Kilka razy wspominałam już na blogu o papierze z nasionkami - seed paper. Jest coś pociągającego w myśli, że dzięki temu natura może zatoczyć krąg (drzewo-papier-nasiona-roślina-drzewo -papier). Ostatnio wyczytałam, że projekt Olgi Zelenskej - studentki School of Form , która wykorzystała seed paper, został wyróżniony w ramach konkursu Progress Prize. Znalazł się również w gronie 20 najlepszych na świecie dyplomów projektowych powstałych w 2018 roku. Był prezentowany podczas Dutch Design Week na wystawie Antenna.
„Znikąd, z miłością” to
zbiór pocztówek zrobionych z seed paper. "Jak podkreśla
autorka, jej projekt pomaga dostosować się do życia w nowych warunkach i
poradzić sobie z tęsknotą za swoim krajem." - źródło
Jakkolwiek niszowy jest ten ten trend, to jestem na tak :-) A gdyby tak ożenić nasionkowe pocztówki z postcrossingiem w formie Guerilla Gardening Mail? Potencjał jest...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą papier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą papier. Pokaż wszystkie posty
2 mar 2019
18 maj 2017
Drugie życie kartonowej rury #3
Kartonowe rurki - znacie? Nie mówię o zwykłych wucerolkach, tylko tych solidniejszych tubach - po folii strech, tapetach, czy innych wynalazkach. Tydzień temu wzięliśmy je na warsztat z cyklu "Drugie życie rzeczy". Powstały cudeńka :-)
Głównie rainsticki, czyli deszczowe kije - instrumenty muzyczne imitujące dźwięk deszczu + organizery na biurko.
Tak to wyglądało:
Jak zrobić kij deszczowy?Potrzebna wam będzie kartonowa rurka i wypełniacz (jakieś ziarna, nasiona, kamyki, muszelki, koraliki - im większe, tym głośniejszy dźwięk) oraz drut lub folia aluminiowa. Oryginalnie rainsticki wykonywane były z kaktusa, a obecnie wiele z nich wykorzystuje wbite spiralnie gwoździki/wykałaczki przez całą długość rury, które spowalniają ruch wypełniacza w środku (tutorial) Jednak z gwoździkami za dużo roboty, a drut też daje radę :-) Tak naprawdę folia aluminiowa albo papier do pieczenia skręcone w coś w rodzaju łańcucha DNA też dają radę.
Inne pomysły na rurki:
sofa
A co z kartonowej tuby #1
A co z kartonowej tuby #2
Głównie rainsticki, czyli deszczowe kije - instrumenty muzyczne imitujące dźwięk deszczu + organizery na biurko.
Tak to wyglądało:
Jak zrobić kij deszczowy?Potrzebna wam będzie kartonowa rurka i wypełniacz (jakieś ziarna, nasiona, kamyki, muszelki, koraliki - im większe, tym głośniejszy dźwięk) oraz drut lub folia aluminiowa. Oryginalnie rainsticki wykonywane były z kaktusa, a obecnie wiele z nich wykorzystuje wbite spiralnie gwoździki/wykałaczki przez całą długość rury, które spowalniają ruch wypełniacza w środku (tutorial) Jednak z gwoździkami za dużo roboty, a drut też daje radę :-) Tak naprawdę folia aluminiowa albo papier do pieczenia skręcone w coś w rodzaju łańcucha DNA też dają radę.
Inne pomysły na rurki:
sofa
A co z kartonowej tuby #1
A co z kartonowej tuby #2
26 lut 2017
Drugie życie rzeczy
Czasami coś mi w życiu wychodzi, chociaż ostatni rok był dosyć kiepski, jeśli chodzi o projekty. W zasadzie był naprawdę kiepski. Napisałam lub współpisałam chyba z 5 wniosków na różne działania - głównie warsztaty - żaden z nich nie przeszedł. Ale w grudniu zeszłego roku okazało się, że jednak jeden z nich, wysłany bez większych nadziei - znalazł uznanie w oczach komisji i jest - wczoraj ruszył projekt "Drugie życie rzeczy" w ramach konkursu grantowego Fundusz Dobrej Energii (prowadzony przez fundację Nasza Ziemia i spółkę Gaz System).
