I jeszcze kilka wariacji na temat pudełek na CD:
1. z opakowania zbiorczego na CD
2. Foto-ramki (tutorial):
3. Żyrandol
4. Doniczka
Stąd.
3 mar 2012
1 mar 2012
Kamień + papier = Kampier
Bloger to ma klawe życie. Jak nie próbki produktów do testowania z EcoShopu albo fajne książki, to mail z Tajwanu zatytułowany Dear Nashle się zdarzy :-)
A wszystko zaczęło się od tego wpisu. Nie miałam wtedy pojęcia, jak bardzo niezbadane są ścieżki google. Otóż jedna z firm produkujących papier z kamienia, czyli Kampier odnotowała pojawienie się linka zwrotnego na moim blogu i stąd miły mail w skrzynce, który poprawił mi humor. Nie minęło czasu mało wiele, a prawdziwą pocztą dotarły do mnie próbki owego papieru. Wraz z konkubentem rzuciliśmy się z zapałem oglądać, wąchać i dotykać zawartość koperty. W końcu nie co dzień ma się do czynienia z kampierem!
A zatem pierwsze wrażenia:
-wygląda jak papier - ma różne grubości, może być gładki (w wersji torebka na prezenty) i matowy, zadrukowany i czysty
- można po nim pisać i rysować jak po "normalnym" papierze
- w dotyku przyjemnie gładki
- po spaleniu - zostaje biały, kredowy proszek (jak się okazuje wapień)
- po zmoczeniu wodą - faktura staje się szorstka, ale papier nie rozmięka
- przedrzeć go jest trudno, wymaga to siły (idealny na dziecięce książeczki :-) )
Fajny.
Po tych eksperymentach wczytałam się uważnie w treść foldera promocyjnego, ponieważ zaczęło mnie nurtować pytanie, co się dzieje z takim kampierem po użyciu. Rozkłada się? Można go przetworzyć? Jednym słowem do jakiego pojemnika wrzucić zeszyt z kamiennego papieru?
Odpowiedzi jest kilka - otóż kampier rozłoży się sam po roku wystawienia go na pełne słońce (czyli w naszym klimacie pewnie po kilku latach). Można go też spalić - zostanie z niego wapienny proszek. Można go wrzucić do pojemnika na plastik, ponieważ zawiera 20% polietylenu (HDPE), ale jeśli wrzucimy go do pojemnika na papier, to nie zakłóci procesu przetwarzania go na makulaturę.
Te 20% plastiku trochę mnie zaniepokoiło. Dodawany jest on po to, żeby spoić pozostałych 80% węglanu wapnia. Co prawda jest to jeden z bezpieczniejszych dla zdrowia rodzajów plastiku, ale czy rzeczywiście przy spalaniu kampieru nie wydzielają się żadne toksyny? Nie znalazłam na ten temat nigdzie informacji, więc jakby ktoś coś wiedział, to proszę o komentarz.
Niezależnie od tych 20% kampier na wiele zalet - przede wszystkim do jego produkcji niepotrzebne są drzewa. Ani woda. Ani wybielacze - kwasy, chlor, itp. Dzięki temu ilość odpadów i zanieczyszczeń zmniejszona jest do minimum. Wydaje się być także ekologiczną alternatywą dla producentów opakowań, no i wydawców książek - zwłaszcza dla dzieci, bo w tym przypadku wodoodporność (ślinoodporność) i trwałość ma ogromne znaczenie :-) Dodatkowo drukowanie offsetowe na kampierze pozwala ograniczyć zużycie farby drukarskiej do 30%, ponieważ kampier nie wchłania atramentu (wody). A druk jest trwalszy.
Nadal chciałabym poznać cenę tego wynalazku, ale udało mi się tylko uzyskać odpowiedź, że każde zapytanie rozpatrywane jest oddzielnie, a stały cennik jeszcze nie powstał. Zachęcam więc do nękania pytaniami przedstawicieli firmy Kampier w Ostrowie Wielkopolskim ( info[at]kampier.com ), może dzięki temu można go będzie kupić?
Na koniec jednak przyczepię się do jakości tłumaczenia folderu i strony internetowej, takie mam już zboczenie zawodowe. Mimo wszystkich zalet kampieru - błagam - nie "aplikacje", tylko "zastosowania", i nie "dalsze stosowności przetwarzalne", tylko "inne możliwości przetworzenia". Itd. Ale to ja już w tej sprawie maila do Tajwanu napiszę :-)
A wszystko zaczęło się od tego wpisu. Nie miałam wtedy pojęcia, jak bardzo niezbadane są ścieżki google. Otóż jedna z firm produkujących papier z kamienia, czyli Kampier odnotowała pojawienie się linka zwrotnego na moim blogu i stąd miły mail w skrzynce, który poprawił mi humor. Nie minęło czasu mało wiele, a prawdziwą pocztą dotarły do mnie próbki owego papieru. Wraz z konkubentem rzuciliśmy się z zapałem oglądać, wąchać i dotykać zawartość koperty. W końcu nie co dzień ma się do czynienia z kampierem!
