02.07.2015

Drugie życie bębna

Żyrandol, pufa, stolik, donica - to wszystko można zrobić z bębna pralki. Ale czy coś jeszcze?
Dzisiejszy wpis specjalnie na zamówienie Frajdy Przyrodnika :-) Dziękuję za maila i pozdrawiam!

1. A jednak siedziska - tylko takie kolorowsze (jak mawia Córka). Stąd:


2. Posłanko dla pupilka:


3. Przenośne palenisko (+instrukcja krok po kroku)


4. Piecyk do prażenia kawy (w ilościach hurtowych) - źródło:


5. Regalik (stąd):





27.06.2015

Ekomarketing - nie rób tego

Czy marketing może miec coś wspólnego z ekologią? Jak zwykle jestem dosyć sceptyczna, a przez ostatnie pół roku badałam temat dość intensywnie. Mogę więc powiedzieć, że zdarzają się firmy, które rzeczywiście prowadzą działania proekologiczne i potrafią się tym pochwalić. Jednak najczęściej jest to nieudolny greenwashing. Trzeba się mieć na baczności.


Niestety specjaliści od sprzedaży, zauważyli, że "bycie eko" jest modne i się opłaca, dlatego niejako na siłę wymyślili takie pojęcie jak ekomarketing.
W skrócie chodzi o to, żeby zaprezentować firmę oraz jej produkty i usługi jako ekologiczne w celu lepszej promocji i zwiększenia sprzedaży.
Namnożyło się niedawno szkoleń dla przedsiębiorców, które oferują m.in. szkolenie z ekomarketingu. A ja mówię - nie róbcie tego. Taki sposób promocji nie jest dla wszystkich, a nieumiejętnie stosowany może obrócić się przeciwko wam.



A zatem kilka rad od Ekomanii, przedsiębiorco:

1. Nie wciskaj przedrostka EKO do nazwy swojej firmy (no chyba, że naprawdę zajmujesz się ochroną środowiska albo sprzedajesz coś, co pomaga je chronić).  Wysil wyobraźnię i nie idź na łatwiznę...


Sieć sklepów EKO - jedna z firm, która oprócz EKO w nazwie, nie ma nic wspólnego z ekologią.


2. Nie nazywaj swojego produktu "ekologicznym" (no chyba, że masz na to certyfikat). Za nieuprawnione stosowanie słów "eko", "green", "naturalny" grożą kary. Poza tym sporo już jest klientów świadomych greenwashingu, a w dzisiejszych czasach wystarczy jeden wpis na facebooku, żeby popsuć opinię nieuczciwej marce. Nie warto ryzykować.

W ekologiczność pieczątek wątpiłam tu.


3. Są rodzaje działalności, których nie da się promować jako ekologicznych. Np. firmy transportowo-przewozowe, produkcyjne, zakłady wulkanizacyjne, biura rachunkowe, szkoły językowe, reprezentanci handlowi, sklepy, hurtownie i magazyny (o ile w asortymencie nie mają produktów eko) itp., itd. Zawsze jednak można wdrożyć ekonawyki (oszczędzanie energii i zasobów), popracować nad CSR (społeczną odpowiedzialnością biznesu), zoffsetować się (zneutralizować szkodliwy wpływ/emisję CO2 działalności) lub wprowadzić usługę/produkt o charakterze ekologicznym. Przemyśl to dobrze.


Wątpliwy dla mnie przykład ekomarketingu w banku oferującym EKOkonto z bonem towarowym do Decathlonu. I to uzasadnienie:"Do tradycyjnych produktów bankowych dodajemy zalety ekologii, bo EKOlogicznie to EKOnomicznie.[slogan] Jako jedyny Bank w Polsce zatrudniamy kadrę ekologów [WTF? od kiedy ekolog to zawód?], którzy podpowiedzą Ci w jaki sposób ekologia może się opłacać. Nasze produkty zdobywają liczne nagrody i wyróżnienia niezależnych ekspertów. Bank przekaże z własnych środków 5 zł od każdego założonego EKOkonta bez Kosztów na rzecz programu Fundacji BOŚ Banku „Aktywnie po zdrowie”." [fajnie, ale co to ma wspólnego z ekologią?]

