28.05.2016

Stare zabawki - cz.V

Zbliża się Dzień Dziecka, a więc czas na okolicznościowy wpis poświęcony starym zabawkom. Co z nimi robić, jak je przerobić? Oto kilka nowych pomysłów wyszperanych w internetach:

1. Sztućce - Barbie. Projekt Catalina Villa z Chile w ramach konkursu REMADE IN CHILE




2. Stojak na biżu - znów nogi Barbie. Ponoć znaleziony na Etsy:


3. Generalnie  nogi inspirują... (instrukcja)


4. Creepy igielniczek (tutorial!)



5. Kolczyki z puzzli (Etsy):


6. Doniczki z gumowych kaczuszek:



7. Rzeźby z zabawek Happy Meal - Dario Tironi Crah Toys


Wcześniejsze posty zabawkowe: 
4
3
2
1

19.05.2016

Człowiek uczy się przez całe życie, czyli warsztatów Moc

Ach, gdybym miała więcej pieniędzy, czasu i była bardziej mobilna... Zaraz bym pojechała na warsztaty łażenia po drzewach, które organizują Wystraszeni :-) Albo zapisała się na Kurs Pedagogiki Dzikiej Przyrody dla nauczycieli (żadna już ze mnie nauczycielka, ale temat mnie interesuje, bo po lesie - jeśli już chodze, to chodzę bezmyślnie). Nęcą mnie także kobiece warsztaty dla Dzikich Bab. Póki co jednak się nie wybieram, bo albo za daleko albo za drogo, ale może wy skorzystacie:

1. Wolna Szkoła Gospodarstwa Wiejskiego w Kosieczynie, u Kury z doktoratem. Dla wszystkich, którzy chcą posmakować życia na wsi, pogrzebać w ziemi, pozbierać zioła, pokosić, popielić itp. Najbliższy zjazd już za tydzień, czyli Boże Ciało i okolice (24-27.05). Można tez wpadać w dni powszednie, ale najpierw napiszcie do Marty: martasitak@gmail.com


2. Kurs wspinaczki dla drzewnej dla początkujących lub zaawansowanych. Z profesjonalistami! Gratuluję pomysłu :-)
3 dni, start 17 czerwca, koszt 600zł. Więcej informacji: mapaho.pl lub wystraszeni.pl


3. Dzikie Baby - organizują cykliczne warsztaty weekendowe, z łażeniem po lesie i spaniem w tipi (ach). Najbliższe startują 17 czerwca. Koszt 210zł. Info: fb


4. Wióry lecą, czyli warsztaty stolarki dla kobiet. Generalnie w stolicy, ale bywają wyjazdowe, a w czasie wakacji wióry lecą na Podlasiu (turnus tygodniowy 1150zł, weekend - 490, pojedynczy dzień 150zł)



5. Dzikie Studia, czyli edukacja leśna na Warmii - ruszyły zapisy na rok 2017-2018.  To nie jest kurs surwiwalowy! Główne zagadnienia:
• Umiejętność życia i przetrwania w dzikiej przyrodzie,
• Rozpoznawanie naturalnych zagrożeń,
• Wiedza o ssakach, sztuka czytania tropów i śladów zwierzęcych,
• Rozpoznawanie i zastosowanie dzikich roślin,
• Podstawy orientacji w terenie,
• Świadomość bogactwa powiazań w przyrodzie,
• Mowa ptaków,
• Trening uważności i zmysłów,
• Prymitywne techniki przetrwania w dzikiej przyrodzie,
• Metodyka Naturmentoring
• Coyote Teaching

6 zjazdów, koszt 1700zł za całość.


