25 kwi 2017

Jak ocalić świat, grając w gry

Jane McGonigal twierdzi, że to możliwe, posłuchajcie:



Mnie prawie przekonała :-) Nie jestem jednak typem gracza, więc nie sprawdzę tej teorii na własnej skórze. Ale podoba mi się myśl, że da się rozwiązać problemy współczesnego świata dzięki skillsom rozwiniętym podczas licznych rozgrywek. I że zmieniając nasze podejście do codziennych problemów/traktując je jako kolejne wyzwania i stopnie do wyższego poziomu, zyskamy zarówno większy dystans i jak skuteczność naszych działań.
"- Kiedy gramy, nasz mózg traktuje przeszkody jako wyzwania, dzięki którym możemy się uczyć i doskonalić swoje umiejętności. Pobudza nas też do szukania kreatywnych rozwiązań, przezwyciężenia trudności rozmaitymi sposobami i poprawiania swoich osiągnięć. W codziennym życiu często widzimy zamiast wyzwania zagrożenie, boimy się, że nie damy rady sprostać zadaniu, wyobrażamy sobie, co może pójść źle i nie jesteśmy w stanie dostrzec potencjalnych korzyści. Jednym słowem, zjada nas stres. Metoda SuperBetter polega na tym, by nauczyć się wykorzystywać naturalną zdolność naszego mózgu do łagodzenia tego stresu. Chodzi o to, by stając w obliczu wyzwania w realnym świecie, uruchomić w sobie sposób myślenia i działania, który nasz mózg aktywuje, kiedy gramy w rozmaite gry, przeważnie tylko dla rozrywki." - fragment wywiadu z Jane opublikowanego w Gazecie.



Gry w realny sposób mogą pomóc także osobom dotkniętym depresją, stresem, szokiem czy borykającymi sie z problemami neurologicznymi. 10-minutowa gra w Tetris pomaga pozbyć się traumy powypadkowej - mam nadzieję, że ta wiadomość nigdy mi się naprawdę nie przyda, ale nigdy nic nie wiadomo... ("Psychologowie poznawczy dowiedli, że traumatyczne wspomnienia kształtują się do sześciu godzin po wydarzeniu, zaczęto więc zastanawiać się, czy można zrobić coś, by umysł nie zawiesił się na obrazach, do których potem będzie wracać, powodując wspomniane dolegliwości. Okazało się, że taką szczepionką poznawczą jest np. Tetris lub inna gra operująca łatwo rozpoznawalnym i natrętnym obrazem.
Jeśli osoba, która doświadczyła lub była świadkiem traumatycznego zdarzenia, w ciągu 24 godzin po traumie pogra choćby przez 10 minut w Tetrisa, to o połowę spadnie ryzyko, że będą ją prześladować wizualne reminiscencje traumy. Tetris jest tak angażujący wizualnie, że mózg wypiera inne obrazy, skupiając się na wzrokowym przetwarzaniu obrazu gry. Efektywność tej metody została potwierdzona badaniami laboratoryjnymi - m.in. powtórzone badanie z 2009 i 2010 roku w Oksfordzie.")



Jane na bazie swoich doświadczeń (kilkumiesięczna depresja spowodowana wstrząsem mózgu) stworzyła aplikację/grę SuperBetter - być może jest to coś podobnego do Habitica - nie wiem. Ja używam tej drugiej (to już rok? szok) i naprawdę chętniej łykam B12, kiedy mogę sobie za to przyznać punkt :-) Kiedy akurat mam przerwę w korzystaniu z aplikacji, to jakoś łatwiej zapominam o takich codziennych pierdołach jak suplementacja czy podlewanie kwiatków...więc polecam. A jeśli ktoś z was przetestuje SuperBetter - dajcie znać, czy się sprawdza :-)


23 kwi 2017

Film na niedzielę - Królestwo

Były filmy na grypę, jest film na niedzielę. Właśnie wróciłam z bezpłatnego seansu filmu "Królestwo" w ramach akcji "Odpowiedzialni za ziemię". Jeśli szukacie pomysłu na familijne spędzenie czasu albo po prostu dobrego  filmu przyrodniczego - voila.