O pozytywnych przykładach ekomarketingu w następnym odcinku :-)

24.06.2015

Zmiksować wszystko na miazgę

W końcu się doczekałam pomocnika w kuchni :-) O blenderze z kategorii superblenderów marzylam już od jakiegoś czasu, a wszystko przez ten wątek na wegedzieciaku. Zwłaszcza odkąd przeszliśmy na weganizm i wzrosło zapotrzebowanie na roślinne pasty do chleba, mleka z orzechów i inne takie wynalazki przekraczające możliwości mojego staruszka Brauna-żyrafy o mocy 250W. Zmielenie nim ciecierzycy na falafele trwało kilkanaście minut (z przerwą na schłodzenie silnika)...
Na szczęście teraz Braun może odejść na zasłużoną emeryturę (co się namiksował, to jego), a na scenę wkroczył Omniblend.


Omniblend to blender tzw. nowej generacji, o wysokiej mocy i szybkości obrotów, pozwalającej zmielić na gładko całe owoce i warzywa ze skórką. Daje sobie także radę z nasionami, pestkami i orzechami. Najbardziej znanym ultrablenderem jest Vitamix, jednak jest też najdroższy. Podobnie wydajny jest Blendtec, ale cena również poza moim zasięgiem. Natomiast Omniblend to kompromis cenowy pomiędzy Vitamixem a tanimi blenderami kielichowymi o dużo gorszych parametrach i krótszej gwarancji.
Chociaż dosłownie kilka dni temu na blogu FoodPorn przeczytałam recenzję równie mocnego urządzenia w cenie o połowę niższej (czyli w promocji 550, normalnie 650zł). Można go kupić w Polsce, więc jeśli akurat marzycie o takim sprzęcie, a nie stać was na Vitka czy Omni, to myślę, że warto kupić.
Możecie także spróbować szczęścia w konkursie organizowanym przez Zieleninę. Czasu zostało niewiele, ale nagroda główna kusi :-)

Co potrafi mój nowy przyjaciel? Tutaj wszystko jest ładnie opisane, a ja dopiero testuję jego możliwości. Na razie robiłam gazpacho (pomidory, ogórek, cebula, czosnek, papryka, kilka kawałków chleba, oliwa, kilka pomidorów suszonych), pastę na chleb (ugotowana cieciora+pomidory suszone+pęczek natki), mleko makowe (szklanka maku namoczona w dwóch szklankach wody), masę na falafele (namoczona cieciora, czosnek, cebula, natka, jaglanka, przyprawy), śmietanę słonecznikową, barszczyk z botwinki, sos ze szparagów (zielone szparagi gotowane na parze+czosnek+trochę oliwy i soli), budyń jaglany, no i koktajle różne owocowe (najczęściej truskawki i banan) i warzywne. Wszystko pyszne, aksamitne i puszyste :-)

Infografika pochodzi z bloga Surojadek - tam odsyłam po więcej przepisów.

23.06.2015

PrzeTwórcy

Donoszę, że na Canal+ Discovery można dziś obejrzeć pierwszy odcinek nowego polskiego cyklu pt. "Przetwórcy". W dokumencie prezentowani są rodzimi fani upcyklingu. We wczorajszym odcinku poznajemy Burego Misia i jego pracownię, w której powstają cuda ze złomu oraz Recycling Band, z którymi kiedyś przeprowadzałam wywiad :-)


Co do kapeli, to niestety muzycznie kompletnie nie moje klimaty, ale instrumenty powymyślali fajne :-)



Cykl zapowiada się ciekawie, więc jeśli ktoś ma kablówkę, ten wciska kanał 449 i ogląda (wtorek o 10.40 i 18.10 oraz czwartek o 01.40).

12.06.2015

Ekowakacje, czyli podróże z sercem

Jak tam plany wakacyjne, skrystalizowane?
Moje niestety się posypały w związku z nieoczekiwanym Upadkiem Konkubenta (6 tygodni w gipsie, wrr). Więc nad morze w lipcu nie pojedziemy i nadal nie wiadomo, co z wyjazdem na Rainbow. Dziecko nie chce słyszeć o koloniach ani półkoloniach, więc zapowiada się lato w mieście. W sumie bardzo ekologicznie, zero emisji CO2 związanej z transportem, integracja z lokalną społecznością, nie będzie problemu z szukaniem wegańskiego żarła, a na działce mam hamak (nie ten ze zdjęcia) :-)


 Może uda się choć do Wolimierza wyskoczyć na Festiwal Wody, rok temu było fantastycznie.

