Tak, wiem, już było o greenwashingu w kosmetyce. Tak samo jak już pisałam, że kosmetyki to nie jest moja bajka. I to prawda. Nie maluję się, nie farbuję włosów (choć eksperymentowałam z kolorami swego czasu), kremu używam sporadycznie, nie śledzę nowości, promocji i trendów w drogeriach. Ale to wszystko nie znaczy, że czasem nie staję przed dylematem - jakie mydło, szampon czy pastę do zębów kupić.
Akurat dzisiaj wpadły mi w oko dwie informacje prasowe na temat kosmetycznych marek. Pierwsza reklamowała wegańskie mydła w płynie marki Original Source. Wegańskie, w dobrej cenie, dostępne w normalnych sklepach, a nie tylko w internecie. Jednym słowem super!
Ale, ale... Pamiętałam, że coś z tą marką jest nie tak. Poszperałam na swoim ulubionym forum i znalazłam wątek poświęcony OS. A więc:
Może i te kosmetyki są wegańskie, czyli nie zawierają składników pochodzenia zwierzęcego ani nie były testowane na zwierzętach, lecz ich skład niewiele ma wspólnego z kosmetykiem naturalnym, zawierają za to m.in. krytykowany składnik SLS (Sodium Lauryl Sulfate).
No, i na domiar złego - markę wypuściła na rynek firma Cussons, znana z testowania na zwierzętach :-/
Więc cóż z tego, że wegan, raczej się nie skuszę :->
Drugi przykład greenwashingu dostarczyła mi informacja o kosmetykach Clochee. Nie słyszałam wcześniej o nich i chyba nie wyróżniają się niczym szczególnym, oprócz... ekologicznych (lub raczej pseudoekologicznych) pudełek na kremy. Tak, cały artykuł niósł ze sobą przekaz - jesteśmy super, jesteśmy eko, bo pakujemy nasze kremy w plastikowe opakowania, które zawierają "dodatek d2w. Sprawia on że plastikowe słoiki po wyrzuceniu do
śmieci zaczną się utleniać już po kilku latach, a nie po 100, czy 200
jak „zwykły” plastik"."
No generalnie hmm, ok, nie wiem, co powiedzieć. Może i chcieli dobrze, ale w takim razie lepszym wyborem byłyby szklane słoiczki. Może i chcieli dobrze, ale co to ma wspólnego z ekologicznością kosmetyku?
Jeśli zestawimy ten przykład z wodą (kranówka kontra butelkowana - pisałam o tym tu), to naprawdę woda butelkowana nie staje się 'eko' przez fakt, że plastikowa butelka może trafić do recyklingu (czy tam rzeczywiście trafia, to inna sprawa). Zakupy zapakowane w biodegradowalną jednorazówkę też nie staną się przez to bardziej eko, if you know what I mean...
Edit: spędziłam trochę czasu na stronie kosmetyków Clochee i wygląda na to, że rzeczywiście skład mają ekologiczny (a przynajmniej pozbawiony tych najgorszych syfów, a użyte konserwanty mają certyfikat Ecocert). Jako plus poczytuję także, że (mimo francuskiej nazwy) jest to polska dwuosobowa firma, która się rozwija i myśli także o opakowaniach. Jednak - o ile ktoś z Clochee tutaj dotrze - nie róbcie z tego głównego atutu. Bo gdybym poprzestała na przeczytaniu owego artykułu, to zraziłabym się do was raz na zawsze.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
2 paź 2014
20 wrz 2014
Wrześniowy nieogar
Wrzesień zaskoczył mnie początkiem roku szkolnego - okazało się, że pierwszoklasistka w domu to nie łaskotki. Poranne pobudki po wakacyjnej labie to także nie bułka z masłem, chłodne powietrze przypomina, że winter is coming, tylko kasztany ratują sytuację. Czymże byłby wrzesień bez kasztanów?
O kleju z kasztanów już było, ale co powiecie na kąpiel w kasztanach?
Albo przepis na mydło (kasztany zawierają saponiny, podobnie jak mydlnica czy orzechy piorące)?
