26.04.2016

Na straży drzew

Byłam wczoraj na seminarium organizowanym prez Fundację Ekorozwoju dotyczącym drzew w mieście.
Fundacja prowadziła monitoring zarządzania drzewami w miastach, zapoznaliśmy się więc z wynikami owego, po czym nastąpiła burzliwa dyskusja dotycząca drzew w Opolu.
 Dowiedziałam się trochę nowych rzeczy, bo jak się okazuje punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a urzędniczy punkt widzenia był dotąd nieznany.
Np. nieświadoma byłam, że brak jest uniwersalnej instytucji, która zajmuje się w mieście drzewami. W Opolu nie ma Zieleni Miejskiej, a byłam przekonana, że jest. A tymczasem zlikwidowali to kilkanaście (a może kilkadziesiąt?) lat temu. Dla zmyłki nazwę Zieleń Miejska przybrała firma świadcząca usługi pogrzebowe, hm...
Co prawda w Opolu powołano Ogrodnika Miejskiego, ale jej rola ogranicza się do dbania o roślinność należącą tylko do miasta/gminy. Istnieje też społeczna  komisja ds. zieleni miejskiej, ale jej głos nie jest decyzyjny, a jedynie doradczy... Takie rozparcelowanie odpowiedzialności i brak przepływu informacji pomiędzy poszczególnymi jednostkami, do kompetencji których należy także dbanie o drzewa (zarząd dróg, wydział komunalny, urząd marszałkowski, cmentarze, tereny należące do spółdzielni lub prywatne),uniemożliwia uzyskanie pełnego obrazu nt. zieleni w mieście. Co za tym idzie przeciętny obywatel praktycznie nie ma możliwości dotarcia do informacji na temat planowanych wycinek i nasadzeń. Bazy danych, nawet jesli są dostępne, to w dość pokrętnym systemie (www.ekoportal.gov.pl) - ciastko z wegańskim kremem dla osoby, która się w tym orientuje i znajdzie konkretną informację... Smutną wiadomością było to, że w Opolu znajduje się już niewiele miejsc należących do miasta, w których można coś nowego posadzić, natomiast drzewka w donicach, owszem :-/


Chciałabym napisać, że spotkanie przebiegało w miłej atmosferze, ale to nie do końca prawda. Emocji było mnóstwo, zarówno po stronie treehuggerów (którym żal drzew skazanych na wycinkę), jak i urzędników, którzy ewidentnie czuli się atakowani, ale też stosowali spychologię (np. kiedy spytałam o usychające drzewa, które nie przyjęły się po nasadzeniach w okolicy domu moich rodziców - usłyszałam, że to teren spółdzielni, nie miasta, więc "nie nasza sprawa").

 (zdjęcie z instalacji Tree Hugger - Warszawa, Zaborowo, Wilkowice 2009)

Wnioski?
- należałoby stworzyć przejrzysty i ogólnodostępny system informacji dot. zieleni w mieście - planowanych wycinek, nasadzeń kompensacyjnych - np. w formie interaktywnych map poszczególnych miast lub województw. Pan Sebastian z Wydziału Ochrony Środowiska twierdzi, że od kilku lat trwają prace nad takim serwisem, ale czy zostanie on uruchomiony jeszcze w tym roku - nie wiadomo.
- potrzebna jest edukacja i uwrażliwienie osób i wydziałów odpowiedzialnych za podejmowanie decyzji środowiskowych na temat znaczenia przyrodniczego i ekonomicznego drzew. Może wtedy będą wydawać decyzje mniej pochopnie...
- edukacja na temat dobrych praktyk
- kształcenie inspektorów drzewnych - okazuje się, że Instytut Drzewa prowadzi takie kursy, na których można się nauczyć oceniać stan drzewa "metodą wizualną z użyciem prostych narzędzi oraz formułować zalecenia w zakresie pielęgnacji i poprawy bezpieczeństwa w otoczeniu drzew, a także nadzorować wynikające z tych zaleceń prace". Chyba warto zainwestować te 2500zł za zdobycie takich kwalifikacji?
- uproszczenie interwencji obywatelskiej - w tej chwili niespecjalnie wiadomo do kogo dzwonić, kiedy pod domem pojawiają się pilarze... Strona Gdzie jest drzewo.pl mapuje tylko Warszawę. Brytyjczycy mają serwis treezilla.org, ale ogólnopolskiej mapy brak.

