21.06.2016

Gry planszowe, towarzyskie, niektóre eko

Trochę czasu minęło, odkąd pisałam o ekologicznych planszówkach - zaliczam do nich głównie te o szeroko pojętej tematyce "eko" (recykling, edukacyjno-przyrodnicze) oraz wszystkie kooperacyjne. W sumie upłynęło już tyle czasu, że bez problemu można w Polsce kupić gry kooperacyjne, dla dzieci i dorosłych. I dobrze.
Poza tym przybyło ładnie wydanych pozycji z zakresu edukacji przyrodniczej. Np. seria przyrodniczego memory "Świat wokół nas":

 memory by polski duet Zagrywki:



lub pięknie wydane i pomysłowe gry i pomoce edukacyjne z Puls-Art:
Drzewa (ach):




Pobieżny przeszper sieci wykazał, że gier planszowych oznaczonych słowem "eko" jest dziś całkiem sporo, ale nie chcę polecać w ciemno, czegoś, co może się okazać zwykłym tłumaczeniem gier angielskich (np. gra "Obieg wody w przyrodzie", bo "Ilości zużywanej wody oznaczone są w anglosaskim systemie zapisu liczb." ) lub planszówką opartą na rzucaniu kostką. A takich wydaje się być najwięcej...

Jeśli ktoś szuka ambitniejszych pozycji, to długą listę gier ekogier (zagranicznych i polskich) znajdzie na stronie projektu Zielone Gry. Projekt już się zakończył, ale baza wiedzy pozostała, więc warto zajrzeć (o tym, jak istotne są gry dla zrównoważonego rozwoju traktuje  publikacja projektowa).
Interesująco zapowiada się gra "Rozegraj miasto" dla (potencjalnych) miejskich aktywistów, którą można pobrać ze strony Urzędu Miasta Warszawy: klik.


Ponadto odkryłam polskiego bloga poświęconego wyłącznie grom kooperacyjnym dla dzieci i młodzieży - bardzo polecam (zwłaszcza to zestawienie). I stąd wiem o kolejnej grze do pobrania na licencji Creative Commons (zastosowanie niekomercyjne) gry kooperacyjnej TRZY.



Do dzisiejszej listy postanowiłam dołożyć do nich kilka darmowych propozycji kompletnie niezwiązanych z eko, ale zawsze można spróbować coś pokombinować :-)
Na pierwszy rzut więc podsyłam link do Dobble - świetna gra na refleks i spostrzegawczość, a ponieważ ktoś sprytny udostępnił algorytm gry (każda karta ma jeden wspólny obrazek ze wszystkimi pozostałymi kartami), więc można to wykorzystać do stworzenia własnej wersji (obrazkowej lub słownej). Tu jest wszystko dobrze opisane. Cieszcie się i radujcie :-)

A teraz coś dla dorosłych - pamiętacie flirt towarzyski? Karty Dżentelmenów to gra imprezowa oparta na zasadzie karty z pytaniami kontra karty z odpowiedziami, ale wszystko ocieka czarnym humorem i tworzy bardziej klimat Monty Pythona niż flirtu. Na stronie gry można ściągnąć okrojoną wersję próbną, a jak się spodoba, to dokupić różne dodatki i grać :-)

Tutaj podobna atrakcja, tylko po angielsku (choć jest również tłumaczenie polskie). Cards Against Humanity - gra towarzyska na licencji Creative Commons. Wydawcy można zasugerować własne pytania i odpowiedzi :-)

Aa, i wciąż posiadam retro grę o nazwie "Wędrówki autostopem" (wersja nowoczesna pewnie by się nazywała "Carpooling" albo "Wędrówki z Blabla car") Gdyby ktoś bardzo chciał, to mogę zeskanować planszę :-) Kostki nie trzeba (wystarczą żetony, np. guziki albo jednogroszówki), instrukcję wyślę mailem: nashle[małpa]gazeta.pl .


A może znacie jakieś inne fajne ekogry dla małych i dużych, o których nie wspomniałam? Polecajcie!