"Garść posiekanych kasztanów bez skórek należy gotować przez kilkanaście minut w szklance wody, pozostawić do ostygnięcia i przecedzić. Płyn przelany do butelki i wstrząśnięty powinien wytwarzać mydlaną pianę. "
Kasztany są dobre nie tylko na żylaki czy reumatyzm. "Wedle naturoterapeutów warto w cieniu kasztanowca leczyć zranioną duszę, złamane serce. Wycisza on lęki, przeciwdziała depresji, przywraca chęć do życia i działania. Kwiaty kasztanowca stanowią podstawę esencji kwiatowej, która zalecana jest w nadmiernym roztargnieniu, gonitwie myśli, natręctwach. Uspokaja psychikę, przynosi ukojenie i umiejętność skupiania się na jednej rzeczy." (stąd)
Można też o kasztanach poczytać dziecku (Na kasztany, seria Poczytaj mi mamo):
Możliwości są :-)
O kleju z kasztanów już było, ale co powiecie na kąpiel w kasztanach?
Albo przepis na mydło (kasztany zawierają saponiny, podobnie jak mydlnica czy orzechy piorące)?
"Garść posiekanych kasztanów bez skórek należy gotować przez kilkanaście minut w szklance wody, pozostawić do ostygnięcia i przecedzić. Płyn przelany do butelki i wstrząśnięty powinien wytwarzać mydlaną pianę. "
Kasztany są dobre nie tylko na żylaki czy reumatyzm. "Wedle naturoterapeutów warto w cieniu kasztanowca leczyć zranioną duszę, złamane serce. Wycisza on lęki, przeciwdziała depresji, przywraca chęć do życia i działania. Kwiaty kasztanowca stanowią podstawę esencji kwiatowej, która zalecana jest w nadmiernym roztargnieniu, gonitwie myśli, natręctwach. Uspokaja psychikę, przynosi ukojenie i umiejętność skupiania się na jednej rzeczy." (stąd)
Można też o kasztanach poczytać dziecku (Na kasztany, seria Poczytaj mi mamo):
Możliwości są :-)
22 lip 2014
Dobra wiadomość i recenzja :-)
Dobra wiadomość jest taka, że Chiny anulują obowiązek testowania kosmetyków na zwierzętach! Bo dotychczas wiele firm kosmetycznych lokowało swoje laboratoria w Chinach, a tamtejsze prawo zobowiązuje producentów do testowania składników na zwierzętach.
Więc miejmy nadzieję, że w końcu wszystkie kosmetyki będą wolne od okrucieństwa.
A skoro już o kosmetykach mowa, to chciałam zrecenzować krem do stóp z majerankiem i tymiankiem szwedzkiej marki L:A Bruket. Oto on:
Przydają się czasem blogowe koneksje, bo sama zapewne na ten krem bym normalnie nie trafiła, a nawet jakbym trafiła, to bym go nie kupiła. 89zł to już dla mnie dużo, jeśli chodzi o wydatki na kosmetyk. Z drugiej strony już nie raz przekonałam się, że lepiej wydać więcej, a rzadziej na dobry produkt, którego mogę używać bez wyrzutów sumienia. Ta zasada sprawdza się zarówno przy paście do zębów, jak i mydle, więc dlaczego nie miałaby się sprawdzić przy kremie...
Ale do rzeczy, do kremu. Niby nie jest to rzecz pierwszej potrzeby, ale dla osób, którym często pęka skóra na piętach (to ja), i owszem.
Nie będę wklejać zdjęć swoich stóp przed i po, musicie uwierzyć mi na słowo. Przed (czyli na co dzień) moje pięty mają popękaną (czasem głęboko i boleśnie) i spierzchniętą skórę, pełną zadziorów. Sytuacja gorsza jest zimą, teraz jest całkiem znośnie.
Natomiast po (czyli jeśli pamiętam o nasmarowaniu kremem) jest chłodno, jest miękko, jest gładko. Olejek miętowy ma działanie chłodzące (odczuwalne), a cała gama olejków (kokosowy, shea, awokado, majerankowy i tymiankowy) nawilża i natłuszcza skórę.
W dodatku składniki mają certyfikat Ekocert.
Skład:
Aqua (dest.water), Glycerin (fr. coconut), Sorbitan olivate (fr. olive), Cetearyl olivate (fr. olive), Butyrosermum parkii butter (shea butter), Cocos nucifera oil (coco nut), Limnathes alba seed oil (meadowfoam), Cetyl alcohol, Theobroma cacao seed butter (cocoa butter), Betain monohydrate (fr.coconut), Cetyl palmitate (fr.palm), Sorbitan palmitate (fr. avocado), Benzyl alcohol (nat preserv.), Thymus vulgaris oil (thyme), Origanum majorana leaf oil (marjoram), Sclerotium gum (natural gel), Salicylic acid (fr. meadow sweet), Sorbic acid (natural preservative), Linalool and d-Limonene (naturally occurring in essential oils).