"Królestwo zamyka słynny dokumentalno-przyrodniczy cykl Mikrokosmos (1996), Makrokosmos (2001) i Oceany (2009). Tym razem twórcy skoncentrowali się na zwierzętach lądowych, zabierając widza w cudowną podróż przez tysiące lat, aby oczami zwierząt na nowo odkryć dobrze nam znane europejskie terytoria i opowiedzieć historię natury, naszego kontynentu i człowieka od epoki lodowcowej do czasów współczesnych." Wiele z tych ujęć nakręcono w Puszczy Białowieskiej. Zdaje się, że Francuzi mają dar do przyrodniczo-edukacyjnych dokumentów, bo przecież Był sobie las, to także produkcja francuska.




Film jest dostępny w internetach, ale warto obejrzeć na dużym ekranie, tak tylko mówię :-)

18 kwi 2017

Dzień ZIemi na krakOFFskiej

Za 4 dni kolejny Dzień Ziemi :-) Prognoza pogody taka sobie (łagodnie mówiąc), więc raczej nici z wygrzewania się na słońcu, ale atrakcji i tak zaplanowaliśmy sporo. Zapraszam do Opola na krakOFFską 36.


W programie tradycyjne wymianki/freeshop, a poza tym warsztaty z robienia doniczek i akcja "Schronisko dla roślin".
Doniczki planujemy m.in takie (z butelek PET):

Instrukcja tu:


A relacja wkrótce :-)


14 kwi 2017

Drugie życie T-shirtów

Coś tu już kiedyś o przerabianiu T-shirtów wrzucałam, ale wracam do tematu, bo tydzień temu mieliśmy kolejne warsztaty z cyklu "Drugie życie rzeczy".

Z T-shirtów można przede wszystkim zrobić sznurek/włóczkę [googlować: T-yarn], który używamy do innych projektów - szydełko, makrama, tkanie - możliwości jest wiele i efekty końcowe różne :-)


Na warsztatach robiliśmy z takich sznurków makramowe otulacze na słoiki (lub doniczki), a z samych T-shirtów powstały torby na zakupy.



Tutoriali jest pełno w internetach, ale wrzucam tu ten, który wypróbowałam na warsztatach:

I jeden pomysł, którego nie wypróbowałam z powodu braku kotów i odpowiednio dużego T-shirta :-)


Zaletą tych projektów jest to, że nie trzeba umieć szyć i nawet dziecko podoła :-)

Foteczki - jak zwykle - Natalka.

***
Inne posty o koszulkach: 
1
2
3

4 kwi 2017

Mikrowyprawy #1 (albo Ach. co to był za weekend #8)

Termin mikrowyprawy wprowadził do polszczyzny  Łukasz Długowski ze swoją książką "Mikrowyprawy w wielkim mieście".


Inspirował się określeniem microadventure ukutym przez Alastair Humphreys'a.

Mikrowyprawy to krótkie wypady, które pozwalają nam poczuć ducha przygody, wolności i niezwykłości, który zazwyczaj towarzyszy "prawdziwym" podróżnikom.
Mi bardziej pasuje termin wagary, a z kolei Czesi znają mikrowyprawy pod swojskim pojęciem "wycieczka/výlet". Śmiem zaryzykować stwierdzenie, że Czesi są mistrzami wycieczek i ta tradycja - jednodniowych lub dłuższych wypadów w najbliższe okolice, żeby odkryć nieznane sobie jeszcze jeziorko, wejść na jakąś górkę, rozpalić ognisko, no i wypić piwo - jest u nich dobrze ugruntowana.