A może i w waszych stronach dzieją się równie niesamowite rzeczy? Podzielcie się linkami, nadal szukam inspiracji na wakacje :-)

17.05.2016

Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo


Ta książka to jak filmik z rzeźni dla osób, które jedzą mięso i postanawiają przejść na wegetarianizm. Ja też po przeczytaniu Życia na miarę postanowiłam sobie, że w tym życiu moja noga w sieciówce nie postanie...Nie będzie to znowu jakieś wielkie wyrzeczenie, bo kwestię garderoby od lat załatwiam dzięki cyklicznym wymiankom (następne już w sobotę) i szmateksom (niech żyją dni "wszystko za 4 zł"). Gorzej z bielizną i butami, ale w sumie i dla nich znalazłam już alternatywy w formie sklepów Plan Planeta (skarpetki) i Namaqua (majtki).


Wracając jednak do książki. Po kilku wizytach w Indiach, wiem, że Marek Rabij nie przesadza opisując dramatyczne warunki życia szwaczek w Bangladeszu. Ich życie to w zasadzie piekło, ale lepszego i tak nie znają. Czy konsumencki bojkot może to zmienić? Pewnie tak, ale musiałby być masowy. Chciałabym wierzyć, że dzięki takim książkom, filmom czy kampaniom, rzeczywiście tak się stanie. Bo jeśli my konsumenci nie będziemy wywierać nacisku na korporacje i nadal będziemy wybierać najtańsze szmatki w sieciówkach, to nic się nie zmieni.

Co zatem możesz zrobić?
- zacznij od przeglądu szafy. Czy naprawdę potrzebujesz tych wszystkich ubrań? Nie? To podziel się z innymi (wersja oszczędnicka - sprzedaj na olx lub Wiewiórka) - zorganizuj koleżeński swap, ewentualnie podaruj organizacji charytatywnej. Czy naprawdę potrzebujesz nowych ubrań? Jeśli tak, to sprawdź, czy nie możesz ich zdobyć z drugiej ręki. A może są etyczne alternatywy, na które cię stać? A może spróbuj naprawić lub przerobić ciuchy, zamiast je wyrzucać? Opcje są :-)



- zaangażuj się. Na stronie Clean Clothes Polska znajdziesz aktualne kampanie i petycje do podpisania oraz materiały edukacyjne i raporty dotyczące odpowiedzialnej mody. Nawet jeśli nigdy wcześniej tego nie robiłaś, możesz wejść w dialog z marką i spytać na ich fanpage'u np. gdzie szyją ubrania, z czego szyją i co robią dla środowiska.
- włącz się w ruch Slow Fashion, czyli kupuj mniej, wybieraj dobrze, dbaj o ubrania. Możesz też nauczyć się szyć :-)



14.05.2016

Miejskie Chwastożerstwo

Zrobiłam ja sobie wczoraj wycieczkę do Wrocławia, gdzie oprócz festiwalu poezji, zaczął się właśnie międzynarodowy projekt Eco Expanded City.
Jednym z wydarzeń inaugurujących był warsztat Miejskie chwastożerstwo z Anną Rumińską i Lynn Cazabon.
Anię poznałam kilka lat temu dzięki Ulicy Ekologicznej i miałam przyjemność organizować jej chwastożerczy warsztat w Opolu. Ania jest jedną z tych cudownie hiperaktywnych osób, które animują, uczą(się) i odkrywają niezauważane dotąd aspekty kultury, przestrzeni i w ogóle. To ona jest autorką neologizmu, który wszedł na stale do mojego słownika, czyli wucerolki. Otworzyła mi też oczy na szczegóły architektoniczne związane z obsiadywaniem miasta (czyli cityingiem, cz. 2 i 3,bądź murkingiem):


Od kilku lat natomiast działa jako edukatorka chwastowa (chwaściana?) i slowfoodowa, odkrywając przed uczestnikami warsztatów aspekty kulturowe i kulinarne (czyli kuli-kulturę, kolejny neologizm Ani) związane z dzikimi roślinami jadalnymi lub też inaczej z wolnymi warzywami nieuprawnymi :-) Niniejszym polecam poczytać Chwastożerców.


