Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywianie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywianie. Pokaż wszystkie posty

31 sie 2017

Jadłodzielnia rusza w Opolu!


Ostatnio z każdej strony trafiam na temat (nie)marnowania jedzenia, jakieś synergiczne poruszenie w tej kwestii.
We wczorajszej Polityce pisze o tym najlepiej  - "Warzywa prosto z pola dla każdego.Zróbmy sobie RWS"Marta Sapała - autorka książki mniej (love).
Poza tym zajrzyjcie do artykułu Asji Michnickiej "Jak skończyć z wyrzucaniem jedzenia - sprawdzone sposoby" w Igi Magu i Magdy Kurowskiej Jedz, dziel się i kochaj. Fenomen jadłodzielni i foodsharingu w wecrowd.pl.
Zbiegło się to także z otwarciem pierwszej opolskiej Jadlodzielni - już jutro!

Jest mały feler - Jadłodzielnia, czyli społeczna lodówka, będzie czynna tylko w godzinach otwarcia Graciarni (od 11 do 16.00), a ja wtedy pracuję :-/ Trudno więc będzie skorzystac, czy to jako dawca, czy biorca...
Idealnie by było gdyby Jadłodzielnie były obecne w każdej dzielni, być może w formie Małych Sąsiedzkich Spiżarni (na wzór Little Free Libraries):



zdjęcie z www.littlefreepantry.org, a właściwie z fp Little Free Pantry

Najlepiej od razu w połączeniu z Giveboxem :-)

Ale póki co, zostają po prostu sąsiedzkie wymianki (ostatnio nać z pęku dorodnych ekomarchewek z kooperatywy oddałam znajomej, która ma króliki) i przemyślane zakupy. Jest też aplikacja na smartfony, ale nie wiem, czy Polska z niej korzysta. jakby co, to dajcie znać: olioex.com.
No, i nacisk na sieci sklepowe (zwłaszcza dużych graczy), żeby nie wyrzucali żarcia tylko z powodu naruszonego opakowania czy lekko przekroczonego terminu ważności. Albo żeby chociaż ułatwili dostęp do swoich śmietników, freeganie będą wdzięczni.



No, cóż teorię znam nieźle, kuchenny recykling rządzi. Udało mi się ograniczyć (niemalże do zera) wyrzucanie chleba - po prostu kupuję go mniej, a z ewentualnych resztek robię grzanki (odświeżam kromki chleba w piekarniku, wpierw skrapiając je wodą lub kroję w kosteczkę i podpiekam,  a potem przesypuję do pojemnika). Odpadki cytrusowe zalewam w słoiku wodą i robię z nich ocet do sprzątania (do mycia naczyń, kuchenki, itp.) Bardzo dojrzałe banany ratuję przez zamrażanie (potem do koktajli jak znalazł). Wypróbuję też pomysł Jadłonomii na gotowanie bulionu z resztek warzyw:

"Obierki marchewki i pietruszk, szypułki pomidora, nóżka pieczarki, zielone liście pora lub czapka bakłażana – tych resztek nie trzeba wyrzucać. Wystarczy za każdym razem zamiast do śmietnika wkładać je do plastikowego pudełka PRUTA, które trzymamy w zamrażarce. Kiedy pudełko się zapełni wszystkie resztki wystarczy podsmażyć na łyżce oleju, dodać wodę oraz szczyptę soli i ugotować wspaniały bulion z recyklingu. Im więcej różnych resztek tym pyszniejszy bulion!"  
(źródło


ale i tak...

Ostatnio sprzątałam lodówkę i do kosza powędrowały: słoik z baaardzo starym i podejrzanie już wyglądającym zakwasem (naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatnio piekłam chleb), słoik napoczętego dżemu (niestety spleśniał), słoiczek z resztką przecieru pomidorowego (to samo), słoik z resztką domowego sojonezu (nie miałam odwagi ratować tego słoika i babrać się z tą masą), jakieś stare jajka przepiórcze (dostałam kiedys w prezencie i zapomniałam), 3 marchewki (zwiędły i zasuszyły się w pojemniku na dole). Dumna z siebie nie jestem, obiecuję poprawę :-/
  
 

3 wrz 2016

Post Daniela, koniec wakacji

Tydzień temu żem zakończyła prawie miesięczne doświadczenia z tzw. postem Daniela/dietą dr Dąbrowskiej. Przez 26 dni jadłam tylko niskoglikemiczne warzywa i 3 owoce - jabłko, grejfrut i cytrynę. Poza tym zero tłuszczu, białka, cukru, glutenu, i wszelkich używek (herbata, kawa, alkohol, tytoń), co dla mnie oznaczało m.in. odstawienie ginger honey lemon tea (piłam kilka razy dziennie) i nieustającą miesięczną tęsknotę za ziemniakami, awokado, oliwkami i kanapką z jakąś pastą strączkową. Koniec końców jednak nie było tak źle i pewnie gdyby nie wesele kuzynki, a na nim kuszący wegański catering, to pościłabym jeszcze dłużej.


Moją początkową motywacją było, no cóż - schudnięcie. Mimo, że od kilku lat odżywiam się wegańsko, to, nie wiadomo kiedy,  przytyłam więcej niż bym chciała. Złożyło się na to kilka czynników - m.in wegańskie słodycze (ach, czekolada z masłem orzechowym...), popijanie piwka wieczorami (ach, Sommersby kwiat bzu), wieczorne zajadanie smuteczków (ach, smażone comfort food), a także - zbyt duża ilośc wegańskich blogów kulinarnych :-P
Na post wskoczyłam bez dłuższych przygotowań, a im dłużej czytałam o jego prozdrowotnych zaletach, tym bardziej mi się podobał, a zrzucanie wagi przestało być głównym celem.
Poza tym mamy właśnie tę cudowną porę roku, kiedy pomidory mają smak, a cukinie i dynie są tanie. Z ograniczonej liczby dozwolonych warzyw i owoców można stworzyć pokaźne menu, tym bardziej, że w grę wchodzą również kiszonki i soki warzywne. A zupy i leczo bez tłuszczu też dobrze smakują :-)