(kobiety z indyjskiego ruchu Chipko [obejmować] chronią drzewo przed ścięciem)

Tymczasem istnieje już internetowe narzędzie do stworzenia takiej obywatelskiej mapy drzew. Strona nazywa się www.opentreemap.org i umożliwia zmapowanie dowolnego obszaru, gdzie użytkownicy mogą samodzielnie dodawać drzewa i zadawać pytania (lub dzielić się informacjami) na ich temat. Strona działa również jako mobilna aplikacja, niestety jest płatna, no i nie ma polskiej wersji. Ale może jakieś miasto chciałoby zainwestować i pozwolić mieszkańcom włączyć się w proces decydowania o zieleni miejskiej? To nie są aż tak wielkie pieniądze, a ja osobiście chętnie bym skorzystała i innych do korzystania namawiała :-)

Póki co zostaje mi namówić was do lektury prodrzewnych publikacji wydanych przez Drogi dla Natury. A ja zagłębiam się w Poradniku Przyjaciół Drzew, który otrzymałam dziś w wersji papierowej na seminarium. Niestety nie znalazłam w sieci pełnej wersji elektronicznej, jednak dużo artykułów z niej dostępnych jest na stronie aleje.org.pl

20.04.2016

Bookcrossing #2

Czy ktoś jeszcze pamięta o bookcrossingu? Ponoć jutro jest internacjonalne święto krążących książek :-) Piszę ponoć, bo w internetach pojawiają się różne daty - 20.04, 21.04, 12.06, 20.06, 22.06. Chociaż, czy to ważne kiedy?Akcja trwa cały czas :-)
W moim mieście jest kilka bookcrossingowych półek, ale przyznam się, że nigdy z żadnej nie skorzystałam. Może mam pecha, ale na ogólnodostępne regały zazwyczaj trafiają książki "gorszego sortu" albo te, które już czytałam. Mimo to, idea warta rozpowszechniania, a lektury można uwalniać nie tylko z bookcrossingową wklejką. Okazji ku temu jest wiele.

W Bełchatowie niedawno pojawiła się biblioteczka przystankowa w formie miejskich regałów książkowych w kształcie literki B :-)

Natomiast we Wrocławiu (Teatr Muzyczny Capitol) punkt uwalniania książek wygląda tak:

I jeszcze Szczecinek - zdjęcia pochodzą z fp Fundacji Bookcrossing PL:


A wy? Jakie macie doświadczenia z bookcrossingiem?

08.04.2016

Seed matches - zdobyłam, zapaliłam, zasadziłam

Pamiętacie, jak kilka postów wstecz jarałam się gadżetem polskiej produkcji o nazwie Seed Matches? Otóż na fali entuzjazmu napisałam do firmy Wołoszyn, prosząc o przysłanie owych zapałek z nasionkami do testowania. I przysłali :-)
Podekscytowana otworzyłam kopertę, wyjęłam opakowanie zapałek i... zonk. W kartonowej okładce z draską były 4 kartoniki imitujące kształtem zapałki, z nasionkami, owszem, ale bez tej siarczanej główki, która sprawia, że zapałka jest zapałką... Są to z pewnością Seed, ale nie Matches. A przecież obiecałam napisać recenzję...