A zatem pierwsze wrażenia:
-wygląda jak papier - ma różne grubości, może być gładki (w wersji torebka na prezenty) i matowy, zadrukowany i czysty
- można po nim pisać i rysować jak po "normalnym" papierze
- w dotyku przyjemnie gładki
- po spaleniu - zostaje biały, kredowy proszek (jak się okazuje wapień)
- po zmoczeniu wodą - faktura staje się szorstka, ale papier nie rozmięka
- przedrzeć go jest trudno, wymaga to siły (idealny na dziecięce książeczki :-) )
Fajny.
Po tych eksperymentach wczytałam się uważnie w treść foldera promocyjnego, ponieważ zaczęło mnie nurtować pytanie, co się dzieje z takim kampierem po użyciu. Rozkłada się? Można go przetworzyć? Jednym słowem do jakiego pojemnika wrzucić zeszyt z kamiennego papieru?
Odpowiedzi jest kilka - otóż kampier rozłoży się sam po roku wystawienia go na pełne słońce (czyli w naszym klimacie pewnie po kilku latach). Można go też spalić - zostanie z niego wapienny proszek. Można go wrzucić do pojemnika na plastik, ponieważ zawiera 20% polietylenu (HDPE), ale jeśli wrzucimy go do pojemnika na papier, to nie zakłóci procesu przetwarzania go na makulaturę.
Te 20% plastiku trochę mnie zaniepokoiło. Dodawany jest on po to, żeby spoić pozostałych 80% węglanu wapnia. Co prawda jest to jeden z bezpieczniejszych dla zdrowia rodzajów plastiku, ale czy rzeczywiście przy spalaniu kampieru nie wydzielają się żadne toksyny? Nie znalazłam na ten temat nigdzie informacji, więc jakby ktoś coś wiedział, to proszę o komentarz.
Niezależnie od tych 20% kampier na wiele zalet - przede wszystkim do jego produkcji niepotrzebne są drzewa. Ani woda. Ani wybielacze - kwasy, chlor, itp. Dzięki temu ilość odpadów i zanieczyszczeń zmniejszona jest do minimum. Wydaje się być także ekologiczną alternatywą dla producentów opakowań, no i wydawców książek - zwłaszcza dla dzieci, bo w tym przypadku wodoodporność (ślinoodporność) i trwałość ma ogromne znaczenie :-) Dodatkowo drukowanie offsetowe na kampierze pozwala ograniczyć zużycie farby drukarskiej do 30%, ponieważ kampier nie wchłania atramentu (wody). A druk jest trwalszy.
Nadal chciałabym poznać cenę tego wynalazku, ale udało mi się tylko uzyskać odpowiedź, że każde zapytanie rozpatrywane jest oddzielnie, a stały cennik jeszcze nie powstał. Zachęcam więc do nękania pytaniami przedstawicieli firmy Kampier w Ostrowie Wielkopolskim ( info[at]kampier.com ), może dzięki temu można go będzie kupić?
Na koniec jednak przyczepię się do jakości tłumaczenia folderu i strony internetowej, takie mam już zboczenie zawodowe. Mimo wszystkich zalet kampieru - błagam - nie "aplikacje", tylko "zastosowania", i nie "dalsze stosowności przetwarzalne", tylko "inne możliwości przetworzenia". Itd. Ale to ja już w tej sprawie maila do Tajwanu napiszę :-)
29 lut 2012
Rady na odpady
W ramach leczenia swojego doła i wywołania poczucia, że jednak coś da się zrobić z tym światem, poszłam wczoraj na seminarium Rady na odpady.
Zazwyczaj unikam takich imprez, ponieważ w czasie tradycyjnie nudnej prezentacji w PP wszyscy ukradkiem bawią się telefonami albo obgryzają darmowe długopisy, a jedynym jasnym punktem programu bywa często bezpłatny catering. Jednak nie w tym przypadku :-)
Co prawda bez prezentacji w Power Poincie się nie obeszło, ale jeśli chodzi o poczęstunek, to zamiast typowych ciastek z białej mąki i cukru na talerzykach pojawiły się wyglądające podejrzanie zdrowo witariańskie łakocie :-)
Seminarium organizowała wrocławska Fundacja Ekorozwoju - organizacja z 20-letnim stażem. Bardzo mi się podoba ich różnorodna działalność - od akcji zbierania baterii (a co najważniejsze nawiązania współpracy z firmą, która je przetwarza), przez Akademię 3 R i Brygadę 3R, jarmarki ekologiczne we Wrocławiu i dziesiątki innych programów i projektów do ogólnopolskiej akcji Zamień Odpady Na Kulturalne Wypady (czyli ZONKW). Pewnie już się wam obiło o uszy, więc w bardzo dużym skrócie: chodzi o to, że pewnego pięknego dnia w twoim mieście możesz przynieść śmieci i dostaniesz za nie bilet do kina (albo muzeum, teatru, na basen itp.). I już, wszyscy zadowoleni :-)
To właśnie tej ostatniej akcji poświęcono osobną prezentację i (chyba) z pozytywnym skutkiem. Więc kto wie, może niedługo Opole pojawi się w harmonogramie ZONKW. Zainteresowanie jest ;-)
Po prezentacjach i przerwie na kawę nadszedł czas na moderowaną dyskusję. Dodam, że na sali siedzieli przedstawiciele urzędu miasta (wydział ochrony środowiska), ngo-sów, funduszu ochrony środowiska, inspektoratu środowiskowego i straży miejskiej. Mimo, że zbyt wiele czasu (IMHO) poświęcono nierozwiązywalnej kwestii dystrybucji plakatów informacyjnych do spółdzielni mieszkaniowych (osoby żądne szczegółów zapraszam na maila), to udało się znaleźć rozwiązanie dla innego wyzwania.
