Słyszeliście o TTIP lub TAFTA? A o ACTA? A o GMO? Tajemnicze skróty mają więcej wspólnego z polityką niż z ekologią, ale jednak.
Zacznijmy od początku.
TIPP to transatlantyckie partnerstwo w sprawie handlu i inwestycji, które USA chcą zawrzeć z Unią Europejską.
Partnerstwo brzmi ładnie, ale to tylko pozory. Pozwalając na TIPP zgadzamy się, aby prawa korporacji stały ponad prawodawstwem krajowym. Powołując się na TIPP nadnarodowe firmy mogą dochodzić swoich roszczeń, niezależnie od tego, jak bardzo absurdalne one się wydają.
Przykłady? Polska musiała zapłacić 2 mld EUR holenderskiej spółce Eureko, która chciała sprywatyzować polskie PZU.
"Potężny koncern tytoniowy, Philipp Morris domagał się od Australii i Urugwaju ogromnych odszkodowań za oznaczenia ostrzegające przed skutkami palenia na paczkach papierosów. Koncern Occidental Petroleum po zawieszeniu koncesji na wydobycie ropy w rejonie Amazonki wywalczył w sądzie arbitrażowym 2,3 mld euro odszkodowania od Ekwadoru. "
Po podpisaniu TTIP może okazać się, że do Europy trafi żywność, która dotychczas nie była dopuszczona na europejskie rynki, bo nie nie spełniała unijnych norm jakości i bezpieczeństwa. To oznacza, że w sklepach może pojawić się nieoznakowana żywność GMO, mięso drobiowe odkażane chlorem, czy wołowina faszerowana hormonami wzrostu i antybiotykami.
Zagrożone sa także nasze dane osobowe oraz bezpieczeństwo środowiska.
Przykładów świadczących, o tym, że dla koncernów liczy się tylko kasa, a nie zdrowie i przyroda, jest więcej, chociaż większość ze spraw prowadzonych przez sądy arbitrażowe ISDS (nowa nazwa dla TIPP) nie jest upublicznianych. Żeby dodatkowo zaciemnić sytuację, wszystkie obrady na szczeblu europejskim odbywają się za zamkniętymi drzwiami, bez konsultacji publicznych.
A jednak można cos zrobić.
Wszystko jest ładnie opisane przez fundację Akcja Demokracja na stronie petycji NIE dla sądów arbitrażowych w TIPP. Wystarczy przeczytać i - jeśli też jesteście zaniepokojeni - dołączyć swój podpis.
Więcej: www.uwagattip.pl
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GMO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GMO. Pokaż wszystkie posty
9 paź 2015
6 lip 2014
Co czytasz?
Ostatnio znów czytam kilka książek naraz, bo wszystkie są tego warte :-)
Niestety, ponieważ nie są to powieści (i wymagają więcej skupienia niż zawiłości koligacyjne w kolejnych tomach Gry o tron), to dawkuję je sobie po fragmentach. Gdyby ktoś jednak chciał spakować do plecaka (lub czytnika) jakąś wartościową książkę, to polecam:
Ostatnie dziecko lasu - to powinna być lektura obowiązkowa każdego rodzica, studenta pedagogiki i nauczyciela. Tym bardziej, że jesteśmy być może ostatnim lub przedostatnim pokoleniem, które poznało smak swobodnej zabawy na dworze. Przesłanie w wielkim myślowym skrócie brzmi: Nie chcesz wydawać na terapeutę? Zespół deficytu natury brzmi groźniej niż ADHD? Więc po prostu idź na spacer i wygoń dziecko na dwór. Pozwól mu włazić na drzewa, grzebać w ziemi i podglądać mrówki i ślimaki. To zaprocentuje w przyszłości. Albo już teraz.
Głosy rewolucji żywnościowej - zbiór rozmów na temat współczesnej żywności, m.in. z Colinem Campbellem (tym od słynnego China Study). O tym, jak zmieniło się podejście do odżywiania i jak lobby mięsno-nabialowe manipuluje opinią publiczną (Pij mleko-będziesz wielki) i zmienia nasze nawyki żywieniowe. O tym, dlaczego GMO jest nie teges i o tym, jak przetworzona żywność fatalnie wpływa na nasze zdrowie. Co ciekawsze interlokutorzy to najczęściej osoby, które wyrastały na tradycyjnych farmach, w kulcie mięsa i nabiału (jeden z autorów jest synem magnata lodów śmietankowych w Ameryce). Warto przeczytać, bo chyba prościej niektórych kwestii wytłumaczyć się nie da.