Napisałam więc do firmy w nadziei na wyjaśnienie sprawy i okazało się, że produkują 2 rodzaje owych zapałek -jedne z główką pełną siarki, drugie - imitujące zapałki tylko. Przez niedopatrzenie wysłali mi te drugie, więc w niedługim czasie otrzymałam ponowną przesyłkę, tym razem z właściwymi zapałkami. Przybyły w dwóch rodzajach sympatycznych etykiet - pakowane po 4 i po 8 sztuk.



Wszystko działa :-) Można odpalić i posiać, zgodnie z nazwą i przeznaczeniem. Co prawda nie wiem, co z tego wyrośnie, ale kilka nasionek już siedzi w ziemi i kiełkuje. Zobaczymy.

Co ja o tym myślę:
Uważam, że jest to świetny gadżet promocyjny , bo nasionka, jakie by nie były, rządzą. Jeśli poszukujecie oryginalnych prezencików dla swoich klientów i gości (lub po prostu lubicie gadżety), to polecam. Tylko jeśli zależy wam, aby spełniały funkcję zapałczaną, to zaznaczcie w zamówieniu, że chodzi wam o ten drugi rodzaj. Zaletą jest to, że można je także obrandować po swojemu lub napisać np. "kocham Kasię" - wtedy otrzymujemy oryginalny gadżet weselny lub walentynkowy :-) Można też umieścić na etykiecie swoje dane teleadresowe, zyskując w ten sposób ekowizytówki (nie wiem, jaki jest koszt, ale piszcie w tej sprawie do firmy Wołoszyn). No, i fajnie, że jest polski producent i nie trzeba ich sprowadzać z drugiego krańca Europy lub świata.

Czy coś bym zmieniła:
Tak, w wypadku tych pierwszych zapałek - bez siarczanej główki - zmieniłabym nazwę, bo obecna po prostu wprowadza w błąd. Akurat żadna polska mi nie przychodzi do głowy, ale gdyby wzorować się na Australii, to mogłyby to być Seedsticks.
No, i dla dociekliwych wprowadziłabym jeszcze informację, jakiego typu nasiona znajdują się w zapałce, bo to jednak istotna informacja, czy siejemy jabłonkę, czy słonecznik, czy stokrotki :-)




Ale to już drobnostki i niezależnie od tego - wiosennie polecam!

04.04.2016

Wieszaki na ulice!

Gorący temat  - wieszaki! W związku z falą protestów w sprawie zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, sejm został zasypany wieszakami. Co z nimi zrobić? Kilka podpowiedzi już się tu pojawiało (klik), ale podsuwam nowe pomysły. Może posłowie i posłanki odkryją w sobie upcyklingową duszę...

Skupmy się na typowych druciakach - symbolu wieszakowych protestów anty-antyaborcyjnych.

 (ściąga od Yumi Sakugawa)

A poza tym...
1. Przeróbka wieszaka na ubrania na wieszak na buty:



2. Domek dla kota


3. Katapulta (instrukcja tu):

4. Wieszak na papier:



5. Kilka hacków surwiwalowych:



6. Rzeźby (choć czy to nie za duże słowo?). Więcej przykładów tu:



7. Skrzydła wróżki (instrukcja):


8. Ścianka działowa (stąd)


9. Uchwyt na gąbkę kuchenną:

10. Stojak na buty:


Można też sobie zrobić miniwieszaczek ze spinacza i przypiąć do klapy niczym opornik przed następną manifestacją...


31.03.2016

Co dobrego #3

Dziś znów przygotowałam post w duchu Polyanny. Niby same złe rzeczy się dzieją (Puszcza!!!), ale jednak kilka dobrych też się znalazło :-)

1. Muzeum (najrzadszych) kolorów w Harvardzie. A raczej pigmentów.
W zbiorach znajduje się np. kolor bandaża nasączonego brązową żywicą, zdjętego z egipskiej mumii. Albo koszenila - czerwony barwnik z rozgniecionych owadów (czerwców), dodawany np. do wina lub czerwonej oranżady. Każdy pigment w muzeum ma swoją historię, posłuchajcie...

