Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobrowolna prostota życia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobrowolna prostota życia. Pokaż wszystkie posty

26 gru 2015

Zadbaj o siebie, świat tego potrzebuje

Najczęściej słyszaną przez mnie radą na forach dyskusyjnych lub podczas różnych warsztatów psychologicznych jest "zadbaj o siebie". Brzmi fajnie, ale równie abstrakcyjnie jak "czas tylko dla siebie" :-) Czy tak się w ogóle da? I co to tak naprawdę znaczy? Bo np. wizyta u kosmetyczki czy kurs wizażu to zdecydowanie nie dla mnie...Wolę spędzić kolejną godzinę klikając po 127 otwartych zakładkach internetowej przeglądarki lub czytając sagę fantasy :) Ale czy to jest dbanie o siebie?
Moja znajoma zdefiniowała to jako zdrowy egoizm, czyli niezbędną dawkę uwagi poświęconej sobie samej/emu, aby zaspokoić swoje potrzeby, zarówno fizyczne jak i psychiczne. Niejaki Maslow wyjmyślił taką hierarchię potrzeb:

Podstawa to zadbanie o czyste powietrze do oddychania, zdrowe jedzenie, wystarczającą ilość snu, dostęp do wody, toalety, itp. Zazwyczaj nie doceniamy takich oczywistości jak ciepła woda w kranie, prąd w gniazdku i w ogóle dach nad głową. O nieograniczonym dostępie do internetu nie wspomnę :-) Nie doceniamy, a przecież głównie dzięki zaspokojeniu tych potrzeb, możemy wejść na wyższe poziomy dbania o siebie (chociaż wcale nie uważam, że potrzeba rozwoju osobistego jest ważniejsza niż potrzeba snu - bardziej odpowiada mi podejście Porozumienia bez przemocy i ichniejsza niehierarchiczna lista potrzeb).
Warto jednak uświadomić sobie, jakimi jesteśmy szczęściarzami żyjąc właśnie tu i teraz, i że jeśli nie zadbamy o podstawę, to nasz świat runie. I zauważcie, że większość z tych haseł na dole piramidy związanych jest w gruncie rzeczy z całym ekosystemem, bo wszyscy potrzebujemy oddychać, jeść, pić i żyć w pokoju, niezależnie czy w Polsce, czy w Chinach, czy w Syrii... Jesteśmy jak naczynia połączone, chociaż najczęściej sobie tego nie uświadamiamy i zachowujemy się tak:



Dlatego dbając o innych (i o ich prawo do czystej wody, żywności niemodyfikowanej genetycznie), dbamy też o siebie i o swoje zdrowie... Czego sobie i wam życzę ten nadchodzący nowy rok :-)
Do potrzeb bazowych dopisałabym jeszcze potrzebę energii (najlepiej odnawialnej), kontaktu z przyrodą i równowagi (recyklingu). A w kwestiach konsumpcjonizmu i potrzeb materialnych staram się także stosować do tej piramidy:


A wy jak dbacie o siebie? Egoistycznie czy ekoistycznie?


17 gru 2015

Prezenty na ostatnią chwilę

Jeśli kurier zdąży przed świętami, to prezenty mam załatwione. Oczywiście nie napiszę co dla kogo, jednak jestem zadowolona, że ogarnęłam się na czas. Bo nie zawsze tak jest, a prezenty na ostatnią chwilę, no cóż - często nie da się ukryć, że są na ostatnią chwilę właśnie :->
W tym roku pod choinką będzie trochę rękodzieła (tak, tak - koszyczek z papierowej wikliny...), trochę używek z charytatywnego bazarku na rzecz bezdomnych zwierzaków, dwa kalendarze na Korabki, kilka książek.
Co polecam innym, którzy dopiero teraz zaczynają myśleć o prezentach?
Przede wszystkim - nie panikujcie, prezenty nie są tu ponoć najważniejsze.


  
1. Bezgotówkowe bony na... wspólnie spędzony czas albo inne niespodzianki, które można sprawić najbliższym. Na Educarium są nawet gotowce do wydrukowania (klik). Jeśli sprezentujemy je we własnoręcznie zrobionym wizytowniku (instrukcja origami), to już w ogóle +100 do Gift Maker level Master :-)


2. Handmade - może być na ostatnią chwilę, co jest nietrudne, jeśli ktoś ma zapasy zrobionych przez siebie przetworów, pierniczków albo innej biżuterii.
Ale nawet bez zapasów można coś wyczarować z rzeczy, które zazwyczaj w domu są. Np. cukrowy peelingigielnik (dla krawcowej), zakładki do książki (np. origami):


Ostatnio w czeskim sklepie widziałam fajne zestawy do własnoręcznego wyklejania kolaży (klej, nożyczki, zdjęcia i wycinki z gazet w ładnym pudełku):


Słoik z elegancką etykietą "na dobre wspomnienia", kolorowe karteczki i gelpen to też dobry zestaw :-) W sieci znajdziecie mnóstwo opisów takich słoików ("memory jar"), poniższe zdjęcie to wariacja na temat - w słoiku znajdują się już przygotowane krótkie liściki miłosne na każdy dzień roku. Przygotowując słoik możecie puścić sobie Fisza -  ten kawałek jest idealny.