Co mi dał post:
- większą kreatywność w kuchni (np. zielona zupa z ogórków gruntowych, cukinii i kapusty)
- nowe smaki - np. kiszona marchewka, kiszone pomidory
- jem więcej surowizny
- przekonałam się do grejfruta, o którym zawsze myślałam, że jest gorzki. Nie jest.
- zaczęłam używać większej ilości różnych przypraw (suszona cytryna, mieszanki curry, pieprz ziołowy, kozieradka), które dotychczas kurzyły się w kuchennej szafce
- przestałam tyle solić
- piję więcej wody (z cytryną albo octem jabłkowym albo na gorąco z imbirem i kurkumą) i różnych ziółek (mieszanka Kuby Babickiego, pokrzywa z cytryną, niepokalanek)
- mycie naczyń po beztłuszczowych potrawach to kwestia opłukania ich wodą - warto :-)
- zdrowotnie? Na pewno poprawił się stan skóry,  wyciszyła sie zmiana AZS na kolanie, zniknął cellulit, cera wygładzona i miękka, dobrze mi się spało i miałam/mam dużo więcej energii, niż w czasach sprzed postu
- codziennie ćwiczyłam jogę, minimum 20 minut rano i wieczorem, a raz w tygodniu sesja 1,5 godzinna, więc zauważyłam różnicę - nie garbię się i nie bolą mnie plecy
- na wadze 5kg mniej :-) Niby nie tak dużo (zwłaszcza, kiedy porównuje się te wyniki z innymi osobami na poście), ale wróciłam do wagi, z którą czuję się dobrze (i do cyfry 5 z przodu), a stare spodnie znów się dopinają :-)

Teraz najważniejsza rzecz przede mną - utrzymanie nowych nawyków i rozważne wychodzenie z diety.
Gdyby ktoś chciał spróbować, to polecam najpierw zapoznać się z wykładam dr Dąbrowskiej, jej książeczkami i FAQ na stronie Akademii Witalności
Było to ciekawe doświadczenie dla ciała i ducha i na pewno jeszcze do tego wrócę.

31 maj 2016

8 (a właściwie 7) powodów, dla których warto kupować ekologiczną żywność

Wszyscy eksperci od content marketingu twierdzą, że najlepiej klikają się listy typu 5-10-15 powodów, sposobów, najnajów i w ogóle. No to macie 7 powodów, dla których warto przestawić się na ekojedzenie.

Żywność ekologiczna to nie fanaberia, to konieczność. No chyba, że jesteście zwolennikami teorii, że na coś trzeba w życiu umrzeć i profilaktyka nie ma sensu. Jednak w takim przypadku nawet 100 powodów was nie przekona :-)

I chociaż o szkodliwości pestycydów wiedziałam od dawna (przeczytajcie raport Greenpeace'u Wpływ pestycydów na zdrowie), to w ciągu ostatnich kilku miesięcy dotarło do mnie kilka bardzo niepokojących newsów w temacie ryzyka związanego ze stosowaniem wszelkich chemicznych oprysków na życie i zdrowie zwierząt, ludzi i ekosystemów. Lubicie się podołować? To czytajcie.

1. Historia z sąsiedztwa, czyli jak inspektor rolnictwa stracił zdrowie na polu ziemniaków do frytek McCain.
Zdarzyło się to we Wrocławiu, w 2000 roku, inspektor pozwał koncern do sądu i dopiero po 16 latach wywalczył odszkodowanie. Opowieść jak z ekohorroru i dość ważny argument za tym, żeby jednak kupować ziemniaki ze sprawdzonego źródła.

Aha, rozmawiałam z autorką artykułu  - przyczyną kłopotów był DURSBAN 480 EC, popularny środek owadobójczy, który można wszędzie kupić (więc zapewne też jest powszechnie stosowany).
 
 2. Glifosat - substancja obecna m.in. w popularnym herbicydzie Roundup (by Monsanto) - podejrzany jest o rakotwórczość do tego stopnia, że Roundup został wpisany na listę preparatów zawierających substancje rakotwórcze przez Kalifornijską Agencję Ochrony Środowiska (OEHHA). Nie wpłynęło to jednak na ograniczenie sprzedaży i Roundup nadal pozostaje najczęściej używanym środkiem do usuwania chwastów.



2. Istnieje także związek między chorobą Parkinsona a pestycydami i glifosatem

3.Nawozy zagrażają płodności - do takiego wniosku doszli brytyjscy naukowcy obserwując jagnięta płci żeńskiej, urodzone przez owce, które w czasie ciąży miały kontakt z substancjami zawartymi w osadzie ściekowym. Jagnięta przejawiały niekorzystne zmiany w budowie jajników, przez co produkowały mniej komórek jajowych.
„Ze względu na to, że już niewielkie ilości substancji chemicznych mogą powodować nieprawidłowy rozwój układu rozrodczego u ludzi, istnieje uzasadniona obawa, że konsumpcja mięsa zwierząt wypasanych na takich pastwiskach (nawożonych osadem ściekowym – PAP) może stanowić poważne zagrożenie dla ludzkiej płodności” – przestrzega koordynator badania dr Richard Lea.

4.  Wracając do glifosatu to prawdopodobnie "zaburza przyswajanie tryptofanu w jelitach, tj. aminokwasu odpowiedzialnego za produkcję serotoniny. Natomiast serotonina reguluje poziomu cukru, insuliny i tzw. czynnika IGF-1, który z kolei odpowiada za produkcję nowych neuronów w ciele. Gdy neurony są niszczone z powodu zanieczyszczonego środowiska, stresu lub złej diety, to ów IGF-1 zapewnia nowe neurony. Jeśli jednak nie działa poprawnie, to mamy ryzyko autyzmu, demencji, depresji, kłopotów z pamięcią, otyłości, cukrzycy, nietolerancji glutenu z celiakią włącznie, nowotworów, poronień, bezpłodności, zaburzeń rozwoju kości, Candidy itd.". Więcej: Glifosat kontra zdrowie

Tymczasem przenika nie tylko do gleby i wód podziemnych, ale jest znajdowany w żywności.



5. Np. w jakże - uważanej za zdrową - jaglance

"Na forach rolników znajdziecie porady, że proso jest gotowe do desykacji, gdy połowa ziaren jest dojrzała. Wówczas stosuje się glifosat (3 l/ha + 5 kg/ha siarczanu amonu) i zbiera po ok.2 tygodniach.(...) Takie oto proso mamy na rynku… A w naszym moczu – sporo glifosatów: wykryto je w 70% polskich próbek moczu. Dla porównania w 90% maltańskich, w 17% szwajcarskich, w 10% macedońskich.

