Zaczyna się letni czas festiwali, urlopów, mikro- i makrowypraw, a poniżej 5 propozycji dla tych, co jeszcze nie mają skonkretyzowanych planów.
1. Obóz dla klimatu - 18-22 lipca - Wilczyn/Konin (woj, wielkopolskie)
Zapowiada się ciekawie, program wciąż się tworzy i można dołączyć ze swoimi warsztatami/propozycjami!
2. Szkoła solidarności - dla młodych 5-13 lipca, Brok nad Bugiem
"Chcesz zmieniać świat na lepsze? Masz 18-26 lat? Weź udział w
SZKOLE SOLIDARNOŚCI. To osiem fantastycznych dni spotkań, warsztatów i
wykładów, które dadzą Ci narzędzia do działania.
Skąd sie wzięły
ruchy postępowe? Jak rozmawiać z mediami? Jak działają kooperatywy? Czy
ekonomia jest trudna? Przyjedź i dowiedz się – w towarzystwie 35
młodych, zaangażowanych ludzi z całej Polski.Wśród wykładowców: Adrian Zandberg, Anna Grodzka, Rafał Matyja, Beata Siemieniako, Maciej Szlinder
Szkoła
odbędzie się w dniach 5 – 13 lipca w ośrodku Rzemieślnik w Broku nad
Bugiem. Zapewniamy pełny, ośmiodniowy program, nocleg, wyżywienie oraz
zwrot kosztów transportu. Opłata za Szkołę to 600 zł, jest możliwość
ubiegania się o zniżkę. Nabór trwa do 14 czerwca."
3. Wolimierz - wiadomo. Festiwal XXXlecie Teatru Klinika Lalek - 20-22 lipca
Stałą bywalczynią będąc, polecam. Program bogaty, ludzie cudowni, muzyka dobra. Dużo dzieci, psów i freaków :-)
4. Osada Twórców - Lato twórców 2018 (od teraz do końca wakacji)
"W 2017 w Lecie Twórców uczestniczyło 400 osób, w tym roku pogłębiamy doświadczenie! :) Czego będzie można doświadczyć ?
...
nauka budowania naturalnego z gliny, słomy, konopi, ogrody
permakultury, piece rakietowe,meble, stolarka, produkcja elektryczności -
tego wszystkiego doświadczą uczestnicy wakacji z Cohabitatem w sercu
Polski :)
# wydarzenie w przygotowaniu
# chcesz otrzymać powiadomienie o aktualizacji ? zapisz się: http://bit.ly/ZapisyLatoTworcow2018
# spotkanie na zachód od Łodzi
# 5 miesięcy (od maja do września), 10 turnusów
# tydzień doświadczeń na każdym turnusie
# największa przygoda lata
# gromada 600 osób z całej Europy"
Projekt fundacji Cohabitat - kolega Kokos mówi, że warto.
5. No, i na koniec Rainbow Gathering - zlot posthippisów, od połowy lipca do połowy sierpnia , prawdopodobnie Bieszczady
Od kilkudziesięciu lat Tęczowa Rodzina spotyka się na zlotach w różnych zakątkach świata. W tym roku europejskie zgromadzenie odbędzie się w Polsce, dokładne miejsce zostanie podane zainteresowanym mailowo kilka dni przed początkiem wydarzenia. Można ewentualnie pisać do mnie na priv, jak już będę wiedzieć, to podam info dalej.
Top secret - top sacred. Wybieram się :-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
7 cze 2018
10 cze 2017
Czas zaplanować wakacje
No, i zbliża się ten czas - lato, wakacje, urlopy, podróże małe i duże. W tym roku wyjątkowo pracuję w trybie etatowym (po latach free-lansowania), więc mogę sobie pozwolić jedynie na krótkie weekendowe wypady i może tydzień -dwa gdzieś stacjonarnie. Przeglądam internety, rozważam różne opcje (a jest ich sporo). Może się gdzieś spotkamy?
1. Na 90% wybieram się do Wolimierza, na coroczny festiwal, tym razem pod hasłem Festiwal Nasion. Trzeci weekend lipca, warto.
2. Poza tym nęcą mnie Zielone Kręgi - szamański festiwal uzdrawiania, 8-15 sierpnia, ale daleko (jak dla mnie), więc zobaczymy... Klimaty bardzo Rainbow Gathering, a zachęcił mnie ten film:
3. W zasadzie, gdyby Puszcza nie była na drugim końcu Polski, to od razu zainstalowałabym się w obozie obrońców.
PUSZCZA WZYWA! WŁĄCZ SIĘ!