I teraz żałujcie drodzy czytelnicy Ekomanii, że nie mieszkacie w Opolu (albo cieszcie się i radujcie, jeśli tu mieszkacie), bo będą się działy rzeczy niezwykłe :-)
W planach jest cykl 10 warsztatów upcyklingowych, 3 spotkania wymiankowo/freecyklingowe, organizacja Dnia Ziemi jak się patrzy oraz zbiórka baterii.
Zacieram łapy z radości, tym bardziej, że pierwsze warsztaty pięknie się udały (choć było trochę zimno).
Robiliśmy na nich litery z kartonu, takie porządne, 3D. Technika podobna jak przy meblach z kartonu i równie pracochłonna. Zrobienie jednej litery (było to O) zajęło mi jakieś 3 godziny. I cieszę, że się, że nie wybrałam B albo A, a poczatkującym polecam wybrać I :-)
W każdym razie był fun, było dużo pracy z nożykami do tapet i z klejem na gorąco, ale udało się.
Za tydzień zapraszam na robienie lamp ze szklanych butelek, potem na półki z palet, a jeszcze potem na domki dla owadów, i tak do końca maja coś fajnego :-) Szczegóły na fp fundacji krakOFFska 36, w dziale wydarzenia.
Jeszcze podrzucam kilka linków i inspiracji literowych:
A jeśli macie chęć pomóc mi w innej sprawie, o której już pisałam kiedyś, to będę wdzięczna. Kręgi Kobiet już za miesiąc i każda złotówka się przyda.
Kłaniam się!
I teraz żałujcie drodzy czytelnicy Ekomanii, że nie mieszkacie w Opolu (albo cieszcie się i radujcie, jeśli tu mieszkacie), bo będą się działy rzeczy niezwykłe :-)
W planach jest cykl 10 warsztatów upcyklingowych, 3 spotkania wymiankowo/freecyklingowe, organizacja Dnia Ziemi jak się patrzy oraz zbiórka baterii.
Zacieram łapy z radości, tym bardziej, że pierwsze warsztaty pięknie się udały (choć było trochę zimno).
Robiliśmy na nich litery z kartonu, takie porządne, 3D. Technika podobna jak przy meblach z kartonu i równie pracochłonna. Zrobienie jednej litery (było to O) zajęło mi jakieś 3 godziny. I cieszę, że się, że nie wybrałam B albo A, a poczatkującym polecam wybrać I :-)
W każdym razie był fun, było dużo pracy z nożykami do tapet i z klejem na gorąco, ale udało się.
Za tydzień zapraszam na robienie lamp ze szklanych butelek, potem na półki z palet, a jeszcze potem na domki dla owadów, i tak do końca maja coś fajnego :-) Szczegóły na fp fundacji krakOFFska 36, w dziale wydarzenia.
Jeszcze podrzucam kilka linków i inspiracji literowych:
- Oh Happy Day - pinata - w tym wypadku nie trzeba kleju na gorąco, wystarczy taśma klejąca, a efekt i tak powalający
- Attention to Balance - litera z pudełka po płatkach, też bez użycia kleju na gorąco, oblepiona papier mache i zdekupażowana :-)
- Apex Elementary Art - technika mieszana, trochę kleju na gorąco, kubeczki (wucerolki też by się nadały) i papier mache
- Welke.nl- owijanie liter włóczką pozwala świetnie ukryć wszystkie niedociągnięcia. Wypróbowane, potwierdzone.
- digitprop.com - cały alfabet (bez polskich znaków), wzory do wycięcia i sklejenia, literki małe, ok. 6cm wysokości, wystarczy zwykły klej
A jeśli macie chęć pomóc mi w innej sprawie, o której już pisałam kiedyś, to będę wdzięczna. Kręgi Kobiet już za miesiąc i każda złotówka się przyda.
Kłaniam się!
22 lut 2017
Zrób coś z tymi książkami!
Tak, wiem, niektórzy mają do książek stosunek nabożny, który częściowo rozumiem. Ten wpis nie jest dla was.
Bo co zrobić z tymi wszystkim starymi podręcznikami, przewodnikami, broszurami, romansami i książkami-potworkami, których nikt już nigdy nie będzie czytał?
Można spróbować dać im nowe życie poprzez sztukę :-)
Na przykład - wiersze, sposób: Blackout Poetry (na kartce zaczerniamy większość słów, zostawiając tylko te, które tworzą jakiś nowy sens)
C.B Wentworth, na kartce z książki The Saint Intervenes by Leslie Charteris (1934)
Special Note: This poem is read from bottom to top.
