Jak szyć? Szyj tak, aby było dobrze :-) Czyli mniej więcej tak, jak na blogu Rosa robi to. Rosita jest niekwestionowaną królową szyciowego recyklingu, co to ze starych spodni wyczaruje szykowną torbę i nie zapomni o guziku z pestki od awokado :-) Ze starej bluzy powstaną urocze pluszaki z charakterem (jednego zielonego kocura mamy w domu), portfele, podkładki i inne cuda. A jej posty nieodparcie poprawiają mi humor. Przy okazji - Rosa na żywo jest równie fajna jak na blogu, a ta cała laurka jest po to, żeby jej przysporzyć głosów w konkursie na Szyciowy Blog Roku.
Z pełną premedytacją was zachęcam, tym bardziej, że głosować można tylko do jutra, więc szybciutko - klik i po sprawie.
Dzięki :-)
A co do przeróbek, to jeszcze kilka fajnych projektów mi w oko wpadło, tym razem nie koszulowych, ani krawaciarskich. Maszyna w zasadzie do niczego się nie przyda :-)
Abażur z sukienki:
Buciki z filcu (może być sfilcowany sweter) - umiejętność obsługi igły i nitki pożądana:
Legowisko dla zwierzaka ze starej bluzy:
25 mar 2013
23 mar 2013
Ekoświęta, czyli bądź święta na co dzień :-)
Światowy Dzień Wody, Godzina dla Ziemi, Sprzątanie Świata i dziesiątki innych ważnych dni w ekokalendarzu... Im jestem starsza, tym z mniejszym entuzjazmem pochodzę do wszelkich świąt, czy to religijnych, czy państwowych, czy ustanowionych przez organizacje pozarządowe choćby w najbardziej słusznej sprawie. Z wiekiem też bardziej do mnie przemawia argument, że pamiętać o lasach powinniśmy nie tylko podczas Święta Drzewa, a o Miłości nie tylko w Walentynki :-)
Ogólnie idea chwały-godna, wiadomo - takie daty mają nam przypominać o niektórych kwestiach, wywoływać dyskusję, zachęcać do działania. Jednego bardziej, drugiego mniej, trzeciego w ogóle.Ale forma też jest ważna.
I o ile przyklaskuję Manifie i jej corocznym postulatom, to goździkom i rajstopom dla każdej pracownicy już niekoniecznie. Podobnie z Godziną dla Ziemi (dzisiaj o 20.30), idea szczytna, ale sama akcja mnie tak nie rusza i nic nie zapowiada, że dołączę dziś do grona ludzi wyłączających światło. Wolę Studni posłuchać, a energię oszczędzać na co dzień.
Innym aspektem tego typu wydarzeń jest ich wzrastająca komercjalizacja i towarzyszące posunięcia medialno-marketingowe. Takie np. święta Bożego Narodzenia widoczne w marketach już w październiku. Albo Walentynki. Pewnie już tylko dla zakochanych uczniów ostatnich klas podstawówki czerwone serduszko wyprodukowane masowo w Chinach stanowi wyznanie miłości. Dla mnie kojarzy się z toksycznym odpadem, który co roku zalega na wysypiskach wraz z innymi gadżetami piszczącymi I love You, i jedyne uczucie, które mi towarzyszy w połowie lutego to irytacja...
Niestety podobnie dzieje się w przypadku wydarzeń o charakterze ekologicznym. Tu też wciska się komercha. Za wyjątkowo denną uważam tegoroczną kampanię WWF odnośnie Godziny Dla Ziemi. Włączenie w nią rzeszy pseudocelebrytów ("Jeśli 50 tysięcy osób przyłączy się do akcji, to Kasia Tusk wystylizuje się na pandę", "Jeśli 100 tys. osób, to Kora skosi trawę, a Kinga Rusin wejdzie w szpilkach na najwyższe piętro Pałacu Kultury" LOL ), którzy w swoim życiu codziennym niespecjalnie stosują zasady życia eko, no to hmm - żenada?
A co powiedzieć o firmach, które z racji Światowego Dnia Wody przysyłają mi na skrzynkę informacje prasowe o konieczności oszczędzania tejże? Jeśli jesteście ciekawi, komu najbardziej zależy, aby był postrzegany jako firma odpowiedzialna ekologicznie, to odpowiadam:
producent filtrów do wody - woda ma wpływ
producent płynu Ludwik - ratuj ziemię zmywając naczynia z głową
producent armatur i sprzętu łazienkowego - zamontowanie instalacji interaktywnej na dworcu centralnym w W-wie
producent nowoczesnych syfonów do napojów - sponsoring warszawskiego Dnia Wody
kampania piwowarska - mniej wody, mniej prądu, ale więcej piwa :-)
Pocieszne (w przypadku kampanii piwowarskiej), ale czy przekonujące? Dla mnie trąci greenwashingiem. Niestety.