Problem jest następujący: mieszkańcy domków jednorodzinnych palą śmieci w piecach i trują. A Straż Miejska pomimo, że ma uprawnienia, nie chce trucicieli łapać. Bo trudno im udowodnić, że dany obywatel rzeczywiście pali w piecu śmieciami. Podczas rozmowy okazało się, istnieją urządzenia, tzw. analizatory, które w kilka sekund potrafią zanalizować próbkę dymu i wykazać, czy znajdują się w nim substancje pochodzące np. z plastiku. Mało tego, że istnieją, to jeszcze jest możliwość sfinansowania takiego analizatora dla Straży Miejskiej z funduszu ochrony środowiska. Wystarczy wniosek złożyć. Ale gdyby na sali nie było strażników miejskich, ani pana z funduszu, to być może nikt by się o tym nie dowiedział. Czyli co - warto rozmawiać? Warto!
I tym optymistycznym akcentem ...
Zazwyczaj unikam takich imprez, ponieważ w czasie tradycyjnie nudnej prezentacji w PP wszyscy ukradkiem bawią się telefonami albo obgryzają darmowe długopisy, a jedynym jasnym punktem programu bywa często bezpłatny catering. Jednak nie w tym przypadku :-)
Co prawda bez prezentacji w Power Poincie się nie obeszło, ale jeśli chodzi o poczęstunek, to zamiast typowych ciastek z białej mąki i cukru na talerzykach pojawiły się wyglądające podejrzanie zdrowo witariańskie łakocie :-)
Seminarium organizowała wrocławska Fundacja Ekorozwoju - organizacja z 20-letnim stażem. Bardzo mi się podoba ich różnorodna działalność - od akcji zbierania baterii (a co najważniejsze nawiązania współpracy z firmą, która je przetwarza), przez Akademię 3 R i Brygadę 3R, jarmarki ekologiczne we Wrocławiu i dziesiątki innych programów i projektów do ogólnopolskiej akcji Zamień Odpady Na Kulturalne Wypady (czyli ZONKW). Pewnie już się wam obiło o uszy, więc w bardzo dużym skrócie: chodzi o to, że pewnego pięknego dnia w twoim mieście możesz przynieść śmieci i dostaniesz za nie bilet do kina (albo muzeum, teatru, na basen itp.). I już, wszyscy zadowoleni :-)
To właśnie tej ostatniej akcji poświęcono osobną prezentację i (chyba) z pozytywnym skutkiem. Więc kto wie, może niedługo Opole pojawi się w harmonogramie ZONKW. Zainteresowanie jest ;-)
Po prezentacjach i przerwie na kawę nadszedł czas na moderowaną dyskusję. Dodam, że na sali siedzieli przedstawiciele urzędu miasta (wydział ochrony środowiska), ngo-sów, funduszu ochrony środowiska, inspektoratu środowiskowego i straży miejskiej. Mimo, że zbyt wiele czasu (IMHO) poświęcono nierozwiązywalnej kwestii dystrybucji plakatów informacyjnych do spółdzielni mieszkaniowych (osoby żądne szczegółów zapraszam na maila), to udało się znaleźć rozwiązanie dla innego wyzwania.
Problem jest następujący: mieszkańcy domków jednorodzinnych palą śmieci w piecach i trują. A Straż Miejska pomimo, że ma uprawnienia, nie chce trucicieli łapać. Bo trudno im udowodnić, że dany obywatel rzeczywiście pali w piecu śmieciami. Podczas rozmowy okazało się, istnieją urządzenia, tzw. analizatory, które w kilka sekund potrafią zanalizować próbkę dymu i wykazać, czy znajdują się w nim substancje pochodzące np. z plastiku. Mało tego, że istnieją, to jeszcze jest możliwość sfinansowania takiego analizatora dla Straży Miejskiej z funduszu ochrony środowiska. Wystarczy wniosek złożyć. Ale gdyby na sali nie było strażników miejskich, ani pana z funduszu, to być może nikt by się o tym nie dowiedział. Czyli co - warto rozmawiać? Warto!
I tym optymistycznym akcentem ...
27 lut 2012
Okno bez widoku na świat
Dzisiaj będzie trochę osobiście, ale w końcu mogę se na swoim blogu pisać, co chcę, to nie jest oferta sprzedaży. Przy poniedziałku mam myśli niewesołe, uprzedzam.
Im dłużej rozkminiam te wszystkie eko-sztuczki, 3R, upcyklingi, OZE i inne działania proekologiczne, tym bardziej ogarnia mnie poczucie niemocy. Takiej totalnej, paraliżującej wręcz.