WNIOSEK? Kupujcie proso od ZAUFANYCH ROLNIKÓW. Zapłaćcie za nie więcej, zaoszczędzicie na kosztach leczenia – wydatkach swoich i całego społeczeństwa. Aby zakończyć pozytywnie, przeczytajcie o EKOLOGICZNEJ uprawie prosa: ekoarka.com.pl/uprawa/166-uprawa-prosa-w-rolnictwie-ekologicznym"

 6. Glifosat w oleju
Wspomniana powyżej desykacja glifosatem, czyli wysuszanie plonu przed zbiorem, stosowana jest także na rzepaku. Swego czasu próbowałam dowiedzieć się od pani rzecznik prasowej Oleju Kujawskiego, czy prowadzą pod tym kątem badania swoich dostawców rzepaku, ale nie potrafiła/nie chciała udzielić mi odpowiedzi na to pytanie...
Z tego badania wynika, że w prawie wszystkich olejach i tłuszczach znajduje się glifosat, ale w ilościach nieprzekraczających normy określonej w Rozporządzeniu Ministra Zdrowia z dnia 16 maja 2007 r. w sprawie najważniejszych dopuszczalnych poziomów pozostałości pestycydów, które mogą znajdować się w środkach spożywczych lub na ich powierzchni. Czy to mnie uspokaja? Niezbyt. Powyższe przyklady pokazują, że glifosat i pozostałości pestycydów znajdują się prawie wszędzie, w związku z czym trudno obliczyć, jaką faktyczną dawkę przyjmujemy codziennie w spożywanych produktach, ani jak taki "chemiczny koktajl" działa na organizm.

7. Glifosat w piwie

Glifosat jest tak rozprzestrzeniony, że nawet jest w deszczówce. Niedawno znaleziono go także w piwie...
"Wyniki pokazały, że Hasseröder miał najwyższą ilość glifosatu, który według WHO może być rakotwórczy dla człowieka - 29.74 mikrogramów substancji chemicznej na litr piwa. Za nim uplasowały się marki piw, które można kupić
również w Polsce m.in. Jever, Warsteiner, Radeberger, Veltins, Krombacher, Paulaner, Bitburger czy Becks.



Najniższy poziom miał Augustiner Helles - 0,46 mikrogramów pestycydu na litr piwa.
Ale nawet ta ilość jest ponad 4 razy większa niż dopuszczalne normy dla wody, które są ustalona na 0,1 mikrograma na litr wody pitnej - informują niemieckie media."



8. Mało że w piwie, jedzeniu? Glifosat jest także w tamponach i podpaskach...
"24 lutego rozpoczęto usuwanie ze sklepów we Francji i Kanadzie produktów do higieny intymnej firmy Organyc. Wszystko to przez wykrycie szczątkowych ilości substancji rakotwórczej glifosat. Informację opublikował francuski magazyn "60 milionów konsumentów". Podpaski „bio Organyc” dostępne są również w naszym kraju. Reklamowane są jako produkt z tzw. wyższej półki."
I jeszcze jedno źródło


Co więc możesz zrobić?
- unikać produktów z tzw. brudnej 12 (najbardziej zanieczyszczonej pestycydami)


brudna dwunastka, shoppers guide: www.ewg.org/foodnews

- kupować ekożywność lub ze sprawdzonego źródła - biobazary, działeczka, kooperatywa - na pewno coś tam takiego w pobliżu macie

- kupować produkty z tzw. czystej 15 - The Clean Fifteen™- awokado, ananasy, kapusta, mrożony groszek, cebula, szparagi, kiwi, bakłażany, grejfruty i kalafior

- edukować - zarówno rolników, sprzedawców, jak i konsumentów. No i polityków...


- podpisać petycję. "Obecnie trwa ostra debata nt. nieszkodliwość lub wręcz odwrotnie, szkodliwości substancji, której ślady wykryto w owocach i warzywach, w produktach na bazie zbóż, a także w modyfikowanej kukurydzy i soi wykorzystywanym na paszę. W marcu ubiegłego roku Międzynarodowa Agencja Badań Raka (IARC) sklasyfikowała glifosat jako „prawdopodobnie rakotwórczy”. Krótko potem opublikowano dwie inne opinie, całkowicie sprzeczne z opinią IARC: Federalny Instytut Oceny Ryzyka w Niemczech (BfR) ocenił glifosat jako „nierakotwórczy”, a Europejski Urząd bezpieczeństwa Żywności (EFSA) uznał, że jest „mało prawdopodobne, aby dla ludzi stanowił zagrożenie rakotwórcze”. Aby sformułować swoje opinie, obydwie instytucje opierały się na niepublikowanych badaniach fitosanitarnych zleconych przez samych producentów." (źródło)

18-19 maja Komisja Europejska dyskutowała nad odnowieniem zezwolenia na glifosat (jego ważność koczy się 30 czerwca), ale decyzji nie podjęto. Przeciwko glifosatowi są  póki co Francja, Niemcy, Słowacja, Austria, Portugalia i Holandia, pozostałym 19 krajom (w tym Polsce) jest to co najmniej obojętne.
Sprawa jeszcze się rozstrzygnie, ale prawdopodobnie wygra stanowisko korporacji (glifosat zwiększa plony, zapewnia żywność dla świata i ratuje ludzkie życie zmniejszając głód)
Kampania społeczna STOP GLIFOSATOM trwa!

- samemu uprawiać - choćby ziółka na parapecie czy pomidory na balkonie (sorry Kaha, ale wrzucam twoje zdjęcie):

 

13 mar 2016

Ach, co to był za weekend #7

Chociaż zimny, chociaż deszczowy, ale intensywny :-)

Zaczął się w piątek, kiedy wybrałam się na dokument "Cały ten cukier". Niestety nie było już biletów, ale mam nadzieję, że film jeszcze uda mi się zobaczyć. Z założenia przypomina niezły film "Supersize me" na temat szkodliwości fast foodów. A oto trailer cukru:




W sobotę natomiast poszłyśmy z Natalką na Noc Sów - organizowaną  w ten weekend w całej Polsce. W Opolu, mimo mżawki, na spacer śladem sów przyszło mnóstwo osób.

 

Było interesująco, choć ani puszczyka ani uszatki żyjących na Wyspie Bolko i w Parku Nadodrzańskim nie udało się usłyszeć. Za to dzięki nagranym głosom wabiącym już wiem, jak brzmią (dla ciekawskich głosy sów - tutaj).



Dowiedziałam się także, że sowy mają trzy powieki: jedną do mrugania, jedną do spania, jedną do zachowania czystości oka. Ich oczy są tunelowe, czyli posiadają funkcję zoom, jak lornetka. Dodatkowo na "twarzy" zwanej szlarą, mają pióra czuciowe, które służą jako echolokalizator. Ale i tak najbardziej rozwiniętym zmysłem u sów jest słuch, a ich uszy są asymetryczne. Więcej informacji nie zapamiętałam, ale na tej stronie znaleźć ich można dużo dużo więcej.