14.06.2016

Badyloterapia

Tydzień temu prowadziłyśmy z Gosią Kulczycką warsztacik zatytułowany Badyloterapia (tzn. bardziej Gosia prowadziła, a ja tylko wspierająco pomagałam, ale za to wymyśliłam nazwę) :-) Rzecz się działa z okazji Nocy Bibliotek.
Ale najpierw zamiast wprowadzenia kilka fotek poglądowo-inspirujących:

(stąd)
kilim z zielska (+ fotoinstruktaż)

tipi z gałązek, patyków i włóczki (stąd)

Jak widać jest wielka moc w badylach, zwłaszcza w połączeniu z kolorowymi nitkami  :-) I wcale nie trzeba umieć tkać.

Na naszych warsztatach powstały m.in. takie dzieła:


Wszyscy uczestnicy wykazali się wyobraźnią i każde badylodzieło było inne i cudowne. WIęc jeśli na spacerze przyuważycie gałązkę o ciekawym kształcie - nie wahajcie się ani chwili :-)

07.06.2016

Allemansrätten, czyli ważne są słowa, których jeszcze nie znamy

Najbardziej ze wszystkich słów nieprzetłumaczalnych lub takich, dla których nie mamy jednego określenia i możemy je wyrazić tylko opisowo, podoba mi się skandynawskie allemansrätten - "(szw. prawo wszystkich ludzi) – niepisane prawo, obowiązujące w Norwegii (norw. Allemannsretten), Szwecji (szw. Allemansrätten) i Finlandii (fiń. Jokamiehenoikeus) mówiące, że każdy człowiek ma prawo do kontaktu z naturą. Wynika ono z przekonania, że człowiek jest integralną częścią przyrody, zaś cywilizacja ma z nią współistnieć, a nie rywalizować."

Po angielsku będzie to "freedom to roam", czyli prawo do korzystania z krajobrazu publicznego - dróg, lasów, jezior, prawo do "spania na dziko", zbierania grzybów, jagód i ziół, czy do włóczenia się po górach. Niby oczywiste, ale w konstytucji tego nie mamy...
A co powiecie na biofilię? Słowo rozpropagowane przez Bjork i jej album pod tym samym tytułem - oznacza miłość do życia biologicznego i wszelkich jego przejawów :-)


Natomiast w języku niemieckim mamy słówko Waldeinsamkeit, czyli uczucie samotności w lesie i połączenia z naturą. 


Z drzewami związane jest też japońskie słowo komorebi, które odnosi się do promieni słońca prześwitujących przez liście. 



 Źródło: www.huffingtonpost.com

Mamy też japońskie shinrin-yoku - chodzenie do lasu dla relaksu, "kąpiel leśna".


I jeszcze kilka słów z japońskiego, który jest po prostu studnią bez dna, jeśli chodzi o słówka nieprzetłumaczalne:
O boro - czyli sztuce cerowania (ale także "zniszczona i nieprzydatna rzecz" lub " podarte i połatane stare ubranie") już kiedyś pisałam
Z tej samej serii jest kintsukuroi - naprawianie złotem:


 Podoba mi się też „ikigai” - w luźnym tłumaczeniu – powód dla którego budzimy się rano: 

Wabi-sabi tez brzmi nieźle :-) Akceptacja niedoskonałości, piękno w tym, co nieperfekcyjne, odnajduję się w tym.




Lubię też geosminę i petrichor, czyli zapach deszczu:

a dla wszystkich kałużystów urocze islandzkie słówko hoppípolla - oznaczające skakanie w kałużach (jest również piosenka Sigur Ros pod tym samym tytułem):


 I już zupełnie na koniec - zagadka :-) Rozpoznajecie to słowo?