Ogólnie idea chwały-godna, wiadomo - takie daty mają nam przypominać o niektórych kwestiach, wywoływać dyskusję, zachęcać do działania. Jednego bardziej, drugiego mniej, trzeciego w ogóle.Ale forma też jest ważna.
I o ile przyklaskuję Manifie i jej corocznym postulatom, to goździkom i rajstopom dla każdej pracownicy już niekoniecznie. Podobnie z Godziną dla Ziemi (dzisiaj o 20.30), idea szczytna, ale sama akcja mnie tak nie rusza i nic nie zapowiada, że dołączę dziś do grona ludzi wyłączających światło. Wolę Studni posłuchać, a energię oszczędzać na co dzień.
Innym aspektem tego typu wydarzeń jest ich wzrastająca komercjalizacja i towarzyszące posunięcia medialno-marketingowe. Takie np. święta Bożego Narodzenia widoczne w marketach już w październiku. Albo Walentynki. Pewnie już tylko dla zakochanych uczniów ostatnich klas podstawówki czerwone serduszko wyprodukowane masowo w Chinach stanowi wyznanie miłości. Dla mnie kojarzy się z toksycznym odpadem, który co roku zalega na wysypiskach wraz z innymi gadżetami piszczącymi I love You, i jedyne uczucie, które mi towarzyszy w połowie lutego to irytacja...
Niestety podobnie dzieje się w przypadku wydarzeń o charakterze ekologicznym. Tu też wciska się komercha. Za wyjątkowo denną uważam tegoroczną kampanię WWF odnośnie Godziny Dla Ziemi. Włączenie w nią rzeszy pseudocelebrytów ("Jeśli 50 tysięcy osób przyłączy się do akcji, to Kasia Tusk wystylizuje się na pandę", "Jeśli 100 tys. osób, to Kora skosi trawę, a Kinga Rusin wejdzie w szpilkach na najwyższe piętro Pałacu Kultury" LOL ), którzy w swoim życiu codziennym niespecjalnie stosują zasady życia eko, no to hmm - żenada?
A co powiedzieć o firmach, które z racji Światowego Dnia Wody przysyłają mi na skrzynkę informacje prasowe o konieczności oszczędzania tejże? Jeśli jesteście ciekawi, komu najbardziej zależy, aby był postrzegany jako firma odpowiedzialna ekologicznie, to odpowiadam:
producent filtrów do wody - woda ma wpływ
producent płynu Ludwik - ratuj ziemię zmywając naczynia z głową
producent armatur i sprzętu łazienkowego - zamontowanie instalacji interaktywnej na dworcu centralnym w W-wie
producent nowoczesnych syfonów do napojów - sponsoring warszawskiego Dnia Wody
kampania piwowarska - mniej wody, mniej prądu, ale więcej piwa :-)
Pocieszne (w przypadku kampanii piwowarskiej), ale czy przekonujące? Dla mnie trąci greenwashingiem. Niestety.
18 mar 2013
Ekopapki mi się zachciało
Seriale a ekologia, czy to by się dało połączyć? I nie myślę tu o celebryckiej ekopapce, którą z zapałem serwują m.in. EkoMiko, czy e!stilo. Po prostu fajnie byłoby się zresetować czasem przy niegłupim serialu, w którym ochrona przyrody, minimalizm i kwestie środowiskowe nie byłyby traktowane po macoszemu, ale wysunięte na pierwszy plan.
Taki np. Spisek żarówkowy albo Globalna ściema rozpisane na odcinki z fajną obsadą i wątkami pobocznymi :-) Albo Zielona piękność, ach...