wersja dla zaawansowanych marzycieli :-)


I jeszcze jeden pomysł słoikowy - podręczna mgławica, z angielska zwana nebulą :-) Potrzebny będzie słoik, dużo waty, woda z barwnikami (można zrobić ze starych markerów i pisaków wyjmując wkłady i mocząc je w wodzie albo z kolorowej bibuły karbowanej) oraz brokat. Przepisów w sieci mnóstwo (szukajcie pod "DIY nebula"), podlinkowuję ten:



Z kamieni lub drewnianych klocków można stworzyć grę na podobieństwo Story Cubes:

 (+ tutorial i sposoby wykorzystania)

Wersja klockowa:



3. Z rzeczy kupnych, acz niematerialnych - bony na próbną lekcję czegoś, na zabieg kosmetyczny, otwarty bilet do teatru czy filharmonii, a jeśli nie znamy gustu adresata, to bon prezentowy do księgarni lub innego sklepu.

4. Ostatnia deska ratunku - wypad do galerii handlowej lub do najbliższego kiosku... A tam można zdać się na los, inwestując w kupon totolotka albo wybierać zgodnie z zainteresowaniami (zbiór krzyżówek lub sudoku, kolorowa gazeta tematyczna). Zostają też klasyczne evergreeny podarkowe - książką lub roślinką doniczkową niczego nie zepsujecie :-)
Można i tak:






6 sie 2015

Czas (po)wolny - w poszukiwaniu tempo giusto

"Wolny czas nie jest pustką, którą trzeba zapełnić. To właśnie on pozwala w twórczy sposób na nowo ułożyć sprawy, które mamy w głowie" przeczytałam jadąc do Wolimierza na Festiwal Wody. Ponieważ autora Pochwały powolności już znam dzięki lekturze Pod presją (obowiązkowa dla wszystkich rodziców!), wiedziałam, że będzie interesująco.
Poniżej zajawka:



A więc co znajdziemy w książce Carla Honore? Punktem wyjścia jest refleksja nad naszym zagonionym życiem "na wiecznym nieogarze", które ma jednak więcej minusów niż plusów. W poszukiwaniu "swojego wewnętrznego żółwia" autor zgłębia współczesne mody na nieśpieszne jedzenie, muzykę, seks, sport, dzieciństwo, pracę, czy szkołę.
Czytam i w większości się zgadzam. Choć pewnie 15 lat temu ta kwestia niewiele by mnie obeszła. Slow food, slow travel, slow cities... Sprawy emerytów :-)
A jednak. Dobrze jest zwolnić, wyłapywać dobre chwile i smakować je. Bez pośpiechu. Slowly, slowly, jak na wakacjach w Indiach.



A o co chodzi z tempo giusto?
Otóż w muzyce oznaczało to "tempo idealne", właściwe dla każdego metrum, choć dla każdego inne :-) Rubato.
W szerszym słowa znaczeniu znaczy to mniej więcej robienie wszystkiego w swoim czasie. Trochę jak w Księdze Koheleta - jest czas rodzenia i czas umierania, jest czas przyspieszania i jest czas zwalniania :-)



Zatem festina lente - spieszmy się powoli, bo złe rzeczy się dzieją, gdy się człowiek spieszy. Zapomina się dokumentów, pieniędzy, telefonu. Łatwiej o pomyłkę. I o wkurwa łatwiej. Męczy się człowiek szybciej w ciąglym niedoczasie. Przegapia ważne sprawy. Gdzie rozum?
Nie lepiej jechać nad kamionkę, pływać w chłodnej wodzie, a potem na brzegu jeść sushi (Natalka love!) albo fasolkę? Obejrzeć film w kinie pod gwiazdami, iść na jogę w parku, pobujać się w hamaku, rozpalić ognisko, posiedzieć na tarasie z przyjaciółmi? Brzmi jak rozrywki słuchaczy uniwersytetu trzeciego wieku? Dla mnie już nie :-)

7 sty 2015

Your trash is my treasure

Czas coś napisać w Nowym Roku. Nie zaczął się on dobrze, ale może po rozpaczliwym początku będzie już tylko lepiej? Oby.

Tymczasem szukam pracy, najlepiej sensownej, ekologicznej, etycznej i sympatycznej :-) A, no i płatnej oczywiście (bo wolontariatów mam aż nadto). W Opolu lub zdalnie. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie...