A tu instrukcja tworzenia Black Out Poetry (po angielsku), w internetach znaleźć można sporo przykładów.
Inne pomysły?
Okazjonalne instalacje, jak np. Book Fellow z wystawy sklepowej Manchester Harvey Nichols:
Obrazy (by Ekaterina Panikanova):
Czy rzeźbo-wycinanki:
***
Inne wpisy o książkach:
Drugie życie książki
Sposób na książki
Książek czar
Sens istnienia książki telefonicznej
Bo co zrobić z tymi wszystkim starymi podręcznikami, przewodnikami, broszurami, romansami i książkami-potworkami, których nikt już nigdy nie będzie czytał?
Można spróbować dać im nowe życie poprzez sztukę :-)
Na przykład - wiersze, sposób: Blackout Poetry (na kartce zaczerniamy większość słów, zostawiając tylko te, które tworzą jakiś nowy sens)
C.B Wentworth, na kartce z książki The Saint Intervenes by Leslie Charteris (1934)
Special Note: This poem is read from bottom to top.
A tu instrukcja tworzenia Black Out Poetry (po angielsku), w internetach znaleźć można sporo przykładów.
Inne pomysły?
Okazjonalne instalacje, jak np. Book Fellow z wystawy sklepowej Manchester Harvey Nichols:
Obrazy (by Ekaterina Panikanova):
Czy rzeźbo-wycinanki:
***
Inne wpisy o książkach:
Drugie życie książki
Sposób na książki
Książek czar
Sens istnienia książki telefonicznej
10 gru 2015
Papierowa wiklina
Mam ostatnio nowe hobby - papierową wiklinę. Wkręcilam się w kręcenie rurek z gazet (najlepsze są gazetki reklamowe/promocyjne), można z nich tak naprawdę zrobić wszystko. Póki co uplotlam 3 koszyczki, kilka gwiazdek i podkładek pod kubki. To naprawdę wciąga :-) W planie mam jeszcze wianek i inne ozdoby (np. bombki, tylko tu zamiast gazet kręci się rurki z karbowanej bibuły). Nie dotarłam do etapu malowania i lakierowania - póki co koszyki podobają mi się w stanie naturalnym.
W Polsce prekursorką i weteranką papierowej wikliny jest Magdalena Godawa, znana pod marką Makkirequ, plecie duże i małe formy - abażury, torebki, koszyki i biżuterię:
Moje pierwsze próby nie były zbyt udane, ale nie trzeba się zniechęcać, teraz rureczki skręcam w trymiga :-) Fajny pomysł na zagospodarowanie makulatury, a przy okazji relaks i satysfakcja.
Też chcecie spróbować? Filmik na zachętę:
W Polsce prekursorką i weteranką papierowej wikliny jest Magdalena Godawa, znana pod marką Makkirequ, plecie duże i małe formy - abażury, torebki, koszyki i biżuterię:
Moje pierwsze próby nie były zbyt udane, ale nie trzeba się zniechęcać, teraz rureczki skręcam w trymiga :-) Fajny pomysł na zagospodarowanie makulatury, a przy okazji relaks i satysfakcja.
Też chcecie spróbować? Filmik na zachętę:
14 wrz 2015
Ekopapier - greenwashing na przykładach cz.5
Czasem każdy potrzebuje coś wydrukować, a drukarki stały się wręcz sprzętem domowym. Ale co z papierem? Nietrudno zdobyć ekologiczny papier do drukarki w ryzach. Ekologiczny, bo z makulatury, lub przynajmniej z certyfikatem FSC (co oznacza, że firma papiernicza prowadzi politykę zrównoważonego rozwoju i za wycięte przez siebie drzewa, sadzi gdzieś nowe). I często jest tylko nieznacznie droższy, więc nie ma przebacz :-P
Inna sprawa, że papier biurowy z makulatury musi być importowany, ponieważ w Polsce się go nie produkuje... (opracowanie Analiza rynkowa dostępności papieru pochodzącego z recyklingu w Polsce, strona 9). Czyli dodatkowo emisja CO2 związanego z transportem takiego papieru, ot dylematy ekologa...