Bo zdaję sobie sprawę, że dopóki będą istniały hipermarkety to naprawdę nie ma żadnego znaczenia to, że zrobię zakupy w siatce z biobawełny, zamiast w torebce foliowej. Albo, że dopóki producenci będą uwzględniać planowe zużycie produktów (patrz Spisek żarówkowy), to naprawdę wsio ryba, czy kupię LEDy, czy energoooszczędne, czy zwykłe żarówki. I to, że zrobię córce zamek z kartonu dla jej kucyków, też świata nie zmieni, dopóki w Chinach będą istniały fabryki toksycznych plastikowych zabawek.
Co za dół. Jestem w otchłani rozpaczy, jak by powiedziała pewna rudowłosa dziewczyna z Zielonego Wzgórza.
A zatem dzisiejsze pytania bez odpowiedzi to:
Jaką cenę musi osiągnąć litr benzyny, żeby ludzie przesiedli się do autobusów i na rowery?
Czy naprawdę musi dojść do wojny, żebyśmy docenili to, co mamy? Proste nieprzetworzone jedzenie, dostęp do wody, dach nad głową i sąsiadów?
Ile dni/tygodni/miesięcy/lat musielibyśmy żyć bez prądu, żeby stworzyć samowystarczalne lokalne społeczności korzystające z miejscowych zasobów (patrz Zielona piękność)?
Czy trzeba nam groźby atomowej i epidemiologicznej, żeby zawierać pakty o nieagresji?
Ile huraganów, powodzi i trzęsień ziemi trzeba, żeby ludzie zaczęli sobie pomagać i przestali myśleć o zyskach i wzroście PKB? Oraz kiedy przestanie się liczyć gospodarka, a zacznie liczyć przyroda?
Do ilu chorób wściekłych krów musi dojść i ile soli przemysłowej trzeba wsypać do kiełbas, żeby zniknęły rzeźnie?
I czy to w ogóle kogokolwiek obchodzi???
W dupach nam się poprzewracało do tego nadmiaru i dobrobytu. Bez ironii mówię. System jest chory, konsumpcjonizm napędza się już od kołyski, a pitu-pitu i blogowanie o recyklingu nic nie zmieni. Chyba naprawdę katastrofy nam trzeba, skoro postęp technologiczny, dzięki któremu możemy oglądać on line śmierć 2-letniego dziecka w Syrii, nie wystarcza.
No bo jakiego wstrząsu trzeba ludzkości, żeby wrócić do korzeni?
O ile będzie, kuźwa, do czego wracać.
Dla ukojenia roztrzęsionych nerwów hicior z czasów hippisów, idealizm never die, you know what I mean.
I jeszcze raz, a co tam:
26 lut 2012
Chcę mieć pieska!
Już jakiś czas temu wpadły mi w ręce 2 kolorowanki wydane przez znaną organizację prozwierzęcą - Viva! oraz program Uwaga! TVN. Książeczki ucieszą najmłodszych (3-5), zwłaszcza tych, którzy marzą o własnym zwierzątku. Prosta grafika i jasny przekaz pomogą uświadomić dzieciom, że piesek w domu, to nie tylko zabawa, ale też odpowiedzialność i obowiązki (np. sprzątanie po nim na spacerze).
Kolorowankę Chcę mieć pieska można zobaczyć, wydrukować i ściągnąć, tej drugiej, czyli Pieska na spacerze nie namierzyłam w sieci, ale w Vivie! pewnie będą wiedzieli, gdzie jeszcze można kupić (4,5zł) . Może też zorganizują jeszcze lekcje edukacyjne z cyklu "Dialog na cztery łapy" o tym, "jak rozumieć zachowanie zwierząt i jak czuć się w ich towarzystwie bezpiecznie". Nagabywać, bo warto :-)
Kolorowankę Chcę mieć pieska można zobaczyć, wydrukować i ściągnąć, tej drugiej, czyli Pieska na spacerze nie namierzyłam w sieci, ale w Vivie! pewnie będą wiedzieli, gdzie jeszcze można kupić (4,5zł) . Może też zorganizują jeszcze lekcje edukacyjne z cyklu "Dialog na cztery łapy" o tym, "jak rozumieć zachowanie zwierząt i jak czuć się w ich towarzystwie bezpiecznie". Nagabywać, bo warto :-)
25 lut 2012
Patataj, patataj!
Może macie przy sobocie ochotę na małe DIY? Rymuje się z pa-ta-taj :-)
A zatem, zrobić coś czy nie, możliwości są dwie.
1. Albo bierzecie skarpetkę, dwa guziki, trochę wełny i kijek, jak u Lightbluegrey :
2. Albo bierzecie karton, bibułę, mazaka i kijek, aby stworzyć Koniochlipa :-) Ma trochę za duży łeb i za krótki kadłub, czyli kij, ale mamy do niego sentyment...
A zatem, zrobić coś czy nie, możliwości są dwie.
1. Albo bierzecie skarpetkę, dwa guziki, trochę wełny i kijek, jak u Lightbluegrey :
2. Albo bierzecie karton, bibułę, mazaka i kijek, aby stworzyć Koniochlipa :-) Ma trochę za duży łeb i za krótki kadłub, czyli kij, ale mamy do niego sentyment...
24 lut 2012
Zjeść wszystko
Pozostając w temacie jedzenia, przedstawiam kilka jadalnych przedmiotów. Tym razem nie będą to ani szklanki, ani kredki, ani układanka, tylko...
