4 maj 2013

Najpierw Ziemia!

W majówkowym wieczornym kinie polecam film "First Earth" o bezkompromisowej ekoarchitekturze. I jeśli jeszcze nie mieliście okazji zakochać się w domach z gliny i naturalnym budownictwie, to zrobicie to po obejrzeniu "Przede wszystkim Ziemia", gwarantuję. A jeśli nie w samych domach, to w idei :-)





To pozytywny film, choć punkt wyjścia jest, jak zawsze w tego typu dokumentach, dołujący: technologia nas nie uratuje, żadna kombinacja alternatywnych źródeł energii nie jest w stanie zaspokoić takiego stylu życia, jaki utrzymujemy obecnie, ropa wkrótce się skończy – peak oil. Najbardziej oczywistym rozwiązaniem jest dążenie do i niezależności energetycznej i samowystarczalności. Jej częścią jest ogrodnictwo, permakultura, tworzenie lokalnych społeczności, a także naturalne budownictwo.
Domy z gliny mają długowieczną tradycję. Z punktu widzenia zrównoważonego rozwoju glina jest najlepszym surowcem budowlanym, jest lokalna i prawie wszędzie dostępna. Długo się nagrzewa i długo oddaje ciepło. Jest zdrowa i trwała. Pozwala na kreatywność i tworzenie indywidualnych praktycznych rozwiązań - na przykład w ścianę kuchenną można wbudować zsyp do wyrzucanie kompostu wprost do kompostownika na zewnątrz.



Naturalne domy są tańsze, dzięki czemu można poradzić sobie bez zaciągania kredytu na 30 lat. 
Ważne jest też to, że wystarczy kilkudniowe szkolenie i każdy jest w stanie nauczyć się techniki budowania z gliny, niepotrzebne są studia i dyplom architekta. Każdy może być autorem swojego niepowtarzalnego domu i zbudować go z grupą znajomych. Jedna z wypowiadających się w filmie kobiet opowiada, że nie tyle kręci ją samo budowanie domu, co właśnie współpraca, zabawa i rozmowy podczas pracy. Innym fajnym aspektem jest to, że budowanie nie jest tylko domeną mężczyzn, ale także kobiet i dzieci, całej społeczności. 

I to uczucie, że skoro sam/a możesz zbudować sobie dom, to jesteś w stanie zrobić w życiu wszystko.
Film pokazuje gliniane budownictwo i ludzi nim zafascynowanych w Afryce, Ameryce, Europie, krajach arabskich, czy Tajlandii.
Świetnym pomysłem Marka Lakemana &spółki jest The CityRepair Project z 1996 (z sukcesem do dziś). Wprowadzenie gliny do miast i budowanie niewielkich obiektów – miejsce na sąsiedzką wymianę gazet, całodobowej herbaciarni (miejsce z termosem i kubkami), dużej glinianej ławki, kącika dla dzieci, niewielkiej sceny, biblioteczki, czy ogrodu - w niesamowity sposób łączy ludzi. Takie miejsca na rogu ulic stają się metaforycznymi skrzyżowaniami, gdzie spotykają się ludzkie losy. Zadaniem miejskich architektów jest aranżować jak najwięcej takich punktów, gdzie ludzie mogliby się spotykać, rozmawiać, organizować, rozwijać sąsiedzkie więzi. Bo co z tego, że prawo gwarantuje wolność zgromadzenia, skoro nie ma gdzie się gromadzić. Im się udało :-)
Tea station

A na polskim gruncie? Jeśli chodzi o promowanie naturalnego budownictwa i kultury DIY, to mamy oczywiście Cohabitat, który zatacza coraz szersze kręgi.
Jest też Fundacja Napraw Sobie Miasto i wiele lokalnych organizacji/stowarzyszeń/grup nieformalnych działających na rzecz lokalnych społeczności i ruchu sąsiedzkiego. Zainteresuj się!

PS. Z filmu zapamiętałam szczególnie panią, która przed swoim domem zrobiła miejsce, w którym można zostawić swoje wiersze, aby ktoś inny mógł je zabrać i przeczytać. I ewentualnie zostawić swoje w czymś w rodzaju otwartej skrzynki na listy. A wasza ulubiona inspiracja?

2 komentarze:

Autorka pisze...

Proszę, zajrzy na swój e-mail ;) RATOWANIESWIATA.BLOGSPOT.COM

Panna Basia pisze...

Dom cudeńko!