Różnica przed i po jest spora, większa niż przy użyciu standardowych środków pielęgnacji w postaci masła shea z olejkiem arganowym czy zwykłej oliwy. Zasadnicza różnica jest też taka, że po użyciu kremu L:A BRUKET skóra jest nawilżona, ale nie tłusta, co jednak znacznie ułatwia życie (i nie brudzi skarpet) :-)
Szczerze polecam!
Więc miejmy nadzieję, że w końcu wszystkie kosmetyki będą wolne od okrucieństwa.
A skoro już o kosmetykach mowa, to chciałam zrecenzować krem do stóp z majerankiem i tymiankiem szwedzkiej marki L:A Bruket. Oto on:
Przydają się czasem blogowe koneksje, bo sama zapewne na ten krem bym normalnie nie trafiła, a nawet jakbym trafiła, to bym go nie kupiła. 89zł to już dla mnie dużo, jeśli chodzi o wydatki na kosmetyk. Z drugiej strony już nie raz przekonałam się, że lepiej wydać więcej, a rzadziej na dobry produkt, którego mogę używać bez wyrzutów sumienia. Ta zasada sprawdza się zarówno przy paście do zębów, jak i mydle, więc dlaczego nie miałaby się sprawdzić przy kremie...
Ale do rzeczy, do kremu. Niby nie jest to rzecz pierwszej potrzeby, ale dla osób, którym często pęka skóra na piętach (to ja), i owszem.
Nie będę wklejać zdjęć swoich stóp przed i po, musicie uwierzyć mi na słowo. Przed (czyli na co dzień) moje pięty mają popękaną (czasem głęboko i boleśnie) i spierzchniętą skórę, pełną zadziorów. Sytuacja gorsza jest zimą, teraz jest całkiem znośnie.
Natomiast po (czyli jeśli pamiętam o nasmarowaniu kremem) jest chłodno, jest miękko, jest gładko. Olejek miętowy ma działanie chłodzące (odczuwalne), a cała gama olejków (kokosowy, shea, awokado, majerankowy i tymiankowy) nawilża i natłuszcza skórę.
W dodatku składniki mają certyfikat Ekocert.
Skład:
Aqua (dest.water), Glycerin (fr. coconut), Sorbitan olivate (fr. olive), Cetearyl olivate (fr. olive), Butyrosermum parkii butter (shea butter), Cocos nucifera oil (coco nut), Limnathes alba seed oil (meadowfoam), Cetyl alcohol, Theobroma cacao seed butter (cocoa butter), Betain monohydrate (fr.coconut), Cetyl palmitate (fr.palm), Sorbitan palmitate (fr. avocado), Benzyl alcohol (nat preserv.), Thymus vulgaris oil (thyme), Origanum majorana leaf oil (marjoram), Sclerotium gum (natural gel), Salicylic acid (fr. meadow sweet), Sorbic acid (natural preservative), Linalool and d-Limonene (naturally occurring in essential oils).
Różnica przed i po jest spora, większa niż przy użyciu standardowych środków pielęgnacji w postaci masła shea z olejkiem arganowym czy zwykłej oliwy. Zasadnicza różnica jest też taka, że po użyciu kremu L:A BRUKET skóra jest nawilżona, ale nie tłusta, co jednak znacznie ułatwia życie (i nie brudzi skarpet) :-)
Szczerze polecam!
25 mar 2014
Kosmetyki - greenwashing na przykładach cz.3
Bardzo dobre wprowadzenie do analizy greenwashingu w produktach kosmetycznych znajdziecie u Ekorodziców.
A zatem zwracajcie uwagę na opakowanie, skład i certyfikaty, a nie na dajcie się zwieść słówkom bio, EKO, naturalny w opisie, sfotoszopowanym obrazkom, czy wizerunkowi króliczka, który ma sugerować, że kosmetyk nie był testowany na zwierzętach.
1. Tak się składa, że od roku w Polsce (jak i w całej Unii Europejskiej) obowiązuje zakaz testowania kosmetyków, więc umieszczanie rysunku królika na opakowaniach kremów czy szamponów jest zbędne.