Gorzej, jeśli człowiek chce wydrukować plakaty, ulotki, wizytówki, foldery i inne okolicznościowe publikacje. Znaleźć drukarnię, która ma w ofercie druk na papierze z recyklingu nie jest tak łatwo. W dodatku taki papier bywa nawet 2x droższy od "normalnego", który jak się okazuje - wcale nie jest normalny. Tzn. bardzo niewiele jest w nim celulozy z drzew, za to więcej dodatków - kleju, kredy, wypełniaczy...
Jakiś czas temu potrzebowałam wydrukować broszurę w ilości 1000 sztuk. Ile się naszukałam firmy, gdzie zrobią to na papierze z recyklingu, to moje. Teraz, po kilku latach, odpuściłabym druk, pozostając jedynie przy wersji elektronicznej...BTW - gdyby ktoś potrzebował wersji papierowej Ekobobasa, to jeszcze gdzieś mam, mogę wysłać (najlepiej hurtem) :-)
*** Przerwa na dygresję odnośnie papieru bezdrzewnego - kolejnej formy greenwashingu (nazwa wprowadza w błąd).
Swego czasu wydawnictwo BioBooks wydawało książki na papierze bezdrzewnym. Nazwa sugeruje ekologiczność i że do produkcji takiego papieru nie trzeba wycinać drzew. Niestety, "pojęcie papier bezdrzewny jest niezbyt fortunnym zwyczajowym określeniem papieru wytwarzanego wyłącznie z masy celulozowej, otrzymywanej w procesie roztwarzania drewna z użyciem chemikaliów. Na pewno nie jest to papier wytwarzany z makulatury. - przyznaje Zbigniew Firnalski – Dyrektor Biura Stowarzyszenia Papierników Polskich (Zielone Brygady). Poza tym że papier bezdrzewny w istocie jest drzewny, to jeszcze jego produkcja wymaga dużo więcej wody i energii (oraz drzew) niż produkcja zwykłego papieru. A zatem - bzdura.
Ze strony wydawnictwa BioBooks nie doczekałam się odpowiedzi, dlaczego zdecydowali się na taki właśnie papier. Zakładam, że nie było to wynikiem złej woli, a raczej niewiedzy. W każdym razie Was przed papierem bezdrzewnym przestrzegam [a teraz każcie ostatnie trzy słowa wypowiedzieć cudzoziemcowi, który uczy się polskiego :-)]. Koniec dygresji.
Pora na greenwashing w czystej postaci: strona www.internationalpaper.com, a na niej takie kwiatki:
"Dzięki produkcji papieru rośnie więcej drzew.(...) Zapotrzebowanie na papier przyczynia się więc do rozwoju lasów. Na tym właśnie polega urok surowca odnawialnego."
Tak się jednak składa, że priorytetowe działanie z zasady 3R, to reduce, czyli ograniczaj. Dopiero na kolejnych miejscach mamy reuse (używaj ponownie) i na końcu recykling (przetwarzaj). Natomiast wspomniana strona zachęca do korzystania z papieru do woli, dzięki czemu poprawimy swoją wydajność i kreatywność. "Ograniczenie zużycia papieru to złudna oszczędność." - hmm.
Cała publikacja sprytnie operuje faktami, akcentując że w Europie sadzi się więcej drzew niż się wycina, a pomijając całkowicie informacje dotyczące chemicznych zanieczyszczeń pochodzących z zakładów papierniczych, czy zużycia wody podczas produkcji. Bagatelizuje się emisję CO2 spowodowaną produkcją papieru, powołując się na fakt, że wszystko ma swój slad węglowy, nawet kotlet i nie dajmy się wcisnąć w matrix poczucia winy z tego powodu.
Aby czytelnik nie popadł w karboreksję i nie zaczął przypadkiem myśleć o redukcji zużycia papieru może usprawiedliwić się cytatem: "Sektory leśny, papierniczy i opakowaniowy to jedne z najbardziej ekologicznych gałęzi przemysłu, jakie istnieją."
Ech, gałęzie opadają, a producenci papieru zacierają ręce...
(Marnując papier, zabijasz nie tylko drzewa.)
A tymczasem zużycie papieru w Europie wciąż rośnie. Osiemdziesiąt milionów ton rocznie... Osiemdziesiąt. Milionów. Ton. Aż trudno sobie wyobrazić taką ilość.
