22 gru 2013

Bóg się rodzi, karp truchleje

I znowu mieliśmy 20 grudnia, i znowu Dzień Ryby, a mimo to tradycja kupowania żywego karpia ma się wciąż dobrze. Przed naszym osiedlowym marketem od kilku dni stoją tacy dwaj z basenem i zaczepiają: - Karpik może?
Ja na to grzecznie (jak to ja) "Nie, dziękuję", ale Konkubent (jak to on) uprzejmości sobie darował "Wolałbym gówno zjeść."


 Bezsensowna i okrutna tradycja plus pokoleniowe doświadczenie karpia w wannie - przynajmniej mojemu dziecku święta już się tak kojarzyć nie będą...
 




  A zdjęcia z wczorajszego happeningu pod opolskim Realem robiła Natalka.

2 komentarze:

Mała N. pisze...

U mnie w domu nigdy nie było zabijania karpia. Nie lubię tej ryby, jest niedobra w smaku. Obrzydza mnie kiedy widzę te ryby stłoczone w malutkim basenie, fuj. Ale do białej gorączki doprowadzają mnie po pierwsze ludzie, dla których karp jest centrum świąt! Przecież to nie o tę rybę chodzi, wszystko jedno co zjemy, ważny jest Ktoś inny - to Boże Narodzenie! Zabijanie karpia można sobie darować, ja nie mam tej traumy z dzieciństwa, chociaż dzieci, które mają tatusiów wędkarzy z tym widokiem spotykają się niekoniecznie w wirze świątecznych przygotowań. Z drugiej strony irytują mnie ludzie, którzy mówią: dla mnie święta nie mają charakteru religijnego, więc nie muszę zabijać karpia. Po pierwsze: skoro nie mają charakteru religijnego, to w takim razie po co ci święta? To po prostu bezmyślna tradycja. Po drugie: jak się ma karp do religijnego charakteru świąt? Nie wiem. Chrześcijańsko obchodzę Święta i nie zabijam karpia.
Wszystkie najlepszego z okazji ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA życzę :)

Barbara Bąk pisze...

Co za bzdury. Jesteście przeciw zabijaniu karpi to sobie bądźcie. Ja uwielbiam karpia. Jem go jak tylko mam okazję. I nie wyobrażam sobie bym mogła jeść tylko produkty roślinne. To nie jest zbyt mądra dieta, jesteśmy wszystkożerni i tak powinniśmy się odżywiać.
A co do wybieranie pomiędzy karpiem żywym a filetami... Wolę zjeść świeżego, nieprzetworzonego rybiego mięsa niż nafaszerowanych konserwantami gumiaków bez smaku. Bo śmierć jest ta sama tylko jej nie widzimy...