Wciąż jednak w sprzedaży są kosmetyki firm, które w jakiś sposób wspierają testy na zwierzętach, np. przez sprowadzanie surowców z Chin lub umieszczanie tam swoich laboratoriów (a w Chinach testowanie na zwierzętach jest obligatoryjne). Dlatego warto sprawdzić wiarygodność danej marki na jednej z list prowadzonych przez obrońców praw zwierząt. Aktualizowana lista firm kosmetycznych, jeśli chodzi o ich podejście do testowania znajduje się m.in. na No test.pl
2. Certyfikaty
Teoretycznie obecność certyfikatu gwarantuje nam ekologiczność składników. Ale... Sporo jest tych certyfikatów, więc nie do końca wiadomo, którym się kierować. Poza tym "nie wszystkie firmy stosujące certyfikowane składniki występują o certyfikat, ponieważ jest on kosztowny. Po drugie, certyfikowani producenci czasem nieuczciwie manipulują informacją o przyznanym im certyfikacie: – Choć dotyczy on konkretnego produktu albo składnika, niektóre firmy między wierszami starają się np. wmówić klientkom, że wszystkie ich produkty posiadają taki certyfikat – mówi Lidia Lewandowska."
(stąd)
Konkretnym przykładem ściemniania w kwestii certyfikatów jest konsumenckie śledztwo przeprowadzone przez autorkę Agulkowego Pola. Zadała kilka pytań przedstawicielowi marki Love Me Green i nie zadowoliła się gładko brzmiącymi odpowiedziami. Warto poczytać.
3. Skład
Dla mnie najważniejsze jest, aby produkty były wolne od okrucieństwa, dlatego sprawdzam skład pod kątem obecności składników zwierzęcych i nieetycznych składników roślinnych. Trzeba uważać zwłaszcza przy mydłach w kostce (np. Biały Jeleń nie jest wegański, ale Biały Wielbłąd jest). Jeśli chodzi np. o popularne ostatnio szare mydła, to Ministerstwo Dobrego Mydła powiada:
"Otóż te "szare mydełka" które wcale szare nie są (szarym mydłem nazywamy mydła potasowe które mają postać żelu a nie kostki) a poszukiwane są za to przez wszystkich alergików oraz nazywane są hipoalergicznymi i uznawane za bardzo eko- wcale takie miłe nie są. Składają się głownie z mieszanki łoju zwierzęcego i oleju kokosowego. Zarówno jeden jak i drugi tłuszcz użyty w mydle daje kostkę twardą i dobrze pieniącą się. Ale też jeden i drugi użyty w zbyt dużej ilości wysusza i podrażnia skórę. Do tego trochę soli i ciekawostka- EDTA czyli (1-hydroksyetylideno)bisfosfonian tetrasodu- substancja dozwolona do stosowania w ograniczonym stężeniu. Trucizna po prostu. W mydle może być jej nie więcej niż 0,2% ale nikt nie bada konsekwencji kumulacji, kiedy dozujemy ją sobie z kilku różnych produktów na raz. Nie jesteśmy fankami czarnego PR-u, nigdy nie myślałyśmy też o przygotowywaniu mydeł w ten deseń. Nie pozwoliłybyśmy się też nimi myć nikomu o wrażliwej skórze. Na wrażliwą skórę przygotowuje się mieszankę różnych naturalnych olejów roślinnych których kompozycja (jeśli jest dobrze policzona) daje przyjemne, ładnie pieniące się i naprawdę delikatne mydełko. A EDTA sucks!"
Z kolei Greenpeace ostatnio nagłośniło sprawę stosowania oleju palmowego w kosmetykach Procter&Gamble (m.in. szampony Head&Shoulders). Olej palmowy sam w sobie jest składnikiem roślinnym, ale wielu wegan go unika, bo jego pozyskiwanie wiąże się ze śmiercią i okaleczeniem zwierząt żyjących na terenach karczowanych pod uprawę palm. Jak słusznie pisze Publiczna Pralnia Brudów olej palmowy to popularny składnik także w kosmetykach (i żywności) innych firm, nie tylko P&G, więc najlepiej w ogóle go unikać albo szukać informacji, że został pozyskany etycznie.
Najlepiej więc kupować kosmetyki sprawdzonych marek z najprostszym roślinnym składem. Można też zrobić je samemu - receptur i blogów opisujących poszczególne kroki jest wiele.