I choć wskaźnik recyklingu jest dosyć wysoki (71% w 2012 roku), to wiele ton papieru (jakieś 30% ogólnej produkcji) w ogóle nie nadaje się na makulaturę. Jest to tzw. papier tissue/higieniczny, czyli chusteczki higieniczne, papierowe ręczniki i nasz dobry przyjaciel - papier toaletowy...
Ale to już temat na oddzielny post :-)
Moje inne posty na temat greenwashingu: tutaj
Inna sprawa, że papier biurowy z makulatury musi być importowany, ponieważ w Polsce się go nie produkuje... (opracowanie Analiza rynkowa dostępności papieru pochodzącego z recyklingu w Polsce, strona 9). Czyli dodatkowo emisja CO2 związanego z transportem takiego papieru, ot dylematy ekologa...
Gorzej, jeśli człowiek chce wydrukować plakaty, ulotki, wizytówki, foldery i inne okolicznościowe publikacje. Znaleźć drukarnię, która ma w ofercie druk na papierze z recyklingu nie jest tak łatwo. W dodatku taki papier bywa nawet 2x droższy od "normalnego", który jak się okazuje - wcale nie jest normalny. Tzn. bardzo niewiele jest w nim celulozy z drzew, za to więcej dodatków - kleju, kredy, wypełniaczy...
Jakiś czas temu potrzebowałam wydrukować broszurę w ilości 1000 sztuk. Ile się naszukałam firmy, gdzie zrobią to na papierze z recyklingu, to moje. Teraz, po kilku latach, odpuściłabym druk, pozostając jedynie przy wersji elektronicznej...BTW - gdyby ktoś potrzebował wersji papierowej Ekobobasa, to jeszcze gdzieś mam, mogę wysłać (najlepiej hurtem) :-)
*** Przerwa na dygresję odnośnie papieru bezdrzewnego - kolejnej formy greenwashingu (nazwa wprowadza w błąd).
Swego czasu wydawnictwo BioBooks wydawało książki na papierze bezdrzewnym. Nazwa sugeruje ekologiczność i że do produkcji takiego papieru nie trzeba wycinać drzew. Niestety, "pojęcie papier bezdrzewny jest niezbyt fortunnym zwyczajowym określeniem papieru wytwarzanego wyłącznie z masy celulozowej, otrzymywanej w procesie roztwarzania drewna z użyciem chemikaliów. Na pewno nie jest to papier wytwarzany z makulatury. - przyznaje Zbigniew Firnalski – Dyrektor Biura Stowarzyszenia Papierników Polskich (Zielone Brygady). Poza tym że papier bezdrzewny w istocie jest drzewny, to jeszcze jego produkcja wymaga dużo więcej wody i energii (oraz drzew) niż produkcja zwykłego papieru. A zatem - bzdura.
Ze strony wydawnictwa BioBooks nie doczekałam się odpowiedzi, dlaczego zdecydowali się na taki właśnie papier. Zakładam, że nie było to wynikiem złej woli, a raczej niewiedzy. W każdym razie Was przed papierem bezdrzewnym przestrzegam [a teraz każcie ostatnie trzy słowa wypowiedzieć cudzoziemcowi, który uczy się polskiego :-)]. Koniec dygresji.
Pora na greenwashing w czystej postaci: strona www.internationalpaper.com, a na niej takie kwiatki:
"Dzięki produkcji papieru rośnie więcej drzew.(...) Zapotrzebowanie na papier przyczynia się więc do rozwoju lasów. Na tym właśnie polega urok surowca odnawialnego."
Tak się jednak składa, że priorytetowe działanie z zasady 3R, to reduce, czyli ograniczaj. Dopiero na kolejnych miejscach mamy reuse (używaj ponownie) i na końcu recykling (przetwarzaj). Natomiast wspomniana strona zachęca do korzystania z papieru do woli, dzięki czemu poprawimy swoją wydajność i kreatywność. "Ograniczenie zużycia papieru to złudna oszczędność." - hmm.
Cała publikacja sprytnie operuje faktami, akcentując że w Europie sadzi się więcej drzew niż się wycina, a pomijając całkowicie informacje dotyczące chemicznych zanieczyszczeń pochodzących z zakładów papierniczych, czy zużycia wody podczas produkcji. Bagatelizuje się emisję CO2 spowodowaną produkcją papieru, powołując się na fakt, że wszystko ma swój slad węglowy, nawet kotlet i nie dajmy się wcisnąć w matrix poczucia winy z tego powodu.