Co do innych marzeń/planów/brońboże postanowień, to rok temu miałam takie. W tym roku lista jest podobna, z tą małą różnicą, że opolska kooperatywa w końcu się rozkręciła i działa b. sprawnie (i jest nadzieja na RWS z prawdziwego zdarzenia) :-)
I nie marzę już o naturalnym placu zabaw, tylko o huśtawkach na przystankach :-P


Poza tym nieustannie marzę o odgruzowaniu przestrzeni osobistej i pozbyciu się zbędnych rzeczy. Idzie mi coraz lepiej, dzięki założonej niedawno lokalnej grupie freecyklingowej na fejsbuku (a jednak FB ma swoje plusy). Wymianki i oddawanki idą tam dużo lepiej niż na ogólnopolskim Oddam Odpady. Udało mi się pozbyć nawet pudełka starych wypisanych flamastrów, stosiku płyt CD, słoika kapsli i kilku lalek typu Barbie niepierwszej świeżości. Czyli wszystkich tych przedmiotów, które kompulsywnie zbieram, a nigdy z nich/nimi nic nie robię :->
Powoli też przerzedza się biblioteczka (na rzecz ebooków i książek z biblioteki) i stos papierów różnej maści. Tylko spalonych garnków nikt nie chce :-P



29 lis 2014

Stop buying, love is the answer

No, i mamy Dzień bez Kupowania. Poprzedni wpis o mniej idealnie zgrał się z dzisiejszym świętem. Choć w sumie dzień jak co dzień...


U mnie zakupy spożywcze były (jak zwykle), bo daleko mi do determinacji autora bloga Przez rok nie kupię jedzenia. Niestety nie brałam udziału w webinarze prowadzonym przez Igora kilka dni temu, ale z blogiem jak najbardziej warto się zapoznać (zwłaszcza jeśli kogoś interesuje kwestia samowystarczalności).



W trochę innym, lecz podobnym eksperymencie brała udział królowa precyklingu, która deklaruje, że przez 2 lata nie wyprodukowała ani jednego śmiecia. Inna blogerka donosi, że przez rok nie kupowała ciuchów (i żyje).
Konrad z minimalistycznego bloga Wystarczy mniej z wyboru żyje z rodziną (liczną) bez samochodu.
Są tacy, co żyją bez telewizora, bez komórki, bez internetu, czy chociażby bez facebooka.
Grochu żyje bez Polski i sobie chwali, bo jak stwierdziła jego filipińska żona:
„Michał, o co Wam tutaj wszystkim chodzi? To jest jakiś dom wariatów. Po pierwsze czuję wszędzie jakieś dziwne wibracje, że ludzie są tutaj jacyś dziwni. Macie wszystko co Wam potrzeba gdzie my tylko możemy marzyć o takich rzeczach. Macie piękne domy, samochody, ładne ubrania, jecie dobre jedzenie, generalnie dobrze żyjecie a cały czas większość ludzi chodzi smutna, narzeka, kłóci się itp. Wiesz co Michał, ja chyba wolę już żyć u mnie skromnie ale bez żadnych dziwnych stresów i tego całego dziwnego klimatu. Tutaj ludzie są po prostu smutni”



A ty bez czego możesz/chcesz żyć? I dlaczego?

25 lis 2014

mniej więcej

Dawno już tak nie czekałam na żadną książkę. Ta jest dla mnie szczególna, nie tylko dlatego, że pojawiam się na stronie 289 jako specjalistka od trudnych pytań :-), ale dlatego że obserwowałam, jak powstaje - od momentu zapowiedzi na forum, przez notki na blogu, do chwili, kiedy 2 tygodnie temu listonoszka w końcu przyniosła "mniej".


Pamiętam wpis Marty na forum chustowym, w którym rekrutowała uczestników projektu. Minimalistycznego eksperymentu, któremu kibicowałam tak, jak kibicuję sobie na co dzień :-)
Do mini-projektu zgłosiło się kilkanaście osób, a drugie tyle sympatyzowało, wspierało, dyskutowało i wtrącało się na forum. O tym, czy da się kupować mniej. A może nawet w ogóle żyć bez pieniędzy. Wymieniając się, robiąc samemu, naprawiając, przerabiając, przyjmując, uprawiając, hodując, szukając zamienników, balansując pomiędzy cienką granicą biedowania a świadomym ograniczeniem potrzeb. Lub inaczej ujmując -  pomiędzy minimalizmem z wyboru a minimalizmem z konieczności.



Kiedy Marta zakładała na forum mini-wątek nikt jeszcze nie wiedział, że powstanie z tego książka. Pierwotnym celem był artykuł. Cieszę się, że na nim się nie skończyło. Podziwiam zaangażowanie wszystkich uczestników i otwarcie na to szczególne przedsięwzięcie. Założenia były proste - zainteresowani starali się przez kilka miesięcy (niektórzy przez rok) ograniczyć swoje nawyki zakupowe, ograniczając się tylko do niezbędnych wydatków (przy czym każdy sam określał, co w jego przypadku jest niezbędne). Tylko tyle i aż tyle. Wystarczająco, żeby poddać ocenie swoje konsumenckie przyzwyczajenia, poobracać w myślach każdą złotówkę, każdą potrzebę/zachciankę. Wystarczająco, żeby odkryć nieskończone możliwości bezgotówkowych operacji umożliwiających wikt i opierunek. Wystarczająco, żeby poczuć frajdę kryjącą się w "za darmo" i zmęczenie towarzyszące nowym sposobom ogarniania codzienności. Miastożerstwo, wymiana domów, swapy odzieżowe, kooperatywy, balkonowe ogrodnictwo, biblioteki, śmietnikowe łupy, demaskowanie marketingowych sztuczek, rezygnacja z samochodu na rzecz roweru lub transportu zbiorowego, Wymiennik, pieczenie chleba, robienie przetworów, wspinanie się na szczyty domowej kreatywności. Dylematy egzystencjalne, społeczne, towarzyskie.