 (fotka archiwalna z czeskiej Szumawy, gdzie swego czasu przeżywaliśmy microadventure with magic mushrooms)

Wg Alistair Humphreys'a mikrowyprawą może być na przykład przejażdżka nieznanym autobusem na pętlę końcową :-) Albo spanie pod gwiazdami. Alba jazda stopem.
Łukasz Długowski proponuje spływ rzeczki dziecięcym pontonem, pobujanie się w hamaku nad Wisłą, czy choćby pójście do pracy inną drogą niż zawsze.
Ja z kolei polecam spacer roślinny, który może być wspaniałą mikroprzygodą, jak okazało się w zaprzeszły weekend (pierwszy prawdziwie wiosenny). Spacer organizowała Ola i Arek i dzięki im za to, bo bushcraft, survival i poszukiwanie roślin nie są im obce :-)
Elementy mikroprzygody (czas trwania ok. 5 godzin):
- przejażdżka autobusem na pętlę Turawa Park
- przejście za obwodnicę z grupką częściowo nieznajomych ludzi
- zbieranie ziół na łące i w lesie (czy wiecie, że listki dziurawca mają taki mikroskopijne dziurki, które widać tylko pod słońce?)
- biwak, czyli ognisko (rozpalane krzesiwem), herbata z fermentowanych i świeżych liści poziomek, kawa żołędziowa, podpłomyki z mąki żołędziowej i pszennej, sałatka z czosnaczka, szczawiu, przytulii, krwawnika, pokrzywy i kilku innych ziółek.
- powrót również autobusem
- koszt mikrowyprawy - 5,20zł (2x bilet MZK)+ zrzutka "co łaska" dla prowadzących


Zdjęcia: najlepsza Natalka


To się nazywa szczęście w pobliżu miasta. Zdecydowanie do powtórki.


23 mar 2017

Póki rzeki nie zginęły (Dzień Wody 2017)

W Polsce rzeki i woda traktowane są po macoszemu, a tymczasem w Nowej Zelandii rzeka Whanganui dostała prawa istoty ludzkiej, ponieważ plemię Maori traktuje ją jak swojego przodka.
To chyba pierwsza rzeka na świecie, której przyznano takie prawa, ale za przykładem Nowej Zelandii poszły zaraz Indie, które przyznały prawa istoty ludzkiej swoim świętym rzekom - Gangesowi i Jamunie. Obie zresztą tego naprawdę potrzebują, ze względu na ogromne zanieczyszczenie i brak jakichkolwiek regulacji w zakresie ochrony środowiska w Indiach. Ponieważ sprawa jest świeża, to nie wiadomo jak będzie wyglądało wykonanie tego prawa w praktyce, ale mogłabym te dwie wiadomości czytać bez końca, są promykiem nadziei, że można wyjść poza antropocentryzm.



Życzę Odrze i Wiśle, Warcie, Bugowi i wszystkim rzekom świata, żeby szanowano ich bieg i nie regulowano w imię ekonomii i Świętej Przepustowości, tylko traktowano jak żywe istoty.
I oczywiście myślami jestem z protestującymi w Standing Rock.

Czas przytoczyć pieśń, która nieodparcie kojarzy mi się ze spotkaniami Rainbow Family. "The River Is Flowing"  - napisana w 1970 przez Sun Bear, członka ludu Chippewa.



***
Inne posty o wodzie:
Ekomarzanna, woda, wiosna
Po prostu woda
Nie lej wody
Wody!
Woda z mózgu
Oszczędzanie wody

21 mar 2017

Matki Polki na wyrębie, czyli witaj polska wiosno

Nawet nie chcę liczyć, który to już post na tym blogu, w którym ubolewam nad  Lex Szyszko. Wycinka drzew trwa w najgorsze. Nie ma dnia, żebym nie słyszała/czytała/widziała informacji z najnowszych wycinek w kraju.
Równolegle trwa też akcja Matki Polki na wyrębie zainicjowana przez Cecylię Malik jako performans matek karmiących swoje dzieci na ściętych pniach.




Protestowały już w Krakowie, Białymstoku, Katowicach, dzisiaj w Warszawie. 
Każdy może dołączyć, nie trzeba mieć dziecka :-)



Można też (a nawet trzeba) podpisać petycję Uratujcie drzewa: www.uratujciedrzewa.pl
Chciałabym wierzyć, że to pomoże...