Zjadanie zwierząt - jeśli ktoś czytał Jeść przyzwoicie i mu się podobało, to Zjadanie zwierząt też mu się spodoba. Kto nie czytał pierwszej pozycji, tym bardziej powinien sięgnąć (choć prawdopodobnie lepiej zrobi sięgając po oryginał, bo tłumaczenie zawiera błędy). Bardzo mnie ciekawi, jak na takie książki reagują mięsożercy. Ja w gruncie rzeczy nie potrzebuję utwierdzenia się w niespożywaniu mięsa i produktów zwierzęcych. Czytam jednak, bo w obu tych książkach jest wiele faktów dotąd mi nieznanych. Czasem jest to bolesna lektura, a pytania pozostają bez łatwych odpowiedzi, więc naprawdę mnie interesuje, czy osoby jedzące tradycyjnie też uwiera jej czytanie. Czy książka jest w stanie zmienić czyjeś podejście do zjadania zwierząt?
A, nie przepraszam, przeczytałam jednak dwie powieści, i to z mało znanego nurtu eko science-fiction :-) Zatopione miasto i Grabieżcy wody to książki dla młodzieży (10-14 lat), choć trudno mi ocenić, czy młodzież rzeczywiście uznałaby lekturę za wciągającą. Sam koncept podróży w czasie i zobaczenia dwóch wariantów przyszłości Ziemi w roku 2065 jest może nienowy, ale podany w zjadliwy sposób. W pierwszym przypadku bohater książki znajduje swoje rodzinne miasteczko zalane wodą (ocieplenie klimatu i liczne tsunami spowodowały podniesienie się poziomu morza), w drugim tomie woda pitna stała się towarem cenniejszym niż złoto. Dodatkowo mamy wątek romantyczny, sensacyjny, no i dyskretne wtręty ekologiczne. Czyta się szybko i zmusza do refleksji, czy rzeczywiście mamy wpływ, na to, jak będzie wyglądała przyszłość Ziemi. Minus przyznaję za pewną niechlujność edytorską (dopatrzyłam się trzech literówek).
Niestety, ponieważ nie są to powieści (i wymagają więcej skupienia niż zawiłości koligacyjne w kolejnych tomach Gry o tron), to dawkuję je sobie po fragmentach. Gdyby ktoś jednak chciał spakować do plecaka (lub czytnika) jakąś wartościową książkę, to polecam:
Ostatnie dziecko lasu - to powinna być lektura obowiązkowa każdego rodzica, studenta pedagogiki i nauczyciela. Tym bardziej, że jesteśmy być może ostatnim lub przedostatnim pokoleniem, które poznało smak swobodnej zabawy na dworze. Przesłanie w wielkim myślowym skrócie brzmi: Nie chcesz wydawać na terapeutę? Zespół deficytu natury brzmi groźniej niż ADHD? Więc po prostu idź na spacer i wygoń dziecko na dwór. Pozwól mu włazić na drzewa, grzebać w ziemi i podglądać mrówki i ślimaki. To zaprocentuje w przyszłości. Albo już teraz.
Głosy rewolucji żywnościowej - zbiór rozmów na temat współczesnej żywności, m.in. z Colinem Campbellem (tym od słynnego China Study). O tym, jak zmieniło się podejście do odżywiania i jak lobby mięsno-nabialowe manipuluje opinią publiczną (Pij mleko-będziesz wielki) i zmienia nasze nawyki żywieniowe. O tym, dlaczego GMO jest nie teges i o tym, jak przetworzona żywność fatalnie wpływa na nasze zdrowie. Co ciekawsze interlokutorzy to najczęściej osoby, które wyrastały na tradycyjnych farmach, w kulcie mięsa i nabiału (jeden z autorów jest synem magnata lodów śmietankowych w Ameryce). Warto przeczytać, bo chyba prościej niektórych kwestii wytłumaczyć się nie da.
Zjadanie zwierząt - jeśli ktoś czytał Jeść przyzwoicie i mu się podobało, to Zjadanie zwierząt też mu się spodoba. Kto nie czytał pierwszej pozycji, tym bardziej powinien sięgnąć (choć prawdopodobnie lepiej zrobi sięgając po oryginał, bo tłumaczenie zawiera błędy). Bardzo mnie ciekawi, jak na takie książki reagują mięsożercy. Ja w gruncie rzeczy nie potrzebuję utwierdzenia się w niespożywaniu mięsa i produktów zwierzęcych. Czytam jednak, bo w obu tych książkach jest wiele faktów dotąd mi nieznanych. Czasem jest to bolesna lektura, a pytania pozostają bez łatwych odpowiedzi, więc naprawdę mnie interesuje, czy osoby jedzące tradycyjnie też uwiera jej czytanie. Czy książka jest w stanie zmienić czyjeś podejście do zjadania zwierząt?