Przy okazji jest to dobry przykład, że trzeba miec dystans do informacji znajdowanych w necie ;-) Ale przynajmniej dowiedziałam się, że słowo wagary pochodzi z łaciny (vagari - włóczyć się, wędrować)

***
Gdyby ktoś jeszcze miał ochotę poeksplorować zbiory słów nieprzetłumaczalnych, to polecacam strony:
wordstuck.co.vu  - można dodać swoje propozycje, jest już kilka polskich :-)
uniquelang.peiyinglin.net/01untranslatable
wordables.com
Dictionary of obscure sorrows
mothertonguesblog.com/category/untranslatable-words
matadornetwork.com/life/35-untranslatable-words-describe-nuances-love
culturenlifestyle.com

31.05.2016

8 (a właściwie 7) powodów, dla których warto kupować ekologiczną żywność

Wszyscy eksperci od content marketingu twierdzą, że najlepiej klikają się listy typu 5-10-15 powodów, sposobów, najnajów i w ogóle. No to macie 7 powodów, dla których warto przestawić się na ekojedzenie.

Żywność ekologiczna to nie fanaberia, to konieczność. No chyba, że jesteście zwolennikami teorii, że na coś trzeba w życiu umrzeć i profilaktyka nie ma sensu. Jednak w takim przypadku nawet 100 powodów was nie przekona :-)

I chociaż o szkodliwości pestycydów wiedziałam od dawna (przeczytajcie raport Greenpeace'u Wpływ pestycydów na zdrowie), to w ciągu ostatnich kilku miesięcy dotarło do mnie kilka bardzo niepokojących newsów w temacie ryzyka związanego ze stosowaniem wszelkich chemicznych oprysków na życie i zdrowie zwierząt, ludzi i ekosystemów. Lubicie się podołować? To czytajcie.

1. Historia z sąsiedztwa, czyli jak inspektor rolnictwa stracił zdrowie na polu ziemniaków do frytek McCain.
Zdarzyło się to we Wrocławiu, w 2000 roku, inspektor pozwał koncern do sądu i dopiero po 16 latach wywalczył odszkodowanie. Opowieść jak z ekohorroru i dość ważny argument za tym, żeby jednak kupować ziemniaki ze sprawdzonego źródła.

Aha, rozmawiałam z autorką artykułu  - przyczyną kłopotów był DURSBAN 480 EC, popularny środek owadobójczy, który można wszędzie kupić (więc zapewne też jest powszechnie stosowany).
 
 2. Glifosat - substancja obecna m.in. w popularnym herbicydzie Roundup (by Monsanto) - podejrzany jest o rakotwórczość do tego stopnia, że Roundup został wpisany na listę preparatów zawierających substancje rakotwórcze przez Kalifornijską Agencję Ochrony Środowiska (OEHHA). Nie wpłynęło to jednak na ograniczenie sprzedaży i Roundup nadal pozostaje najczęściej używanym środkiem do usuwania chwastów.



2. Istnieje także związek między chorobą Parkinsona a pestycydami i glifosatem

3.Nawozy zagrażają płodności - do takiego wniosku doszli brytyjscy naukowcy obserwując jagnięta płci żeńskiej, urodzone przez owce, które w czasie ciąży miały kontakt z substancjami zawartymi w osadzie ściekowym. Jagnięta przejawiały niekorzystne zmiany w budowie jajników, przez co produkowały mniej komórek jajowych.
„Ze względu na to, że już niewielkie ilości substancji chemicznych mogą powodować nieprawidłowy rozwój układu rozrodczego u ludzi, istnieje uzasadniona obawa, że konsumpcja mięsa zwierząt wypasanych na takich pastwiskach (nawożonych osadem ściekowym – PAP) może stanowić poważne zagrożenie dla ludzkiej płodności” – przestrzega koordynator badania dr Richard Lea.

4.  Wracając do glifosatu to prawdopodobnie "zaburza przyswajanie tryptofanu w jelitach, tj. aminokwasu odpowiedzialnego za produkcję serotoniny. Natomiast serotonina reguluje poziomu cukru, insuliny i tzw. czynnika IGF-1, który z kolei odpowiada za produkcję nowych neuronów w ciele. Gdy neurony są niszczone z powodu zanieczyszczonego środowiska, stresu lub złej diety, to ów IGF-1 zapewnia nowe neurony. Jeśli jednak nie działa poprawnie, to mamy ryzyko autyzmu, demencji, depresji, kłopotów z pamięcią, otyłości, cukrzycy, nietolerancji glutenu z celiakią włącznie, nowotworów, poronień, bezpłodności, zaburzeń rozwoju kości, Candidy itd.". Więcej: Glifosat kontra zdrowie

Tymczasem przenika nie tylko do gleby i wód podziemnych, ale jest znajdowany w żywności.