Podczas weekendu w poszukiwaniu serialu z wątkiem eko natrafiłam na Revolution. Zaintrygowało mnie pierwsze zdanie z opisu: "Nieznane zjawisko wyłączyło technologie zależne od energii elektrycznej na świecie, przestały działać komputery, sprzęt elektroniczny a nawet silniki samochodowe." Jak wygląda świat bez elektryczności? Jak w nim żyją ludzie? Megaciekawy początek Opowieści - budzisz się i nagle wszystkie tradycyjnie zasilane urządzenia przestają działać, trzeba szukać alternatyw, budować od nowa - ile to daje możliwości do pokazania idei samowystarczalności energetycznej, kooperatyw, ekowiosek, fablabów, earthshipów, permakultury, naukowców tworzących baterie na mocz i ślinę, projektantów, wizjonerów i zwykłych freaków :-)
Niestety po obejrzeniu kilku odcinków stwierdzam, że serial jak serial - trup ściele się gęsto + więzy krwi nade wszystko, ucieczki, pogonie itp. Fabuła z ekologią nie ma żadnego związku, o odnawialnych źródłach energii scenarzyści nie pomyśleli, postapokaliptyczna wizja świata zbliża się bardziej ku Drodze Cormaka McCarthy'ego niż ku Zielonej Piękności, nie polecam (choć nie tylko z powodu braku ekoprzekazu).
No, ale nie ustaję w poszukiwaniach i jeśli ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, to dajcie znać koniecznie.
Przy okazji - pozytywnie mnie zaskoczyły bestsellery "Gringo wśród dzikich plemion" i "Rio Anakonda". Do pana WC jako osoby nie pałam uczuciem sympatii, wręcz przeciwnie, ale jako autor książek podróżniczych się sprawdza. Wątek ekologiczny w postaci wzmianek na temat Pachamamy i zaśmiecania dżungli jest nienachalnie obecny, a ciekawy. Jeśli jestem ostatnią osobą, która te książki przeczytała dopiero teraz i nagle odkryła Amerykę, to wybaczcie :-)
Taki np. Spisek żarówkowy albo Globalna ściema rozpisane na odcinki z fajną obsadą i wątkami pobocznymi :-) Albo Zielona piękność, ach...
Podczas weekendu w poszukiwaniu serialu z wątkiem eko natrafiłam na Revolution. Zaintrygowało mnie pierwsze zdanie z opisu: "Nieznane zjawisko wyłączyło technologie zależne od energii elektrycznej na świecie, przestały działać komputery, sprzęt elektroniczny a nawet silniki samochodowe." Jak wygląda świat bez elektryczności? Jak w nim żyją ludzie? Megaciekawy początek Opowieści - budzisz się i nagle wszystkie tradycyjnie zasilane urządzenia przestają działać, trzeba szukać alternatyw, budować od nowa - ile to daje możliwości do pokazania idei samowystarczalności energetycznej, kooperatyw, ekowiosek, fablabów, earthshipów, permakultury, naukowców tworzących baterie na mocz i ślinę, projektantów, wizjonerów i zwykłych freaków :-)
Niestety po obejrzeniu kilku odcinków stwierdzam, że serial jak serial - trup ściele się gęsto + więzy krwi nade wszystko, ucieczki, pogonie itp. Fabuła z ekologią nie ma żadnego związku, o odnawialnych źródłach energii scenarzyści nie pomyśleli, postapokaliptyczna wizja świata zbliża się bardziej ku Drodze Cormaka McCarthy'ego niż ku Zielonej Piękności, nie polecam (choć nie tylko z powodu braku ekoprzekazu).
No, ale nie ustaję w poszukiwaniach i jeśli ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, to dajcie znać koniecznie.
Przy okazji - pozytywnie mnie zaskoczyły bestsellery "Gringo wśród dzikich plemion" i "Rio Anakonda". Do pana WC jako osoby nie pałam uczuciem sympatii, wręcz przeciwnie, ale jako autor książek podróżniczych się sprawdza. Wątek ekologiczny w postaci wzmianek na temat Pachamamy i zaśmiecania dżungli jest nienachalnie obecny, a ciekawy. Jeśli jestem ostatnią osobą, która te książki przeczytała dopiero teraz i nagle odkryła Amerykę, to wybaczcie :-)
14 mar 2013
Meble z kartonu, po raz któryś
Jak nie o kwiatkach lub o jedzeniu, to o kartonie... Bo meble z tektury to temat rzeka.
Np. wrocławski doktorant architektury Jerzy Łątka opracował ze studentami zestaw mebli z kartonu dla bezdomnych, który był później częścią wystawy w Muzeum Współczesnym, a po jej zakończeniu meble trafiły do schroniska Brata Alberta (tu więcej o tym ciekawym projekcie).
Z kolei Beata Nikołajczyk, studentka łódzkiej ASP otrzymała nagrodę za projekt pn. "Moduły z tektury falistej umożliwiającej funkcjonalną aranżację przestrzeni publicznej". Zestaw BLOOK to pięć modułów, które pełnią funkcję siedzisk, stołów i regałów.