1. Ubrania z owoców, warzyw, grzybów, korzeni. Zaprojektowane przez Yeonju Sung.
Poniżej sukienki z korzeni lotosu i pomidorów
2. A czy ta kreacja z liści kapusty zachęci was do wegetarianizmu?
3. Jak się okazało, spalone tosty też można wykorzystać twórczo. Poniżej praca Adama Sheldona ze 153 tostów:
4. No, dobra, wróćmy do jadalnych naczyń i sztućców. Te zrobione przez Julien Maderou wyglądają mega smacznie. W dodatku zamieściła instrukcję, więc...
5. Albo bardziej swojska zupa w chlebie, mniam.
1. Ubrania z owoców, warzyw, grzybów, korzeni. Zaprojektowane przez Yeonju Sung.
Poniżej sukienki z korzeni lotosu i pomidorów
2. A czy ta kreacja z liści kapusty zachęci was do wegetarianizmu?
3. Jak się okazało, spalone tosty też można wykorzystać twórczo. Poniżej praca Adama Sheldona ze 153 tostów:
4. No, dobra, wróćmy do jadalnych naczyń i sztućców. Te zrobione przez Julien Maderou wyglądają mega smacznie. W dodatku zamieściła instrukcję, więc...
5. Albo bardziej swojska zupa w chlebie, mniam.
23 lut 2012
Ekowarzywa z dostawą do domu
Jak na wegetariankę i ekomamę przystało, zależy mi na tym, żeby jeść ekologiczne warzywa i owoce, najlepiej bezpośrednio z działki... Ale co zrobić po sezonie, kiedy pomidory sprowadzane z Hiszpanii kosztują 9zł/kg, a w dodatku nie mają zupełnie smaku?
Przeprowadziłam mały research i okazało się, że nie jest tak źle z tymi warzywami od ekorolnika.
A zatem kochani:
Warszawiacy - macie vegebox i Organic Basket
Poznaniacy - korzystajcie z Wiem co jem
Katowiczanie, Krakowianie, Tarnowianie i Warszawiacy - dla was działa Od rolnika
Opolanie i wszechpolacy- zamawiajcie w Ekokoszyku (wysyłka kurierem na całą Polskę)
Gliwiczanie i Ślązacy - słyszeliście o wega24 ?
Cały kraj:
Paczka od rolnika
wega24
ecoshop
Ekokoszyk
Osobiście korzystałam z tego ostatniego linka i polecam - ziemniaki, marchewka, buraczki i cebula bez zarzutu.
W poszukiwaniu lokalnych ekowarzyw może też pomóc forum Bio eko jedzonko, no i nieoceniona Lokalna żywność. Jeśli macie swoje warzywne ekowtyczki, to dajcie znać - chętnie poszerzę listę :-)
Ponadto w niektórych miastach ludzie tworzą niewielkie kooperatywy spożywcze, aby robić wspólne zakupy na giełdzie rolniczej, omijając pośredników. Kooperatywy działają w stolicy, Wrocławiu, Gdańsku i Lublinie, ale o tym jeszcze się kiedyś rozpiszę :-)
Przeprowadziłam mały research i okazało się, że nie jest tak źle z tymi warzywami od ekorolnika.
A zatem kochani:
Warszawiacy - macie vegebox i Organic Basket
Poznaniacy - korzystajcie z Wiem co jem
Katowiczanie, Krakowianie, Tarnowianie i Warszawiacy - dla was działa Od rolnika
Opolanie i wszechpolacy- zamawiajcie w Ekokoszyku (wysyłka kurierem na całą Polskę)
Gliwiczanie i Ślązacy - słyszeliście o wega24 ?
Cały kraj:
Paczka od rolnika
wega24
ecoshop
Ekokoszyk
Osobiście korzystałam z tego ostatniego linka i polecam - ziemniaki, marchewka, buraczki i cebula bez zarzutu.
W poszukiwaniu lokalnych ekowarzyw może też pomóc forum Bio eko jedzonko, no i nieoceniona Lokalna żywność. Jeśli macie swoje warzywne ekowtyczki, to dajcie znać - chętnie poszerzę listę :-)
Ponadto w niektórych miastach ludzie tworzą niewielkie kooperatywy spożywcze, aby robić wspólne zakupy na giełdzie rolniczej, omijając pośredników. Kooperatywy działają w stolicy, Wrocławiu, Gdańsku i Lublinie, ale o tym jeszcze się kiedyś rozpiszę :-)
22 lut 2012
Nie chcę pielić z tobą na farmie
Co prawda ten hit raczej nie przebije Ekologicznej Dziewczyny, ale zapewniam was, że wpada w ucho :-) Poza tym squad Fajnie Podświetleni (chyba raczej Fajnie Podświetlone?) porusza ważny temat, czyli świat wirtualny kontra realny.
Posłuchajta sympatycznych dziewcząt:
"Nie chcę pielić z tobą na farmie,
to poletko jest wirtualne.
Patrzeć w ekran jak warzywo,
znacznie fajniej jest na żywo!"
I jeszcze kilka argumentów przeciwko grom typu FarmVille, w które można grać na fejsie.