Aby czytelnik nie popadł w karboreksję i nie zaczął przypadkiem myśleć o redukcji zużycia papieru może usprawiedliwić się cytatem: "Sektory leśny, papierniczy i opakowaniowy to jedne z najbardziej ekologicznych gałęzi przemysłu, jakie istnieją."
Ech, gałęzie opadają, a producenci papieru zacierają ręce...
(Marnując papier, zabijasz nie tylko drzewa.)
A tymczasem zużycie papieru w Europie wciąż rośnie. Osiemdziesiąt milionów ton rocznie... Osiemdziesiąt. Milionów. Ton. Aż trudno sobie wyobrazić taką ilość.
I choć wskaźnik recyklingu jest dosyć wysoki (71% w 2012 roku), to wiele ton papieru (jakieś 30% ogólnej produkcji) w ogóle nie nadaje się na makulaturę. Jest to tzw. papier tissue/higieniczny, czyli chusteczki higieniczne, papierowe ręczniki i nasz dobry przyjaciel - papier toaletowy...
Ale to już temat na oddzielny post :-)
Moje inne posty na temat greenwashingu: tutaj
8 sie 2015
Sposoby na upał - wachlarz
Wśród sposobów na upał (oprócz tych i tych) jednym z prostszych wynalazków jest wachlarz (w wersji basic zastępowany zwiniętą gazetą).
Chiński wachlarz (instrukcja)
Lub taki (DIY Paper Fan Collage):
Chiński wachlarz (instrukcja)
Lub taki (DIY Paper Fan Collage):
A to wachlarz będący jednocześnie gadżetem weselnym (program/zaproszenie+pamiątka dla gościa) - według mnie ciekawy pomysł, którego nigdy nie wykorzystam :-)
Do zrobienia z dziećmi (stąd):
Swoją drogą wachlarz ma ciekawą historię i nie zawsze służy(ł) wyłącznie do wachlowania. O innych zastosowaniach i rodzajach przeczytajcie tutaj. "Istnieją wachlarze składane i nieskładane, typowo ceremonialne, zwyczajne, codziennego użytku oraz wachlarze sygnałowe. Inne jeszcze, okute w żeliwne oprawy, były skuteczną bronią."
Wachlarze zrobione? To do boju!
20 mar 2015
Wytłoczki cz.2
Temat wytłoczek na jajka już się tu przewijał (część 1), ale mignęło mi kilka nowych pomysłów na ich upcykling, głównie zabawkowy.
Czyli statek (stąd),
pingwiny (tutorial),
kury - podstawki na pisanki:
gąsienica (instrukcja).
Czyli statek (stąd),
pingwiny (tutorial),
kury - podstawki na pisanki:
gąsienica (instrukcja).
18 gru 2014
Do szopy hej
Na przeciwnym biegunie do wypasionych realistycznych (a czasem nawet żywych) szopek bożonarodzeniowych, stoją szopki minimalistyczne (z bloga Natura!lna sprawa).
Ot takie:
I jeszcze taka, z krakowskiej pracowni k. (można kupić na Etsy):
Dla mnie super :-)
Szopka origami też piękna (źródło - Flickr.com):
(możecie spróbować sami)
I ta od Joela (łapcie), wystarczy wydrukować i wyciąć:
A ta w ogóle niepiękna, ale jak najbardziej rozumiem :-)
Inne szopki z recyklingu: Szopki - cz.I
24 cze 2014
Wycinanki cz.2
Były takie wycinanki-lampy, a dziś będą wycinanki-obrazy autorstwa Daniela Mar.
Patrzcie i podziwiajcie:
Reprodukcje można kupić na Etsy, i to całkiem tanio :-)
Patrzcie i podziwiajcie:
Reprodukcje można kupić na Etsy, i to całkiem tanio :-)
1 mar 2014
Kidy - no kidding
Miała być i jest. Relacjo-recenzja konstrukcyjnych kartonowych klocków by Kidy.
Na początku była paka. Przytargane przez kuriera sporej wielkości pudło, dosyć ciężkie sygnalizowało, że format klocków wymaga sporej przestrzeni. Większej niż ta, którą oferuje nam Pokój Dziewczyn. Ze składaniem domku poczekałyśmy więc sprytnie, aż chłopaki pojadą na narty i wykorzystałyśmy ich pokój jako plac budowy.