Chwała Marcie, że wniknęła pod podszewkę (anty)konsumenckich wyborów, nie ograniczając się do analizy statystyk, rachunków, list zakupowych, czy opisów odgruzowywania przestrzeni, dominujących zazwyczaj na blogach minimalistycznych. Że zgłębiła temat wielowymiarowo, zarówno od strony ekonomicznej, socjologicznej, filozoficznej. Że pisze o crowdfundingu, rolnictwie wspieranym przez społeczeństwo, odpowiedzialnej konsumpcji, ekonomii współdzielenia się nie jako teoretyk, ale jako praktyk. Że wychodzi poza polskie podwórko. I że zadaje pytania. Chwała uczestnikom, że udostępnili kawałki swojej prywatności, z których wyłania się naprawdę interesujący i uważny "intymny portret zakupowy Polaków" (jak głosi podtytuł "mniej"). Taki, który chce się czytać.
Lubię styl Marty - uważny, życzliwy, dociekliwy, wielowątkowy, trafiający w sedno. Must read dla wszystkich miotających się między mniej a więcej.



Uwaga - skutkiem ubocznym lektury jest chęć zmiany życia :-)


Więcej: mniej

28 gru 2013

Marzenia noworoczne, owszem mam :-)

Początkowo miało być o postanowieniach noworocznych, bo jak co roku o tej porze zaczynam myśleć o tym, że w końcu zacznę planować posiłki, ćwiczyć jogę, będę więcej czytać, a nie tylko siedzieć przy kompie, itd....
Kiedyś miałam do tego celu niebieski oldskulowy zeszyt w 3 linie, do którego wpisywałam swoje dziecięce marzenia/postanowienia. Teraz popisać sobie mogę na blogu.
I stanowczo wolę marzenia od postanowień, bo kiedy marzenie się nie spełni, to drzwi nadal pozostają otwarte, a niezrealizowane postanowienia przekształcają się często w prywatne wyrzuty sumienia :->
Generalnie moja mapa marzeń, zwana też czasami tablicą inspiracji lub wish list, to subiektywny wybór ekoinicjatyw, projektów DIY, wegańskich przepisów, książek i miejsc, które dodałam kiedyś do zakładki 'ulubione' (BTW: jak długą macie listę "ulubionych"? Moja liczy równo 230 pozycji, ykhm, chyba czas posprzątać). Takie mapy marzeń lub inspiracji ponoć działają motywująco, choć w moim przypadku jak widać niekoniecznie...
Ale na nowy rok chciałoby się czegoś specjalnego, więc wybrałam 10 ekologicznych marzeń - esencję esencji, creme de la creme, czyli coś co mnie kręci i nakręca :-)
Relaksująca to czynność, takie zestawienie ulubionych. Można do tego celu oczywiście użyć klasycznej tablicy korkowej i zdjęć, zrobić duży kolaż lub skorzystać z narzędzi wirtualnych typu Pinterest lub jakiegoś programu graficznego - wszystkie formy dozwolone.

1. Naturalny plac zabaw w moim mieście


2. Jadalny park chciałabym mieć w zasięgu spaceru :-)

3. Fab Lab + centrum DIY/kawiarenka naprawcza - również

4. Sprawnie działająca grupa RWS (bo kooperatywy, która nie współ-działa mam powoli dość)

5. Wegańska knajpa i bezgotówkowa kawiarnia w każdym mieście :-)

6.  Zamieszkać w earthshipie (alternatywnie spędzić weekend w hotelu na drzewie)


7. Pojechać znów na Rainbow (w tym roku Rumunia)


8. Żeby w każdym sklepie można było zrobić wegańskie i etyczne zakupy (marzenie obejmuje także odzież, kosmetyki oraz sprzęt elektrotechniczny)

9. Żeby każdy poczuł w sobie moc do zmieniania świata - we can do it!

10. May all beings be happy

a postanowienia kiedy indziej :-)

30 lis 2013

Dzień Bez Zakupów - cz.II

Bez sensu trochę jest to dzisiejsze święto (ostatnia sobota listopada - Buy Nothing Day), o czym miałam okazję porozmawiać z Martą z bloga Nie kupuję tego. Co prawda jak najbardziej się zgadzam z ogólnym przesłaniem, ale może powinno się raczej nazywać "Dzień świadomej konsumpcji"? Bo choćbyśmy się zawzięli i przez rok nie kupowali jedzenia, to i tak przed konsumpcją nie uciekniemy.