Natomiast niedziela stanęła pod znakiem kampanii Jak one to znoszą. Jako Otwarte Klatki zorganizowaliśmy akcję pod opolskim centrum handlowym. Oprócz częstowania kanapkami z pastą bezjajeczną (dzięki Polsoja!), zachęcaliśmy także do obejrzenia filmu z fermy klatkowej w kosmicznych goglach virtual reality, a przede wszystkim do podpisywania deklaracji o niekupowaniu jajek oznaczonych cyfrą 3. Reakcje przechodniów były różne - od gburowatej obojętności do wyrazów pełnego poparcia i sympatii (jedna pani aż mnie wycałowała).



Co do kur niosek - mają naprawdę życie nie do pozazdroszczenia, dlatego jeśli już musicie kupować jajka, to wybierajcie te z numerkami 0,1 i 2, a trójki odpuśćcie sobie dla lepszego samo- i kur -poczucia.


5 lis 2015

Mody żywieniowe są bez sensu

Paleo, dieta Kwaśniewskiego, Diamondów, Montignaca, dieta zgodna z grupami krwi, bezglutenowa, wegańska, pięciu przemian, makrobiotyczna, witariańska/raw, tradycyjna kuchnia polska, produkty superfood - to wszystko marność, serio ;)
Nie jestem dietetyczką, ale coraz częściej ludzie zwracają się do mnie z pytaniami o zdrowe odżywianie. A od czasu kiedy zaczęłam odżywiać się świadomie, a nie jeść po prostu to, co mama wrzuci na talerz, przeminęło już wiele mód żywieniowych i różnych diet-cud. Duże śniadanie na ciepło to podstawa dnia (no way), nic nie jeść po 18.00 (no way), nie łączyć węglowodanów z białkiem, nie jeść gotowanej marchewki bo ma wysoki indeks glikemiczny, zero cukru, pić 2 litry wody dziennie, nie gotować, nie smażyć, najlepiej w ogóle nie jeść... Jestem zbyt leniwa, żeby do jakichkolwiek wskazówek stosować się dłużej niż 2 dni, ale kilka przerobiłam (w głodówce leczniczej najfajniejsze było uczucie, że od niejedzenia się nie umiera). I chociaż od 24 lat (proudly) nie jem mięsa, to tak naprawdę dopiero od kilku lat rzeczywiście staram się jeść zdrowo. No cóż, lepiej późno, niż wcale ;-) Zbiegło się to w czasie z moim powrotem do weganizmu, który jest teraz dużo bardziej świadomy niż te 20 lat temu... Wtedy po prostu nie jadłam mięsa i nabiału, nie myśląc w ogóle o bilansowaniu diety czy suplementowaniu B12. To nie było dobre, dlatego - jeśli rozważacie weganizm albo którąkolwiek z diet wykluczających - poczytajcie wpierw o tym, jak sobie nie zaszkodzić, ok?



Bo wcale nie uważam, że weganizm jest dobry dla wszystkich. Podobnie jak taki modny ostatnio bezgluten nie jest dla wszystkich, choć na pewno jest konieczny dla osób chorujących na celiakię (btw - można się jej nabawić w wieku dojrzałym, czego nie byłam świadoma). Paleo w ogóle nie ma dla mnie sensu (trudno porównywać sposób odżywiania naszych przodków ze współczesnym jedzeniem), podobnie dieta Kwaśniewskiego. Nie wierzę w odżywianie zgodne z grupami krwi. Makrobiotyka i raw wzajemnie się wykluczają, ale przedstawiciele obu nurtów są przekonani o wyższości jednego sposobu nad drugim. Pięć przemian jest bardziej filozofią powiązaną z tradycyjną medycyną chińską, ale sprowadzanie tego do mechanicznego odtwarzania kolejności dodawania składników jest totalnym spłyceniem i raczej sztuką dla sztuki (choć zaszkodzić nie powinno). No i tak.
Podsumowując - nie ma jednej optymalnej diety zdrowej dla wszystkich. To co się sprawdzi u Eskimosów, nie zadziała w Afryce. To co działało w erze kamienia łupanego, niekoniecznie zadziała w czasach internetu i makdonalda. To co jest konieczne u alergika, może zaszkodzić osobie, która je wszystko. Wykluczenie jednego elementu powoduje konieczność suplementacji innego. Wybrać musisz sam/a, metodą prób i błędów, wsłuchując się w siebie.


W moim przypadku sprawdza się dieta oparta na współczuciu wobec zwierząt, czyli weganizm. Ale nie jest on 100% - jem miód (sorry pszczoły), a na wyjazdach nie dociekam, czy w plackach ziemniaczanych jest jajko i na jakim tłuszczu są smażone frytki... Rezygnacja z nabiału była okupiona tęsknotą za smakiem mlecznej czekolady, kefiru i pizzy, ale na szczęście po kilku miesiącach ochota na czeko zniknęła, smak zakwasu buraczanego jakoś zniwelował chęć na kefir, a ser Violife do pizzy ciągnie się tak samo jak jego mleczny odpowiednik :-) Jednocześnie - odstawiając nabiał, odkryłam mnóstwo innych rzeczy dp jedzenia i przypraw, więc na moim talerzu jest bardziej kolorowo i różnorodnie niż w czasach, kiedy po prostu nie jadłam mięsa. Staram się nie jeść za dużo przetworzonych produktów (koniecznie obejrzyjcie film Food Inc., który wklejam niżej), ekowarzywa kupuję w kooperatywie, wspomagam się ziołami :-) Suplementuję B12 (jest taki fajny preparat w sprayu, ponoć lepiej się wchłania), nie mam anemii, czuję się dobrze, dziękuję.


Co więc mogę polecić?
Świadomość i współczucie to podstawa zdrowej diety :-) A poza tym:
- ograniczenie produktów wysokoprzetworzonych, mięsa, nabiału, glutenu, cukru i soli
- jedzenie warzyw eko/bio/organic/non GMO - najlepiej lokalnych i sezonowych
- różnorodność kluczem do sukcesu - pamiętamy o zielonych liściach, orzechach, strączkach, olejach, ziołach
- kiszonki - ostatnio jestem fanką kiszonek - zakwas buraczany, ogórki kiszone, kimczi - ach i och
- suplementacja tego, co konieczne (z naciskiem na konieczne) - dla wege jest to B12, dla większości osób także witamina D3 oraz kwasy omega

I powinno byc dobrze. 

29 wrz 2014

Lektury na jesień

Pojawiło się ostatnio kilka nowych, darmowych publikacji, z którymi warto się zapoznać.