I jeszcze tekturki, czyli seria produktów z hifi studia projektowego w Krakowie. Regał/parawan jest super (przynajmniej wizualnie), inne meble i igadżety (np. bujaki dla dzieci) też:
Trzeba jeszcze wspomnieć o australijskiej firmie Karton, która w swojej ofercie ma nie tylko różnego rodzaju meble biurowe, ale także łóżko :-)
A u mnie w domu pod dziecięcym łóżkiem w roli szuflad świetnie sprawdzają się kartonowe pudełka po owocach, rodem z tesko. I wysokość, i szerokość idealna :-)
PS. aha, i gdyby ktoś jeszcze był zainteresowany warsztatami robienia mebli z kartonu, to owszem, są, można się zapisywać - z doświadczenia polecam!
Np. wrocławski doktorant architektury Jerzy Łątka opracował ze studentami zestaw mebli z kartonu dla bezdomnych, który był później częścią wystawy w Muzeum Współczesnym, a po jej zakończeniu meble trafiły do schroniska Brata Alberta (tu więcej o tym ciekawym projekcie).
Z kolei Beata Nikołajczyk, studentka łódzkiej ASP otrzymała nagrodę za projekt pn. "Moduły z tektury falistej umożliwiającej funkcjonalną aranżację przestrzeni publicznej". Zestaw BLOOK to pięć modułów, które pełnią funkcję siedzisk, stołów i regałów.
I jeszcze tekturki, czyli seria produktów z hifi studia projektowego w Krakowie. Regał/parawan jest super (przynajmniej wizualnie), inne meble i igadżety (np. bujaki dla dzieci) też:
Trzeba jeszcze wspomnieć o australijskiej firmie Karton, która w swojej ofercie ma nie tylko różnego rodzaju meble biurowe, ale także łóżko :-)
A u mnie w domu pod dziecięcym łóżkiem w roli szuflad świetnie sprawdzają się kartonowe pudełka po owocach, rodem z tesko. I wysokość, i szerokość idealna :-)
PS. aha, i gdyby ktoś jeszcze był zainteresowany warsztatami robienia mebli z kartonu, to owszem, są, można się zapisywać - z doświadczenia polecam!
11 mar 2013
Grow the Rewolution
No, i minął Tydzień Ebuka, minął też EkoWeekend, który spędziłam - o
zgrozo - w centrum handlowym, gdzie miałam okazję współprowadzić
warsztaty dla dzieci (btw - ekomarketing zdecydowanie powinien pójść o
krok dalej w swojej wiedzy na temat ochrony środowiska, niż "robienie
czegoś ze śmieci" i "wymiana starej zabawki za zniżkę na nową lub kartę
stałego klienta". Wymienianie odpadów na sadzonki natomiast popieram -
wróciłam z krokusikiem i prymulką, mam nadzieję, że przetrwają marcowe
przymrozki).
Ponieważ moja faza agrarna z roku na rok przybiera na sile, to w tym roku mam ochotę zazielenić nie tylko parapety, ale i miejsce kultowe, czyli balkon. W tym celu właśnie się zapisałam na kolejne webinarium Cohabitatu - tym razem pod nazwą "Miejski Ogrodnik".
Szykuję się też na kino on line, czy środową projekcję filmu Edible City (szczegóły na fanpage'u Cohabitatu).
i edycja, dla tych, co nie zdążyli, film można obejrzeć w wersji oryginalnej na jutiubie:
Nieustannie śledzę też poczynania Nasiennej Armii Zbawienia i wszystkich osób, które tworzą mniej lub bardziej formalne banki nasion. Ich spotkanie już niedługo - pierwszego dnia wiosny - w Wolimierzu.
Z kolei mieszkańcy Krk mogą wziąć udział w ciekawych warsztatach - tworzenia rosnącej zielonej ławki z wierzby.
W Wawie też się dzieje, a to za sprawą Mieszadła - fablabu, gdzie warsztaty odbywają się niemal codziennie, a wszystkie ciekawe.Te permakulturalne i ogrodnicze też.
A tymczasem odliczanie trwa...
Tak naprawdę zostało już tylko 8 dni i 19 godzin :-)
Ponieważ moja faza agrarna z roku na rok przybiera na sile, to w tym roku mam ochotę zazielenić nie tylko parapety, ale i miejsce kultowe, czyli balkon. W tym celu właśnie się zapisałam na kolejne webinarium Cohabitatu - tym razem pod nazwą "Miejski Ogrodnik".