5. Np. w jakże - uważanej za zdrową - jaglance

"Na forach rolników znajdziecie porady, że proso jest gotowe do desykacji, gdy połowa ziaren jest dojrzała. Wówczas stosuje się glifosat (3 l/ha + 5 kg/ha siarczanu amonu) i zbiera po ok.2 tygodniach.(...) Takie oto proso mamy na rynku… A w naszym moczu – sporo glifosatów: wykryto je w 70% polskich próbek moczu. Dla porównania w 90% maltańskich, w 17% szwajcarskich, w 10% macedońskich.

WNIOSEK? Kupujcie proso od ZAUFANYCH ROLNIKÓW. Zapłaćcie za nie więcej, zaoszczędzicie na kosztach leczenia – wydatkach swoich i całego społeczeństwa. Aby zakończyć pozytywnie, przeczytajcie o EKOLOGICZNEJ uprawie prosa: ekoarka.com.pl/uprawa/166-uprawa-prosa-w-rolnictwie-ekologicznym"

 6. Glifosat w oleju
Wspomniana powyżej desykacja glifosatem, czyli wysuszanie plonu przed zbiorem, stosowana jest także na rzepaku. Swego czasu próbowałam dowiedzieć się od pani rzecznik prasowej Oleju Kujawskiego, czy prowadzą pod tym kątem badania swoich dostawców rzepaku, ale nie potrafiła/nie chciała udzielić mi odpowiedzi na to pytanie...
Z tego badania wynika, że w prawie wszystkich olejach i tłuszczach znajduje się glifosat, ale w ilościach nieprzekraczających normy określonej w Rozporządzeniu Ministra Zdrowia z dnia 16 maja 2007 r. w sprawie najważniejszych dopuszczalnych poziomów pozostałości pestycydów, które mogą znajdować się w środkach spożywczych lub na ich powierzchni. Czy to mnie uspokaja? Niezbyt. Powyższe przyklady pokazują, że glifosat i pozostałości pestycydów znajdują się prawie wszędzie, w związku z czym trudno obliczyć, jaką faktyczną dawkę przyjmujemy codziennie w spożywanych produktach, ani jak taki "chemiczny koktajl" działa na organizm.

7. Glifosat w piwie

Glifosat jest tak rozprzestrzeniony, że nawet jest w deszczówce. Niedawno znaleziono go także w piwie...
"Wyniki pokazały, że Hasseröder miał najwyższą ilość glifosatu, który według WHO może być rakotwórczy dla człowieka - 29.74 mikrogramów substancji chemicznej na litr piwa. Za nim uplasowały się marki piw, które można kupić
również w Polsce m.in. Jever, Warsteiner, Radeberger, Veltins, Krombacher, Paulaner, Bitburger czy Becks.



Najniższy poziom miał Augustiner Helles - 0,46 mikrogramów pestycydu na litr piwa.
Ale nawet ta ilość jest ponad 4 razy większa niż dopuszczalne normy dla wody, które są ustalona na 0,1 mikrograma na litr wody pitnej - informują niemieckie media."



8. Mało że w piwie, jedzeniu? Glifosat jest także w tamponach i podpaskach...
"24 lutego rozpoczęto usuwanie ze sklepów we Francji i Kanadzie produktów do higieny intymnej firmy Organyc. Wszystko to przez wykrycie szczątkowych ilości substancji rakotwórczej glifosat. Informację opublikował francuski magazyn "60 milionów konsumentów". Podpaski „bio Organyc” dostępne są również w naszym kraju. Reklamowane są jako produkt z tzw. wyższej półki."
I jeszcze jedno źródło


Co więc możesz zrobić?
- unikać produktów z tzw. brudnej 12 (najbardziej zanieczyszczonej pestycydami)


brudna dwunastka, shoppers guide: www.ewg.org/foodnews

- kupować ekożywność lub ze sprawdzonego źródła - biobazary, działeczka, kooperatywa - na pewno coś tam takiego w pobliżu macie

- kupować produkty z tzw. czystej 15 - The Clean Fifteen™- awokado, ananasy, kapusta, mrożony groszek, cebula, szparagi, kiwi, bakłażany, grejfruty i kalafior

- edukować - zarówno rolników, sprzedawców, jak i konsumentów. No i polityków...