No, i od razu zachwyt - klocki są przemyślane i łatwe w budowaniu. Tu mam porównanie z Hockami Klockami, które też miałam okazję przetestować i w których miałam problemy z łączeniem ze sobą poszczególnych części. Na szczęście przy Kidy ten problem rozwiązują rzepy - genialne posunięcie. Każda część ma naklejonych 8 rzepów (z gładką stroną), a w torebce dołączonej do zestawu znajduje się kilkadziesiąt kolorowych rzepów ze stroną szorstką. Są mocne i dają radę - konstrukcja się nie rozwala.
Budować najlepiej w dwie osoby - jedna przytrzymuje już zbudowane części, druga podaje/nakleja rzepy. Lub odwrotnie :-) Przy odrobinie samozaparcia może nawet udałoby się postawić fundamenty samodzielnie, ale myślę, że chwilami brakowałoby mi trzeciej i czwartej ręki.
Po 10 minutach w Pokoju Chłopaków stanął taki oto domek i wtedy Córka zachwycona stwierdziła, że będzie w nim spać. Przeniosła tam kołdrę i poduszki, do noclegu jednak nie doszło, bo Chłopaki wrócili z nart (śnieg był tylko sztuczny, warunki okropne). Wtedy w ciągu 10 minut całą konstrukcję spakowaliśmy radośnie do pudła, gdzie będzie czekać do następnej okazji :-)
Ta pakowalność klocków Kidy jest ich kolejną zaletą, do tego estetyczny wygląd (brawo za pomysł z kolorowymi rzepami!), możliwość ozdobienia po swojemu, solidność (żaden się nie rozwalił, nie naderwał, nie pogiął - porządny gruby karton) i możliwość kombinowania ze sobą klocków od najprostszego sześcianu do wieży z dachem.
A tak wygląda zabawa klockami Kidy na filmiku promocyjnym:
Polecam z czystym sumieniem małym i większym architektom :-)
I jeszcze słówko o konkursie na fanpejdżu Mamowa - można tam wygrać zestaw kartonowych lalek lub domków by Kidy. Nie trzeba nic udostępniać, wystarczy polubić :-) Do 10 marca 2014.
Na początku była paka. Przytargane przez kuriera sporej wielkości pudło, dosyć ciężkie sygnalizowało, że format klocków wymaga sporej przestrzeni. Większej niż ta, którą oferuje nam Pokój Dziewczyn. Ze składaniem domku poczekałyśmy więc sprytnie, aż chłopaki pojadą na narty i wykorzystałyśmy ich pokój jako plac budowy.
No, i od razu zachwyt - klocki są przemyślane i łatwe w budowaniu. Tu mam porównanie z Hockami Klockami, które też miałam okazję przetestować i w których miałam problemy z łączeniem ze sobą poszczególnych części. Na szczęście przy Kidy ten problem rozwiązują rzepy - genialne posunięcie. Każda część ma naklejonych 8 rzepów (z gładką stroną), a w torebce dołączonej do zestawu znajduje się kilkadziesiąt kolorowych rzepów ze stroną szorstką. Są mocne i dają radę - konstrukcja się nie rozwala.
Budować najlepiej w dwie osoby - jedna przytrzymuje już zbudowane części, druga podaje/nakleja rzepy. Lub odwrotnie :-) Przy odrobinie samozaparcia może nawet udałoby się postawić fundamenty samodzielnie, ale myślę, że chwilami brakowałoby mi trzeciej i czwartej ręki.
Po 10 minutach w Pokoju Chłopaków stanął taki oto domek i wtedy Córka zachwycona stwierdziła, że będzie w nim spać. Przeniosła tam kołdrę i poduszki, do noclegu jednak nie doszło, bo Chłopaki wrócili z nart (śnieg był tylko sztuczny, warunki okropne). Wtedy w ciągu 10 minut całą konstrukcję spakowaliśmy radośnie do pudła, gdzie będzie czekać do następnej okazji :-)
Ta pakowalność klocków Kidy jest ich kolejną zaletą, do tego estetyczny wygląd (brawo za pomysł z kolorowymi rzepami!), możliwość ozdobienia po swojemu, solidność (żaden się nie rozwalił, nie naderwał, nie pogiął - porządny gruby karton) i możliwość kombinowania ze sobą klocków od najprostszego sześcianu do wieży z dachem.