A, nie przepraszam, przeczytałam jednak dwie powieści, i to z mało znanego nurtu eko science-fiction :-) Zatopione miasto i Grabieżcy wody to książki dla młodzieży (10-14 lat), choć trudno mi ocenić, czy młodzież rzeczywiście uznałaby lekturę za wciągającą. Sam koncept podróży w czasie i zobaczenia dwóch wariantów przyszłości Ziemi w roku 2065 jest może nienowy, ale podany w zjadliwy sposób. W pierwszym przypadku bohater książki znajduje swoje rodzinne miasteczko zalane wodą (ocieplenie klimatu i liczne tsunami spowodowały podniesienie się poziomu morza), w drugim tomie woda pitna stała się towarem cenniejszym niż złoto. Dodatkowo mamy wątek romantyczny, sensacyjny, no i dyskretne wtręty ekologiczne. Czyta się szybko i zmusza do refleksji, czy rzeczywiście mamy wpływ, na to, jak będzie wyglądała przyszłość Ziemi. Minus przyznaję za pewną niechlujność edytorską (dopatrzyłam się trzech literówek).
15 mar 2012
Żądłem w rząd
Powraca temat ochrony pszczół. Za godzinę w Warszawie odbędzie się Marsz w Obronie Pszczół. A dla tych, co nie mogą, nie chcą, nie zdążą - plakacik ujrzany w Natura!lnej sprawie.
"Pszczelarze wychodzą na ulice by uświadomić społeczeństwu, że pszczoły umierają! Przez opryski i uprzemysłowienie rolnictwa. Największym zaś zagrożeniem są monokulturowe, niszczące bioróżnorodność i pryskane chemią uprawy roślin GMO, których należy zakazać!!!
Dołączając do Marszu Wspieramy pszczoły i pszczelarzy, ekologicznych rolników, piękną polską przyrodę zagrożoną przez Korporacje!!!Żądamy zakazu GMO !!!"
Jeszcze dla przypomnienia - argumenty przeciwko GMO i jaki to ma związek z pszczołami.
Rośliny modyfikowane genetycznie nie produkują nadających się do wysiewu nasion, bo modyfikowane technologią "terminator" nasionko ma zaprogramowane w swoim kodzie: jednoroczne kiełkowanie, odporność na bardzo trujące dla człowieka herbicydy (np. Randap), na grzyby i wirusy, ma wszczepione czynniki warunkujące poprawę smaku lub wydłużenie czasu przechowywania. A to oznacza, że z nasion otrzymanych z GMO nie wyrośnie kolejny plon, a rolnik zmuszony jest co roku kupować nowe nasiona GMO. I tak w kółko, dopóki starczy kasy. Przypomina to postępowanie dilerów, którymi straszy się dzieciaki w gimnazjach - tych, co to 3 pierwsze działki narkotyku dają za darmo (analogicznie - rządowe dotacje dla GMO), a za kolejne musisz mu słono zapłacić (i tu Monsanto zaciera ręce) :-/
Poza tym nieznany jest długofalowy wpływ GMO na środowisko i zdrowie - praktycznie nie ma wiarygodnych badań, które wykazywałyby całkowitą nieszkodliwość organizmów modyfikowanych genetycznie.A jeśli są, to proszę o linka w komentarzu.
Jak to się ma do pszczół? Otóż nie wiadomo tak naprawdę, dlaczego wymierają. Zbiegło się to jednak w czasie z wprowadzeniem upraw GMO. Pszczelarze powiązali fakty...
Dla równowagi linkuję jeszcze do opinii Wojciecha Zalewskiego, który zawodowo zajmuje się modyfikacją genetyczną zbóż i ma na temat GMO zupełnie inne zdanie.
"Pszczelarze wychodzą na ulice by uświadomić społeczeństwu, że pszczoły umierają! Przez opryski i uprzemysłowienie rolnictwa. Największym zaś zagrożeniem są monokulturowe, niszczące bioróżnorodność i pryskane chemią uprawy roślin GMO, których należy zakazać!!!
Dołączając do Marszu Wspieramy pszczoły i pszczelarzy, ekologicznych rolników, piękną polską przyrodę zagrożoną przez Korporacje!!!Żądamy zakazu GMO !!!"
Jeszcze dla przypomnienia - argumenty przeciwko GMO i jaki to ma związek z pszczołami.