***
Jest w tym jakiś ponury symbol, że człowiek rozumny
właśnie z drewna, a nie z plastiku, produkuje trumny...

Dezerter oczywiście 

19 mar 2017

Domki dla owadów

Oj dzieje się, dzieje.
O pszczołach i domkach dla zapylaczy już kiedyś pisałam, ale co innego pisać, co innego robić :-)
W ramach projektu Drugie życie rzeczy, który od miesiąca nadaje sens moim weekendom, odbyły się kolejne warsztaty DIY,. Tym razem z dużym udziałem dzieci, które z zapałem robiły domki dla owadów.
Powstały cudeńka:

Więcej fotek od Natalii na fp fundacji krakOFFska36.

Wracając do domków - warto zapoznać się wcześniej z wywiadem na stronie fundacji Bios Amigos: Hotele dla owadów - dobra praktyka czy bezmyślna moda. Bo nawet tak szlachetna rzecz jak domek dla owadów może okazać się kompletnie niepotrzebny, a nawet szkodliwy.
Ważna jest lokalizacja, czyli takie umieszczenie domku, żeby owady miały blisko do pokarmu (na łące, w parku, w ogródku - ok) i w miejscu nasłonecznionym (w kierunku południowym lub południowo-wschodnim) i zadaszonym. Niestety nawet poprawnie zlokalizowany domek ma niewielką szansę zostać rzeczywistym owadzim schronieniem. Szacuje się, że zaledwie kilka procent hoteli zostaje zamieszkanych przez zapylaczy.
Ale ponieważ pełnią rolę edukacyjną, więc mimo wszystko - warto.


5 mar 2017

Lampy z butelek

Tak jak wspominałam ostatnio, wczoraj na warsztatach "Drugie życie rzeczy" robiliśmy lampy z butelek. Tzn. tym razem sobie odpuściłam robienie czegokolwiek, bo dźwięk przecinanego szkła jest dla mnie barierą nie do pokonania. Ale obserwowałam wszystko, co się działo i mogę wam streścić :-)

  • Najpierw gromadzimy odpowiednią ilość butelek, powiedzmy po winie (niektórzy na tym etapie kończą projekt), ponieważ szkło lubi pękać podczas przecinania, więc lepiej miec kilka w zapasie. 
  • Usuwamy etykiety (namaczanie konieczne), suszymy. 
  • Przystępujemy do nacinania - nożykiem do szkła, po równej linii, podczas tej akcji należy butelkę unieruchomić. Na warsztatach do tego celu używaliśmy specjalnej maszynki DIY by Radek. 
  • Potem - naciętą linię należy dwa razy okręcić bawełnianą nitką zanurzoną wcześniej w acetonie (lub zmywaczu do paznokci). 
  • Przechodzimy nad kubeł z zimną wodą i trzymając butelkę za szyjkę poziomo, podpalamy sznurek - staramy się to zrobić równomiernie z każdej strony, żeby płonął w tym samym czasie na całym obwodzie. Kręcimy butelką nad wiadrem, aż usłyszymy charakterystyczny dźwięk :-) wtedy zanurzamy butelkę w wodzie, dolna część odpada, oglądamy, czy jest równo. 
Zarówno na tym etapie, jak i na wcześniejszym (nacinanie) może się zdarzyć, że butelka pęknie...

  • Jeśli operacja się udała, zakładamy rękawice ochronne i bierzemy papier ścierny (na początek grubszy, potem drobnoziarnisty) i szlifujemy brzegi butelki w miejscu przecięcia. Kiedy już nam nie grozi skaleczenie, bierzemy oprawę/gniazdo lampy i mocujemy w butelce, można przy pomocy sznurka. Wkręcamy żarówkę i voila - lampa gotowa :-)
efekt końcowy by Gabrysia

fotki: Ewelina Szmyd


A Bubowy mąż to jeszcze inne lampy z butelek robi - stojące! Do obejrzenia tu: bajdocja.blogspot.com . Pozdrawiam :-)


26 lut 2017

Drugie życie rzeczy

Czasami coś mi w życiu wychodzi, chociaż ostatni rok był dosyć kiepski, jeśli chodzi o projekty. W zasadzie był naprawdę kiepski. Napisałam lub współpisałam chyba z 5 wniosków na różne działania - głównie warsztaty - żaden z nich nie przeszedł. Ale w grudniu zeszłego roku okazało się, że jednak jeden z nich, wysłany bez większych nadziei - znalazł uznanie w oczach komisji i jest - wczoraj ruszył projekt "Drugie życie rzeczy" w ramach konkursu grantowego Fundusz Dobrej Energii (prowadzony przez fundację Nasza Ziemia i spółkę Gaz System).


