na to w dzieciństwie szczepiony. Jak się jednak okazuje, ani szczepienie ani przebycie krztuśca, nie uodparnia na całe życie. Szczepionki, jeśli nie są systematycznie ponawiane, to po kilku/nastu latach przestają działać na układ immunologiczny i może się zdarzyć, że człowiek zaszczepiony niespodziewanie zachoruje w wieku dorosłym. No, i tak sobie kaszlę od trzech tygodni,  a jest to kaszel duszący, dławiący i upierdliwy (lub udupliwy jak mówi Córka Moja). Cholerstwo nasila się nocą i ranem, ale pomiędzy napadami kaszlu da się żyć całkiem normalnie.
Jeśli więc od minimum 2 tygodni dręczy was kaszel, któremu nie towarzyszy gorączka czy katar, a w nocy się dusicie i łapczywie próbujecie zaczerpnąć powietrza, to Ciocia Dobra Rada mówi -  przebadajcie się w kierunku krztuśca. Można to zrobić w prywatnych laboratoriach (NFZ nie refunduje niestety takich badań), na wyniki czeka się do 14 dni, komplet badań kosztuje ok. 200zł. Plus antybiotyk za 50.
A, no i mocno zakaźna jest ta bordetella, na wszelki wypadek więc siedzimy w domu, żeby nie roznosić zarazy. Oczywiście jak na złość jest upał, plenery kuszą, kino pod chmurką kusi, joga w parku w parku kusi...

4 sie 2014

50 rzeczy, które trzeba zrobić za młodu

Czytam ja sobie od kilku tygodni "Ostatnie dziecko lasu" Richarda Louv, a idzie mi pomału, bo z każdą stroną napływają jakieś wspomnienia z dzieciństwa. Ogród na wsi u babci, zbieranie stonki z ziemniaków, spanie na sianie, polowanie na muchy z packą (z dzisiejszej perspektywy mało chwalebne), wycieczki w góry, wyprawy pod namiot, uciekanie przed burzą, turlanie się z górki...



I świadomość, że moje dziecko nie ma tylu okazji do przebywania na łonie i takich doświadczeń. Czas spędzany na dworze skurczył się żałośnie na korzyść domowych atrakcji, mediów i zabawek-gotowców.
Coraz więcej się mówi o deficycie przyrody, i dobrze że się mówi. I ze powstają filmy typu Play Again (który miałam okazję zobaczyć w całości z czeskimi napisami)  i może więcej ludzi uświadomi sobie, co utraciliśmy zyskując internet.



Wymiana realnej sieci ekosystemów na wirtualną rodzi problemy, o których na co dzień nie myślimy. A tymczasem natura może stać się lekiem na depresję, nerwice czy ADHD. Odkryto np., że bakterie żyjące w glebie wzmagają wydzielanie - hormonu szczęścia. M.in na tym polega horterapia, czyli grzebanie w ziemi :-)
Podobnie działają zwierzęta, i nie chodzi tylko o dogoterapię czy hipoterapię, bo właściciele kotów na pewno zaprotestują :->. Nie zapominajmy o relaksującym wpływie dźwięków natury (włączcie sobie szum wiatru lub morza)...
Smutne znaki naszych czasów - aplikacje na smartfony z odgłosami przyrody oraz spot promujący swobodną zabawę na dworze:




Więc zamyśliłam się nad listą 50 rzeczy do zrobienia zanim dorośniemy (50 things to do before you are 11 3/4). Czy ktoś zaliczył wszystkich 50? Ja doliczyłam się ok. 30, a część z nich doświadczyłam w wieku sporo ponad nastoletnim. Jest więc co robić, a lato się jeszcze nie skończyło :-)

3 sie 2014

Zapach miasta

Usiadłam dziś w końcu do zaległej prasówki. Tym razem padło na Wysokie Obcasy z 4 stycznia bieżącego roku. A tam, wśród kilku ciekawych artykułów, był także jeden zatytułowany "Zapach wielkiego miasta" o zapachowych mapach City Smell Scape tworzonych przez Sissel Tolaas - ekspertkę i kolekcjonerkę nietypowych woni.
Szkoda, że nie miałam nigdy okazji powąchać takiej mapy, bo sam pomysł podoba mi się bardzo. Skoro są mapy dźwiękowe, to czemu by nie zapachowe...



Np. indyjskie miasta pachną w szczególny sposób, choć trudno mi podać części składowe tej mieszanki. Pewnie znalazłyby się w nim spaliny, ścieki, kadzidełka, olej skwierczący w olbrzymich garach do smażenia samos i pakor...
Opole jeszcze 10 lat temu pachniało kawą Inką (zakłady Nutricii) - zwłaszcza przed zmianą pogody, teraz nie wiem, czy ma jakiś charakterystyczny zapach.
Osób, które tworzą zapachowe mapy jest więcej. Przy odrobinie szczęścia można natknąć się nawet na zapachową wystawę w muzeum.


A dzisiaj tęsknię za zapachem deszczu (ma swoją nazwę nawet - petrichor), na który składają się: ozon i geosmina (związek chemiczny wydzielany przez bakterie gnilne, odpowiedzialny za zapach ziemi po deszczu, smak buraków i zapach karpi).





Nie mam pojęcia, co w tym fakcie robi witamina B12, ale poza tym wszystko się zgadza :-)

 



29 lip 2014

Jest łyżka, jest radość :-)

Oto mój dzisiejszy powód do radości:

Łyżka drewniana, ręcznie robiona, gładka, w sam raz do ręki, po prostu piękna. Trafiła do mnie poniekąd dzięki kooperatywie. Bo mąż Małgosi, która przywiozła mi dzisiaj 3 kg pomidorów z zaprzyjaźnionej uprawy, więc ten mąż - on jest łyżkoholikiem.