- podpisać petycję. "Obecnie trwa ostra debata nt. nieszkodliwość lub wręcz odwrotnie, szkodliwości substancji, której ślady wykryto w owocach i warzywach, w produktach na bazie zbóż, a także w modyfikowanej kukurydzy i soi wykorzystywanym na paszę. W marcu ubiegłego roku Międzynarodowa Agencja Badań Raka (IARC) sklasyfikowała glifosat jako „prawdopodobnie rakotwórczy”. Krótko potem opublikowano dwie inne opinie, całkowicie sprzeczne z opinią IARC: Federalny Instytut Oceny Ryzyka w Niemczech (BfR) ocenił glifosat jako „nierakotwórczy”, a Europejski Urząd bezpieczeństwa Żywności (EFSA) uznał, że jest „mało prawdopodobne, aby dla ludzi stanowił zagrożenie rakotwórcze”. Aby sformułować swoje opinie, obydwie instytucje opierały się na niepublikowanych badaniach fitosanitarnych zleconych przez samych producentów." (źródło)

18-19 maja Komisja Europejska dyskutowała nad odnowieniem zezwolenia na glifosat (jego ważność koczy się 30 czerwca), ale decyzji nie podjęto. Przeciwko glifosatowi są  póki co Francja, Niemcy, Słowacja, Austria, Portugalia i Holandia, pozostałym 19 krajom (w tym Polsce) jest to co najmniej obojętne.
Sprawa jeszcze się rozstrzygnie, ale prawdopodobnie wygra stanowisko korporacji (glifosat zwiększa plony, zapewnia żywność dla świata i ratuje ludzkie życie zmniejszając głód)
Kampania społeczna STOP GLIFOSATOM trwa!

- samemu uprawiać - choćby ziółka na parapecie czy pomidory na balkonie (sorry Kaha, ale wrzucam twoje zdjęcie):

 

28.05.2016

Stare zabawki - cz.V

Zbliża się Dzień Dziecka, a więc czas na okolicznościowy wpis poświęcony starym zabawkom. Co z nimi robić, jak je przerobić? Oto kilka nowych pomysłów wyszperanych w internetach:

1. Sztućce - Barbie. Projekt Catalina Villa z Chile w ramach konkursu REMADE IN CHILE




2. Stojak na biżu - znów nogi Barbie. Ponoć znaleziony na Etsy:


3. Generalnie  nogi inspirują... (instrukcja)


4. Creepy igielniczek (tutorial!)



5. Kolczyki z puzzli (Etsy):


6. Doniczki z gumowych kaczuszek:



7. Rzeźby z zabawek Happy Meal - Dario Tironi Crah Toys


Wcześniejsze posty zabawkowe: 
4
3
2
1

19.05.2016

Człowiek uczy się przez całe życie, czyli warsztatów Moc

Ach, gdybym miała więcej pieniędzy, czasu i była bardziej mobilna... Zaraz bym pojechała na warsztaty łażenia po drzewach, które organizują Wystraszeni :-) Albo zapisała się na Kurs Pedagogiki Dzikiej Przyrody dla nauczycieli (żadna już ze mnie nauczycielka, ale temat mnie interesuje, bo po lesie - jeśli już chodze, to chodzę bezmyślnie). Nęcą mnie także kobiece warsztaty dla Dzikich Bab. Póki co jednak się nie wybieram, bo albo za daleko albo za drogo, ale może wy skorzystacie:

1. Wolna Szkoła Gospodarstwa Wiejskiego w Kosieczynie, u Kury z doktoratem. Dla wszystkich, którzy chcą posmakować życia na wsi, pogrzebać w ziemi, pozbierać zioła, pokosić, popielić itp. Najbliższy zjazd już za tydzień, czyli Boże Ciało i okolice (24-27.05). Można tez wpadać w dni powszednie, ale najpierw napiszcie do Marty: martasitak@gmail.com


2. Kurs wspinaczki dla drzewnej dla początkujących lub zaawansowanych. Z profesjonalistami! Gratuluję pomysłu :-)
3 dni, start 17 czerwca, koszt 600zł. Więcej informacji: mapaho.pl lub wystraszeni.pl


3. Dzikie Baby - organizują cykliczne warsztaty weekendowe, z łażeniem po lesie i spaniem w tipi (ach). Najbliższe startują 17 czerwca. Koszt 210zł. Info: fb


4. Wióry lecą, czyli warsztaty stolarki dla kobiet. Generalnie w stolicy, ale bywają wyjazdowe, a w czasie wakacji wióry lecą na Podlasiu (turnus tygodniowy 1150zł, weekend - 490, pojedynczy dzień 150zł)



5. Dzikie Studia, czyli edukacja leśna na Warmii - ruszyły zapisy na rok 2017-2018.  To nie jest kurs surwiwalowy! Główne zagadnienia:
• Umiejętność życia i przetrwania w dzikiej przyrodzie,
• Rozpoznawanie naturalnych zagrożeń,
• Wiedza o ssakach, sztuka czytania tropów i śladów zwierzęcych,
• Rozpoznawanie i zastosowanie dzikich roślin,
• Podstawy orientacji w terenie,
• Świadomość bogactwa powiazań w przyrodzie,
• Mowa ptaków,
• Trening uważności i zmysłów,
• Prymitywne techniki przetrwania w dzikiej przyrodzie,
• Metodyka Naturmentoring
• Coyote Teaching

6 zjazdów, koszt 1700zł za całość.


A może i w waszych stronach dzieją się równie niesamowite rzeczy? Podzielcie się linkami, nadal szukam inspiracji na wakacje :-)

17.05.2016

Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo


Ta książka to jak filmik z rzeźni dla osób, które jedzą mięso i postanawiają przejść na wegetarianizm. Ja też po przeczytaniu Życia na miarę postanowiłam sobie, że w tym życiu moja noga w sieciówce nie postanie...Nie będzie to znowu jakieś wielkie wyrzeczenie, bo kwestię garderoby od lat załatwiam dzięki cyklicznym wymiankom (następne już w sobotę) i szmateksom (niech żyją dni "wszystko za 4 zł"). Gorzej z bielizną i butami, ale w sumie i dla nich znalazłam już alternatywy w formie sklepów Plan Planeta (skarpetki) i Namaqua (majtki).


Wracając jednak do książki. Po kilku wizytach w Indiach, wiem, że Marek Rabij nie przesadza opisując dramatyczne warunki życia szwaczek w Bangladeszu. Ich życie to w zasadzie piekło, ale lepszego i tak nie znają. Czy konsumencki bojkot może to zmienić? Pewnie tak, ale musiałby być masowy. Chciałabym wierzyć, że dzięki takim książkom, filmom czy kampaniom, rzeczywiście tak się stanie. Bo jeśli my konsumenci nie będziemy wywierać nacisku na korporacje i nadal będziemy wybierać najtańsze szmatki w sieciówkach, to nic się nie zmieni.