🌲Dołącz do Obozu dla Puszczy: info poniżej
🌲Wesprzyj działanie Obozu: rzeczowo bit.ly/2rbyF2P | $ pomagam.pl/dlapuszczy
🌲Bądź w Puszczy tego lata: wspieraj lokalnych gospodarzy
🌲Poinformuj znajomych + wyraź swoją solidarność
Jak to działa?
Obóz to miejsce dla osób chcących działać na rzecz objęcia całej Puszczy parkiem narodowym, oparte na zasadach samoorganizacji. Możesz zostać z nami na dłużej, nocować na miejscu, włączyć się w życie obozowe i współtworzyć plan dalszych działań. Możesz też przyjechać tylko na konkretne spotkanie, albo na jedną noc, żeby nas wesprzeć, dowiedzieć się więcej o Puszczy, pogadać i wymyślić jak możemy współdziałać.
Co robimy?
* Działamy pokojowo na rzecz ochrony Puszczy. Wymyślmy wspólnie co możemy zrobić! Demonstrację? Performens? Akcję informacyjną?
* Organizujemy spotkania, warsztaty, spacery. Zgłoś swój pomysł!
* Budujemy obóz. Każda para rąk i każda umiejętność się przyda.
Jakie są warunki?
Nocujemy w namiotach, mamy bieżącą wodę i trochę prądu. Jest sławojka i toi-toiki. Budujemy kuchnię polową i pomieszczenie z prysznicami ogrodowymi. Jest duża stodoła, która służy nam za pokój spotkań i jadalnię, a obok mniejsza komórka z miejscami do pracy. Już jest fajnie, a wkrótce będzie jeszcze lepiej!
Co wziąć ze sobą?
Karimatę, śpiwór i coś cieplejszego na chłodne wieczory. Ewentualnie własny namiot, choć na miejscu jest kilka wspólnych. Miskę, kubek i sztućce. Latarkę, mapę, coś na komary. Możesz przyjechać własnym autem lecz liczba miejsc postojowych na terenie jest ograniczona – dlatego przyda się rower.
Jak dołączyć?
Napisz nam wiadomość na FB lub na mejla dlapuszczy@gmail.com, albo dzwoń: 507 604 292
Szukasz transportu / możesz zaoferować transport?
Dołącz do grupy i daj znać: https://web.facebook.com/groups/183725275488768/
+ tegoroczne Dni Kultury Pokoju (Słoma i przyjaciele) odbędą się w Białowieży 11-12 sierpnia. Lepszego zaproszenia chyba nie trzeba :-)
4. Pojechałabym też na warsztaty Pełnym głosem, w Bieszczadach, organizowane przez Fundację OVO. Dwa terminy w sierpniu, cena przyzwoita:
5. Wschodnia część Polski, zainteresowana kulturą ludową/tradycyjną/zwał jak zwał - dla was jest Folkowisko, tym razem pod hasłem Cuda Wianki - już za miesiąc!
A może ty znasz/organizujesz jakieś letnie wydarzenia czy warsztaty? Chwastingi, joga, land art, naturalne budownictwo? Daj znać w komentarzu :-)
1. Na 90% wybieram się do Wolimierza, na coroczny festiwal, tym razem pod hasłem Festiwal Nasion. Trzeci weekend lipca, warto.
2. Poza tym nęcą mnie Zielone Kręgi - szamański festiwal uzdrawiania, 8-15 sierpnia, ale daleko (jak dla mnie), więc zobaczymy... Klimaty bardzo Rainbow Gathering, a zachęcił mnie ten film:
3. W zasadzie, gdyby Puszcza nie była na drugim końcu Polski, to od razu zainstalowałabym się w obozie obrońców.
PUSZCZA WZYWA! WŁĄCZ SIĘ!
Jak to działa?
Obóz to miejsce dla osób chcących działać na rzecz objęcia całej Puszczy parkiem narodowym, oparte na zasadach samoorganizacji. Możesz zostać z nami na dłużej, nocować na miejscu, włączyć się w życie obozowe i współtworzyć plan dalszych działań. Możesz też przyjechać tylko na konkretne spotkanie, albo na jedną noc, żeby nas wesprzeć, dowiedzieć się więcej o Puszczy, pogadać i wymyślić jak możemy współdziałać.