Cała zabawa w tym, żeby kupować mądrze i dobrze. Z głową. Wybierać używane, miejscowe, rękodzieło, bez okrucieństwa, bez niewolnictwa i bez konserwantów. Bo to ma znaczenie. Więcej informacji znajdziecie na stronie ekonsument.pl, wraz z przewodnikiem po mądrych zakupach, czyli lokalnych i odpowiedzialnych.
Wbrew powszechnym opiniom, że wszystko pochodzi z Chin, można znaleźć sporo firm polskich/europejskich, zwłaszcza jeśli chodzi o odzież, zabawki czy kosmetyki. Trudniej jest, jeśli planujemy kupno sprzętu RTV/AGD czy niedajboże samochodu, bo prawdopodobieństwo znalezienia etycznej marki jest dużo mniejsze.
No, i przed każdym zakupem spytać siebie - czy naprawdę tego potrzebuję? Jak odróżnić potrzebę  od zachcianki? Minimaliści radzą, żeby odczekać jakiś czas z zakupem i poobserwować swoje myśli na temat obiektu pożądania. Całkiem możliwe, że po kilku dniach/tygodniach przestaniemy go pragnąć, czego sobie i wam życzę :-)


16 lis 2013

Niech żyją wymianki!

Czy już pisałam kiedyś, że kocham wymianki? Zarówno te międzyprzyjaciółkowe (chcesz tą bluzkę? to bierz, bo ja już nie noszę...), czy spotkania, na których wymieniamy się ubraniami z dziewczynami w Klubie Kangura (i wszędzie jest pełno małych dzieci, które albo wiszą na człowieku albo wchodzą mu pod nogi), jak i te wirtualne poprzez fora czy fejsa. Lubię też bartery wszelakie (ja ci zamieszczę banner na stronie, a ty mi strzelisz świąteczną sesję zdjęciową) i w ogóle bezgotówkowość lubię.


Dziś muszę się pochwalić wymianką miesiąca (a może nawet i kwartału), bo całą torbę śmieci (m.in stare koperty bąbelkowe, których dostaję więcej niż wysyłam oraz duży zbiór plastikowych "jajek" z kinderniespodzianek) przehandlowałam na wegański piernik w formie babki. Konkretnie ten:



Pyszny jak nie wiem co, powiadam wam.

Piernik upiekła według ściśle tajnej receptury (choć mam nadzieję, że jednak mi zdradzi przepis) pewna piękna i utalentowana Iza. W planach ma stworzenie kreatywnej warsztatowni dla małych i dużych i zbiera surowce wtórne :-) Więc gdyby ktoś z Opola i okolic zamierzał wziąć udział w podobnej wymiance, to biegnijcie do Ulf Studio:

Bo
ale to wiadomo.

1 lis 2013

Wszędzie dobrze, ale...

Wróciłam i patrzę na swoje miasto nowymi oczami - jak tu czysto i zielono, jak cicho, jak bogato... Jak mało ludzi na ulicach. I żadnych krów, małp i bezpańskich psów wylegujących się na ulicach. Oczywiście w porównaniu z.
Dobre były te wakacje, ale i tak cieszę się z powrotu. Niesamowite ilości śmieci, hałas, pył, brud i bieda na dłuższą metę są trudne do zniesienia. Dużo łatwiej się przyzwyczaić do ostrej indyjskiej kuchni, podróży pociągami, intensywnych kolorów i zapachów, widoku Himalajów i temperatury. Ale po miesiącu można zatęsknić za chlebem, wanną i spokojem. i nawet za rodziną można zatęsknić :-) Fajny to stan.
Pewnie znacie opowieść o globalnej wiosce - gdyby Ziemia była wioską liczącą 100 mieszkańców. No to posłuchajcie :-)

"Gdybyśmy całą ludzkość zredukowali do wioski liczącej 100 mieszkańców, jednocześnie uważając na proporcje występujące wśród narodów, w wiosce mieszkało by:


57 Azjatów
21 Europejczyków
14 Amerykanów (północ i południe)
8 Afrykanów

52 kobiety
48 mężczyzn
70 nie-białych
30 białych
70 niechrześcijan
30 chrześcijan
89 heteroseksualnych
11 homoseksualnych

do 6 osób należałoby 59% bogactwa świata i wszyscy pochodziliby z USA
80 osób mieszkałoby w niedostatecznych warunkach mieszkaniowych
70 osób byłoby analfabetami
50 byłoby niedożywionych
1 by umierała
2 by się rodziły
1 miałaby komputer
1 miałaby ukończone studia wyższe