I co ważne: "Przypadki greenwashingu można zgłaszać do Rady Reklamy przy pomocy prostego formularza. Wystarczy wejść na stronę http://www.radareklamy.org/formularz-zgloszeniowy-online.htm
c.d.n. :-)
A zatem zwracajcie uwagę na opakowanie, skład i certyfikaty, a nie na dajcie się zwieść słówkom bio, EKO, naturalny w opisie, sfotoszopowanym obrazkom, czy wizerunkowi króliczka, który ma sugerować, że kosmetyk nie był testowany na zwierzętach.
1. Tak się składa, że od roku w Polsce (jak i w całej Unii Europejskiej) obowiązuje zakaz testowania kosmetyków, więc umieszczanie rysunku królika na opakowaniach kremów czy szamponów jest zbędne.
Wciąż jednak w sprzedaży są kosmetyki firm, które w jakiś sposób wspierają testy na zwierzętach, np. przez sprowadzanie surowców z Chin lub umieszczanie tam swoich laboratoriów (a w Chinach testowanie na zwierzętach jest obligatoryjne). Dlatego warto sprawdzić wiarygodność danej marki na jednej z list prowadzonych przez obrońców praw zwierząt. Aktualizowana lista firm kosmetycznych, jeśli chodzi o ich podejście do testowania znajduje się m.in. na No test.pl
2. Certyfikaty
Teoretycznie obecność certyfikatu gwarantuje nam ekologiczność składników. Ale... Sporo jest tych certyfikatów, więc nie do końca wiadomo, którym się kierować. Poza tym "nie wszystkie firmy stosujące certyfikowane składniki występują o certyfikat, ponieważ jest on kosztowny. Po drugie, certyfikowani producenci czasem nieuczciwie manipulują informacją o przyznanym im certyfikacie: – Choć dotyczy on konkretnego produktu albo składnika, niektóre firmy między wierszami starają się np. wmówić klientkom, że wszystkie ich produkty posiadają taki certyfikat – mówi Lidia Lewandowska."
(stąd)
Konkretnym przykładem ściemniania w kwestii certyfikatów jest konsumenckie śledztwo przeprowadzone przez autorkę Agulkowego Pola. Zadała kilka pytań przedstawicielowi marki Love Me Green i nie zadowoliła się gładko brzmiącymi odpowiedziami. Warto poczytać.
3. Skład
Dla mnie najważniejsze jest, aby produkty były wolne od okrucieństwa, dlatego sprawdzam skład pod kątem obecności składników zwierzęcych i nieetycznych składników roślinnych. Trzeba uważać zwłaszcza przy mydłach w kostce (np. Biały Jeleń nie jest wegański, ale Biały Wielbłąd jest). Jeśli chodzi np. o popularne ostatnio szare mydła, to Ministerstwo Dobrego Mydła powiada:
"Otóż te "szare mydełka" które wcale szare nie są (szarym mydłem nazywamy mydła potasowe które mają postać żelu a nie kostki) a poszukiwane są za to przez wszystkich alergików oraz nazywane są hipoalergicznymi i uznawane za bardzo eko- wcale takie miłe nie są. Składają się głownie z mieszanki łoju zwierzęcego i oleju kokosowego. Zarówno jeden jak i drugi tłuszcz użyty w mydle daje kostkę twardą i dobrze pieniącą się. Ale też jeden i drugi użyty w zbyt dużej ilości wysusza i podrażnia skórę. Do tego trochę soli i ciekawostka- EDTA czyli (1-hydroksyetylideno)bisfosfonian tetrasodu- substancja dozwolona do stosowania w ograniczonym stężeniu. Trucizna po prostu. W mydle może być jej nie więcej niż 0,2% ale nikt nie bada konsekwencji kumulacji, kiedy dozujemy ją sobie z kilku różnych produktów na raz. Nie jesteśmy fankami czarnego PR-u, nigdy nie myślałyśmy też o przygotowywaniu mydeł w ten deseń. Nie pozwoliłybyśmy się też nimi myć nikomu o wrażliwej skórze. Na wrażliwą skórę przygotowuje się mieszankę różnych naturalnych olejów roślinnych których kompozycja (jeśli jest dobrze policzona) daje przyjemne, ładnie pieniące się i naprawdę delikatne mydełko. A EDTA sucks!"