Szykuję się też na kino on line, czy środową projekcję filmu Edible City (szczegóły na fanpage'u Cohabitatu).
i edycja, dla tych, co nie zdążyli, film można obejrzeć w wersji oryginalnej na jutiubie:
Nieustannie śledzę też poczynania Nasiennej Armii Zbawienia i wszystkich osób, które tworzą mniej lub bardziej formalne banki nasion. Ich spotkanie już niedługo - pierwszego dnia wiosny - w Wolimierzu.
Z kolei mieszkańcy Krk mogą wziąć udział w ciekawych warsztatach - tworzenia rosnącej zielonej ławki z wierzby.
W Wawie też się dzieje, a to za sprawą Mieszadła - fablabu, gdzie warsztaty odbywają się niemal codziennie, a wszystkie ciekawe.Te permakulturalne i ogrodnicze też.
A tymczasem odliczanie trwa...
Tak naprawdę zostało już tylko 8 dni i 19 godzin :-)
5 mar 2013
Ebooki atakują
A zatem znów mamy Tydzień E-booka (lub e-booka, ebooka, E-książki, eKsiążki, e-książki), jak się okazało wczoraj w bibliotece na spotkaniu z czci-godnym poetą, (lub e-poetą).
Skorzystałam więc dzisiaj z promocji i zakupiłam dwa ebooki (które mam nadzieję w tym roku przeczytać), a warto dodać, że wirtualne księgarnie coraz bardziej się rozwijają, dużo jest nowości, a i ceny bywają nawet o połowę niższe niż "normalnych" książek, więc dobrze jest śledzić (albo być śledzonym przez) promocje w Woblinku, Publio, czy Virtualo. Zdarzają się też promocje jednodniowe lub nawet jednonocne, o których dostaje się powiadomienia mailowe, ale trochę zaśmiecają skrzynkę jednak, uprzedzam.
A słyszeliście o ebookach za "co łaska"?
Z pomysłem jakiś czas temu wystartowało wydawnictwo naukowe Universitas, gdzie za wybrane ebooki klient płaci, ile chce (ale nie mniej niż złotówkę plus VAT). Podobnie działa platforma BookRage.org, gdzie w pakiecie można kupić za dowolną cenę książki różnych polskich autorów od fantastyki. To akurat nie moja bajka, ale może ktoś skorzysta :-)
Skorzystałam więc dzisiaj z promocji i zakupiłam dwa ebooki (które mam nadzieję w tym roku przeczytać), a warto dodać, że wirtualne księgarnie coraz bardziej się rozwijają, dużo jest nowości, a i ceny bywają nawet o połowę niższe niż "normalnych" książek, więc dobrze jest śledzić (albo być śledzonym przez) promocje w Woblinku, Publio, czy Virtualo. Zdarzają się też promocje jednodniowe lub nawet jednonocne, o których dostaje się powiadomienia mailowe, ale trochę zaśmiecają skrzynkę jednak, uprzedzam.
A słyszeliście o ebookach za "co łaska"?
Z pomysłem jakiś czas temu wystartowało wydawnictwo naukowe Universitas, gdzie za wybrane ebooki klient płaci, ile chce (ale nie mniej niż złotówkę plus VAT). Podobnie działa platforma BookRage.org, gdzie w pakiecie można kupić za dowolną cenę książki różnych polskich autorów od fantastyki. To akurat nie moja bajka, ale może ktoś skorzysta :-)
3 mar 2013
E 120 i inne historie
Czytacie składy? Ja czytam od jakichś 20 lat i teoretycznie powinnam mieć wszystkie dodatki E w małym paluszku, ale jednak nie mam pamięci do cyferek. Uprzejmie więc donoszę, że istnieją różne pomoce odnośnie identyfikowania dobrych i złych E.
Od książki E213, przez aplikację E-kody (na starsze telefony komórkowe) do aplikacji eFood (na smartfony).
Weg(etari)anie powinni unikać takich E jak na liście forum Empatii, ze słynną koszenilą (czerwony barwnik ze sproszkowanych mszyc) E 120 na czele. Zły jest także szelak - E904 - również pozyskiwany z owadów - niestety występuje także na owocach cytrusowych jako środek konserwujący :-/
Niefajne są także barwniki powodujące nadaktywność:
Od książki E213, przez aplikację E-kody (na starsze telefony komórkowe) do aplikacji eFood (na smartfony).
Weg(etari)anie powinni unikać takich E jak na liście forum Empatii, ze słynną koszenilą (czerwony barwnik ze sproszkowanych mszyc) E 120 na czele. Zły jest także szelak - E904 - również pozyskiwany z owadów - niestety występuje także na owocach cytrusowych jako środek konserwujący :-/
Niefajne są także barwniki powodujące nadaktywność:
- żółcień chinolinowa (E 104)
- tartrazyna (E 102)
- żółcień pomarańczowa (E 110)
- pąs 4R/czerwień koszenilowa (E 124)
- azorubina/karmoizyna (E 122)
- czerwień Allura AC (E 129).