Jeśli szukacie innych pomysłów na ekowakacje, to na bieżąco uzupełniane kalendarium letnich wydarzeń ekologicznych znajdziecie na Facebooku. Budowa domu ze słomy, mieszanie glinianych tynków, warsztat "W kręgu natury" Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, rejs po Mazurach z nauką rozpoznawania ziół, imprezy wegańskie, joga na plaży, warsztaty upcyklingowe, kolonie z ciocią Przyrodą - czasami chciałabym sie sklonować...
A może wy polecicie jakieś fajne miejsca lub wydarzenia wakacyjne? Inspiracji nigdy dość :-)



06.06.2015

Grające miasto

Pisałam już o muzycznej architekturze i ulicznych pianinach, czas na kolejne pomysły i przykłady muzyki w mieście.
I nie mam tu na myśli grającej fontanny, choć wiem, że dla niektórych jest to atrakcja (szczerze mówiąc opolskiej nie znoszę. Polskie przeboje słuchane do wyrzygu trzy razy dziennie o tej samej porze to bardzo zły pomysł. Pewnie i tak nikt z urzędu miasta czy muzeum polskiej piosenki tu nie zagląda, ale jeśli to - błagam o zmianę repertuaru, najlepiej na jakieś klasyczne instrumentalne plumkanie...).

Bardziej mi się podobają ławeczki z tank drumami zainstalowane w amerykańskiej Columbii


Był to pomysł dwojga artystów - Eileen Blythe i Marka Finley', którzy nazwali swoje muzyczne meble "Hanging".



Oby jednak nie skończyło się tak, jak we Wrocławiu, gdzie w zeszłym roku dzięki Budżetowi Obywatelskiemu otwarto muzyczny plac zabaw, po czym zaraz zamknięto go na kłódkę :-/


Więcej o projekcie tutaj: aktywniwrytmmuzyki.wordpress.com


A może huśtawki muzyczne (ach huśtawki...)? Tymczasowa instalacja "Baloica" w Portugalii jest (była) przykładem, że niewiele trzeba, żeby razem wydawać dźwięki :-)



Warto wspomnieć jeszcze o olbrzymiej wietrznej harfie Aeolus w Projekcie Eden:



Natomiast będąc w Ontario, nie zapomnijcie zajrzeć przed budynek Ontario Science Centre , gdzie znajduje się fontanna - hydrolofon.





No i tak.

04.06.2015

Dywaniki z T-shirtów

Na krakOFFskiej 36 znów mieliśmy warsztaty :-) Tym razem przerabialiśmy stare bawełniane koszulki na dywaniki.
Kiedyś już robiłam coś podobnego, ale szydełkując. Można się jednak obejść bez szydełka, używając hula hop jako krosna.



Proces nie jest skomplikowany, nawet dzieciaki sobie z tym radziły :-)

Cała sztuka polega na właściwym dobraniu kolorów, nie ściąganiu zbyt mocno osnowy (bo w efekcie może powstać koszyk lub czapka) i naprzemiennym przeplataniu T-shirtowej nitki.
A tak poza tym - czysty relaks, polecam :-)

01.06.2015

Eko Lublin

Nie ma to jak wakacje w trakcie roku szkolnego. Ostatni tydzień spędziliśmy w Lublinie na festiwalu Miasto Poezji. Jednak nie samą poezyją człowiek żyje...
Było też spotkanie ze Słomą, który opowiadał o projekcie Rodzinny Dom Kultury Pokoju (zbiórka pieniędzy się udała, Dom powstanie!).
Był park, a w parku pawie...


Były guzikowe warsztaty upcyklingowe w domu kultury Narnia:


Warsztaty odbywają się co tydzień w środę do 8 lipca, można się zapisywać internetowo: http://goo.gl/forms/DFbJWKOK43 lub telefonicznie: 513 301 115. Za każdym razem inny temat przewodni, no i co ważne - za darmo :-)


Było też jedzenie :-) Uprzejmie donoszę, że w Lublinie da się zjeść na weganie. Są i burgery, i pizza, i lody. Plus cebularze, ogórki małosolne i tofujecznica.
Zacznijmy od burgerowni, czyli Umeå (czytaj "umio"). Ul. Orla 4, niewielki lokal schowany w bramie, a w środku... Codziennie nowe burgery o intrygujących nazwach, zupa dnia i deser. Ceny bardzo przyzwoite (burger za 10zł, zupa 6-8), obsługa też, jednym słowem polecam (nie tylko dlatego, że to knajpa znajomych :-P ).