Foto: Jenny Stenger, © President and Fellows of Harvard College

2. A jeśli już o muzeach i kolekcjach mowa, to warszawski Uniwersytecki Ogród Botaniczny zdigitalizował i uwolnił kolekcję botanicznych rycin i zdjęć. Projekt nazywa się Floratheca i mam nadzieję, że będzie się rozrastał (póki co kolekcje są dwie:  Flore Tropicale, Fotografie Romana Kobendzy). 4500 ilustracji udostępnionych jest na licencji Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne (CC-BY-NC). Oznacza to, że można je kopiować, dystrybuować, wyświetlać i użytkować, wraz z wszelkimi jego pochodnych tylko w celach niekomercyjnych.


3. Hawaje są pierwszym stanem USA, który w całości zakazał dystrybucji foliowych torebek! Ciekawa jestem, jak to wygląda w praktyce i nie mogę się doczekać aż ten trend dotrze do Polski. Dla przypomnienia - zakazy (bany) sprzedaży i dystrybucji jednorazówek objęły dotychczas pojedyncze miasta na świecie, a teraz w końcu mamy posunięcie na terenie większego obszaru. Oby takich więcej, bo po obejrzeniu dokumentu Śmieci - siódmy kontynent mam pełną świadomość powagi sytuacji i zagrożenia, jakie tworzą śmieci. Niedługo wszyscy będziemy (bo dla niektórych to już teraz codzienność) wdychać plastik, jeść plastik i sikać plastikiem...

Zatem brawo Hawaje i brawo ty - za każdym razem, kiedy odmawiasz przyjęcia jednorazówki i robisz użytek z torby wielorazowej, koszyka, pudełka, śniadaniówki, itp.



4. A poza tym czas się obudzić, bo już jest!


zdjęcie z Podwórka Muminków przy Domu Słów w Lublinie [love]

22.03.2016

Wcinaj rzeżuchę!

Co roku w okolicach świąt, których nie obchodzę, na moim parapecie pojawia się rzeżucha, czyli właściwie pieprzyca siewna. Jadam ją tylko w tym okresie, w sumie nie wiem dlaczego, bo i smaczna, i zdrowa, i szybko rośnie, a domowa uprawa nie wymaga większej filozofii. Ot, wyłożyć talerzyk lub spodeczek ligniną/watą/wacikami, nasypać nasionka, podlewać i po 2-3 dniach już możemy wzbogacać swoją dietę pieprzem biedaków (z ang. poor man's pepper). Zielenina zawiera sporo witaminy C, mega dużo witaminy K, trochę witamin z grupy B, a poza tym żelazo, magnez, mangan i inne cuda wianki (źródło).
Można ją dodawać do sałatek, na kanapki, do zupy (widziałam gdzieś nawet przepis na zupę krem z rzeżuchy), do pesto - idealna na przednówek właśnie, kiedy wciąż brak nowalijek, a skądś te witaminy brać trzeba...

Rzeżuchą można się także pobawić, wysiewając inicjały (a może i całe napisy) lub ozdabiając naczynka zielonymi czuprynkami.

(stąd)


Można podyskutować o emocjach :-)



I wysiać różne kształty (learning4kids.net)


 Można przeprowadzić kilka eksperymentów (np. jak rośnie rzeżucha w pobliżu wi-fi, bez dostępu światła, w ziemi i czy lepiej z nawozem czy bez), sprawdźcie tu:


 Można też zaszaleć...

(flickr.com - Peter)

także w ten sposób...


Przepis na wąsy z rzeżuchy w książce znajdziecie tu :-)

Smacznego!