28 lut 2013
Kuchnia Społeczna
Jakiś czas temu zaczęłam wyłapywać informacje z Poznania i Krakowa o spotkaniach Kuchni Społecznej. Potem okazało się, że podobne spotkania odbywają się także w Lublinie, Białej Podlaskiej czy Wrocławiu.
KS Poznań opisuje się tak:
"Poruszamy kubki smakowe i ważne tematy. Kuchnia społeczna to przestrzeń, w której jesz i rozmawiasz. Nie stronimy od ważnych i trudnych kwestii społeczno-politycznych. Nie zapominamy o tematach lżejszych, równie istotnych.
I Poruszamy żołądki: Zaczynamy od jedzenia, przynosisz potrawę*/płacisz 15zł - i jesz, smakujesz, próbujesz do woli. Ilość i jakość potraw zależy od wszystkich uczestników!
II Poruszamy myśli: Z pełnymi brzuchami dotykamy tematów, które nas dotykają, pokazujemy alternatywy, drażnimy, przełamujemy tabu. "
Co ważne - kuchnia społeczna jest wegańska. Poza tym pełna dowolność przynoszonych potraw i omawianych tematów. Można oglądać filmy, rozmawiać o prawach zwierząt i ludzi, o bieganiu, partyzantce ogrodowej czy GMO. Można się wymieniać przepisami, książkami, opiniami, czy ciuchami.
To kto chce spróbować? Zapraszam do Opola, już w sobotę o 15.00, do herbaciarni Masala (ul. Kośnego 46). Mam nadzieję, że będzie smacznie i cyklicznie :-)
KS Poznań opisuje się tak:
"Poruszamy kubki smakowe i ważne tematy. Kuchnia społeczna to przestrzeń, w której jesz i rozmawiasz. Nie stronimy od ważnych i trudnych kwestii społeczno-politycznych. Nie zapominamy o tematach lżejszych, równie istotnych.
I Poruszamy żołądki: Zaczynamy od jedzenia, przynosisz potrawę*/płacisz 15zł - i jesz, smakujesz, próbujesz do woli. Ilość i jakość potraw zależy od wszystkich uczestników!
II Poruszamy myśli: Z pełnymi brzuchami dotykamy tematów, które nas dotykają, pokazujemy alternatywy, drażnimy, przełamujemy tabu. "
Co ważne - kuchnia społeczna jest wegańska. Poza tym pełna dowolność przynoszonych potraw i omawianych tematów. Można oglądać filmy, rozmawiać o prawach zwierząt i ludzi, o bieganiu, partyzantce ogrodowej czy GMO. Można się wymieniać przepisami, książkami, opiniami, czy ciuchami.
To kto chce spróbować? Zapraszam do Opola, już w sobotę o 15.00, do herbaciarni Masala (ul. Kośnego 46). Mam nadzieję, że będzie smacznie i cyklicznie :-)
22 lut 2013
Zjedz wszystko, co masz na talerzu ;-)
Poszukując fajnej grafiki na plakat o zbliżającej się Kuchni Społecznej, natrafiłam na te oto pomysłowe talerze, zaprojektowane przez Bogusława Śliwińskiego. Proste, fajne, aż by się chciało dopisać do wishlist.
Jak widać możliwości dają wiele :-)
A o Kuchni Społecznej w następnym odcinku.
Jak widać możliwości dają wiele :-)
A o Kuchni Społecznej w następnym odcinku.
16 lut 2013
15 lut 2013
Striptiz dla platana
Platan z Kóz to teoretycznie drzewo jakich wiele. Rozłożysty jak to platan (pierśnica 5,35 m, a szerokość korony 32 m), ale czy rzeczywiście warto robić dla niego striptiz? Albo wchodzić w zimie na Babią Górę? Albo pisać wiersze?
Do czego jeszcze jest zdolna ekipa Razem dla platana? Na przykład do zrobienia 1600 metrowego szalika (metodą patchworku). Oto dowód:
A to wszystko po to, żeby platan został Europejskim Drzewem Roku.