Co robimy?
* Działamy pokojowo na rzecz ochrony Puszczy. Wymyślmy wspólnie co możemy zrobić! Demonstrację? Performens? Akcję informacyjną?
* Organizujemy spotkania, warsztaty, spacery. Zgłoś swój pomysł!
* Budujemy obóz. Każda para rąk i każda umiejętność się przyda.
Jakie są warunki?
Nocujemy w namiotach, mamy bieżącą wodę i trochę prądu. Jest sławojka i toi-toiki. Budujemy kuchnię polową i pomieszczenie z prysznicami ogrodowymi. Jest duża stodoła, która służy nam za pokój spotkań i jadalnię, a obok mniejsza komórka z miejscami do pracy. Już jest fajnie, a wkrótce będzie jeszcze lepiej!
Co wziąć ze sobą?
Karimatę, śpiwór i coś cieplejszego na chłodne wieczory. Ewentualnie własny namiot, choć na miejscu jest kilka wspólnych. Miskę, kubek i sztućce. Latarkę, mapę, coś na komary. Możesz przyjechać własnym autem lecz liczba miejsc postojowych na terenie jest ograniczona – dlatego przyda się rower.
Jak dołączyć?
Napisz nam wiadomość na FB lub na mejla dlapuszczy@gmail.com, albo dzwoń: 507 604 292
Szukasz transportu / możesz zaoferować transport?
Dołącz do grupy i daj znać: https://web.facebook.com/groups/183725275488768/
+ tegoroczne Dni Kultury Pokoju (Słoma i przyjaciele) odbędą się w Białowieży 11-12 sierpnia. Lepszego zaproszenia chyba nie trzeba :-)
4. Pojechałabym też na warsztaty Pełnym głosem, w Bieszczadach, organizowane przez Fundację OVO. Dwa terminy w sierpniu, cena przyzwoita:
5. Wschodnia część Polski, zainteresowana kulturą ludową/tradycyjną/zwał jak zwał - dla was jest Folkowisko, tym razem pod hasłem Cuda Wianki - już za miesiąc!
A może ty znasz/organizujesz jakieś letnie wydarzenia czy warsztaty? Chwastingi, joga, land art, naturalne budownictwo? Daj znać w komentarzu :-)
13 sie 2016
Czytam sobie
"Ostatni taki Amerykanin" Elizabeth Gilbert - niepozorna okładka i tytuł, autorka kojarzy się z "Jedz, módl się, kochaj" - czy to może być dobre?
A jednak :-)
Zaletą tej książki jest to, że opowiada prawdziwą historię, chociaż nie wiem, czy sięgnęłabym po nią, gdybym wiedziała, że to biografia. W dodatku człowieka, który jeszcze żyje :-) W dużym skrócie - istnieje na świecie mężczyzna, który w "dzisiejszych czasach" przeprowadził się do lasu mając 17 lat i potrafi o siebie zadbać w dziczy. A to oznacza - upolowanie zwierzyny, wykrzesanie ognia bez zapałek, zbudowanie schronienia, leczenie ziołami i inne tego typu umiejętności, które wybiórczo znają różni bushmani, survivalowcy czy zielarki.
Eustace Conway, o którym opowiada Gilbert jest postacią niezwykłą, a książkę czyta się naprawdę dobrze. Autorka od szczegółu do ogółu nawiązuje także do kondycji dzisiejszego człowieka, kryzysu męskości, stereotypu amerykańskiego twardziela, wpływu toksycznych relacji z ojcem na całe późniejsze życie, czy deficytu natury
"W takim podejściu jest sporo arogancji, ale jeszcze coś: głęboka alienacja. Wypadliśmy z rytmu. To takie proste. Skoro nie wytwarzamy już dla siebie żywności, to czy musimy zwracać uwagę na, powiedzmy, pory roku? Czy jest jakaś różnica pomiędzy zimą a latem, skoro możemy codziennie jeść truskawki? (...) I po co rozmyślać nad własną śmiertelnością tylko dlatego, że każdej jesieni w przyrodzie coś umiera? A kiedy przychodzi wiosna, czy warto zauważać to odrodzenie? Czy nam się chce poświęcić chwilę i być może komuś za to w duchu podziękować? Uczcić to? Jeśli opuszczamu dom jedynie po to, by pojechać do pracy, to po nam świadomość istnienia potężnej, pouczającej, nadzwyczajnej i wiecznej siły życiowej, która nieustannie nas opływa?"