Współprowadzącą warsztat była również sympatyczna i skromna Lynn Cazabon, która od kilku lat fotografuje chwasty i wielkoformatowo wprowadza je w miejską przestrzeń. Obecnie jej prace można podziwiać we Wrocławiu, m.in. na ul. Szewskiej lub w Hali Targowej (albo w tramwajach).

Uncultivated, Lynn Cazabon

Bardzo podobało mi się miejsce, w którym odbyły się warsztaty, czyli zaciszny ogród na tyłach willo-galerii Wykwit (polecam zejść do podziemi na wystawę Miłosza Flisa pt. "Ciężka praca"!).
Po wstępie teoretycznym, nastąpiła degustacja chwastów z zasłoniętymi oczami. Spróbowaliśmy podagrycznik, bylicę, kurdybanek, czosnaczek, tasznik, jasnotę purpurowa, krwawnik, gwiazdnicę, mniszek, koniczynę, niecierpek pospolity i przytulię czepną. Najbardziej smakował mi czosnaczek i niecierpek. 


Poźniej wspólnie gotowaliśmy. Byłam w grupie podpłomykowej :-) Pozostałe grupy obstawiały zupę, gąszcze (czyli chwastowe przeciery) i sałatkę. Naprawdę żałuję, że skosztowałam wszystkiego w pośpiechu i nie zostałam dłużej, żeby spokojnie nacieszyć się biesiadą, ale musiałam uciekać na autobus. 


(zdjęcia zabrałam z profilu Chwastożercy)

3 godziny na takie warsztaty to zdecydowanie za mało i chętnie wzięłabym udział w powtórce. 
Tymczasem zachęcam do odwiedzin miasta na W, bo cały projekt Eco Expanded City potrwa do końca roku i jeszcze wiele atrakcji przed nami. Wśród nich m.in. instalacja Megafony w Parku Wschodnim, spacery ornitologiczne czy warsztaty rodzinne z Pracownią k.



11.05.2016

Hackując życie, cz.3

Czas na kolejną porcję lifehacków :-)

1. Wypatrzony dziś sposób na nawlekanie sznurka do bluzy czy kurtki. Zazwyczaj stosowałam agrafkę, ale ten ze słomką i zszywaczem też wygląda dobrze: Wypadł ci sznurek z kaptura? Ten trik sprawi, że przewleczesz go w sekundę

2. Wucerolka jako wąska nakładka do odkurzacza:


3. Czyszczenie żaluzji:


4.  Zamrażanie dżinsów (na 24 godziny) zamiast prania. Jeszcze nie próbowałam, ale brzmi nieźle (i jeszcze instrukcja)


 5. Spinacz do zaznaczania końca taśmy klejącej:


6. Oraz spinacz i gumka w roli segregatora:



05.05.2016

Zmień nawyki na wiosnę

Wbrew utartym przekonaniom to nie początek roku najbardziej motywuje mnie do zmian w życiu, ale wiosna. Więcej słońca, dłuższy dzień i od razu chce się żyć :-) W tym roku z pewnym opóźnieniem, ale też poczułam przypływ sił witalnych. Może to za sprawą młodego jarmużu i zielska z kooperatywy, które dodaję do wszystkiego. Taki np. koktajl z bananem, garścią zielonego (jarmuż, pokrzywa czy podagrycznik) oraz łyżką masła orzechowego smakuje naprawdę dużo lepiej niż brzmi :-)
Gorzej idzie ze zmianą starych nawyków, których wolałabym się pozbyć.


Przeczytałam już na ten temat sporo publikacji i nawet jedną książkę, ale co z tego... Nadal nie ćwiczę regularnie jogi, choć mój kręgosłup domaga się tego od dawna. Wciąż chodzę spać dłuugo po północy, a potem dosypiam w dzień albo chodzę jak zombie. Nie udało mi się skończyć żadnego kursu rozpoczętego na Coursera.org, bezproduktywnie marnuję czas w internecie i wszystko co ważne, zostawiam na ostatnią chwilę. Pewnie każdy/a ma podobną listę nawyków, które można by zamienić na lepsze.