"Pierwszego dnia 2013 powstała strona akcji na Facebooku. Autorzy fanpage’a informują tam o wszelkich działaniach promujących koziańskiego platana i nie przestaną do końca głosowania, czyli do 28 lutego. Ekipa wyłoniła logo akcji, organizuje konkursy wiedzy okołoplatanowej i botanicznej oraz… lingwistycznej (co ma wspólnego platan z samolotem? plane-tree vs plane), prowadzi intensywną akcję promocyjną w szkołach. Została ustanowiona funkcja Ambasadora Platana dla osób cieszących się autorytetem, które zobowiązują się do promowania jego kandydatury w konkursie."
Fot. Grzegorz Pędzimąż
Jeśli poruszyła cię ta historia i chcesz pomóc platanowi wygrać, to głosuj na numer 6:-)
A striptiz? Szukajcie na fanpage'u Razem dla platana pod hasłem "Kojska baba" :-)
Do czego jeszcze jest zdolna ekipa Razem dla platana? Na przykład do zrobienia 1600 metrowego szalika (metodą patchworku). Oto dowód:
A to wszystko po to, żeby platan został Europejskim Drzewem Roku.
"Pierwszego dnia 2013 powstała strona akcji na Facebooku. Autorzy fanpage’a informują tam o wszelkich działaniach promujących koziańskiego platana i nie przestaną do końca głosowania, czyli do 28 lutego. Ekipa wyłoniła logo akcji, organizuje konkursy wiedzy okołoplatanowej i botanicznej oraz… lingwistycznej (co ma wspólnego platan z samolotem? plane-tree vs plane), prowadzi intensywną akcję promocyjną w szkołach. Została ustanowiona funkcja Ambasadora Platana dla osób cieszących się autorytetem, które zobowiązują się do promowania jego kandydatury w konkursie."
Fot. Grzegorz Pędzimąż
Jeśli poruszyła cię ta historia i chcesz pomóc platanowi wygrać, to głosuj na numer 6:-)
A striptiz? Szukajcie na fanpage'u Razem dla platana pod hasłem "Kojska baba" :-)
12 lut 2013
Atelier v.
Znacie to uczucie ekscytacji, kiedy czytacie o fajnych akcjach, projektach lub imprezach albo trafiacie w sieci na jakąś odlotową stronę czy bloga, którego macie ochotę przeczytać od deski do deski? Albo oglądacie jakąś upcyklingową przeróbkę i postanawiacie zrobić taką samą. Kiedyś. Dodajecie do ulubionych i zapominacie? Przynajmniej ja tak mam. Dosyć często, wręcz codziennie. Więc w ramach oczyszczania rubryki z ulubionymi zakładkami, powstał dzisiejszy wpis :-)
Atelier-v pojawiło się tu kilka razy, ale zdecydowanie zasługuje na osobny akapit. To szwajcarskie studio graficzno-projektowe, baaardzo kreatywne, ich projekt/książkę Umdenken wielbię wprost za pomysłowość i absurdalne poczucie humoru :-)
Atelier-v pojawiło się tu kilka razy, ale zdecydowanie zasługuje na osobny akapit. To szwajcarskie studio graficzno-projektowe, baaardzo kreatywne, ich projekt/książkę Umdenken wielbię wprost za pomysłowość i absurdalne poczucie humoru :-)
11 lut 2013
I po feriach
Miasto się kłania, kłaniam się miastu...
Dawno już streetartu żadnego nie było :-)
Zdjęcia pochodzą głównie z Street Art Utopia.
Dawno już streetartu żadnego nie było :-)
Zdjęcia pochodzą głównie z Street Art Utopia.
6 lut 2013
2 lut 2013
Człowiek uczy się całe życie
Chociaż ładnie wyglądają statystyki, które świadczą o tym, że zamieściłam tu 666 postów otrzymując na nie 555 komentarzy, to jednak show must go on. Witajcie w odcinku 667 :-)
Dzisiaj krótko o edukacji, w zasadzie domowej (która tak poza tym zasługuje na oddzielnego bloga), trochę ekologicznej, ale nie do końca. Znaczy się o e-learningu będzie. Korzystacie?
Jeszcze do niedawna e-learning kojarzył mi się z nudnymi platformami do nauki angielskiego. Czyli ćwiczenia i testy on line plus możliwość zajrzenia na forum grupy, z czego praktycznie nikt nie korzystał. Jakiś czas później uczestniczyłam w kursie dla organizacji pozarządowych, dotyczącego współpracy międzynarodowej, czy coś w tym stylu. Nie porwało mnie zbytnio, ale certyfikat mam :-) Na jakiś czas dałam sobie spokój z kursami on line, dopóki nie przeczytałam o mailowym programie Ambasadorzy Empatii (polecam, ale...). A później dzięki We must always take sides trafiłam na Coursera.org i to był strzał w dziesiątkę. Tzn. taki sposób wykładu i ćwiczeń mi odpowiada, choć nie przebrnęłam przez cały kurs Model Thinking, bo poziom abstrakcji w pewnym momencie stal się dla mnie zbyt wysoki, zwłaszcza po angielsku. Teraz zaglądam na Critical Thinking in Global Challenges i zapowiada się ciekawie. Mam nadzieję, że starczy mi cierpliwości, żeby skończyć kurs w terminie, bo z tym bywa różnie...