Jeżeli dziś rano obudziłeś się nie chorym, ale zdrowym, jesteś szczęśliwszy niż 1 milion ludzi, którzy nie dożyją następnego tygodnia
Jeżeli nigdy nie przeżyłeś wojny, samotności z powodu uwięzienia, agonii udręczonego lub nie czułeś głodu, jesteś szczęśliwszy niż 500 milionów ludzi na tym świecie. Jeżeli możesz chodzić do kościoła bez lęku, że będzie się tobie groziło więzieniem lub śmiercią, jesteś szczęśliwszy niż 3 miliardy ludzi na świecie.
Jeżeli w twojej lodówce znajduje się jedzenie, jesteś ubrany, masz dach nad głową i łóżko do którego możesz się położyć, jesteś bogatszy od 75% populacji światowej.
Jeżeli masz konto w banku, trochę pieniędzy w portfelu i trochę drobnych w małym pudełku, należysz do 8% najbogatszych ludzi tego świata.
Podczas czytania tego tekstu jesteś podwójnie błogosławiony, gdyż nie należysz do 2 miliardów ludzi, którzy nie umieją czytać.
I jesteś jednym na 100, którzy mają komputer!
Jeżeli patrzy się na świat z tej perspektywy, staje się jasne, że przynależność, zrozumienie, akceptacja, wykształcenie itp. Są niezbędne.
Pewien człowiek powiedział kiedyś:
Pracujcie, jakbyście nie potrzebowali pieniędzy,
Kochajcie, jakby nikt was nie skrzywdził,
Tańczcie, jakby nikt nie patrzył,
Śpiewajcie, jakby nikt nie słuchał,
Żyjcie, jakby tu był raj na Ziemi."

Tekst, choć krytykowany, stał się memem, doczekał się wielu wersji graficznych, filmowych i książkowych. Ma też liczne strony internetowe, lubię . I infografiki Toby Ng lubię.


6 sie 2013

Bezgotówkowo

W Krakowie działa Cafe józeFińska, w której za herbatę czy kawę płaci się "rysunkiem, ciekawą historią, drobną pomocą, uśmiechem, pomysłem." Brzmi nieźle :-)
Na profilu Cafe Fińska pełno dowodów na to, że bez pieniędzy też się da. Bardzo bym chciała kiedyś tam wpaść na herbatkę (Józefińska 47), w zamian oferując warsztat przeklinania po czesku ;-)

Także w Krk w najbliższy weekend w MOCAKu odbędzie się trzecia edycja bezgotówkowych targów wymiennych bazART. Tym razem (czyli w sobotę) nastąpi wymiana ubrań, warsztaty i zwiedzanie wystawy "Ekonomia w sztuce".


Natomiast w innej nadwiślańskiej stolicy działa wymiennikowy Alter Sam, samoobsługowy kram wielobranżowy (Jazdów 8/2, Warszawa)).

A w ogóle jakie macie lato? Oprócz przymiotnika gorące/upalne, poproszę :-)
Ja mam dobre lato, wiejsko-miejskie, wypoczynkowo-pracowite, z nutą melancholii. Wieczorami wracam z balkonu przekraczając stada kucyków i śpię bez przykrycia. Część wyjazdowa już za mną, ale perspektywą miesięcznej podróży do Indii w październiku trochę mnie ziębi, trochę grzeje :-)
Póki co jednak wspomnienia z lipca, czyli Folkowisko w Gorajcu - zajebiści ludzie, zespoły, rodzinna amosfera. Muzycznie - R.U.T.A, Kleyff i Słoma, Kocirba i wszyscy tu obecni, popatrzcie:



A Słoma poleca Kipikasza.

4 maj 2013

Najpierw Ziemia!

W majówkowym wieczornym kinie polecam film "First Earth" o bezkompromisowej ekoarchitekturze. I jeśli jeszcze nie mieliście okazji zakochać się w domach z gliny i naturalnym budownictwie, to zrobicie to po obejrzeniu "Przede wszystkim Ziemia", gwarantuję. A jeśli nie w samych domach, to w idei :-)





To pozytywny film, choć punkt wyjścia jest, jak zawsze w tego typu dokumentach, dołujący: technologia nas nie uratuje, żadna kombinacja alternatywnych źródeł energii nie jest w stanie zaspokoić takiego stylu życia, jaki utrzymujemy obecnie, ropa wkrótce się skończy – peak oil. Najbardziej oczywistym rozwiązaniem jest dążenie do i niezależności energetycznej i samowystarczalności. Jej częścią jest ogrodnictwo, permakultura, tworzenie lokalnych społeczności, a także naturalne budownictwo.
Domy z gliny mają długowieczną tradycję. Z punktu widzenia zrównoważonego rozwoju glina jest najlepszym surowcem budowlanym, jest lokalna i prawie wszędzie dostępna. Długo się nagrzewa i długo oddaje ciepło. Jest zdrowa i trwała. Pozwala na kreatywność i tworzenie indywidualnych praktycznych rozwiązań - na przykład w ścianę kuchenną można wbudować zsyp do wyrzucanie kompostu wprost do kompostownika na zewnątrz.



Naturalne domy są tańsze, dzięki czemu można poradzić sobie bez zaciągania kredytu na 30 lat. 
Ważne jest też to, że wystarczy kilkudniowe szkolenie i każdy jest w stanie nauczyć się techniki budowania z gliny, niepotrzebne są studia i dyplom architekta. Każdy może być autorem swojego niepowtarzalnego domu i zbudować go z grupą znajomych. Jedna z wypowiadających się w filmie kobiet opowiada, że nie tyle kręci ją samo budowanie domu, co właśnie współpraca, zabawa i rozmowy podczas pracy. Innym fajnym aspektem jest to, że budowanie nie jest tylko domeną mężczyzn, ale także kobiet i dzieci, całej społeczności. 