19.03.2016

Godzina dla Ziemi, godzina dla wilków

W tym roku akcja Godzina dla Ziemi, (co do której mam dość mieszane uczucia) dedykowana jest kwestii wilków. Otóż w wyniku kolejnej "dobrej zmiany" grozi im odstrzał w ramach polowań. Tymczasem (via WWF) "Obecnie Polska jest jednym z niewielu krajów Unii Europejskiej, który możemy nazwać wilczą ostoją. Pojawiają się jednak głosy ludzi, którzy chcą zgodzić się na odstrzał wilków w Polsce. Wilki polują na duże zwierzęta leśne i dokonują ich selekcji. Stają się konkurencją dla niektórych myśliwych, którzy traktują lasy jak hodowlę zwierząt. Las nie potrzebuje tej ingerencji, kiedy mieszkają w nim wilki."  Więc dziś o 20.30 możemy zamanfestować 2w1: zgasić światło dla Ziemi i zawyć dla wilka.


Osobiście nie zrobię ani jednego, ani drugiego, bo jakoś niejasne jest dla mnie przesłanie tej akcji (mowa o "Dołącz do watahy"). Niby można podpisac petycję, sprzeciwiając się planom polowań na wilki. Ale tekstu tej petycji jakoś na stronie nie dostrzegłam. Wygląda to więc bardziej na akcję promocyjną WWFu w celu zgarnięcia ilości fanów do newslettera/potencjalnych darczyńców, niż na rzeczywiste działania na rzecz wilków.

Generalnie nie mam nic przeciwko działaniom marketingowym NGO-sów, ale tutaj mam za mało konkretów, a kolejnego newslettera w skrzynce mailowej nie potrzebuję...

Natomiast co do Godziny dla Ziemi, to chociaż zostala obśmiana jako bezsensowna, to WWF na zarzuty odpowiada tak:
"sama akcja to symboliczne gaszenie światła, zbędnego, w domu, oświetlenia zewnętrznego budynków, po to, żeby przypomnieć - zastanów się nad tym co robisz, żyj ekologicznie, przez cały rok, nie tylko przez godzinę. Nie gasną uliczne światła, nie wyłączamy sieci, nie zachęcamy do wyłączania z prądu pralek i lodówek, nie prosimy nawet o wyłączenie telewizorów czy komputerów. Nie! Gaszenie świata podczas Godziny dla Ziemi jest symboliczne. I nie zwalnia z troski o środowisko, wręcz przeciwnie – akcja WWF ma na celu przypomnienie, że nasze codzienne wybory mają wpływ na stan środowiska naturalnego."

Ale ponieważ to właśnie robię od kilku ładnych lat, więc już nie zamierzam dodatkowo świętować dzisiaj. Poza tym nie przemawia do mnie połączenie tych dwóch tematów - bo w jaki sposób symboliczne wyłączenie światła może realnie pomóc wilkom?



Natomiast osoby rzeczywiście zainteresowane sprawą ostatnich przypadków kłusownictwa wobec wilków, odsyłam na stronę Dzikiego Życia (i do ich newslettera również). Polecam także portal korytarze.pl, gdzie można zobaczyć między innymi taki filmik z monitoringu:



Inne filmiki z życia wilków dostępne są także na kanale Wigierskiego Parku Narodowego.

13.03.2016

Ach, co to był za weekend #7

Chociaż zimny, chociaż deszczowy, ale intensywny :-)

Zaczął się w piątek, kiedy wybrałam się na dokument "Cały ten cukier". Niestety nie było już biletów, ale mam nadzieję, że film jeszcze uda mi się zobaczyć. Z założenia przypomina niezły film "Supersize me" na temat szkodliwości fast foodów. A oto trailer cukru:




W sobotę natomiast poszłyśmy z Natalką na Noc Sów - organizowaną  w ten weekend w całej Polsce. W Opolu, mimo mżawki, na spacer śladem sów przyszło mnóstwo osób.

 

Było interesująco, choć ani puszczyka ani uszatki żyjących na Wyspie Bolko i w Parku Nadodrzańskim nie udało się usłyszeć. Za to dzięki nagranym głosom wabiącym już wiem, jak brzmią (dla ciekawskich głosy sów - tutaj).