1. Magazyn WyTwórcy przygotowany przez Cohabitat.





2. Starter "Dobre decyzje" przygotowany przez Otwarte Klatki.
„Dobre decyzje. Pierwsze kroki w świecie dań roślinnych” pokazuje nie tylko, dlaczego warto postawić w 100% na roślinne produkty, ale także jak komponować pełnowartościowe posiłki, jakie superpokarmy dobrze mieć w swojej kuchni oraz jakie gotowe produkty roślinne znajdziesz w sklepach.
"Starter dostępny będzie bezpłatnie w wersji elektronicznej. Chcemy jednak docierać z nim do jak największej liczby osób - także takich, które nie korzystają na co dzień z komputera albo które są zajęte i otrzymanie papierowej wersji będzie sporym ułatwieniem.

 
Wydrukowanie 1 broszury to koszt 60 groszy, dlatego proponujemy Ci możliwość konkretnego wsparcia naszych działań. Każda wielokrotność tej kwoty to dodatkowy wydrukowany starter.
 
Wybierz jedną z opcji dostępnych po prawej stronie albo kliknij tutaj i wybierz własną kwotę."
 
 



3. Jak kupować żeby się nie rozczarować? Czy to sposób jest jedyny pestycydy lać w rośliny? Czy dobra krowa to majątku połowa? Czy zachwyca Cię dżdżownica? Jak bez problemów i błędów licznych rozpoznać produkt ekologiczny?
Na te pytania i wiele innych znajdziesz odpowiedzi w e-booku „Zielony Kociołek” przygotowanym przez  stowarzyszenie Zielona Przestrzeń.


4. Magazyn Ładnie Naprawię, nr 3.
Dużo czytania o ładnym naprawianiu i tematach ekopokrewnych. Zasadniczo gazeta ukazuje się w formie papierowej (cena jedynie 5zł!), ale wirtualnie można przejrzeć tu. Moim zdaniem warto :-)


5. Poradniki dotyczące zakładania deszczogródków - po polsku! Przygotowała Fundacja Sendzimira. Co to są ogrody deszczowe - tu.






10 wrz 2013

Czytamy etykiety

Oto jest, powstała nowa strona dla namiętnych czytaczy składów wszelakich.
Jeśli więc czytasz etykiety i ze zdumieniem odkrywasz, że w jogurcie znajduje się żelatyna, a cukier waniliowy wcale nie jest waniliowy, tylko wanilinowy, to CzytamyEtykiety.pl jest dla ciebie.
Póki co produktów jest jeszcze niewiele, ale można dodać swoje typy.


Wygląda dobrze, ale brakuje mi tu trochę jakiegoś znaczka, który sygnalizowałby produkty wegańskie, bo ostatnimi czasy skanuję składy głównie w celu wyłapania niekoszernych dla wegan rzeczy, jak serwatka w proszku czy białko jaja. Więc przydałoby się jakieś oznaczenie i mam nadzieję, że z biegiem czasu się pojawi.
A póki co poszłam do kuchni z nadzieją, że się przyczynię do rozwoju serwisu i wyślę etykietę jakiegoś produktu, ale... na półkach same przyprawy, herbaty, kawa, ryż, mąki, cukier, sól. Na blacie słoiki z przetworami od cioci Jadzi, w szufladzie makaron, kasze, pestki - nie ma czego spisywać! W końcu zajrzałam do lodówki i wypatrzyłam napój izotoniczny dla sportowców (nie, nie mój) Isostar o smaku pomarańczowym.
No to jazda: woda, cukier, syrop glukozowy, kwas cytrynowy, cytrynian sodu, naturalny aromat pomarańczowy, maltodekstryna, fosforan wapnia, węglan magnezu, chlorek sody, chlorek potasu, stabilizatory E414 i E445, przeciwutleniacz: kwas askorbinowy, barwnik: beta-karoten.
Mniam.

10 kwi 2013

Dzień czwarty nienażarty

Żeby nadrobić zaległości opiszę jeszcze dzień dzisiejszy, który pomału zbliża się do końca. Jego tematem przewodnim jest odżywianie. Na początek obliczyłam swój żywieniowy ślad węglowy. Niestety takie kalkulatory nie uwzględniają wielu czynników, ten dodatkowo robiony był dla mieszkańców UK, więc tam, gdzie wybrałabym opcję "produkt lokalny/polski", trzeba było wybrać UK. Nie za bardzo rozumiem też pytanie o sieci supermarketów, w których robię zakupy (ze znajomych było tylko Tesco, ale i tak wybrałam Pana Warzywniaka czyli local grocery shop). Trudno mi też było określić, skąd pochodzą banany, które czasem kupuję. Założyłam, że z Afryki, ale z jakiego kraju? Potem jednak znalazłam w kieszeni nalepkę Chiquita Equador... No, w każdym razie ślad spożywczy wyszedł mi 811,9 kg/rocznie, ale nie znalazłam jakiejś tabelki porównawczej, więc nie wiem, czy to dużo, czy mało, jednym słowem do kitu taki kalkulator :-)

Wracając do jedzenia, to choć rozumiem i popieram znaczenie odżywiania się lokalnego, to całkowita rezygnacja z cytryny, imbiru, czy awokado znacznie naruszyłaby moją strefę komfortu i przyzwyczajeń kulinarnych. O ile cytrynę (czasami kupuję niewoskowane w Lidlu) mogłabym od biedy zastąpić kwaskiem cytrynowym lub pigwą, to smak imbiru czy awokado jest niepodrabialny z żadną lokalną rośliną. Chyba, że o czymś jeszcze nie wiem?
W tym przypadku więc święta nie jestem. Żeby jednak nadrobić zagraniczne grzechy, odżywiam się prawie wegańsko (ino miód się ostał), próbuję działać w kooperatywie współpracującej z ekorolnikami, no i  sama próbuję sił w produkcji jedzenia. Na razie nieśmiało na parapecie, ale wkrótce przeniosę się z tym bajzlem na działkę. A moje zadanie na dziś? W końcu wysiałam sałatę i szpinak :-)
I jeden film mnie dzisiaj zachwycił, obejrzyjcie, bo krótki, a inspirujący. No, nie chcielibyście mieszkać w takim mieście-ogrodzie???



Ja bym bardzo chciała, więc od razu umówiłam się na spotkanie z panią, która w Opolu pracuje jako Miejski Ogrodnik. Ponoć planuje stworzenie dachu zielonego na Urzędzie Miasta, to może i do pomysłu miasta-ogrodu da się przekonać?