Tylko jak się do tego zabrać? Z pomocą może przyjść grywalizacja :-)
Od kilku dni testuję aplikację o nazwie Habitica. Zasadniczo jest to dobre rozwiązanie dla wszystkich, którzy lubią moment odhaczania zrobionego zadania na liście :-) List jest trzy (nawyki, codzienne, "do zrobienia"), a moment odhaczenia skutkuje nie tylko wewnętrznym zadowoleniem, ale i zmianą koloru zadania oraz... (i tu coś dla miłośników gier) dodatkowymi punktami do życia, samopoczucia, czy gadżetami dla naszego avatara. Brzmi prosto, wręcz banalnie? Może i tak, ale naprawdę działa :-)
Na mojej liście codziennych wpisałam zażywanie B12 i picie ziółek (bo zapominam), pisanie bloga (bo prokrastynacja), czy chodzenie spać przed północą. Na liście nawyków mam jogę, sprzątanie i ograniczanie używek :-) Na liście to-do jest w tej chwili najwięcej rzeczy - ogarnięcie prezentu imieninowego dla tatinka, wyrobienie Dziecku paszportu, napisanie kilku artykułów oraz dentysta...

Habitica wydaje się dobrym motywatorem i narzędziem do wyrabiania zdrowych ekonawyków. Można np. zapisać się do różnych grup (bo w grupie raźniej) i/lub podejmować wyzwania (np. pozbywanie się codziennie jednej rzeczy, Zero Waste Week lub The Trash Tracker). Motywacja jest tym większa, że w przypadku, kiedy nie wykonasz planu, to traci cała grupa. Tych wszystkich gildii jeszcze nie ogarnęłam i chwilowo nie są mi potrzebne, ale może w przyszłości się skuszę :-)


Inny sposób na zmianę nawyków to świadomość. Nie bez powodu mówi się przecież np. o świadomej konsumpcji. Uważność jest kluczowa, a wykonywanie rzeczy wykorzystując mindfullness może pomóc w zmianie nawyków. Jak to działa możemy zaobserwować na sprytnym przykładzie KeyMoment:



Przekonało was to? Bo mnie tak. Rzeczywiście taki design wymusza refleksję i pomaga w ćwiczeniu uważności, a co za tym idzie dokonywanie codziennych wyborów. Istnieje jeszcze drugi wariant Momentu Kluczowego - obejrzyjcie na stronie o pięknej nazwie Pleasurable troublemakers.

I jeszcze motywator muzyczny, cytat z klasyka, który niedawno obchodził 35 urodziny (vivat Dezerter!): "zmiany, zmiany, potrzebne są zmiany, bo jeśli nic się nie zmieni, może nadejść dzień rebelii".

03.05.2016

Lalki mocy - Motanki

I znów warsztaty i kolejna zajawka :)
Tydzień temu Gosia Kulczycka pokazała nam, jak się robi Motanki - słowiańskie laleczki o magicznej mocy.
Motanki są niesamowite, a zarazem b. ekologiczne. Wykonuje się je z resztek materiałów, przy czym wskazane sa naturalne - len, bawełna, wełna, bez użycia igły, a jedynie z dobrą intencją/życzeniem do spełnienia.



Zgłębiając temat, wyczytałam, że lalek jest wiele rodzajów i pełnią różne funkcje - Podróżniczki opiekują się kimś w podróży, Ziarnuszki  chronią dom przed złymi duchami,  Karmicielki zapewniają obfitość i bogactwo, Żadanice spełniają życzenia. No, zobaczymy :-)




Więcej informacji na ich temat znajdziecie tu, tu  i tu.