Co zatem możesz zrobić?
- zacznij od przeglądu szafy. Czy naprawdę potrzebujesz tych wszystkich ubrań? Nie? To podziel się z innymi (wersja oszczędnicka - sprzedaj na olx lub Wiewiórka) - zorganizuj koleżeński swap, ewentualnie podaruj organizacji charytatywnej. Czy naprawdę potrzebujesz nowych ubrań? Jeśli tak, to sprawdź, czy nie możesz ich zdobyć z drugiej ręki. A może są etyczne alternatywy, na które cię stać? A może spróbuj naprawić lub przerobić ciuchy, zamiast je wyrzucać? Opcje są :-)



- zaangażuj się. Na stronie Clean Clothes Polska znajdziesz aktualne kampanie i petycje do podpisania oraz materiały edukacyjne i raporty dotyczące odpowiedzialnej mody. Nawet jeśli nigdy wcześniej tego nie robiłaś, możesz wejść w dialog z marką i spytać na ich fanpage'u np. gdzie szyją ubrania, z czego szyją i co robią dla środowiska.
- włącz się w ruch Slow Fashion, czyli kupuj mniej, wybieraj dobrze, dbaj o ubrania. Możesz też nauczyć się szyć :-)



14.05.2016

Miejskie Chwastożerstwo

Zrobiłam ja sobie wczoraj wycieczkę do Wrocławia, gdzie oprócz festiwalu poezji, zaczął się właśnie międzynarodowy projekt Eco Expanded City.
Jednym z wydarzeń inaugurujących był warsztat Miejskie chwastożerstwo z Anną Rumińską i Lynn Cazabon.
Anię poznałam kilka lat temu dzięki Ulicy Ekologicznej i miałam przyjemność organizować jej chwastożerczy warsztat w Opolu. Ania jest jedną z tych cudownie hiperaktywnych osób, które animują, uczą(się) i odkrywają niezauważane dotąd aspekty kultury, przestrzeni i w ogóle. To ona jest autorką neologizmu, który wszedł na stale do mojego słownika, czyli wucerolki. Otworzyła mi też oczy na szczegóły architektoniczne związane z obsiadywaniem miasta (czyli cityingiem, cz. 2 i 3,bądź murkingiem):


Od kilku lat natomiast działa jako edukatorka chwastowa (chwaściana?) i slowfoodowa, odkrywając przed uczestnikami warsztatów aspekty kulturowe i kulinarne (czyli kuli-kulturę, kolejny neologizm Ani) związane z dzikimi roślinami jadalnymi lub też inaczej z wolnymi warzywami nieuprawnymi :-) Niniejszym polecam poczytać Chwastożerców.


Współprowadzącą warsztat była również sympatyczna i skromna Lynn Cazabon, która od kilku lat fotografuje chwasty i wielkoformatowo wprowadza je w miejską przestrzeń. Obecnie jej prace można podziwiać we Wrocławiu, m.in. na ul. Szewskiej lub w Hali Targowej (albo w tramwajach).

Uncultivated, Lynn Cazabon

Bardzo podobało mi się miejsce, w którym odbyły się warsztaty, czyli zaciszny ogród na tyłach willo-galerii Wykwit (polecam zejść do podziemi na wystawę Miłosza Flisa pt. "Ciężka praca"!).
Po wstępie teoretycznym, nastąpiła degustacja chwastów z zasłoniętymi oczami. Spróbowaliśmy podagrycznik, bylicę, kurdybanek, czosnaczek, tasznik, jasnotę purpurowa, krwawnik, gwiazdnicę, mniszek, koniczynę, niecierpek pospolity i przytulię czepną. Najbardziej smakował mi czosnaczek i niecierpek. 


Poźniej wspólnie gotowaliśmy. Byłam w grupie podpłomykowej :-) Pozostałe grupy obstawiały zupę, gąszcze (czyli chwastowe przeciery) i sałatkę. Naprawdę żałuję, że skosztowałam wszystkiego w pośpiechu i nie zostałam dłużej, żeby spokojnie nacieszyć się biesiadą, ale musiałam uciekać na autobus. 


(zdjęcia zabrałam z profilu Chwastożercy)

3 godziny na takie warsztaty to zdecydowanie za mało i chętnie wzięłabym udział w powtórce. 
Tymczasem zachęcam do odwiedzin miasta na W, bo cały projekt Eco Expanded City potrwa do końca roku i jeszcze wiele atrakcji przed nami. Wśród nich m.in. instalacja Megafony w Parku Wschodnim, spacery ornitologiczne czy warsztaty rodzinne z Pracownią k.