4 gru 2012

Not made in China

Co jak co, ale Chiny z ekologią mi się nie kojarzą. Nawet po lekturze artykułu Chiński smok staje na głowie. Moim zdaniem mógłby stawać nawet na zębach, a nic by to nie pomogło. Marta, autorka tekstu oraz bloga o orientalnej nazwie Po kolana w krzywej rzece, twierdzi że Chińczycy zafascynowani są plastikiem. Pozwolę sobie zacytować:
 "Wymyślono nawet mini-pół-torby z uciętym dnem, aby można wygodnie nosić plastikowy kubek z herbatą (która przecież wcale nie parzy palców). Kupujesz jedną rzecz? Torba. Kupujesz dwie małe rzeczy? Torba. Kupujesz trzydzieści rzeczy? Też torba, bo oczywiście nie przyniosłeś jej z domu. Ekologia? Nie potrzeba, tu się przelewa. Plastikiem. Dobrze, że recykling zaczął się przekształcać w miarę opłacalny biznes. Starsi ludzie dorabiają sobie w ten sposób do emerytury (albo emeryturę, bo w Chinach nie każdy ją ma)."
Dodatkowo, jako rodzicowi, Chiny są mi znane z jednej strony - plagi zabawek wszelakich, kolorowych plastikowych potworków i związanych z ich produkcją skandali. Ekologicznych, zdrowotnych, no i przede wszystkim łamania praw pracownika i człowieka. Wiecie o co cho.
Powyższy obrazek oczywiście trąci lewacką propagandą (mam znajomego, który uwielbia takie określenia, to sobie pożyczyłam) i nie za bardzo wierzę, że możliwe jest życie bez chińskich produktów, ale wiem, że niektórzy próbują. Nawet blog jest taki: Not made in China. Może posłużyć jako przewodnik świadomego konsumenta.

Zasmuciła mnie też wzmianka o tym, że uprawy ekologiczne w Chinach wcale nie wiążą się z zakazem stosowania pestycydów i herbicydów, więc na jagody goji patrzę teraz z trochę mniejszą chęcią... Siła sugestii, wiadomo, przecież wcześniej mi smakowały... Najwyraźniej zbyt podatna jestem.

Oczywiście nie jest tak, że potępiam Chiny w czambuł, bo sporo rzeczy jednak fajnych wymyślili (np. papier), ale o tym kiedy indziej. Dziękuję za uwagę.


2 komentarze:

dziurka pisze...

Mi też ten kraj nie kojarzy się z eko.
Obrazek jak najbardziej propagandowy ale jaki prawdziwy.

Rosa Blume pisze...

Ciekawa notka, tez nie jestem fanja chinszczyzny no ale bez niej chyba nie mozna zyc:( pozdrawiam