Poznajcie prawdziwego człowieka lasu, człowieka gór, człowieka przyrody:
Jest też w tej biografii niezły wątek psychologiczny, który częściowo tłumaczy samotność Eustace'a, tego człowieka bardziej indiańskiego niż dzisiejsi Indianie. I wyjaśnia, dlaczego stworzony przez niego rezerwat przyrody Żółwia Wyspa pozostaje utopią, która raczej odpycha niż przyciąga ludzi. Polecam.
Lektura "Ostatniego takiego Amerykanina" idealnie koresponduje z książką, o której już wspominałam w poście o chmurach, czyli "Witaminą N" - poradnikiem dla dorosłych, jak rozwijać w dzieciach więź z przyrodą. Witaminę można czytać na wyrywki w poszukiwaniu pomysłów na plenerowe aktywności. No bo, nie oszukujmy się, na dźwięk słowa "spacer", moja Córka nie merda mentalnym ogonem, a po prostu bycie na dworze nie jest żadną atrakcją. Co innego słowo "podchody", "tropienie" lub wyprawa z jakimś określonym celem. Tylko co zrobić, kiedy brakuje pomysłów i wyobraźni? W poradniku znajdziecie zarówno pomysły na zabawy, jak i działania typowo edukacyjne (rozpoznawanie poszczególnych roślin i zwierząt, obserwacje przyrodnicze). Z perspektywy polskiego czytelnika odnoszę wrażenie, że amerykańskie dzieci (i ich rodzice) mają trudniej - w wielu miejscach tereny spacerowe ograniczone są jedynie do parków, a chodniki na przedmieściach nie istnieją, bo i tak wszędzie jeździ się samochodem. Richard Louv rekomenduje np. tworzenie grup spacerowych/rodzinnych klubów przyrodniczych, które trochę kojarzą mi się z zapomnianymi już kołami PTTK (btw PTTK co roku organizuje konkursy i wyprawy dla rodzin pn. Turystyczna Rodzinka), aby realizować wspólne wędrówki czy biwaki na łonie natury.
Zróbcie więc sobie dobrze i wyjdźcie z domu. Dziś w nocy mamy ku temu szczególnie dobry powód - wciąż powinny być widoczne Perseidy, czyli łzy świętego Wawrzyńca.
PS. Dziękuję wydawnictwu Mamania za możliwość przeczytania "Witaminy N" :-)
A jednak :-)
Zaletą tej książki jest to, że opowiada prawdziwą historię, chociaż nie wiem, czy sięgnęłabym po nią, gdybym wiedziała, że to biografia. W dodatku człowieka, który jeszcze żyje :-) W dużym skrócie - istnieje na świecie mężczyzna, który w "dzisiejszych czasach" przeprowadził się do lasu mając 17 lat i potrafi o siebie zadbać w dziczy. A to oznacza - upolowanie zwierzyny, wykrzesanie ognia bez zapałek, zbudowanie schronienia, leczenie ziołami i inne tego typu umiejętności, które wybiórczo znają różni bushmani, survivalowcy czy zielarki.
Eustace Conway, o którym opowiada Gilbert jest postacią niezwykłą, a książkę czyta się naprawdę dobrze. Autorka od szczegółu do ogółu nawiązuje także do kondycji dzisiejszego człowieka, kryzysu męskości, stereotypu amerykańskiego twardziela, wpływu toksycznych relacji z ojcem na całe późniejsze życie, czy deficytu natury
"W takim podejściu jest sporo arogancji, ale jeszcze coś: głęboka alienacja. Wypadliśmy z rytmu. To takie proste. Skoro nie wytwarzamy już dla siebie żywności, to czy musimy zwracać uwagę na, powiedzmy, pory roku? Czy jest jakaś różnica pomiędzy zimą a latem, skoro możemy codziennie jeść truskawki? (...) I po co rozmyślać nad własną śmiertelnością tylko dlatego, że każdej jesieni w przyrodzie coś umiera? A kiedy przychodzi wiosna, czy warto zauważać to odrodzenie? Czy nam się chce poświęcić chwilę i być może komuś za to w duchu podziękować? Uczcić to? Jeśli opuszczamu dom jedynie po to, by pojechać do pracy, to po nam świadomość istnienia potężnej, pouczającej, nadzwyczajnej i wiecznej siły życiowej, która nieustannie nas opływa?"