Zajrzyjcie też koniecznie do Pizzerii Spirala - Rynek 5, bo robią pizzę z wegańskim serem (Violife do pizzy). W konfiguracjach różnych, od zwykłej margarity przez salsę pomidorową-rukolową do mojej faworytki, czyli pizzy z bakłażanem :-) Jest to jednak droższa przyjemność niż w Umea, oczekiwanie na pizzę również trwa dłużej (w zależności od ilości osób w lokalu - od 20 do 50 minut), ale w końcu wegańska pizza nie trafia się co dzień...


A na deser boskie lody w lodziarni Bosko (naprzeciwko Ratusza) :-) Jest wersja na mleku sojowym z orzechami (alergicy niech uważają) oraz różne sorbety, no i przemiła obsługa.


Szkoda tylko, że już nie ma bezgotówkowej kawiarni Miłość, bo bardzo chciałam tam zajrzeć :-/ Niestety właściciel sprzedał kamienicę, w której mieściło się Autonomiczne Centrum Społeczne Cicha 4. Ponoć działania przenoszą się wkrótce w inne miejsce, ale wciąż nie wiadomo, czy uda się reaktywować kawiarnię. Tak czy siak - Lublin odwiedzić warto!

30.05.2015

Łapacze snów

"Łapacze snów zwykle wieszane były nad posłaniem lub przy wejściu do domostwa indiańskiego. Według wierzeń niektórych plemion Indian Ameryki Płn. sny nawiedzające śpiących w domu musiały przejść przez amulet. Gęsta sieć miała przepuszczać jedynie dobre sny, a zatrzymywać nocne mary, które ginęły wraz z pierwszymi promieniami słońca. Taki sen miał łapać się w sieć i spływać po piórach."

Tydzień temu na krakOFFskiej 36 znów mieliśmy warsztaty upcyklingowe, tym razem z łapaczami snów w roli głównej. Było kolorowo, powstały piękne łapacze.

Teraz nam żadne koszmary niestraszne :-)

I instrukcja



20.05.2015

Czas na kulturę pokoju!

Już dawno nie było nic o fajnych projektach do wsparcia :-) Ale to wcale nie znaczy, że ich nie ma.
Na platformie PolakPotrafi właśnie finiszują dwa, które wspieram i polecam do wspierania.
Pierwszy z nich to budowa Rodzinnego Domu Kultury Pokoju w Dąbrówce. Projekt firmują Słoma i Nicole, czyli to musi być dobre. Niewiele jest w Polsce równie wiarygodnych i pozytywnych osób, działających na rzecz wspólnego Dobra.



Więc - pomóżcie! Potrzeba jeszcze 20 tysięcy złotych! Jeśli uda się je zebrać (a wierzę, że się uda) do 26 maja, to będzie wielkie BUM :-)
Wpłacić można dobrowolną sumę, np. 5-10-15 zł,  tyle co jedno-dwa-trzy piwa, a efekt dużo lepszy i bez kacówy o poranku :-)
Dla hojniejszych są przewidziane ciekawe nagrody, wszystkie szczegóły tu: Dom Kultury Pokoju


Drugie wydarzenie warte wsparcia także związane jest z powstawaniem nowego i dobrego miejsca. Tym razem akcji patronują Anna Nacher i Marek Styczyński (Karpaty Magiczne), którzy wraz z przyjaciółmi pragną otworzyć na Słowacji Ośrodek Praktyk Bioregionalnych – Biotop Lechnica.
"Będzie to miejsce otwarte dla zielarzy, badaczy kultury, ogrodników, muzyków i artystów. Mówiąc zaś dokładniej – dla wszystkich zainteresowanych wypracowaniem sposobów na zrównoważone, odpowiedzialne i odpowiadające współczesnym wyzwaniom życie w mieście i poszukującym odpowiedzi na dzisiejsze kryzysy w inspiracjach tradycyjnymi formami gospodarowania i tworzenia."


Do zakończenia crowdfundingu zostało 10 dni, brakuje jeszcze 7 tysięcy. Wiecie, co robić :-)
Tymczasem łapcie "Poradnik miejskiego ogrodnika" od Marka Styczyńskiego: dobra lektura na temat chwastów, partyzantki ogrodniczej, horteterapii i innych rzeczy, o których warto wiedzieć przed założeniem własnego ogrodu.