Jednym z ciekawszych pomysłów na dziś było poproszenie w restauracji o wodę z kranu. Do picia oczywiście. Jest to dość popularna praktyka w Czechach i to tam po raz pierwszy spotkałam się z piciem wody prosto z kranu. U nas w domu zawsze się ją wcześniej przegotowywało. Wg badań (zleconych przez BRITA - producentów filtrów do wody) - niesłusznie. W większości miejscowości w Polsce woda z kranu jest w pełni bezpieczna i można ją bez obaw konsumować. Jednak niewiele osób to robi.
A tymczasem produkcja wody butelkowanej jest megauciążliwa dla środowiska. Lepiej więc zainstalować filtr (jeśli ktoś nie jest w stanie się przełamać i napić kranówki) albo nosić ze sobą wodę w wielorazowych butelkach Bobble (które już mają w sobie filtr węglowy).

Infografika pochodzi z fanpage'a Piję wodę z kranu.

P.S. A, jeszcze muszę wspomnieć koniecznie o kuchennym recyklingu! Jest wiele sposobów (oprócz produkcji kompostu) na wykorzystanie resztek. Dziś starałam się gotować z resztek, żeby nie iść na zakupy, więc po przejrzeniu zawartości szafek i lodówki na obiad zrobiłam kaszę jęczmienną z tempehem oraz buraczkami, a dziecku odgrzałam wczorajsze kluski. Skromnie, lecz smacznie :-)

3 mar 2013

E 120 i inne historie

Czytacie składy? Ja czytam od jakichś 20 lat i teoretycznie powinnam mieć wszystkie dodatki E w małym paluszku, ale jednak nie mam pamięci do cyferek. Uprzejmie więc donoszę, że istnieją różne pomoce odnośnie identyfikowania dobrych i złych E.
Od książki E213, przez aplikację E-kody (na starsze telefony komórkowe) do aplikacji eFood (na smartfony).
Weg(etari)anie powinni unikać takich E jak na liście forum Empatii, ze słynną koszenilą (czerwony barwnik ze sproszkowanych mszyc) E 120 na czele. Zły jest także szelak - E904 - również pozyskiwany z owadów - niestety występuje także na owocach cytrusowych jako środek konserwujący :-/

Niefajne są także barwniki powodujące nadaktywność
  • żółcień chinolinowa (E 104)
  • tartrazyna (E 102)
  • żółcień pomarańczowa (E 110)
  • pąs 4R/czerwień koszenilowa (E 124)
  • azorubina/karmoizyna (E 122)
  • czerwień Allura AC (E 129).
 I choć wiele z tych dodatków jest całkowicie bezpiecznych, to generalnie - im mniej E, tym lepiej. Ale bez czytania składu się nie obędzie...


24 paź 2012

Recykling kuchenny

Już dawno chciałam napisać o kuchennym recyklingu, czyli wykorzystywaniu wszystkiego, co w pośpiechu często ląduje na kompoście.
A tymczasem, jak się okazuje, i obierki mają swoje drugie życie.
Chipsy z ziemniaczanych obierek pokazuje w pełnej krasie Jadłonomia na swoim blogu. 
Wyglądają smakowicie, aż mam ochotę dziś popełnić :-)

Ciekawy sposób na owocowe resztki (ogryzki, skórki od cytryny, jabłek, bananów etc.) prezentuje na wd amanitka. Przepis na enzymy (nie znam się na chemii, ale jest to coś w rodzaju octu owocowego, tutaj podejście naukowe i eksperyment ) jest prosty - wystarczą obierki, cukier i drożdże (choć bez drożdży też się uda). No, i trochę cierpliwości, bo proces wymaga czasu i codziennego potrząsania słoikiem :-)
Zastosowania takiej mikstury są szerokie - uniwersalny środek czyszczący, nawóz, repelent na owady, odplamiacz, a nawet płyn do mycia zębów.




Innym pomysłem na jabłkowe obierki jest herbatka owocowa. Ususzone skórki (oczywiście z jabłek eko, pryskanych bym nie ryzykowała), pokrojone, plus cynamon i goździki zalać wrzątkiem, odcedzić i pić.

A co z fusami od kawy i herbaty? No, oczywiście peeling i maseczki :-) A serio, to nie próbowałam - od zapachu kawy mnie odrzuca raczej, szorować wanny też nie lubię, więc u nas zazwyczaj lądują na kompoście. Co najwyżej herbaciane torebki czasem stosuję jako kompres na oczy...

W kuchni stosuję jeszcze recykling chleba, bo Córka wyjada zawsze środek pajdy, a skórki zostawia na talerzu. Lądują więc potem w zupie, a czasem w kotletach chlebowych. Ewentualnie suszą się i wędrują do zaprzyjaźnionego z Ciocią Jadzią gospodarstwa.
A skoro już o chlebie mowa, to słyszeliście o naczyniach otrębowych? Spotkałam się z nimi już kilka lat temu, ale w niedzielę miałam okazję spróbować ich bezpośrednio na Ekobazarze.
Naczynia powstają z otrąb, które są produktem ubocznym z mielenia mąki. Fajne toto, po użyciu można wywalić na kompost i nie martwić się o nic. Albo zalać mlekiem i potraktować jako składnik owsianki. Albo podgryzać sobie w chwilach wielkiego głodu (o ile ktoś lubi smak otrąb).
Kupić można tu. Polecam na pikniki i imprezki na działce.

A wasze recyklingowe sposoby kuchenne? Podzielcie się, proszę!

16 paź 2012

Zrób coś w sprawie żywności

Jak obchodzicie dzisiejszy Światowy Dzień Żywności?

Niezbyt podoba mi się tegoroczne hasło Strajków Żywności (wegeprzewrażliwienie, choć idea zacna), ale hasło oficjalne akcji, czyli "Kooperatywy spożywcze kluczem do nakarmienia świata" już dużo bardziej.
Każdy ma prawo do jedzenia. I to do jedzenia zdrowego, bez syfnych dodatków, z lokalnych produktów, niemodyfikowanych genetycznie i nie podsypywanych sztucznymi nawozami.
I to nieprawda, że głód na świecie jest dlatego, że żywności jest za mało. Wręcz przeciwnie - jak w prawie każdej dziedzinie życia - tu też mamy do czynienia z nadprodukcją. Jedzenie się wyrzuca, marnuje, dystrybuuje w głupi sposób (sadzonki szkockich ziemniaków dojrzewają w Egipcie, żeby przetransportować je do Europy okryte irlandzkim torfem, aby zachowały świeżość - przykład z filmu  Autostradą na talerz). No, dajcie spokój.