Poznajcie prawdziwego człowieka lasu, człowieka gór, człowieka przyrody:
Jest też w tej biografii niezły wątek psychologiczny, który częściowo tłumaczy samotność Eustace'a, tego człowieka bardziej indiańskiego niż dzisiejsi Indianie. I wyjaśnia, dlaczego stworzony przez niego rezerwat przyrody Żółwia Wyspa pozostaje utopią, która raczej odpycha niż przyciąga ludzi. Polecam.
Lektura "Ostatniego takiego Amerykanina" idealnie koresponduje z książką, o której już wspominałam w poście o chmurach, czyli "Witaminą N" - poradnikiem dla dorosłych, jak rozwijać w dzieciach więź z przyrodą. Witaminę można czytać na wyrywki w poszukiwaniu pomysłów na plenerowe aktywności. No bo, nie oszukujmy się, na dźwięk słowa "spacer", moja Córka nie merda mentalnym ogonem, a po prostu bycie na dworze nie jest żadną atrakcją. Co innego słowo "podchody", "tropienie" lub wyprawa z jakimś określonym celem. Tylko co zrobić, kiedy brakuje pomysłów i wyobraźni? W poradniku znajdziecie zarówno pomysły na zabawy, jak i działania typowo edukacyjne (rozpoznawanie poszczególnych roślin i zwierząt, obserwacje przyrodnicze). Z perspektywy polskiego czytelnika odnoszę wrażenie, że amerykańskie dzieci (i ich rodzice) mają trudniej - w wielu miejscach tereny spacerowe ograniczone są jedynie do parków, a chodniki na przedmieściach nie istnieją, bo i tak wszędzie jeździ się samochodem. Richard Louv rekomenduje np. tworzenie grup spacerowych/rodzinnych klubów przyrodniczych, które trochę kojarzą mi się z zapomnianymi już kołami PTTK (btw PTTK co roku organizuje konkursy i wyprawy dla rodzin pn. Turystyczna Rodzinka), aby realizować wspólne wędrówki czy biwaki na łonie natury.
Zróbcie więc sobie dobrze i wyjdźcie z domu. Dziś w nocy mamy ku temu szczególnie dobry powód - wciąż powinny być widoczne Perseidy, czyli łzy świętego Wawrzyńca.
PS. Dziękuję wydawnictwu Mamania za możliwość przeczytania "Witaminy N" :-)
12 lip 2016
Z głową w chmurach - zostań cloudspotterem lub Dyzio Marzycielem
Czytam sobie ostatnio "Witaminę N" i dlatego częściej niż zazwyczaj zwracam uwagę na zjawiska przyrodnicze, konkretnie chmury :-) Jest w obłokach coś magicznego i ulotnego, świetnie rozumiem ludzi, którzy poświęcają życie fotografowaniu chmur (i tu polecam fp Bogusia "Niebo nad Opolem") lub tylko ich kontemplacji (Cloud Appreciation Society). A w lataniu samolotem nie ma nic lepszego niż obserwowanie chmur, kiedy leci się nad nimi :-)
(fotki by Natalia, na trasie Dublin- Wrocław)
Co do "Witaminy N", to jest to praktyczny przewodnik dla rodziców/opiekunów pomagający rozwijać kontakt z przyrodą i zapobiegać deficytowi natury (zdiagnozowanemu przez Richard Louv'a we wcześniejszej książce "Ostatnie dziecko lasu"). Witamina N to pomysły, które można wykorzystać na dworze. Jeden z nich brzmi: "Stwórz listę fotek na fotograficzne podchody (...) Każdego dnia z tego samego miejsca róbcie zdjęcia nieba i stwórzcie kolaż."
Gapienie się w niebo może być dobrym punktem wyjścia do bardziej zaawansowanych obserwacji meteorologicznych.
Zacząć można od zrobienia identyfikatora chmur, czyli przyrządu ułatwiającego rozpoznawanie rodzajów obłoków.
Identyfikator można ściągnąć z netu (jest kilka wersji), ale można też zrobić samemu, przedłużając zabawę o fotografowanie chmur i ich rozpoznawanie. Podstawowe rodzaje znają pewnie wszyscy: kłębiaste, warstwowe i pierzaste. Ale czy wiecie, że istnieją także mammatusy, chmury falowe albo formacja występująca w Alpach i znana jako Wąż Maloja? O tym ostatnim dowiedziałam się z filmu Sils Anna w ramach niedawnej projekcji kina letniego w GSW :-)
Wąż Maloja wygląda tak:
Aby przejść na wyższy poziom chmurologii, można też skorzystać z aplikacji Cloud Spotter (jak już sprawię sobie smartfona, to na pewno zainstaluję).