Dowiedziałam się także, że sowy mają trzy powieki: jedną do mrugania, jedną do spania, jedną do zachowania czystości oka. Ich oczy są tunelowe, czyli posiadają funkcję zoom, jak lornetka. Dodatkowo na "twarzy" zwanej szlarą, mają pióra czuciowe, które służą jako echolokalizator. Ale i tak najbardziej rozwiniętym zmysłem u sów jest słuch, a ich uszy są asymetryczne. Więcej informacji nie zapamiętałam, ale na tej stronie znaleźć ich można dużo dużo więcej.

Natomiast niedziela stanęła pod znakiem kampanii Jak one to znoszą. Jako Otwarte Klatki zorganizowaliśmy akcję pod opolskim centrum handlowym. Oprócz częstowania kanapkami z pastą bezjajeczną (dzięki Polsoja!), zachęcaliśmy także do obejrzenia filmu z fermy klatkowej w kosmicznych goglach virtual reality, a przede wszystkim do podpisywania deklaracji o niekupowaniu jajek oznaczonych cyfrą 3. Reakcje przechodniów były różne - od gburowatej obojętności do wyrazów pełnego poparcia i sympatii (jedna pani aż mnie wycałowała).



Co do kur niosek - mają naprawdę życie nie do pozazdroszczenia, dlatego jeśli już musicie kupować jajka, to wybierajcie te z numerkami 0,1 i 2, a trójki odpuśćcie sobie dla lepszego samo- i kur -poczucia.


08.03.2016

Czas ekokobiet

W Dniu Kobiet chciałam wam podsunąć kilka artykułów o kobietach, które nie tylko lepiej niż mężczyźni sortują śmieci, ale też robią dla Ziemi wspaniałą robotę.
Pierwszy z nich znajdziecie na stronie Feminoteki: 8 niesamowitych ekolożek, które powinnaś znać.
W zestawieniu tym stanowczo zabrakło Vandany Shiva, która od lat edukuje i walczy o zrównoważone rolnictwo i wolne nasiona. Jestem jej gorącą fanką (obejrzyjcie choć jedno z tych nagrań) :-)




Drugi artykuł opowiada o noblistce Elinor Ostrom, która zajmowała się m.in. ekonomią dobra wspólnego. Może słyszeliście kiedyś o dylemacie więźnia i tragedii wspólnego pastwiska? Co to ma wspólnego z ekologią? Przeczytajcie sami.

Na koniec nieskromnie polecam lekturę mojego cyklu o polskich ekoaktywistkach, publikowanego ongiś na Ulicy Ekologicznej. Poznajcie (jeśli jeszcze nie znacie) Cecylię Malik, Yolę Rybczyński, Alicję Spodenkiewicz, Martę Jermaczek-Sitak, Iwonę Sławek i Annę Makowską. Prawdziwa kobieca energia w najlepszym ekowydaniu :-)
W planie miałam przepytać jeszcze kilka cudownych kobiet, ale jakoś nie wyszło i to wcale nie z braku bohaterek. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wrócę do tego projektu. Wszystkiego najlepszego, dziewczyny, w was cała nadzieja!


 (ilustracja by Inge Look)


04.03.2016

Design dla uchodźców

Dwa tygodnie temu ruszył międzynarodowy konkurs pn. Refugee Challenge.


A więc:
"Do 1 maja można zgłaszać swoje pomysły, które następnie zostaną poddane ocenie. Następnie twórcy będą mieli czas na wprowadzenie ewentualnych poprawek do swoich projektów.
Kolejnym etapem będą nominacje, spośród których jury, 1 lipca br., wyłoni 5 finalistów. Otrzymają oni budżet w wysokości 10 000 euro oraz wsparcie ekspertów podczas tworzenia prototypów swoich pomysłów. W październiku pierwowzory zostaną przedstawione partnerom realizacyjnym. Wyniki konkursu będą ogłoszone w grudniu i zaprezentowane w formie wystawy.
Do konkursu może zgłosić się każdy, niezależnie od wieku czy wykonywanego zawodu. Pomysły mogą być różnorodne, od produktów i przestrzeni, aż po usługi czy technologie. Projekty mogą dotyczyć istniejących rozwiązań lub proponować nowatorskie idee. Ocenie będą poddawane m.in. kreatywność, unikalność, jakość wykonania, związek z tematem konkursu, a także korzyści, jakie wynikną z wprowadzenia projektu w życie.
Patronat medialny konkursu w Polsce objęło F5, a patronat merytoryczny School of Form w Poznaniu."
Więcej informacji o konkursie i zgłoszeniach można znaleźć na stronie http://www.whatdesigncando.com/challenge/