A tak wygląda zabawa klockami Kidy na filmiku promocyjnym:
Polecam z czystym sumieniem małym i większym architektom :-)
I jeszcze słówko o konkursie na fanpejdżu Mamowa - można tam wygrać zestaw kartonowych lalek lub domków by Kidy. Nie trzeba nic udostępniać, wystarczy polubić :-) Do 10 marca 2014.
20 lut 2014
Kidy - nowe polskie zabawki z kartonu
Za każdym razem kiedy wyznaję publicznie swą miłość do kartonu (a także zwykłego papieru, ścinków do kolaży, papieru czerpanego, papier mache, tektury falistej i najcieńszych na świecie bibułek) czuję się trochę dziwnie. Pociesza mnie tylko fakt, że nie jestem w swych upodobaniach odosobniona :-) I że coraz więcej można wypatrzeć polskich firm produkujących rzeczy z kartonu. Głównie zabawki, ale zdarzają się też meble i inne akcesoria.
Tym razem jednak przedstawiam firmę Kidy i ich kartonowy system konstrukcyjny :-)
Konstrukcje można budować tak jak na tym filmiku. Jak widać kartonowe elementy wyposażone są w rzepy, co ułatwia łączenie ich ze sobą. Relacja z testowania na żywo już wkrótce na blogu :-)
Tym razem jednak przedstawiam firmę Kidy i ich kartonowy system konstrukcyjny :-)
Konstrukcje można budować tak jak na tym filmiku. Jak widać kartonowe elementy wyposażone są w rzepy, co ułatwia łączenie ich ze sobą. Relacja z testowania na żywo już wkrótce na blogu :-)
28 sty 2014
Papier, który rośnie
Już jakiś czas temu miałam napisać o cudnym growing paper, który dostałam w formie kartki z podobizną Marianny Orańskiej od Yoli Rybczyńskiej.
Czym się różni growing paper (albo seed paper) od zwykłego papieru czerpanego?
Ano tym, że dodatkowo ma w sobie nasionka. Jeśli więc zasiejemy taką kartkę i będziemy podlewać, to teoretycznie powinno nam z niej coś wyrosnąć :-)
Yola dodała do swojego papieru nasionka czarnuszki siewnej. Wsadziłam kawałek do doniczki, za jakiś czas dam znać, co z tego wynikło.
Agdyby ktoś miał ochotę w domu się pobawić, to tu znajdzie tutorial.
Jakby co, to Yola robi taki papier na zamówienie w swojej własnej papierni wraz z autorskim stempelkiem/nadrukiem. Na oryginalne wizytówki lub kartki z życzeniami jak znalazł. Polecam, bo profesjonalna robota :-) Podobnie jak notesy, których jestem fanką (do nabycia w WegeStudio):
Czym się różni growing paper (albo seed paper) od zwykłego papieru czerpanego?
Ano tym, że dodatkowo ma w sobie nasionka. Jeśli więc zasiejemy taką kartkę i będziemy podlewać, to teoretycznie powinno nam z niej coś wyrosnąć :-)
Yola dodała do swojego papieru nasionka czarnuszki siewnej. Wsadziłam kawałek do doniczki, za jakiś czas dam znać, co z tego wynikło.
Agdyby ktoś miał ochotę w domu się pobawić, to tu znajdzie tutorial.
Jakby co, to Yola robi taki papier na zamówienie w swojej własnej papierni wraz z autorskim stempelkiem/nadrukiem. Na oryginalne wizytówki lub kartki z życzeniami jak znalazł. Polecam, bo profesjonalna robota :-) Podobnie jak notesy, których jestem fanką (do nabycia w WegeStudio):
13 gru 2013
Świąteczny podział rolek
Na Ulicy Ekologicznej do poniedziałku trwa konkurs na najciekawszy świąteczny craft z wucerolek. Wygrać można m.in. samochód :-)
Ponieważ sama nie biorę udziału, ale zasiadam w konkursowym jury, to zapraszam do zabawy i podsuwam kilka tzw. inspiracji :-)
WC szopka
kolędnicy
kostium
ozdóbki
choineczki:
i reniferki
Ponieważ sama nie biorę udziału, ale zasiadam w konkursowym jury, to zapraszam do zabawy i podsuwam kilka tzw. inspiracji :-)
WC szopka
kolędnicy
kostium
choineczki:
i reniferki
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