Rośliny modyfikowane genetycznie nie produkują nadających się do wysiewu nasion, bo modyfikowane technologią "terminator" nasionko ma zaprogramowane w swoim kodzie: jednoroczne kiełkowanie, odporność na bardzo trujące dla człowieka herbicydy (np. Randap), na grzyby i wirusy, ma wszczepione czynniki warunkujące poprawę smaku lub wydłużenie czasu przechowywania. A to oznacza, że z nasion otrzymanych z GMO nie wyrośnie kolejny plon, a rolnik zmuszony jest co roku kupować nowe nasiona GMO. I tak w kółko, dopóki starczy kasy. Przypomina to postępowanie dilerów, którymi straszy się dzieciaki w gimnazjach - tych, co to 3 pierwsze działki narkotyku dają za darmo (analogicznie - rządowe dotacje dla GMO), a za kolejne musisz mu słono zapłacić (i tu Monsanto zaciera ręce) :-/
Poza tym nieznany jest długofalowy wpływ GMO na środowisko i zdrowie - praktycznie nie ma wiarygodnych badań, które wykazywałyby całkowitą nieszkodliwość organizmów modyfikowanych genetycznie.A jeśli są, to proszę o linka w komentarzu.
Jak to się ma do pszczół? Otóż nie wiadomo tak naprawdę, dlaczego wymierają. Zbiegło się to jednak w czasie z wprowadzeniem upraw GMO. Pszczelarze powiązali fakty...
Dla równowagi linkuję jeszcze do opinii Wojciecha Zalewskiego, który zawodowo zajmuje się modyfikacją genetyczną zbóż i ma na temat GMO zupełnie inne zdanie.
12 kwi 2011
Uwolnić nasiona!
Brzmi trochę jak "uwolnić słonia"? Jak się okazuje nasiona też podlegają nadzorowi i manipulacjom (nie tylko genetycznym, ale także finansowym).Pozwalam sobie zacytować ze strony Uwolnić nasiona:
17 i 18 kwietnia 2011 to ŚWIATOWE DNI PROTESTU PRZECIW PATENTOWANIU NASION. W tych dniach w Brukseli, tysiące aktywistów i rolników działających na rzecz obrony tradycyjnych nasion spotka się w celu wymiany nasion. W Polsce w dniach 16, 17, 18 kwietnia odbędzie się ogólnokrajowa akcja “UWOLNIĆ NASIONA OD KORPORACJI” jako wyraz poparcia ŚWIATOWYCH DNI PROTESTU PRZECIW PATENTOWANIU NASION. Akcję koordynuje ICPPC – Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi.
"W 2008 roku Komisja Europejska wprowadziła zmiany, które drastycznie ograniczają bogactwo rodzimych nasion dopuszczonych do masowej produkcji. Komisja dąży do wprowadzenia zakazu na rozprowadzanie wszystkich nierejestrowanych odmian. Na rynku zostaną tylko nasiona – hybrydy i nasiona genetycznie zmodyfikowane produkowane i kontrolowane przez korporacje, które domagają się również, aby na etykietach nie musiały ujawniać poziomu zanieczyszczenia nasion przez GMO (Genetycznie Modyfikowane Organizmy).
Coraz częściej nawet nasiona, które nie są genetycznie zmodyfikowane ulegają opatentowaniu np.: „nie-więdnące” pomidory, „przeciw-rakowy” brokuł i melony z dużą zawartością cukru. Lobbiści korporacji produkujących nasiona również wywierają presję na Brukselę, aby to tylko one mogły przeprowadzić wszelkie kontrole i badania na nasionach. (...)
Wpływ ponadnarodowych korporacji zajmujących się nasiennictwem i chemią stosowaną w rolnictwie wzrósł gwałtownie wciągu ostatnich 30 lat. Obecnie 10 największych firm produkujących nasiona opanowało 67% rynku światowego. Poprzez genetyczne modyfikacje, patenty i wprowadzenie opłat za rozmnażanie nasion, firmy te w niebezpieczny sposób podporządkują sobie bogactwo genetyczne naszej planety. Mniejsze firmy zostały wykupione, a bogactwo nasion niezbędne do utrzymania zróżnicowanej diety i biologicznej różnorodności zostało poważnie zagrożone. Z utratą różnorodności gatunków zwierząt i roślin wiąże się nierozerwalnie utrata wielowiekowego doświadczenia i związanej z nim wiedzy.17 i 18 kwietnia 2011 to ŚWIATOWE DNI PROTESTU PRZECIW PATENTOWANIU NASION. W tych dniach w Brukseli, tysiące aktywistów i rolników działających na rzecz obrony tradycyjnych nasion spotka się w celu wymiany nasion. W Polsce w dniach 16, 17, 18 kwietnia odbędzie się ogólnokrajowa akcja “UWOLNIĆ NASIONA OD KORPORACJI” jako wyraz poparcia ŚWIATOWYCH DNI PROTESTU PRZECIW PATENTOWANIU NASION. Akcję koordynuje ICPPC – Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi.
Sprawdź czy w Twoim mieście będzie można uwolnić nasiona. W Opolu o akcji można będzie dowiedzieć się na Ulicy Kultury (14-16.04.2011).
Subskrybuj:
Posty (Atom)