Może i wśród czytelników Ekomanii są wymyślacze takich rzeczy jak:
materace zrobione z kamizelek ratunkowych?


meble z kartonu lub Instant Home (projekt Jerzego Łątki)


płaszczo-śpiwór (choć widziałam już ładniejsze niż ten poniżej)



 rowero-pralki




W ogóle rowero-maszyny są cool. I inne wynalazki wykorzystujące energię kinetyczną też. 
 Inne pomysły - w rodzaju solarnych lampek, przenośnych ładowarek, inkubatora, czy filtrów do wody - opisanych w 6 designs to help refugees live a better life, też są mile widziane. 

Dla ewentualnych uczestników konkursu podpowiadam, że dobrze jest przejrzeć strony dotyczące bushcaftu, survivalu czy preppersów. Bo może nie warto wymyślać prochu od nowa, tylko wystarczy udoskonalić lub przystosować coś, co już wymyślone zostało :-) W każdym razie gdzie jak gdzie, ale u ludzi lasu można znaleźć sporo inspiracji dotyczącej sztuki przetrwania w trudnych warunkach... Taki np. Life Straw, czyli podręczny filtr do wody (swoją drogą można go kupić w Polsce): 
 
 Bardzo jestem ciekawa, jakie pomysły znajdą się w gronie wyróżnionych w tegorocznym konkursie. Za wszystkich uczestników trzymam kciuki!

29.02.2016

Psie kupy po raz ósmy

Nie wierzę - to już ósmy post w historii tego bloga na temat psich kup :-)
Tym razem, zainspirowała mnie książka, o której już wspominałam, pod tytułem - jakżeby inaczej - "Psia kupa".

Po jej przeczytaniu Córka wpadła na genialny pomysł produkowania maskotek-pluszaków w kształcie, no tak, kupy, z których dochód przeznaczany byłby na sprzątanie owych kup w realu :) Kto odważny uszyć taką uroczą kupkę?

Foto pochodzi z bloga Alicya w krainie słów2, gdzie znajdziecie również obszerną recenzję wspomnianej książki.

Poza tym dopiero niedawno odkryłam bloga Psia kupa (niestety już nieaktualizowany), dla tych co z niespodziankami na chodnikach wciąż walczą i walczyć nie przestaną.
Temat bowiem nie umiera. Szczególnie żywy wydaje się być w fejsbukowej grupie Inicjatywna Nieformalna Grupa Jeżycka, gdzie Malina Prześluga z Poznania wymyśliła takie ogłoszenia:

Dla mnie spoko :-)
Inni grupowicze proponują obsypywanie kup brokatem lub wspólne spacery w celu dyscyplinowania niesprzątających po swoich psiakach właścicieli. Takie społeczne patrole w zeszłym roku działały także we Wrocławiu (czy akcja Kupa Wstydu nadal trwa tego nie wiem).

Tymczasem sprzątanie kupy to żaden wstyd, nawet księżniczki to robią i jakoś korona im z głowy nie spada :-)

A gdyby spojrzeć na tę kwestię jako potencjalne źródło dochodu? Bankier podpowiada, jak się do tego zabrać i zarobić :-) Pecunia non olet!


***
Pozostałe odcinki:
raz
dwa
trzy
cztery
pięć
sześć
siedem