18.05.2015

Żywa Biblioteka, czyli nie oceniaj książki po okładce

Jakoś w tym roku wyjątkowo często spotykam się z tematem dyskryminacji i tzw. mowy nienawiści.
Zaczęło się już w lutym od akcji HejtSTOP i zamalowywania hejtów w Opolu (jeszcze się będzie działo!).
W międzyczasie wzięłam udział w warsztatach Stop dyskryminacji organizowanych przez Amnesty International. Myślałam, że wiem sporo na temat praw człowieka, mniejszości i dyskryminacji, ale tak naprawdę "nic nie wiesz, Jonie Snow". Tyle jest do zrobienia...
Przy okazji bardzo polecam te warsztaty, najbliższa edycja za miesiąc w Białymstoku.
Natomiast tydzień temu miałam przyjemność brać udział w Żywej Bibliotece jako żywa książka.
"Celem wydarzenia jest promowanie dialogu międzykulturowego.
Dzięki możliwości rozmowy z osobami reprezentującymi bardzo różne środowiska i grupy, każda czytelniczka i czytelnik będą mieli okazję przekonać się jak ważne dla eliminacji stereotypów i uprzedzeń są bezpośredni kontakt i poznanie drugiego człowieka."
 



Żywa Biblioteka to akcja organizowana w różnych miastach i krajach, z udziałem różnych mniejszości - społecznych, narodowych, seksualnych, wyznaniowych, rasowych. W opolskiej bibliotece (organizowanej już po raz czwarty) oprócz klasycznych mniejszości (Romka, ateistka, lesbijka, katolik, niepełnosprawny ruchowo, niewidomy), można było także porozmawiać z feministką, ekolożką i weganką :-)

 tak wygląda prawdziwa ekolożka - p. Krystyna Słodczyk

Ponieważ reprezentowałam sobą wegankę, musiałam zmierzyć się z różnymi pytaniami typu "Co właściwie jesz?" (wszystko oprócz), "A skąd wiem, że zwierzęta czują?" (miałam objawienie), "Czy chodzę do lekarza na regularne badania?" (nie chodzę). W większości jednak rozmowy były bardzo pozytywne i życzliwe, mam nadzieję, że nikogo do weganizmu nie zraziłam... I że to nie z grzeczności wszyscy podpisywali petycję Otwartych Klatek - protest w sprawie sprzedaży jajek z chowu klatkowego ("Jak one to znoszą" - klik) :-)

Tak wygląda weganka :-) Na zdjęciu widać, jak rozmawiam z Zuzią, która była świetnie przygotowana do rozmowy i jako jedyna wynotowała sobie na kartce pytania do mnie.

Cztery godziny lektury minęły błyskawicznie. Żałuję tylko, że nie miałam okazji porozmawiać z innymi książkami. Za rok chętnie wrócę do Żywej Biblioteki, żeby znów zasmakować atmosfery dialogu - w najbardziej pozytywnym tego słowa sensie.

15.05.2015

"Kto nigdy nie ufa, będzie oszukany"

Sklepy bez sprzedawców - zdarzyło się wam być w takim? A bezobsługowe hotele? Moi rodzice opowiadali mi o takim w Sztokholmie, ale chyba są już takie i w Polsce.
W Norwegii istnieją bezobsługowe górskie chatki, do których "potrzebny jest klucz Norweskiego Towrzystwa Turystycznego. Można go otrzymać w najbliższym biurze Towarzystwa. Po skorzystaniu z chatki odliczoną kwotę – 300 Nkr za nocleg/ osobę (70 Nkr za skorzystanie w ciągu dnia), zostawia się w kopercie w specjalnie na ten cel pozostawionej puszce."
W Holandii (oraz w Japonii i w Norwegii też) działają bezobsługowe budki spożywcze, do których klucze ma ok. 200 zaufanych klientów. "Mogą oni podjechać do punktu o dowolnej porze (np. podczas spaceru lub joggingu), wziąć potrzebne produkty i... wpisać się do specjalnego zeszytu. W budkach nie zostawia się pieniędzy. -To system oparty na zaufaniu. Co kilka tygodni przesyłamy klientom e-mailem z podsumowaniem ich zakupów oraz numerem konta, na które należy dokonać płatności. System sprawdza się." 



Podobnie pięknym wynalazkiem jest niemiecka bezobsługowa kwiaciarnia prosto w polu. Natomiast w Czechach od ponad 10 lat działa bezobsługowy bar leśny, opisany przez Mariusza Szczygła w "Lasce Nebeskiej". Z relacji polskich podróżników wynika, że stał się prawdziwą atrakcją turystyczną i bywa w nim tłoczno...