A tak sobie motałyśmy (zdjęcia by Natalka i Gosia):


Dlatego jeśli tęsknicie za odrobiną magii w codziennym życiu lub macie do załatwienia pilną sprawę, którą tylko Żadanica może spełnić - koniecznie zmotajcie sobie lalkę, bo (że zacytuję Agatę Dutkowską) "potrzebujesz lalki mocy. Albo kilku."

***
Najbliższe warsztaty motankowe z Gosią odbędą się 1 czerwca w Feminotece (Warszawa) i 2 czerwca w Gdańsku. Można też skrzyknąć grupę i zaprosić Gosię jako prowadzącą, dogadajcie się mailowo na: phenomeno90[małpa]gmail.com .


26.04.2016

Na straży drzew

Byłam wczoraj na seminarium organizowanym prez Fundację Ekorozwoju dotyczącym drzew w mieście.
Fundacja prowadziła monitoring zarządzania drzewami w miastach, zapoznaliśmy się więc z wynikami owego, po czym nastąpiła burzliwa dyskusja dotycząca drzew w Opolu.
 Dowiedziałam się trochę nowych rzeczy, bo jak się okazuje punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a urzędniczy punkt widzenia był dotąd nieznany.
Np. nieświadoma byłam, że brak jest uniwersalnej instytucji, która zajmuje się w mieście drzewami. W Opolu nie ma Zieleni Miejskiej, a byłam przekonana, że jest. A tymczasem zlikwidowali to kilkanaście (a może kilkadziesiąt?) lat temu. Dla zmyłki nazwę Zieleń Miejska przybrała firma świadcząca usługi pogrzebowe, hm...
Co prawda w Opolu powołano Ogrodnika Miejskiego, ale jej rola ogranicza się do dbania o roślinność należącą tylko do miasta/gminy. Istnieje też społeczna  komisja ds. zieleni miejskiej, ale jej głos nie jest decyzyjny, a jedynie doradczy... Takie rozparcelowanie odpowiedzialności i brak przepływu informacji pomiędzy poszczególnymi jednostkami, do kompetencji których należy także dbanie o drzewa (zarząd dróg, wydział komunalny, urząd marszałkowski, cmentarze, tereny należące do spółdzielni lub prywatne),uniemożliwia uzyskanie pełnego obrazu nt. zieleni w mieście. Co za tym idzie przeciętny obywatel praktycznie nie ma możliwości dotarcia do informacji na temat planowanych wycinek i nasadzeń. Bazy danych, nawet jesli są dostępne, to w dość pokrętnym systemie (www.ekoportal.gov.pl) - ciastko z wegańskim kremem dla osoby, która się w tym orientuje i znajdzie konkretną informację... Smutną wiadomością było to, że w Opolu znajduje się już niewiele miejsc należących do miasta, w których można coś nowego posadzić, natomiast drzewka w donicach, owszem :-/


Chciałabym napisać, że spotkanie przebiegało w miłej atmosferze, ale to nie do końca prawda. Emocji było mnóstwo, zarówno po stronie treehuggerów (którym żal drzew skazanych na wycinkę), jak i urzędników, którzy ewidentnie czuli się atakowani, ale też stosowali spychologię (np. kiedy spytałam o usychające drzewa, które nie przyjęły się po nasadzeniach w okolicy domu moich rodziców - usłyszałam, że to teren spółdzielni, nie miasta, więc "nie nasza sprawa").

 (zdjęcie z instalacji Tree Hugger - Warszawa, Zaborowo, Wilkowice 2009)