I to uczucie, że skoro sam/a możesz zbudować sobie dom, to jesteś w stanie zrobić w życiu wszystko.
Film pokazuje gliniane budownictwo i ludzi nim zafascynowanych w Afryce, Ameryce, Europie, krajach arabskich, czy Tajlandii.
Świetnym pomysłem Marka Lakemana &spółki jest The CityRepair Project z 1996 (z sukcesem do dziś). Wprowadzenie gliny do miast i budowanie niewielkich obiektów – miejsce na sąsiedzką wymianę gazet, całodobowej herbaciarni (miejsce z termosem i kubkami), dużej glinianej ławki, kącika dla dzieci, niewielkiej sceny, biblioteczki, czy ogrodu - w niesamowity sposób łączy ludzi. Takie miejsca na rogu ulic stają się metaforycznymi skrzyżowaniami, gdzie spotykają się ludzkie losy. Zadaniem miejskich architektów jest aranżować jak najwięcej takich punktów, gdzie ludzie mogliby się spotykać, rozmawiać, organizować, rozwijać sąsiedzkie więzi. Bo co z tego, że prawo gwarantuje wolność zgromadzenia, skoro nie ma gdzie się gromadzić. Im się udało :-)
Tea station

A na polskim gruncie? Jeśli chodzi o promowanie naturalnego budownictwa i kultury DIY, to mamy oczywiście Cohabitat, który zatacza coraz szersze kręgi.
Jest też Fundacja Napraw Sobie Miasto i wiele lokalnych organizacji/stowarzyszeń/grup nieformalnych działających na rzecz lokalnych społeczności i ruchu sąsiedzkiego. Zainteresuj się!

PS. Z filmu zapamiętałam szczególnie panią, która przed swoim domem zrobiła miejsce, w którym można zostawić swoje wiersze, aby ktoś inny mógł je zabrać i przeczytać. I ewentualnie zostawić swoje w czymś w rodzaju otwartej skrzynki na listy. A wasza ulubiona inspiracja?

14 kwi 2013

Dzień siódmy - podziel się

Dwa tygodnie temu pisałam o sharing economy, a ostatnie zadanie Tygodnia innego niż wszystkie to wolontariat/dzielenie się z innymi wiedzą, doświadczeniem/pomaganie. Pomóc miało zrobienie sobie listy organizacji, którym chciałoby się pomagać i przeanalizować powody, dla których jednak się tego nie robi :-)
Ponieważ mam już swoje lata, to przez moją listę wolontariackich uniesień przewinęło się sporo organizacji i petycji. Akcje prozwierzęce, antycyrkowe, Food Not Bombs, Amnesty International, Porozumienie 8 Marca, Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot, Greenpeace, alterglobalizm, Rospuda, Mamowo to tylko te najważniejsze.
Obecnie (jak widać na blogu) przeżywam fascynację oddolnymi inicjatywami miejsko-ogrodniczymi, ruchami sąsiedzkimi, kooperatywami, dobrowolną prostotą życia, Kuchnią Społeczną, niezależnością energetyczną i żywnościową, barterami i systemami LETS, świadomą konsumpcją itp. Najbliżej mi do Cohabitatu, a moje serce jest na Rainbow :-) Staram się wspierać wymienione powyżej idee pośrednio, dzieląc się inspiracjami na blogu, uczestnicząc w cohabitatowych akcjach crowdfundingu, podpisując petycje lub angażując się bezpośrednio w działalność opolskiej kooperatywy, Kuchni Społecznej (za 2 tygodnie kolejna!) lub Mamowa. Więc jeśli chodzi o wolontariat (zarówno w formie kliktywizmu, jak i aktywizmu) to czuję się spełniona :-)
 Natrafiłam dziś na fajny filmik o Podziel-Sprayu (Wróżko Dzielanno przybywaj), więc się dzielę :-)


I jeszcze darmowy poradnik na temat dzielenia się :-)
A gdybyście chcieli skorzystać z opcji finansowania społecznościowego (czy po to, żeby zaspokoić swoją potrzebę pomagania, czy po to, żeby zrealizować swój własny projekt), to zachęcam do systematycznego zaglądania na poniższe platformy crowdfundingu.  Nie chcę mówić, że to uzależnia, ale z pewnością, jeśli choć raz wpłacicie złotówkę, czy piątaka na jakąś fajną akcję, która odniesie sukces (czyli w określonym czasie uda się zebrać planowaną sumę), to potem zrobicie to jeszcze raz :-) Dlaczego? Przekonajcie się sami :-P