Natomiast, jeśli ktoś jest żądny wiedzy po polsku, i to wiedzy związanej z zielonym stylem życia, to polecam webinary (webinaria?) organizowane przez Cohabitat. Dla niewtajemniczonych - chodzi o seminarium on line, w którym uczestniczy nawet kilkaset osób. Prowadzący się zmieniają, omawiają prezentacje, odpowiadają na bieżące pytania uczestników, którzy za pomocą czata komentują wykład i dobrze jest. Przynajmniej tak było na ubiegłym webinarze (webinarium?) z zakresu samowystarczalności i DIY. W najbliższy poniedziałek odbędzie się spotkanie na temat Dachów zielonych i farm miejskich, czyli wszystko co chcielibyście wiedzieć o urban gardening, ale boicie się zapytać. Koszt to 30zł, ale można zapłacić mniej, jeśli ktoś nie ma kasy, więc śmiało, naprawdę warto.
Jeszcze innym fajnym sposobem na zdobycie nowych wiadomości w miarę szybko i bezboleśnie są wykłady TED - Ideas Worth Spreading. Zaglądam często, bo niektóre pomysły (i sposób ich przekazywania) powalają :-) Na przykład Asisko poleca te ( i jak tu się z nią nie zgodzić).
Dzisiaj krótko o edukacji, w zasadzie domowej (która tak poza tym zasługuje na oddzielnego bloga), trochę ekologicznej, ale nie do końca. Znaczy się o e-learningu będzie. Korzystacie?
Jeszcze do niedawna e-learning kojarzył mi się z nudnymi platformami do nauki angielskiego. Czyli ćwiczenia i testy on line plus możliwość zajrzenia na forum grupy, z czego praktycznie nikt nie korzystał. Jakiś czas później uczestniczyłam w kursie dla organizacji pozarządowych, dotyczącego współpracy międzynarodowej, czy coś w tym stylu. Nie porwało mnie zbytnio, ale certyfikat mam :-) Na jakiś czas dałam sobie spokój z kursami on line, dopóki nie przeczytałam o mailowym programie Ambasadorzy Empatii (polecam, ale...). A później dzięki We must always take sides trafiłam na Coursera.org i to był strzał w dziesiątkę. Tzn. taki sposób wykładu i ćwiczeń mi odpowiada, choć nie przebrnęłam przez cały kurs Model Thinking, bo poziom abstrakcji w pewnym momencie stal się dla mnie zbyt wysoki, zwłaszcza po angielsku. Teraz zaglądam na Critical Thinking in Global Challenges i zapowiada się ciekawie. Mam nadzieję, że starczy mi cierpliwości, żeby skończyć kurs w terminie, bo z tym bywa różnie...
Natomiast, jeśli ktoś jest żądny wiedzy po polsku, i to wiedzy związanej z zielonym stylem życia, to polecam webinary (webinaria?) organizowane przez Cohabitat. Dla niewtajemniczonych - chodzi o seminarium on line, w którym uczestniczy nawet kilkaset osób. Prowadzący się zmieniają, omawiają prezentacje, odpowiadają na bieżące pytania uczestników, którzy za pomocą czata komentują wykład i dobrze jest. Przynajmniej tak było na ubiegłym webinarze (webinarium?) z zakresu samowystarczalności i DIY. W najbliższy poniedziałek odbędzie się spotkanie na temat Dachów zielonych i farm miejskich, czyli wszystko co chcielibyście wiedzieć o urban gardening, ale boicie się zapytać. Koszt to 30zł, ale można zapłacić mniej, jeśli ktoś nie ma kasy, więc śmiało, naprawdę warto.
Jeszcze innym fajnym sposobem na zdobycie nowych wiadomości w miarę szybko i bezboleśnie są wykłady TED - Ideas Worth Spreading. Zaglądam często, bo niektóre pomysły (i sposób ich przekazywania) powalają :-) Na przykład Asisko poleca te ( i jak tu się z nią nie zgodzić).
Subskrybuj:
Posty (Atom)





