Chyba nie myślicie, że ktoś je stworzył tylko dla waszej rozrywki? Jak zwykle chodzi o kasę, nawet jeśli grasz za darmo. Gry są elementem marketingu i wg jakiegoś tam raportu w samych Stanach i UK każdego tygodnia w gry społecznościowe gra 120 mln osób. Dodatkowo 1/4 grających kupuje coś w ramach tych produkcji (przedmioty w grze, wirtualną walutę, itd.). I to kupuje za pieniądze prawdziwe...Co ciekawe większość graczy stanowią kobiety 39+. Stąd wynika, że ta choroba może mnie jeszcze dopaść :-/
Pozwolę sobie też zacytować Susan Greenfield (ładne nazwisko), której opinię z kolei przytoczył Bartek Michałowski z Miasta gier:
"Gry video oraz portale społecznościowe mogą doprowadzić do demencji. Rozwój technologii jest jak najbardziej wskazany, pozwala nam wykorzystać naszą wyobraźnię, wpłynąć na kreatywność oraz umilić spędzanie wolnego czasu. Nie należy jednak z tym przesadzać, gdyż bardzo szybko można się uzależnić. Szczególnie narażeni na to są młodzi ludzie. W ciągu jednego roku dzieci spędzają nawet 2000 godzin przed ekranem monitora. To za dużo. Ważne jest, by nasze pociechy wspinały się po drzewach, czuły trawę pod stopami oraz promienie słoneczne na twarzy. Wtedy będziemy mieli pewność, że ich rozwój zmierza w odpowiednim kierunku."
Tia... Wolisz więc zjeść prawdziwe jabłko, czy uprawiać wirtualne? Zdecyduj się i pamiętaj - znacznie fajniej jest na żywo :-)
Posłuchajta sympatycznych dziewcząt:
"Nie chcę pielić z tobą na farmie,
to poletko jest wirtualne.
Patrzeć w ekran jak warzywo,
znacznie fajniej jest na żywo!"
I jeszcze kilka argumentów przeciwko grom typu FarmVille, w które można grać na fejsie.
Chyba nie myślicie, że ktoś je stworzył tylko dla waszej rozrywki? Jak zwykle chodzi o kasę, nawet jeśli grasz za darmo. Gry są elementem marketingu i wg jakiegoś tam raportu w samych Stanach i UK każdego tygodnia w gry społecznościowe gra 120 mln osób. Dodatkowo 1/4 grających kupuje coś w ramach tych produkcji (przedmioty w grze, wirtualną walutę, itd.). I to kupuje za pieniądze prawdziwe...Co ciekawe większość graczy stanowią kobiety 39+. Stąd wynika, że ta choroba może mnie jeszcze dopaść :-/
Pozwolę sobie też zacytować Susan Greenfield (ładne nazwisko), której opinię z kolei przytoczył Bartek Michałowski z Miasta gier:
"Gry video oraz portale społecznościowe mogą doprowadzić do demencji. Rozwój technologii jest jak najbardziej wskazany, pozwala nam wykorzystać naszą wyobraźnię, wpłynąć na kreatywność oraz umilić spędzanie wolnego czasu. Nie należy jednak z tym przesadzać, gdyż bardzo szybko można się uzależnić. Szczególnie narażeni na to są młodzi ludzie. W ciągu jednego roku dzieci spędzają nawet 2000 godzin przed ekranem monitora. To za dużo. Ważne jest, by nasze pociechy wspinały się po drzewach, czuły trawę pod stopami oraz promienie słoneczne na twarzy. Wtedy będziemy mieli pewność, że ich rozwój zmierza w odpowiednim kierunku."
Tia... Wolisz więc zjeść prawdziwe jabłko, czy uprawiać wirtualne? Zdecyduj się i pamiętaj - znacznie fajniej jest na żywo :-)
20 lut 2012
Konkursik? Grancik? Szkolonko?
Ostatnio doszły mnie wieści o kilku ekokonkursach i szkoleniach, więc podaję dalej, może ktoś skorzysta?
1. Gaja Zielona Ziemia - do 29 lutego!
Konkurs skierowany jest do ludzi młodych (no, niestety) 16-24 lata, można startować w kilku kategoriach (fotka, film, plakat, projekty postaci). Na zwycięzców (także wybranych przez internautów) czekają tablety, więc warto spróbować, choć czasu już niewiele.
2. Krótki film o wodzie - nakręć film dla kampanii wodnej PAH - do 6 marca!
Zadanie konkursowe to nakręcenie krótkiego (max 60 sekund) filmu na temat dostępu do wody pitnej lub w kontekście wpływu braku wody na dostęp do żywności. Tegorocznym hasłem Światowego Dnia Wody jest „Woda i bezpieczeństwo żywnościowe”. Film może być kręcony komórką lub kamerą. Filmy laureatów zostaną opublikowane w necie oraz na projekcji podczas obchodów Światowego Dnia Wody.
3. Konkurs na scenariusz gry ekologicznej organizowany przez firmę Remondis-electro - do 15 kwietnia
W konkursie mogą wziąć udział tylko uczniowie szkół ponadgimnazjalnych z całej Polski. Scenariusz gry dotyczyć ma gospodarki odpadami i recyklingu dla dowolnej grupy wiekowej. Autorzy scenariusza mogą wybrać, czy chodzi o grę planszową, komputerową, terenową, karcianą itp. Niestety autorzy konkursu nie podają, jakie będą nagrody, jednak można zadawać pytania - marketing2.elektro@remondis.pl . Powodzenia :-)
Granty na działalność pro-eko dla szkół/przedszkoli/ngo'sów/samorządów itp.