Z kolei Greenpeace ostatnio nagłośniło sprawę stosowania oleju palmowego w kosmetykach Procter&Gamble (m.in. szampony Head&Shoulders). Olej palmowy sam w sobie jest składnikiem roślinnym, ale wielu wegan go unika, bo jego pozyskiwanie wiąże się ze śmiercią i okaleczeniem zwierząt żyjących na terenach karczowanych pod uprawę palm. Jak słusznie pisze Publiczna Pralnia Brudów olej palmowy to popularny składnik także w kosmetykach (i żywności) innych firm, nie tylko P&G, więc najlepiej w ogóle go unikać albo szukać informacji, że został pozyskany etycznie.
Najlepiej więc kupować kosmetyki sprawdzonych marek z najprostszym roślinnym składem. Można też zrobić je samemu - receptur i blogów opisujących poszczególne kroki jest wiele.
I co ważne: "Przypadki greenwashingu można zgłaszać do Rady Reklamy przy pomocy prostego formularza. Wystarczy wejść na stronę http://www.radareklamy.org/formularz-zgloszeniowy-online.htm
c.d.n. :-)
1 lut 2014
Ministerstwo Dobrego Mydła
Nie tylko bycie blogerę i współpraca z Ulicą Ekologiczną przynosi mi profity w postaci testowania różnych ekoproduktów...
Okazuje się, że działanie w kooperatywie (pozdrowienia dla Tomka!) też owocuje gratisowymi próbkami. I to niekoniecznie spożywczymi...
Po wymianie kilku maili z Anią z Ministerstwa Dobrego Mydła przedwczoraj dostałam dla kooperatywy opolskiej pięknie pachnące pudełko po naturalnie mętnym soku jabłkowym. Ale w środku nie było soku, tylko torebki z mydełkami opisanymi jako Czekomiętki, Miętki, Arielkowe z brokatem, Kokosowe z pianką, Czarny imbir, Superdelikatne z masłem shea oraz bardziej tradycyjnie Kawa, Cynamon, Lawenda, Orkisz. Wszystkie podzielone na zgrabne jednorazowe kostki.
I wszystkie wegańskie i ręcznie robione. Cuda.
Dzięki temu pachnie mi teraz w domu jak w sklepie Lush'a ♥
A Ministerstwo Dobrego Mydła tak się przedstawia:
"Mydło robimy same tradycyjną metodą na zimno i na ciepło łącząc oleje i masła roślinne z ługiem sodowym. Używamy do tego przede wszystkim oliwy z oliwek, oleju kokosowego, palmowego, olejku rycynowego, rzepakowego, masła kakaowego, masła karite i oleju migdałowego. Mieszamy to wszystko a na końcu dodajemy różne dodatki. Żadnych polepszaczy, utwardzaczy, slsów i takich świństw. Niektóre mydełka mają kosmetyczny zapach (wszystkie ściągamy z zagranicy, mają atesty) no bo jeśli się komuś marzy czekoladowe mydło to czemu nie, ale barwimy je tylko naturalnie: roślinami, glinkami, algami albo mikami mineralnymi. Robimy jeszcze balsamy do ciała w kostkach z olejów, maseł i wosku pszczelego z wujkowej pasieki, smarowidełka do ciała, balsamy do ust i kule musujące kąpielowe z pełnym mlekiem i olejkiem z pestek winogron. Aha, i scruby korzenne do ciała. W maju otwieramy się oficjalnie bo rzuciłyśmy wszystko w życiu i otwieramy mydlarnię."
I myślę, że będę stałą klientką, bo co prawda mogłabym sobie zrobić mydło sama, ale nie sądzę, żebym zrobiła to lepiej:-)
Okazuje się, że działanie w kooperatywie (pozdrowienia dla Tomka!) też owocuje gratisowymi próbkami. I to niekoniecznie spożywczymi...
Po wymianie kilku maili z Anią z Ministerstwa Dobrego Mydła przedwczoraj dostałam dla kooperatywy opolskiej pięknie pachnące pudełko po naturalnie mętnym soku jabłkowym. Ale w środku nie było soku, tylko torebki z mydełkami opisanymi jako Czekomiętki, Miętki, Arielkowe z brokatem, Kokosowe z pianką, Czarny imbir, Superdelikatne z masłem shea oraz bardziej tradycyjnie Kawa, Cynamon, Lawenda, Orkisz. Wszystkie podzielone na zgrabne jednorazowe kostki.