Wnioski?
- należałoby stworzyć przejrzysty i ogólnodostępny system informacji dot. zieleni w mieście - planowanych wycinek, nasadzeń kompensacyjnych - np. w formie interaktywnych map poszczególnych miast lub województw. Pan Sebastian z Wydziału Ochrony Środowiska twierdzi, że od kilku lat trwają prace nad takim serwisem, ale czy zostanie on uruchomiony jeszcze w tym roku - nie wiadomo.
- potrzebna jest edukacja i uwrażliwienie osób i wydziałów odpowiedzialnych za podejmowanie decyzji środowiskowych na temat znaczenia przyrodniczego i ekonomicznego drzew. Może wtedy będą wydawać decyzje mniej pochopnie...
- edukacja na temat dobrych praktyk
- kształcenie inspektorów drzewnych - okazuje się, że Instytut Drzewa prowadzi takie kursy, na których można się nauczyć oceniać stan drzewa "metodą wizualną z użyciem prostych narzędzi oraz formułować zalecenia w zakresie pielęgnacji i poprawy bezpieczeństwa w otoczeniu drzew, a także nadzorować wynikające z tych zaleceń prace". Chyba warto zainwestować te 2500zł za zdobycie takich kwalifikacji?
- uproszczenie interwencji obywatelskiej - w tej chwili niespecjalnie wiadomo do kogo dzwonić, kiedy pod domem pojawiają się pilarze... Strona Gdzie jest drzewo.pl mapuje tylko Warszawę. Brytyjczycy mają serwis treezilla.org, ale ogólnopolskiej mapy brak.

(kobiety z indyjskiego ruchu Chipko [obejmować] chronią drzewo przed ścięciem)

Tymczasem istnieje już internetowe narzędzie do stworzenia takiej obywatelskiej mapy drzew. Strona nazywa się www.opentreemap.org i umożliwia zmapowanie dowolnego obszaru, gdzie użytkownicy mogą samodzielnie dodawać drzewa i zadawać pytania (lub dzielić się informacjami) na ich temat. Strona działa również jako mobilna aplikacja, niestety jest płatna, no i nie ma polskiej wersji. Ale może jakieś miasto chciałoby zainwestować i pozwolić mieszkańcom włączyć się w proces decydowania o zieleni miejskiej? To nie są aż tak wielkie pieniądze, a ja osobiście chętnie bym skorzystała i innych do korzystania namawiała :-)

Póki co zostaje mi namówić was do lektury prodrzewnych publikacji wydanych przez Drogi dla Natury. A ja zagłębiam się w Poradniku Przyjaciół Drzew, który otrzymałam dziś w wersji papierowej na seminarium. Niestety nie znalazłam w sieci pełnej wersji elektronicznej, jednak dużo artykułów z niej dostępnych jest na stronie aleje.org.pl

20.04.2016

Bookcrossing #2

Czy ktoś jeszcze pamięta o bookcrossingu? Ponoć jutro jest internacjonalne święto krążących książek :-) Piszę ponoć, bo w internetach pojawiają się różne daty - 20.04, 21.04, 12.06, 20.06, 22.06. Chociaż, czy to ważne kiedy?Akcja trwa cały czas :-)
W moim mieście jest kilka bookcrossingowych półek, ale przyznam się, że nigdy z żadnej nie skorzystałam. Może mam pecha, ale na ogólnodostępne regały zazwyczaj trafiają książki "gorszego sortu" albo te, które już czytałam. Mimo to, idea warta rozpowszechniania, a lektury można uwalniać nie tylko z bookcrossingową wklejką. Okazji ku temu jest wiele.

W Bełchatowie niedawno pojawiła się biblioteczka przystankowa w formie miejskich regałów książkowych w kształcie literki B :-)

Natomiast we Wrocławiu (Teatr Muzyczny Capitol) punkt uwalniania książek wygląda tak:

I jeszcze Szczecinek - zdjęcia pochodzą z fp Fundacji Bookcrossing PL:


A wy? Jakie macie doświadczenia z bookcrossingiem?