I teraz żałujcie drodzy czytelnicy Ekomanii, że nie mieszkacie w Opolu (albo cieszcie się i radujcie, jeśli tu mieszkacie), bo będą się działy rzeczy niezwykłe :-)
W planach jest cykl 10 warsztatów upcyklingowych, 3 spotkania wymiankowo/freecyklingowe, organizacja Dnia Ziemi jak się patrzy oraz zbiórka baterii.
Zacieram łapy z radości, tym bardziej, że pierwsze warsztaty pięknie się udały (choć było trochę zimno).
Robiliśmy na nich litery z kartonu, takie porządne, 3D. Technika podobna jak przy meblach z kartonu i równie pracochłonna. Zrobienie jednej litery (było to O) zajęło mi jakieś 3 godziny. I cieszę, że się, że nie wybrałam B albo A, a poczatkującym polecam wybrać I :-)
W każdym razie był fun, było dużo pracy z nożykami do tapet i z klejem na gorąco, ale udało się.


Za tydzień zapraszam na robienie lamp ze szklanych butelek, potem na półki z palet, a jeszcze potem na domki dla owadów, i tak do końca maja coś fajnego :-) Szczegóły na fp fundacji krakOFFska 36, w dziale wydarzenia.

Jeszcze podrzucam kilka linków i inspiracji literowych:




 
  • Oh Happy Day - pinata - w tym wypadku nie trzeba kleju na gorąco, wystarczy taśma klejąca, a efekt i tak powalający 
  • Attention to Balance - litera z pudełka po płatkach, też bez użycia kleju na gorąco, oblepiona papier mache i zdekupażowana :-)
  • Apex Elementary Art - technika mieszana, trochę kleju na gorąco, kubeczki (wucerolki też by się nadały) i papier mache
  • Welke.nl- owijanie liter włóczką pozwala świetnie ukryć wszystkie niedociągnięcia. Wypróbowane, potwierdzone.
  • digitprop.com - cały alfabet (bez polskich znaków), wzory do wycięcia i sklejenia, literki małe, ok. 6cm wysokości, wystarczy zwykły klej 
***
A jeśli macie chęć pomóc mi w innej sprawie, o której już pisałam kiedyś, to będę wdzięczna. Kręgi Kobiet już za miesiąc i każda złotówka się przyda.
Kłaniam się!


22 lut 2017

Zrób coś z tymi książkami!

Tak, wiem, niektórzy mają do książek stosunek nabożny, który częściowo rozumiem. Ten wpis nie jest dla was.
Bo co zrobić z tymi wszystkim starymi podręcznikami, przewodnikami, broszurami, romansami i książkami-potworkami, których nikt już nigdy nie będzie czytał?
Można spróbować dać im nowe życie poprzez sztukę :-)
Na przykład  - wiersze, sposób: Blackout Poetry (na kartce zaczerniamy większość słów, zostawiając tylko te, które tworzą jakiś nowy sens)



C.B Wentworth, na kartce z książki The Saint Intervenes by Leslie Charteris (1934)
Special Note: This poem is read from bottom to top.

A tu instrukcja tworzenia Black Out Poetry (po angielsku), w internetach znaleźć można sporo przykładów.

 Inne pomysły?
Okazjonalne instalacje, jak np. Book Fellow z wystawy sklepowej Manchester Harvey Nichols:



Obrazy (by Ekaterina Panikanova):


Czy rzeźbo-wycinanki:


***
Inne wpisy o książkach:
Drugie życie książki
Sposób na książki
Książek czar
Sens istnienia książki telefonicznej

18 lut 2017

Konkurs

Cześć i czołem.
Osoby, które tu regularnie zaglądają, pewnie zauważyły, że od jakiegoś czasu zmagam się z bannerem/nagłówkiem bloga. Stary już mi się znudził, zaprojektowany przez Córkę nie pasował wymiarowo, dziś więc dla odmiany wrzuciłam jakiś swój stary kolaż, jednak docelowo bym chciała coś innego, coś fajnego, coś związanego z kilmatem Ekomanii. Pomóżcie!