I wszystkie wegańskie i ręcznie robione. Cuda.
Dzięki temu pachnie mi teraz w domu jak w sklepie Lush'a ♥
A Ministerstwo Dobrego Mydła tak się przedstawia:
"Mydło robimy same tradycyjną metodą na zimno i na ciepło łącząc oleje i masła roślinne z ługiem sodowym. Używamy do tego przede wszystkim oliwy z oliwek, oleju kokosowego, palmowego, olejku rycynowego, rzepakowego, masła kakaowego, masła karite i oleju migdałowego. Mieszamy to wszystko a na końcu dodajemy różne dodatki. Żadnych polepszaczy, utwardzaczy, slsów i takich świństw. Niektóre mydełka mają kosmetyczny zapach (wszystkie ściągamy z zagranicy, mają atesty) no bo jeśli się komuś marzy czekoladowe mydło to czemu nie, ale barwimy je tylko naturalnie: roślinami, glinkami, algami albo mikami mineralnymi. Robimy jeszcze balsamy do ciała w kostkach z olejów, maseł i wosku pszczelego z wujkowej pasieki, smarowidełka do ciała, balsamy do ust i kule musujące kąpielowe z pełnym mlekiem i olejkiem z pestek winogron. Aha, i scruby korzenne do ciała. W maju otwieramy się oficjalnie bo rzuciłyśmy wszystko w życiu i otwieramy mydlarnię."
I myślę, że będę stałą klientką, bo co prawda mogłabym sobie zrobić mydło sama, ale nie sądzę, żebym zrobiła to lepiej:-)
29 maj 2012
Zielone Dzieci
Pamiętacie jak dwa lata temu pisałam o ekonocniku? Otóż to biodegradowalne cudo z bambusa i ryżu można już kupić w Polsce. I wcale nie zabójczo drogo. Niniejszym z przyjemnością przedstawiam sklep Zielone Dzieci z Wrocławia. Z przyjemnością, bo zawsze miło znaleźć w internecie (albo być znalezionym przez) przyjazne dusze, które mają podobne ekowizje :-)

Oprócz ekonocników znajdziecie w ich sklepie także ubranka niemowlęce z organicznej, niebielonej chlorem bawełny, biodegradowalne jednorazowe pieluchy Kikko bez żelu absorbującego wilgoć, chusteczki do pupy (bezzapachowe i bez parabenów), naczynia Kikko bez BPA i innych świństw, ulegające biodegradacji oraz kosmetyki dla niemowląt z linii Green Baby.
Uważam, że oferta jest całkiem przyzwoita i niejedna rodzina ku chwale Matki Ziemi skorzysta :-)
Wkrótce na jakimś plenerze (których w najbliższym czasie zapowiada się sporo) będę testować także plastry przeciw komarom, więc zdam relację na pewno. A póki co na początek współpracy, może jakiś konkursik?
Co powiecie na 70g tubkę kremu na rozstępy Green Baby? Oczywiście organiczny, bez konserwantów, uwaga podaję skład: woda, olej słonecznikowy, cetyl alcohol, cetearyl alcohol, cocs nucifera oil, glycerol stereate, olej jojoba, prunus amygdalus sativa (kemal) oil, theobroma cacao seed butter, cera alba, olej z kwiatów lawendy, citrus reticulata (fruit) oil, citrus aurantium var amara (flower) oil, phenoxyethanol, bebxyk alcohol, potassium sorbate, tocopherol, daucus carota (seed) oil, linalool, limonene, geraniol. Uff.
Żeby go dostać należy zrobić kolaż, scrap, plakacik lub jakikolwiek inny obrazek z użyciem fotki (można ją ściągnąć z tej strony sklepu) i jakimś hasłem przewodnim.
Technika dowolna, byle w obsadzie znalazła się tubka kremu :-)
Prace przysyłajcie w pliku jpg (albo innym popularnym graficznym - png, bmp) na adres: mamowo[małpa]gmail.com do 15 czerwca (z dopiskiem Zielone Dzieci). Autor/ka najciekawszego kolażu/scrapu/wariacji zostanie nagrodzony/a kremem.