08.04.2016

Seed matches - zdobyłam, zapaliłam, zasadziłam

Pamiętacie, jak kilka postów wstecz jarałam się gadżetem polskiej produkcji o nazwie Seed Matches? Otóż na fali entuzjazmu napisałam do firmy Wołoszyn, prosząc o przysłanie owych zapałek z nasionkami do testowania. I przysłali :-)
Podekscytowana otworzyłam kopertę, wyjęłam opakowanie zapałek i... zonk. W kartonowej okładce z draską były 4 kartoniki imitujące kształtem zapałki, z nasionkami, owszem, ale bez tej siarczanej główki, która sprawia, że zapałka jest zapałką... Są to z pewnością Seed, ale nie Matches. A przecież obiecałam napisać recenzję...



Napisałam więc do firmy w nadziei na wyjaśnienie sprawy i okazało się, że produkują 2 rodzaje owych zapałek -jedne z główką pełną siarki, drugie - imitujące zapałki tylko. Przez niedopatrzenie wysłali mi te drugie, więc w niedługim czasie otrzymałam ponowną przesyłkę, tym razem z właściwymi zapałkami. Przybyły w dwóch rodzajach sympatycznych etykiet - pakowane po 4 i po 8 sztuk.



Wszystko działa :-) Można odpalić i posiać, zgodnie z nazwą i przeznaczeniem. Co prawda nie wiem, co z tego wyrośnie, ale kilka nasionek już siedzi w ziemi i kiełkuje. Zobaczymy.

Co ja o tym myślę:
Uważam, że jest to świetny gadżet promocyjny , bo nasionka, jakie by nie były, rządzą. Jeśli poszukujecie oryginalnych prezencików dla swoich klientów i gości (lub po prostu lubicie gadżety), to polecam. Tylko jeśli zależy wam, aby spełniały funkcję zapałczaną, to zaznaczcie w zamówieniu, że chodzi wam o ten drugi rodzaj. Zaletą jest to, że można je także obrandować po swojemu lub napisać np. "kocham Kasię" - wtedy otrzymujemy oryginalny gadżet weselny lub walentynkowy :-) Można też umieścić na etykiecie swoje dane teleadresowe, zyskując w ten sposób ekowizytówki (nie wiem, jaki jest koszt, ale piszcie w tej sprawie do firmy Wołoszyn). No, i fajnie, że jest polski producent i nie trzeba ich sprowadzać z drugiego krańca Europy lub świata.

Czy coś bym zmieniła:
Tak, w wypadku tych pierwszych zapałek - bez siarczanej główki - zmieniłabym nazwę, bo obecna po prostu wprowadza w błąd. Akurat żadna polska mi nie przychodzi do głowy, ale gdyby wzorować się na Australii, to mogłyby to być Seedsticks.
No, i dla dociekliwych wprowadziłabym jeszcze informację, jakiego typu nasiona znajdują się w zapałce, bo to jednak istotna informacja, czy siejemy jabłonkę, czy słonecznik, czy stokrotki :-)




Ale to już drobnostki i niezależnie od tego - wiosennie polecam!

04.04.2016

Wieszaki na ulice!

Gorący temat  - wieszaki! W związku z falą protestów w sprawie zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, sejm został zasypany wieszakami. Co z nimi zrobić? Kilka podpowiedzi już się tu pojawiało (klik), ale podsuwam nowe pomysły. Może posłowie i posłanki odkryją w sobie upcyklingową duszę...

Skupmy się na typowych druciakach - symbolu wieszakowych protestów anty-antyaborcyjnych.

 (ściąga od Yumi Sakugawa)

A poza tym...
1. Przeróbka wieszaka na ubrania na wieszak na buty:



2. Domek dla kota


3. Katapulta (instrukcja tu):

4. Wieszak na papier:



5. Kilka hacków surwiwalowych:



6. Rzeźby (choć czy to nie za duże słowo?). Więcej przykładów tu:



7. Skrzydła wróżki (instrukcja):


8. Ścianka działowa (stąd)


9. Uchwyt na gąbkę kuchenną:

10. Stojak na buty:


Można też sobie zrobić miniwieszaczek ze spinacza i przypiąć do klapy niczym opornik przed następną manifestacją...