Czy w Polsce taki bar oparty na zaufaniu miałby szansę przetrwania? Podobnie jak autorka bloga Mały format śmiem wątpić.
Za to w Północnej Dakocie bezobsługowa kawiarnia z systemem PWYW "pay what you want" stała się dochodowym biznesem, bo klienci płacą średnio o 15% więcej, niż wskazywałby na to cennik (gdyby był). Czyli jednak - zaufanie popłaca :-)

System PWYW sprawdza się także podczas zlotów Rainbow Family. Co roku przyjeżdża na nie kilka tysięcy osób. Nie ma kas, nie ma biletów, nie ma straganów. A jednak wszyscy dwa razy dziennie dostają posiłek :-) I tak przez miesiąc. Jest to możliwe tylko dzięki dobrowolnym datkom składanym codziennie do Zaczarowanego Kapelusza :-)

***
Zastanawia mnie, co decyduje o sukcesie i/lub porażce takich miejsc/inicjatyw. Czy to tylko kwestia zaufaniakapitału społecznego, czy po prostu mamy taki klimat, że się nie da? Francis Fukuyama diagnozuje:  - Kraje postkomunistyczne często borykają się obecnie z problemem deficytu wzajemnego zaufania obywateli do siebie oraz deficytem zaufania obywateli do władzy. A tymczasem w swojej książce pt. "Zaufanie. Kapitał społeczny a droga do dobrobytu" wskazuje wyraźnie, że zaufanie w społeczeństwie to najważniejsza cecha kulturowa, która oddziałuje na udane związki ekonomiczne. A tym samym sprzyja bogaceniu się społeczeństw."
No cóż, może musimy jeszcze poczekać?
Ufajmy rozsądnie:





11.05.2015

Meble z palet

Podobnie jak na chwasty, od kilku lat mamy modę na meble z palet. Przeglądając fotki na Pintereście mam czasem wrażenie, że z palet można zrobić wszystko - ogródek, meble wypoczynkowe, szafki, łóżka, stojaki na rowery...
Piękną majową sobotę spędziłam na warsztatach poświęconych robieniu mebli z palet do zaprzyjaźnionego knajpianego ogródka.
Pomysł był taki:


Wyszło tak:



A cały proces pomiędzy był ciekawym miksem układania paletowych puzzli (paleta palecie nierówna jak się okazało), piłowania, szlifowania, malowania, i skręcania. Pierwszy raz w życiu miałam szlifierkę w ręku i nie takie te narzędzia straszne, jak wyglądają. Let's pallets :-)

08.05.2015

Chwasty rządzą

W naszej kooperatywie można było ostatnio kupić czosnek niedźwiedzi i pokrzywę.

 (torby by Magga Studio)

 Kupiłam dwa worki, bo wiadomo, że zielsko zdrowe, ale...
Wyciskarki do soków nie mam, żeby zrobić sok z pokrzywy (btw - sok z pokrzywy można wykorzystać ponoć jako roślinna podpuszczkę do robienia nabiału dla wegan, przynajmniej Wikipedia tak twierdzi powołując się na Łukasza Łuczaja). Nie mam też super blendera, żeby zmiksować smoothie, które byłoby naprawdę gładkie.
Za to od kilku dni dodaje pokrzywę i czosnek do każdego dania obiadowego, czy to będzie duszona czerwona soczewica z cebulą i suszonymi grzybami, czy kalafior, czy pieczone ziemniaki. Trochę ususzyłam, a dzisiaj w planie pokrzywa a la szpinak.
Jakieś inne pomysły, z którymi pokrzywa się nie gryzie?


Poza tym jest moda na mniszek. Można z niego zrobić syrop, miód (moja osobista ciocia Jadzia co roku obdarowuje mnie słoiczkiem), a nawet wino. Z kolei mleczko zawarte w łodygach mleczy/mniszka lekarskiego, może zostac użyte jako kauczuk, czyli np. do produkcji opon, (powstał nawet taki start up). Zadziwiają mnie takie historie, ale kto wie, czy za kilka lat samochody nie będą wyposażone w opony z mniszka :-)



(chwasty na murach miast - Mona Caron)

I z lokalnego podwórka - Dobrzyca (ukradzione z fanpejdża Miastożerców):