Polak potrafi.pl
Beesfund.com
Wspieram.to
Wspieram kulturę.pl
Się pomaga.pl

8 kwi 2013

Tydzień inny niż wszystkie

Z powodu wyjazdu prawie zapomniałam o Tygodniu innym niż wszystkie. Dzisiaj zaczęła się pilotażowa tura projektu, w której biorą udział blogerzy, aktywiści i ekolodzy zaproszeni przez Fundację Sendzimira. Akcja wzorowana jest na No Impact Project - chętne osoby przez tydzień biorą udział w ekoeksperymencie, próbując zmienić swoje nawyki, sposób myślenia, aby zmniejszyć swój ślad ekologiczny.
Z powodu wyjazdu nie zdążyłam obliczyć swojej emisji CO2 (zrobię to jutro), ale pamiętam, że 7 lat temu brałam udział w dość szczegółowych wyliczeniach tegoż, tylko wyniki muszę odgrzebać. Ciekawe będzie porównanie obu śladów.
Zadaniem dnia pierwszego było ograniczenie konsumpcji. Ponieważ większość dnia spędziłam w podróży (jeden samochód+7 osób=full carpooling), to nie miałam okazji, żeby poszaleć zakupowo. I chyba rzeczywiście poza jedzeniem nie kupiłam nic. Mam nadzieję, że przez resztę tygodnia też uda mi się nie kupować rzeczy, oprócz tych absolutnie niezbędnych, do których zaliczam właśnie żywność (niech będzie, że bez słodyczy) :-)

Poniżej trailer filmu No Impact Man (nawiasem mówiąc niektóre działania podejmowane przez Colina nie mają zbyt wiele wspólnego z głęboką ekologią, a rodzinie bohatera chwilami szczerze współczułam)




29 mar 2013

Let's talk about sharing, bejbe

Na początek filmik:


Przekonujące, co? No, może oprócz podkładu muzycznego... Ale cała reszta dobrze ilustruje założenia koncepcji dzielenia się/udostępniania. Skoro mamy już na świecie tyle domów, samochodów, telewizorów, komputerów, jedzenia, to może czas zacząć się nimi dzielić?
Wciąż nie wiem, czy polskie społeczeństwo dojrzało do sharing economy. Niby już jesteśmy rozwinięci, ale wciąż na dorobku. Wszelkie próby stworzenia wspólnej własności czy przestrzeni kojarzą się z komunizmem i PGRami. Słabo widzę rozwój car sharingu czy food sharingu, jak w Niemczech. Kiedy kilka lat usłyszałam w Studni reportaż ze Szwecji, z ekologicznej wspólnoty mieszkaniowej, to brzmiało to niewiarygodnie utopijnie - mają tam nie tylko wspólny samochód czy ogród, ale też wspólną kuchnię. No, i dyżury do sprzątania. I to działa. Od kilkunastu lat bez przerwy, łał.
Z drugiej strony w Polsce też się zmienia klimat, o czym świadczy fenomen Cohabitatu, rozwój Wymiennika, powstawanie freelabów, kooperatyw, kuchni społecznej i miejskich ogrodów. Carpooling, coworking i couchsurfing też mają się coraz lepiej. Ludzie łakną wspólnoty i robienia czegoś fajnego razem. Tylko, że to takie nieśmiałe wszystko, takie partyzanckie i z ukrycia. Początkowy entuzjazm wyrażany on line, nagle gaśnie, gdy przychodzi faza real life. Gdy mnożą się problemy techniczne i organizacyjne, gdy w grupie kuleje komunikacja, gdy sąsiedzi i administracja mają gdzieś twój pomysł ogrodu na dachu, bo oni chcą mieć tylko święty spokój i płacić niższe podatki...Albo mają chore dziecko i mimo wszystko wolą obejrzeć telewizję.

W ramach motywacji jeszcze jeden filmik zrobiony przez Uniiverse.


I zajawka nowego dokumentu "Z kanapy na kanapę), który niedawno miał swoją polską przedpremierę. Nie widziałam, ale zobaczę :-)

21 sty 2013

By w kominku ogień trzaskał...

Wieki temu (o ile 3 lata to wieczność) pisałam o ekoprasce, czyli innymi słowami brykieciarce do papieru. Ponieważ przez te 3 lata kominka własnego, ani pieca,  się nie dorobiłam, to temat w mej głowie przycichł. Aż do wczoraj, kiedy to mój podczytywacz waszych blogów wyświetlił, że niejaki Sztudynt własnymi rękami brykieciarkę skonstruował i w swoim piecu rakietowym nią pali. Respect!
Wygląda może toporniej, niż jej siostra Ekopraska, ale grunt, że działa.
Papier, liście czy trociny są ogólnodostępne, więc polecam takie rozwiązanie pod rozwagę wszystkim posiadaczom domowych kominków. Niezależność energetyczna na wyciągnięcie ręki - komu? Komu?

19 sty 2013

W wolnym czasie

Elementy łikendu idealnego:

 Relaks w kokonie (w wersji minimalistycznej na balkonie)


Wycinanki (lub inne robótki ręczne)

Muza (właśnie taka, bejbi)



Ginger honey lemon tea




Wszystko jest folkiem (sobota, godz. 19.00)




Rozgrzewająca zupa marchewkowa


I jeszcze niezbędny gadżet (najlepiej w połączeniu z punktem pierwszym)



Wystarczy zadbać o dwa dowolne składniki, żeby otrzymać łikend całkiem znośny ;-)