Możemy bezrefleksyjnie być tym ostatnim ogniwem łańcuszka dostaw kupując to, co nam dostarczą z hurtowni do supermarketu, psiocząc na cenę, jakość, pestycydy i rząd. Możemy też skrzyknąć się w kilkanaście osób, pojechać  do rolnika i kupić od niego warzywa. Albo poprosić, żeby rolnik przyjechał do nas. Albo uprawiać razem działkę, czy założyć ogród na balkonie, zainteresować się permakulturą, zrobić akcję Partyzantki Ogrodowej, wymieniać się przetworami, sadzonkami i plonami, wesprzeć Banki Żywności, iść z dzieckiem na warsztaty kulinarne w ramach akcji Szkoła na widelcu, albo na Kuchnię Społeczną (działa w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, a może gdzieś jeszcze?), włączyć się w Food Not Bombs, przyjrzeć się krytycznie systemowi dystrybucji i marżom pośredników (Od rolnika do pośrednika, 3000 procent znika) i być może stworzyć alternatywny system, jak poznańskie Wiem, co jem
Możliwości jest mnóstwo i nie jesteśmy skazani na ziemniaki z Egiptu. Na szczęście.

14 wrz 2012

Latająca Kuchnia Kapitana Chilli i inne historie

Bardzo podoba mi się nazwa tego wege cateringu z Wrocławia.

Brzmi intrygująco i smakowicie jednocześnie. Ceny bardzo przyjazne (zupa 3-5zł, drugie danie 10, deser - 3), a menu... Sami spójrzcie:
Zamawiać można mailowo (latajacakuchnia@gmail.com - podaję dla tych, co nie mają fejsboga) lub telefonicznie, na terenie Wrocławia dowóz 5 zł, okolice ścisłego centrum - darmo.

W ogóle nie tak wiele czasu minęło, odkąd na Ulicy Ekologicznej zamieściłam listę weg(etari)ańskich cateringów, a już powstało (lub właśnie powstają) kilka nowych miejsc, gdzie można zjeść na surowo, organicznie, wegańsko i wegetariańsko. W większości z nich odpowiednio wyspecjalizowany catering nie będzie problemem, wystarczy zapytać. Mowa o Spółdzielni (Kraków), Raw Organic (też Kraków, otwarcie dziś), Plantacji (Warszawa, ul. Marszałkowska 28, otwarcie jutro), Veganice (Łódź, tylko catering), Niesiarkowanej-Organic Cafe (Poznań, młodsza siostra Ekowiarni), czy barze Karrotka (Toruń).

O kimś zapomniałam? Proszę o komentarz :-)

6 wrz 2012

Kolcowój chiński

No, to o czym będzie dzisiejszy wpis? Ano, o kolcowoju chińskim, którego owoce znane są jako goji.
Gojishop
Pojadam je sobie od tygodnia, dzięki Gojishop. Smakują trochę jak rodzynki, a świadomość tego, jakie są zdrowe jeszcze dodaje im smaku  :-)
"Owoce goji w tradycyjnej medycynie chińskiej są ważnym lekiem stosowanym jako środek pobudzający, zwiększający wytrzymałość, osłaniający wątrobę i poprawiający wzrok."
i jeszcze: 
"Tradycyjnie uważa się, że kolcowój jest zielem przedłużającym życie. Chińscy zielarze dzięki jego stosowaniu mieli żyć aż 252 lata. Obecnie zarówno jagody, jak i korzeń mają szeroki zakres zastosowania w medycynie. Jego jagody można zbierać latem i wczesną jesienią.
Jagody kolcowoju chińskiego stanowią bardzo bogate źródło karotenoidów (więcej od marchwi), witaminy C, flawonoidów, witamin B1, B2, B6 i E oraz aminokwasów, polisacharydów, kwasów tłuszczowych i minerałów. Spośród nich polisacharydy odpowiedzialne są za usprawnienie działania układu odpornościowego. W jagodach kolcowoju chińskiego występuje imponująca ilość zeoksantyny - karotenoidu odpowiedzialnego za ochronę plamki żółtej siatkówki. Stężenie zeoksantyny w jagodach kolcowoju chińskiego jest czterdziestokrotnie wyższe, niż w uważanej za jej najbogatsze źródło żółtej kukurydzy. Zawartość białka w tych jagodach jest zbliżona do ilości występujących w pyłku pszczelim. Jagody kolcowoju chińskiego zawierają ponadto specyficzny polisacharyd (Lycium Barbarum Polisaccharide), który wykazuje działanie protekcyjne oraz naprawia uszkodzone struktury DNA. Ochronę DNA komórkowego zapewnia również wysokie stężenie karotenoidów oraz innych antyoksydantów oraz stymulacja wytwarzania w organizmie naturalnych enzymów antyoksydacyjnych.
Stosowany jest przy schorzeniach nerek i wątroby, poprawia krążenie krwi, redukując jej ciśnienie, przeciwdziała nadmiernemu nocnemu wydalaniu moczu, poprawia męską potencję, pomaga przy bólach pleców, poprawia wzrok, pomaga przy kaszlu, zawrotach głowy i krwawieniu z nosa, łagodzi stany podgorączkowe i bóle głowy, pomaga również przy chorobach płuc i łagodnych odmianach cukrzycy."


Oczywiście moja wiara w tzw. cudowne specyfiki dobre na każde zło jest mocno ograniczona, ale to jeden z nielicznych przypadków, kiedy mogę spokojnie zjeść coś, co jest "made in China". I nie jest naszpikowane konserwantami i barwnikami, albo siarką jak większość suszonych owoców sprzedawanych w marketach.
Rzecz jasna przez ten tydzień lat mi nie ubyło, oczy nadal ślipią przed ekranem, ale nawet jeśli ma to być placebo, to jest to placebo smaczne :-) A już zwłaszcza goji w czarnej czekoladzie
Batonik musli z goji też dał radę, choć dopiero po fakcie doczytałam w składzie obecność serwatki w proszku. Więc nie dla wegan, ale za to z opakowania można zrobić rakietę :-)

Zachęcona opiniami w necie postanowiłam też spróbować wyhodować własny kolcowój, ponoć z suszonych owoców jak najbardziej można wykiełkować kilka nasion. Pożyjemy zobaczymy...

28 sie 2012

Arka Smaku

Arka Smaku to taki projekt związany z ruchem Slow Food, co by ocalić od zapomnienia tradycyjne smaki, potrawy, produkty itp.
Zazwyczaj nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu na świecie uprawiono po kilkadziesiąt (a czasem kilkaset) odmian pomidorów, ziemniaków, jabłek, ryżu... W tej chwili uprawia się po kilka odmian, reszcie grozi wyginięcie, a nam monotonia na talerzu. Dlatego powstała Arka Smaku i dlatego powstają banki nasion.
Nie wiadomo ile ich jest na świecie dokładnie (ponoć 1400). Najbardziej znany jest ten globalny, na Spitsbergenie (choć internetowe pogłoski o współfinansowaniu go przez koncern Monsanto brzmią niepokojąco).
W Polsce działa ich zaledwie kilka  - wyłapałam Leśny Bank Genów Kostrzyca, bank nasion w PowsinieLokalny Bank Genow w Pokrzydowie. Z tego ostatniego można uzyskać bezpłatnie nasiona, ale biorcy proszeni są o ich rozmnożenie i odesłanie części namnożonych nasion z powrotem. To super inicjatywa. Przydałoby się więcej...