Takie ma hobby, pasję, czy jak zwał tak zwał, ale robi łyżki. I w ten weekend wybiera się nawet do Anglii na SpoonFest (tak, łyżkoholicy mają swój własny festiwal, na którym mistrzowie dłuta i noża prowadzą warsztaty dla początkujących). Brzmi ciekawie i wygląda nieźle (przynajmniej na zdjęciach z zeszłego roku) - jak tam wszyscy siedzą i strugają :-)


Życzę Marcinowi owocnych festiwalowych warsztatów i nie mogę się doczekać, gdy przekaże zdobytą wiedzę dalej (najlepiej w okolicach Opola).
Dodatkowo, dziwnym trafem dziś natknęłam się na bloga, którego autorka również popełniła kilka łyżek. To tylko podsyciło moją motywację do nauki nowego rękodzieła...Bo łyżki mają sens :-)



27 lip 2014

Cenne krople

Tak, wiem, jest gorąco, wszyscy są na wakacjach i prawie nikt już tu nie zagląda (ze mną włącznie). A jednak z okazji  burzy za oknem (prawie jak rok temu) czas napisać o deszczówce :-)
Na działce Wujka Franka do tego celu służy stara wanna (klasyk). Zazwyczaj jednak deszczówkę zbiera się do beczek (w sieci mnóstwo wskazówek), a używa jej najczęściej do podlewania ogrodu . Rzadziej do spłukiwania toalet.
Ale można też trochę inaczej:

Rynna z konewką:



RainDrops - system butelkowy:



Accumuwater Water Tower:


Rain Gardens, czyli Deszczogródki - małe ogródki w bezpośredniej bliskości rynien:


A tu Petal Drops - zbieranie deszczówki w skali mikro (akurat do podlania kwiatków na parapecie):

A to poidełko dla ptaków- zbiorniczek na deszczóweczkę niczym mak czerwony jest najlepszy :-) Z Etsy.


22 lip 2014

Dobra wiadomość i recenzja :-)

Dobra wiadomość jest taka, że Chiny anulują obowiązek testowania kosmetyków na zwierzętach! Bo dotychczas wiele firm kosmetycznych lokowało swoje laboratoria w Chinach, a tamtejsze prawo zobowiązuje producentów do testowania składników na zwierzętach.
Więc miejmy nadzieję, że w końcu wszystkie kosmetyki będą  wolne od okrucieństwa.
A skoro już o kosmetykach mowa, to chciałam zrecenzować krem do stóp z majerankiem i tymiankiem szwedzkiej marki L:A Bruket. Oto on:


Przydają się czasem blogowe koneksje, bo sama zapewne na ten krem bym normalnie nie trafiła, a  nawet jakbym trafiła, to bym go nie kupiła. 89zł to już dla mnie dużo, jeśli chodzi o wydatki na kosmetyk. Z drugiej strony już nie raz przekonałam się, że lepiej wydać więcej, a rzadziej na dobry produkt, którego mogę używać bez wyrzutów sumienia. Ta zasada sprawdza się zarówno przy paście do zębów, jak i mydle, więc dlaczego nie miałaby się sprawdzić przy kremie...
Ale do rzeczy, do kremu. Niby nie jest to rzecz pierwszej potrzeby, ale dla osób, którym często pęka skóra na piętach (to ja), i owszem.
Nie będę wklejać zdjęć swoich stóp przed i po, musicie uwierzyć mi na słowo.  Przed (czyli na co dzień)  moje pięty mają popękaną (czasem głęboko i boleśnie) i spierzchniętą skórę, pełną zadziorów. Sytuacja gorsza jest zimą, teraz jest całkiem znośnie.
Natomiast po (czyli jeśli pamiętam o nasmarowaniu kremem) jest chłodno, jest miękko, jest gładko. Olejek miętowy ma działanie chłodzące (odczuwalne), a cała gama olejków (kokosowy, shea, awokado, majerankowy i tymiankowy) nawilża i natłuszcza skórę.
W dodatku składniki mają certyfikat Ekocert.
Skład:
Aqua (dest.water), Glycerin (fr. coconut), Sorbitan olivate (fr. olive), Cetearyl olivate (fr. olive), Butyrosermum parkii butter (shea butter), Cocos nucifera oil (coco nut), Limnathes alba seed oil (meadowfoam), Cetyl alcohol, Theobroma cacao seed butter (cocoa butter), Betain monohydrate (fr.coconut), Cetyl palmitate (fr.palm), Sorbitan palmitate (fr. avocado), Benzyl alcohol (nat preserv.), Thymus vulgaris oil (thyme), Origanum majorana leaf oil (marjoram), Sclerotium gum (natural gel), Salicylic acid (fr. meadow sweet), Sorbic acid (natural preservative), Linalool and d-Limonene (naturally occurring in essential oils).

Różnica przed i po jest spora, większa niż przy użyciu standardowych środków pielęgnacji w postaci masła shea z olejkiem arganowym czy zwykłej oliwy. Zasadnicza różnica jest też taka, że po użyciu kremu L:A BRUKET skóra jest nawilżona, ale nie tłusta, co jednak znacznie ułatwia życie (i nie brudzi skarpet) :-)
Szczerze polecam!

21 lip 2014

Czy wiesz, że...

1. ...ananasy nie rosną na drzewach?

2. ... trawa pod mikroskopem się uśmiecha?
3. ... tak rośnie brukselka?

4. ... mleko kokosowe ma skład bliski osoczu krwi?


5. ... i że słonecznik ma właściwości anty-radioaktywne?



Ja też nie wiedziałam :-)