W imieniu Zielonych Dzieci zapraszam do zabawy :-)

Oprócz ekonocników znajdziecie w ich sklepie także ubranka niemowlęce z organicznej, niebielonej chlorem bawełny, biodegradowalne jednorazowe pieluchy Kikko bez żelu absorbującego wilgoć, chusteczki do pupy (bezzapachowe i bez parabenów), naczynia Kikko bez BPA i innych świństw, ulegające biodegradacji oraz kosmetyki dla niemowląt z linii Green Baby.
Uważam, że oferta jest całkiem przyzwoita i niejedna rodzina ku chwale Matki Ziemi skorzysta :-)
Wkrótce na jakimś plenerze (których w najbliższym czasie zapowiada się sporo) będę testować także plastry przeciw komarom, więc zdam relację na pewno. A póki co na początek współpracy, może jakiś konkursik?
Co powiecie na 70g tubkę kremu na rozstępy Green Baby? Oczywiście organiczny, bez konserwantów, uwaga podaję skład: woda, olej słonecznikowy, cetyl alcohol, cetearyl alcohol, cocs nucifera oil, glycerol stereate, olej jojoba, prunus amygdalus sativa (kemal) oil, theobroma cacao seed butter, cera alba, olej z kwiatów lawendy, citrus reticulata (fruit) oil, citrus aurantium var amara (flower) oil, phenoxyethanol, bebxyk alcohol, potassium sorbate, tocopherol, daucus carota (seed) oil, linalool, limonene, geraniol. Uff.
Żeby go dostać należy zrobić kolaż, scrap, plakacik lub jakikolwiek inny obrazek z użyciem fotki (można ją ściągnąć z tej strony sklepu) i jakimś hasłem przewodnim.
Technika dowolna, byle w obsadzie znalazła się tubka kremu :-)
Prace przysyłajcie w pliku jpg (albo innym popularnym graficznym - png, bmp) na adres: mamowo[małpa]gmail.com do 15 czerwca (z dopiskiem Zielone Dzieci). Autor/ka najciekawszego kolażu/scrapu/wariacji zostanie nagrodzony/a kremem.
W imieniu Zielonych Dzieci zapraszam do zabawy :-)
25 sty 2012
Konopie
No, właśnie. Aż się dziwię, jak to się stało, że przez 3 lata blogowania w ani jednym poście nie zająknęłam się o konopiach...
Kontrowersyjna roślina, która budzi nieuzasadnione obawy, a przy tym jest taka pożyteczna. Rośnie szybko, jest wydajna, mocne włókna konopne można wykorzystać do szycia ubrań (lub jak się okazało w poprzednim poście - butów) lub produkcji papieru, olej stosowany jest spożywczo (świetne źródło kwasów omega, choć smak specyficzny) lub do kosmetyków, nasionka można dawać kanarkom... Same zalety, samo zdrowie, przyznacie.
Poznajcie zatem
1. kosmetyki z olejem konopnym Extravaganja
2. Olej konopny solo
3. Odzież z konopii oraz konopne buty, skarpetki i tkaniny polskiej marki Ecolution:
4. Papier z konopii (niestety w Polsce widziałam dostępny tylko w tej formie):
5. A kto był w Czechach, ten pewnie widział w sklepach ulubiony suwenir turystów, czyli Cannabis vodka :-)
I jeszcze sklep www.biokonopia.pl, w którym oprócz kosmetyków znajdziecie nawet konopny makaron i herbatę.
Nie lękajcie się.
Kontrowersyjna roślina, która budzi nieuzasadnione obawy, a przy tym jest taka pożyteczna. Rośnie szybko, jest wydajna, mocne włókna konopne można wykorzystać do szycia ubrań (lub jak się okazało w poprzednim poście - butów) lub produkcji papieru, olej stosowany jest spożywczo (świetne źródło kwasów omega, choć smak specyficzny) lub do kosmetyków, nasionka można dawać kanarkom... Same zalety, samo zdrowie, przyznacie.
Poznajcie zatem
1. kosmetyki z olejem konopnym Extravaganja
2. Olej konopny solo
3. Odzież z konopii oraz konopne buty, skarpetki i tkaniny polskiej marki Ecolution:
4. Papier z konopii (niestety w Polsce widziałam dostępny tylko w tej formie):
5. A kto był w Czechach, ten pewnie widział w sklepach ulubiony suwenir turystów, czyli Cannabis vodka :-)
I jeszcze sklep www.biokonopia.pl, w którym oprócz kosmetyków znajdziecie nawet konopny makaron i herbatę.
Nie lękajcie się.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