Konkurs nie ma regulaminu, propozycje ślijcie na nashle[małpa]gazeta.pl, każdą rozważę. Wymiary bannera: 960x390 pikseli. Technika dowolna.
Nagrody - niespodzianki :-) Mam trochę książek z kategorii eko/wege, mam niszczarkę do dokumentów na korbkę (bardzo eko, prawie nieużywana), mogę też coś u siebie zareklamować, napisać artykuł/wywiad/post na zamówienie, przeprowadzić lekcję czeskiego na Skypie, mogę też do kogoś zadzwonić i zaśpiewać śląską pieśń żałobną "Wszystkie gospodynie wyganiają świnie" :) Możliwości jest dużo, zwycięzca wybiera.
Czas trwania konkursu - aż zobaczę grafikę, która do mnie przemówi. Dla deadline'owców jednak powiedzmy, że czekam do 15 marca.

Plus kilka obrazków zupełnie niezwiązanych z konkursem, z mojego Pinteresta:



12 lut 2017

Z tęsknoty za zielenią

Wyszywanki, hafty, zabawy z igłą i nitką - wszystko z tęsknoty za lasem i zielenią. Sztuka tamborkowa (hoop art) ma się dobrze.

Emma Mattson poszła w mech:



 Francine Leclercq w drzewa:





Ana Teresa Barboza  w dzikie krajobrazy:



Sarah K. Benning wyszywa rośliny pokojowe:


Veselka Bulkan, czyli Little Herb Bouquet specjalizuje się w warzywkach:


A Jo Butcher w kwiatach polnych i łąkowych:



Mogłabym przeglądać te strony godzinami. Jest to jakiś plan na emeryturę :-)


31 sty 2017

Filmy na grypę

Wirus grypy sponiewierał Ekomanią. Daaawno już się tak źle nie czułam, ale miejmy nadzieję, że najgorsze już minęło. Oczywiście nie ma tego złego, bo w końcu jest okazja, żeby otworzyć wszystkie słoiki z zachomikowanymi od lata miksturami zielarskimi. Syrop z mniszka na kaszel, sól z pędami sosny (do inhalacji) i syrop z tychże na kaszel i katar. Niech zadziałają.



Czas na chorobowym jest specyficzny - ciągnie się i zapętla, i nic konkretnego nie da się zrobić... Czytanie męczy oczy, leżenie potęguje kaszel, w nocy nie można zasnąć, w dzień wręcz przeciwnie. Próbowałam słuchać audiobooków, ale mój kaszel zagłuszał lektora. W końcu postanowiłam nadrobić zaległości filmowe, jednak z uwagi na chorobę, musiałam zrobić selekcję. Nie przeżyłabym żadnych dołujących i drastycznych filmów (wystarczy, że grypa taka właśnie jest), dramatow psychologicznych, thrillerów, wojennych, historycznych, zbyt intelektualnych itd.
Padło więc na Recycling Lily (tylko ze względu na słowo Recycling i kolor różowy) oraz na Captain Fantastic (polecany gorąco przez różnych znajomych w internetach).

Recycling Lily - urocza, bezpretensjonalna komedia, bardzo w stylu "Amelii". O pewnym pracowniku służb recyklingowych i jednej syllogomaniaczce, ktorych - rzecz to niesłychana - połączyło uczucie :-) Niech was nie zwiedzie niska ocena na filmwebie i brak recenzji, moim zdaniem warto obejrzeć.


Drugi film, czyli Captain Fantastic, to już trochę cięższy kaliber, choć mnóstwo w nim doskonałych scen komediowych. Nie jest to jednak komedia, tylko naprawdę dobrze zrobiony film o odwiecznym dylemacie, czy nie lepiej by było "rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady" (w tym przypadku w inną amerykańską głuszę), zostawiając za sobą cywilizację i kapitalistyczny system, którym się gardzi. Ten film obowiązkowo powinni zaliczyć wszyscy rodzice, którym się marzą leśne przedszkola, edukacja domowa, czy szkoły demokratyczne dla swoich dzieci. Aaa, no i pokochacie bohaterów :-)





Oba filmy można obejrzeć on line w polskich wersjach językowych. Jeśli znacie jakies inne filmu na grypę - dajcie znać.