Są tacy (zwolennicy teorii spiskowych, końca świata i survivalu), którzy myślą nad stworzeniem podstawowych pakietów ratunkowych na własny użytek. Ci, którzy mają do wydania ok. 400zł mogą je zakupić przez internet.

A jakie produkty chroni Arka Smaku? Listę polskich znajdziecie na stronie Slow Food, prym wiedzie oscypek :-)
Jest też coś takiego jak Stowarzyszenie Dla Dawnych Odmian i Ras, Europejskie Dziedzictwo Kulinarne, Polska Izba Produktu Regionalnego i Lokalnego oraz Wspólna Polityka Rolna, a na ministerialnej Liście Produktów Tradycyjnych jest już ponad 850 potraw. Chociaż sporo w nich mięsiwa, to wśród warzyw i owoców znaleźć można smakowite i intrygujące nazwy - gruszki szaruszki w syropie, malina kraśnicka, kapusta kiszona w całych głowach, suska sechlońska, polska fasola z orzełkiem, modra kapusta, róża ucierana podkarpacka, dynia w winie po cieszyńsku, konfitury z jarzębiny...
To się nazywa różnorodność! Chrońmy ją.

24 sie 2012

VegeMapa

Jeszcze nieoficjalnie, ale już wkrótce ruszy strona od dawna potrzebna w polskim internecie, czyli VegeMapa.
Jesteś wege/vegan/raw, jedziesz do Koziej Wólki i nie wiesz, czy jest szansa na posiłek "na mieście"? Sprawdź opcje na VegeMapie...
Wyobrażam sobie, że tak właśnie to będzie działać, więc trzymam kciuki za pomyślne uruchomienie bazy danych.
Póki co swoje propozycje (w końcu wy najlepiej wiecie, która wegeknajpa w waszym mieście jest godna polecenia) można zgłaszać na fejsie lub mailowo:kontakt@vegemapa.pl 
Oczywiście znów mnie żal ściska, że w moim pożalsieboże wojewódzkim mieście nie ma ani jednego lokalu stricte wege (o vegan i surowiźnie nie wspominając), a w takim Wrocławiu, czy innych miastach na W są i mają się dobrze...
Zazdroszczę więc Poznaniowi Kwadratu, Warszawce Surya'i, a Krakowowi Spółdzielni. Mam nadzieję, że przetrwają w czasach kryzysu (na szczęście tylko ekonomicznego, wartości chyba mają się dobrze) równie długo co Vega na Wrocławskim rynku :-)

17 sie 2012

Dlaczego danonki są be

Kolejny kamyczek do ogródka nieuczciwej reklamy, czyli kilka powodów, aby nie kupować danonków dzieciom. Przy czym danonki to skrót myślowy - chodzi o wszelkie (de)serki dla dzieci typu Monte, Bakusie, Paula, Danio itp.
Dlaczego reklama tych produktów jest nieuczciwa? Wystarczy spojrzeć na stronę Bakusie. Zielona trawka, świergolenie ptaszków, radosne dzieci na huśtawce, zdrowe kości, witamina D, wapń i kwasy omega 3. To wszystko sugeruje, że produkty Bakomy są najzdrowsze na świecie i bez nich dzieci natychmiast się załamią i pochorują. Na stronie nie ma jednak składu konkretnych deserków, dlatego poprosiłam o nie mailowo pracownika infolinii. 
Odpowiedź: 
"Podaję przykładowy opis na Bakusia waniliowego, gdzie zaznaczmy, że kwasy omega 3 pochodzą z ryb 
Deserek  waniliowy z dodatkiem  wapnia, witaminy D3 i kwasów Omega 3
Składniki: twarożek odtłuszczony, śmietanka, wsad smakowy (cukier, skrobia modyfikowana kukurydziana, regulator kwasowości: kwas cytrynowy; barwnik: beta- karoten; naturalny aromat waniliowy), cukier, białka mleka, żelatyna wieprzowa, cytrynian triwapniowy (wapń), kwasy omega 3 z ryb (zawierają  soję), cholekalcyferol (wit. D3).
Jogurty z żelkami nie zawierają w swoim składzie żelatyny, podaję opis na opakowaniu na przykładowy smak oraz szczegółową wartość odżywczą: 
Jogurt kremowy o smaku waniliowym z żelkami truskawkowymi 
Składniki: jogurt o smaku waniliowym (mleko pasteryzowane, śmietanka pasteryzowana, cukier, wsad smakowy (cukier, barwnik: beta - karoten; aromat), białka mleka, skrobia modyfikowana kukurydziana, żywe kultury bakterii jogurtowych), wsad owocowy (cukier, żel kokosowy /Nata de Coco/ - 7,8%, sok truskawkowy 4,5% - z soku zagęszczonego, substancje zagęszczające: skrobia modyfikowana kukurydziana, pektyna; aromat, koncentrat z marchwi, barwnik: karminy"
Niech żyją przetworzone produkty pełne cukru, pasteryzowanego mleka, żelatyny (świńskie kości) i ryb z dodatkiem soi. Mniam.
Na moim ulubionym forum jest wątek pn. Dlaczego Danonki według was są beee.
Wynika z niego (abstrahując od licznych off topiców), że grzechem głównym producentów jest dodawanie ogromnej ilości cukru, który po prostu nie jest zdrowy. Ani dla dorosłych, ani dla dzieci. W szczególności dla dzieci... Próchnica, zaburzenia wchłaniania i apetytu, otyłość, pożywka dla grzybicy, wiadomo jak jest.
Plus nieuczciwa reklama i chwyty marketingowe, czyli rodzicom wmówić, że produkt jest zdrowy, a dla dzieci dodać zabaweczkę, najlepiej do kolekcjonowania, żeby codziennie namawiały do nowych zakupów. A ile śmieci z tego...

Więc nie dajcie się omamić i jeśli już kupujecie, to ze świadomością, że jest to równie niezdrowe, co inne słodycze. Od czasu do czasu nie zabije. Ale zdrowia od tego nie przybędzie.
Zatem - wyszukujcie zdrowsze alternatywy, róbcie domowy jogurt, przejdźcie na weganizm, whatever... Dużo siły w walce z systemem życzę (sobie także) :-)