1. Po stronie natury - konkurs grantowy Żywca 2012 - do 15 marca!
Można dostać dofinansowanie na projekt do 10 000zł. Zgłaszajcie się :-)
Szkolenia
1. Szkolenie e-learningowe Fundacji Sendzimira na temat zrównoważonego rozwoju - do 7 marca!
Dla studentów, nauczycieli i ngo-sów zainteresowanych tematem. Szkolenie internetowe jest międzynarodowe, więc będzie po angielsku, ale to chyba no problem. Najlepsi absolwenci szkolenia będą mogli wziąć udział w 3-tygodniowej Akademii letniej Wyzwania Zrównoważonego Rozwoju.
2. Druga (jesienna) edycja Szkoły Trenerów Edukacji Ekologicznej w Łodzi
Nabór odbędzie się jesienią, ale już warto pamiętać o tym bezpłatnym kursie organizowanym przez ODE Źródła i zaglądać czasem na ich stronę, żeby nie przegapić okazji :-)
3. Ogród ostoją zwierząt - program edukacyjny dla szkół podstawowych i gimnazjów
No, może nie do końca to szkolenie, ale szkoły które zgłoszą się do programu otrzymają pakiety startowe, pozwalające na założenie przyszkolnego ogródka kwiatowego i przeprowadzenie zajęć edukacyjnych na temat ogrodów.
1. Gaja Zielona Ziemia - do 29 lutego!
Konkurs skierowany jest do ludzi młodych (no, niestety) 16-24 lata, można startować w kilku kategoriach (fotka, film, plakat, projekty postaci). Na zwycięzców (także wybranych przez internautów) czekają tablety, więc warto spróbować, choć czasu już niewiele.
2. Krótki film o wodzie - nakręć film dla kampanii wodnej PAH - do 6 marca!
Zadanie konkursowe to nakręcenie krótkiego (max 60 sekund) filmu na temat dostępu do wody pitnej lub w kontekście wpływu braku wody na dostęp do żywności. Tegorocznym hasłem Światowego Dnia Wody jest „Woda i bezpieczeństwo żywnościowe”. Film może być kręcony komórką lub kamerą. Filmy laureatów zostaną opublikowane w necie oraz na projekcji podczas obchodów Światowego Dnia Wody.
3. Konkurs na scenariusz gry ekologicznej organizowany przez firmę Remondis-electro - do 15 kwietnia
W konkursie mogą wziąć udział tylko uczniowie szkół ponadgimnazjalnych z całej Polski. Scenariusz gry dotyczyć ma gospodarki odpadami i recyklingu dla dowolnej grupy wiekowej. Autorzy scenariusza mogą wybrać, czy chodzi o grę planszową, komputerową, terenową, karcianą itp. Niestety autorzy konkursu nie podają, jakie będą nagrody, jednak można zadawać pytania - marketing2.elektro@remondis.pl . Powodzenia :-)
Granty na działalność pro-eko dla szkół/przedszkoli/ngo'sów/samorządów itp.
1. Po stronie natury - konkurs grantowy Żywca 2012 - do 15 marca!
Można dostać dofinansowanie na projekt do 10 000zł. Zgłaszajcie się :-)
Szkolenia
1. Szkolenie e-learningowe Fundacji Sendzimira na temat zrównoważonego rozwoju - do 7 marca!
Dla studentów, nauczycieli i ngo-sów zainteresowanych tematem. Szkolenie internetowe jest międzynarodowe, więc będzie po angielsku, ale to chyba no problem. Najlepsi absolwenci szkolenia będą mogli wziąć udział w 3-tygodniowej Akademii letniej Wyzwania Zrównoważonego Rozwoju.
2. Druga (jesienna) edycja Szkoły Trenerów Edukacji Ekologicznej w Łodzi
Nabór odbędzie się jesienią, ale już warto pamiętać o tym bezpłatnym kursie organizowanym przez ODE Źródła i zaglądać czasem na ich stronę, żeby nie przegapić okazji :-)
3. Ogród ostoją zwierząt - program edukacyjny dla szkół podstawowych i gimnazjów
No, może nie do końca to szkolenie, ale szkoły które zgłoszą się do programu otrzymają pakiety startowe, pozwalające na założenie przyszkolnego ogródka kwiatowego i przeprowadzenie zajęć edukacyjnych na temat ogrodów.
19 lut 2012
Help! I need somebody!