21 sty 2017

Spieszcie się czytać Anaruka, klimat się zmienia...

Czytamy z Córką "Anaruka - chłopca z Grenlandii", nie do wiary, że to wciąż lektura szkolna [nie polecam broszurowego wydania - fatalna edycja, pełno literówek]. Archaiczna w równym stopniu co "Puc, Bursztyn i goście" :-)
Minęło ledwie kilkadziesiąt lat, a niewiarygodnie ciężkie życie Inuitów (zwanych w książce politycznie niepoprawnie Eskimosami) zmieniło się nie do poznania. Na lepsze i na gorsze jednocześnie. Inuici, którzy żyli z łowiectwa [trudno nam się czytało o zabijaniu fok, niedźwiedzi i innych wielorybów], zostali w latach 70-tych przesiedleni do blokowisk i teraz ich głównym zajęciem i bolączką, jest picie alkoholu oraz depresja (wysoki wskaźnik samobójstw). Nie muszą już polować dla mięsa i tłuszczu, nie chodzą odziani w skóry zwierząt, nie walczą o przetrwanie w swoich igloo. BTW - wiedzieliście, że Grenlandia była kiedyś częścią Unii Europejskiej (jako autonomiczne terytorium zależne Danii), ale z niej wystąpiła w 1985?? Bo ja nie :-) Więcej o życiu współczesnych mieszkańców Grenlandii przeczytacie tu: www.hornsund.igf.edu.pl (strona Sylwii i Tomasza Moczadłowskich to prawdziwa kopalnia wiedzy).



A że na Grenlandii rosną truskawki, wiedzieliście? To sprawka wydłużonego okresu wegetacyjnego na skutek globalnego ocieplenia. I chyba jedyny z pozytywnych skutków tegoż, bo poza tym porażka - topniejący lód, zanieczyszczone wody (= zatrute mięso), zmiany klimatu (więcej o tym tu) to na Arktyce prawdziwy problem. O tym wszystkim nie pisał Centkiewicz...Więc jeśli spojrzeć na to z innej strony, to  "Anaruk" jest dowodem na to, że klimat rzeczywiście się zmienił - w ciągu ostatnich lat średnia temperatura na Grenlandii wzrosła o ponad 30 stopni! To oznacza, że w lecie zdarzają się temperatury +20 stopni, toż to prawie jak u nas.


Niestety nie wiem, co można zrobić jeszcze w tej sprawie oprócz ubolewania na blogu i codziennego ekożycia. Nie tracić nadziei, że politycy sie ogarną? Podpisywać kolejne petycje, brać udział w kolejnych protestach? Uczyć, uświadamiać, pokazywać? Zróbmy to.

14 sty 2017

Bal przebierańców - kostiumy #5

Tym razem konkurs na najlepsze przebranie wygrywa Pan Grzyb (konkretnie Amanita Muscaria):

(Na tej stronie The Cardboard Collective w ogóle dużo fajnych pomysłów można znaleźć :-) )
W podobnym klimacie jest też Pan Dmuchawiec:



A w zupełnie innym Dziecko Meduza:


A że przebieranki sa dla wszystkich, niezależnie od wieku, niech zaświadczą fotki moich niezłomnych rodziców, którzy w tym roku w stylizacji krakowskiej, wbiegli na metę zimowego biegu Pielgrzym na Górze św. Anny:


I kilka archiwalnych z corocznego balu przebierańców w czeskich górkach (który, nota bene, sami sobie organizują):

 Żaba i Bocian

Rumcajs i Hanka:


Żwirek i Muchomorek:






***
Pozostałe wpisy karnawałowe:

Kostiumy: drzewo
Kostiumy: dzieci
Kostiumy: skrzydła
Kostiumy: dodatki