Bez dłuższych wstępów, od razu przejdę do rzeczy. Otóż pewna osoba w tzw. Trudnej Sytuacji Życiowej potrzebuje pomocy. Nie chce darowizn, tylko po prostu sprzedać uszyte przez siebie ciuszki i torbę. Ubrania wpisują się w nurt szycia recyklingowego, zresztą sami zobaczcie (opisy autorki):
1. Mini
mini (r.38)
była to zwykła czarna kiecka nieokreślonej/nieciekawej długości
skrócona, ożywiona szkocką falbanką
25,-
2. Kratka
kratka (40-42)
była ohydną spódnicą w rozmiarze 48 i długości niewiadomojakiej
skrócona, zwężona, wyposażona w koronkę
35,-
3. Żakiet
żakiet (40-42)
był podpinką do innego żakietu. zyskał kieszonki, zygzak, poduszki na ramionach (nie lubię poduszek osobiście, ale tu zrobiły robotę)
35,-
4.Pumpy 1
pumpy1 (38)
a takie sobie jakieś zwykłe spodnie to były, spodobał mi się deseń, natomiast nawet doprowadzając się do zagłodzenia, nie wbiłabym się w nie.
skrócone, zmarszczone pod kolankiem, wyposażone w falbankę, ukryte kieszonki na pupie
30,-
5.Pumpy 2
pumpy2(40)
no fajne spodnie były, ale że też nie było szans na naszą wspólną przyszłość, poszły pod nóż.
skrócone, zmarszczone pod kolankiem, ozdobione dyskretnymi lampasami i guziczkami tu i ówdzie. z przodu kieszenie, z tyłu jedna ukryta-chyba na prawym pośladzie.
35,-
6. Pik
pik (40?42?)
nie wiedziałam co z nią zrobić, materiał nie w moim stylu (chyba ortalion), była długa, bezkształtna i w ogóle taka sobie
skrócona, podpikowana do połowy, +zygzaki. z przodu, kieszenie, z boku (bodajże po lewej ) coś dziwnego, co pewnie miało nadawać bojówkowy charakter.
(teraz sama chętnie bym ją przytuliła, ale..rozmiar nie ten
)
35,-
7. Torba pik (dwustronna) - 50zł
A zatem - chętni mogą się zgłaszać bezpośrednio do krawcowej (także z pytaniami o dokładniejsze wymiary i prośbami o więcej zdjęć): ewkamarkocka[małpa]gmail.com .
1. Mini
mini (r.38)
była to zwykła czarna kiecka nieokreślonej/nieciekawej długości
skrócona, ożywiona szkocką falbanką
25,-
2. Kratka
kratka (40-42)
była ohydną spódnicą w rozmiarze 48 i długości niewiadomojakiej
skrócona, zwężona, wyposażona w koronkę
35,-
3. Żakiet
żakiet (40-42)
był podpinką do innego żakietu. zyskał kieszonki, zygzak, poduszki na ramionach (nie lubię poduszek osobiście, ale tu zrobiły robotę)
35,-
4.Pumpy 1
pumpy1 (38)
a takie sobie jakieś zwykłe spodnie to były, spodobał mi się deseń, natomiast nawet doprowadzając się do zagłodzenia, nie wbiłabym się w nie.
skrócone, zmarszczone pod kolankiem, wyposażone w falbankę, ukryte kieszonki na pupie
30,-
5.Pumpy 2
pumpy2(40)
no fajne spodnie były, ale że też nie było szans na naszą wspólną przyszłość, poszły pod nóż.
skrócone, zmarszczone pod kolankiem, ozdobione dyskretnymi lampasami i guziczkami tu i ówdzie. z przodu kieszenie, z tyłu jedna ukryta-chyba na prawym pośladzie.
35,-
6. Pik
pik (40?42?)
nie wiedziałam co z nią zrobić, materiał nie w moim stylu (chyba ortalion), była długa, bezkształtna i w ogóle taka sobie
skrócona, podpikowana do połowy, +zygzaki. z przodu, kieszenie, z boku (bodajże po lewej ) coś dziwnego, co pewnie miało nadawać bojówkowy charakter.
(teraz sama chętnie bym ją przytuliła, ale..rozmiar nie ten
35,-
7. Torba pik (dwustronna) - 50zł
A zatem - chętni mogą się zgłaszać bezpośrednio do krawcowej (także z pytaniami o dokładniejsze wymiary i prośbami o więcej zdjęć): ewkamarkocka[małpa]gmail.com .
14 lut 2012
Playing for Change
Pewnie znacie Playing for Change, bo projekt to nienowy. Co jakiś czas puszczam sobie jako zastrzyk Dobrej Energii.
Muzycy z Playing for Change od 2004 roku nagrali 57 piosenek. A wszystko zaczęło się od Marka Johnsona i Enzo Buono - duetu, który podróżując po świecie nagrywał lokalnych muzyków śpiewających jedną piosenkę (np. Don't Worry), a potem zmiksował to do kupy. Efekt genialny, można się zakochać:
Dzisiaj Playing for Change to także fundacja, multi-kulti zespół muzyczny, który wydaje płyty, koncertuje i zmienia świat.
Muzycy z Playing for Change od 2004 roku nagrali 57 piosenek. A wszystko zaczęło się od Marka Johnsona i Enzo Buono - duetu, który podróżując po świecie nagrywał lokalnych muzyków śpiewających jedną piosenkę (np. Don't Worry), a potem zmiksował to do kupy. Efekt genialny, można się zakochać:
Dzisiaj Playing for Change to także fundacja, multi-kulti zespół muzyczny, który wydaje płyty, koncertuje i zmienia świat.
Etykiety:
akcja,
idea,
muzyka,
stowarzyszenia
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