A dla miłośników DIY - lampa-chmura (stąd):
(fotki by Natalia, na trasie Dublin- Wrocław)
Co do "Witaminy N", to jest to praktyczny przewodnik dla rodziców/opiekunów pomagający rozwijać kontakt z przyrodą i zapobiegać deficytowi natury (zdiagnozowanemu przez Richard Louv'a we wcześniejszej książce "Ostatnie dziecko lasu"). Witamina N to pomysły, które można wykorzystać na dworze. Jeden z nich brzmi: "Stwórz listę fotek na fotograficzne podchody (...) Każdego dnia z tego samego miejsca róbcie zdjęcia nieba i stwórzcie kolaż."
Gapienie się w niebo może być dobrym punktem wyjścia do bardziej zaawansowanych obserwacji meteorologicznych.
Zacząć można od zrobienia identyfikatora chmur, czyli przyrządu ułatwiającego rozpoznawanie rodzajów obłoków.
Identyfikator można ściągnąć z netu (jest kilka wersji), ale można też zrobić samemu, przedłużając zabawę o fotografowanie chmur i ich rozpoznawanie. Podstawowe rodzaje znają pewnie wszyscy: kłębiaste, warstwowe i pierzaste. Ale czy wiecie, że istnieją także mammatusy, chmury falowe albo formacja występująca w Alpach i znana jako Wąż Maloja? O tym ostatnim dowiedziałam się z filmu Sils Anna w ramach niedawnej projekcji kina letniego w GSW :-)
Wąż Maloja wygląda tak:
Aby przejść na wyższy poziom chmurologii, można też skorzystać z aplikacji Cloud Spotter (jak już sprawię sobie smartfona, to na pewno zainstaluję).
A dla miłośników DIY - lampa-chmura (stąd):
2 lip 2016
Cyfrowy detoks - przejdź na infodietę
Kilka dni temu na Planete+ można było obejrzeć francuski dokument Cyfrowy detoks. 90 dni bez internetu. Obejrzałam :-) Myśl przewodnia nie jest nowa i co jakiś czas pojawiają się nowe pojęcia związane z uzależnieniem od internetu.
FOMO - lęk przed tym, że coś nas omija, siecioholizm, nomofobia (No-Mobile-Phobia), cyberchondria (czyli Doktor Google) i kilka innych przypadlości - czy już u siebie rozpoznajecie którąś z nich?
Okazuje się, że już i w Polsce istnieje specjalna oferta wakacyjna, dla tych, którzy chcą się odciąć od elektronicznych bodźców. Czy wiecie, że przeciętnie właściciele smartfona sprawdzają telefon 150 razy dziennie? Gdyby tego nie robili tak często, odzyskali by nawet do kilku godzin dziennie...
Zwykły letni wyjazd też może być dobrą okazją, żeby choć przez kilka dni nie sprawdzać Facebooka czy ulubionych stron. Mi przyjdzie tym łatwiej, że wciąż nie dorobiłam się smartfona i nie czuję się cyfrowym tubylcą:-) Ponadto - jako dodatkowy motywator - w czytniku (ale to się nie liczy, nie ma wi-fi) mam załadowaną odpowiednią lekturę: E-migranci. Pół roku bez internetu, telefonu i telewizji.
Ponoć "dziennie wchłaniamy 34 gigabajty danych – to odpowiednik 100 tysięcy słów. To tak, jakby ktoś przez 12 godzin mówił do nas bez przerwy." (źródło) Może dlatego wszyscy narzekamy na przemęczenie? Czas przejść na infodietę (bo na całkowity detoks niewiele osób może sobie pozwolić). O analogowy rozsądek nawołują także psycholodzy :-)
ilustracja: John Holcroft
Dlaczego warto wylogować się do życia?
- twój mózg odpocznie
- odzyskasz właściwą perspektywę
- będziesz zdrowszy/a
- nie będziesz wyglądał/a tak:
Więcej zdjęć Erica Pickersgilla z projektu Removed znajdziecie tu: www.removed.social
Warto też zajrzeć tu: cyfrowydetox.wordpress.com
FOMO - lęk przed tym, że coś nas omija, siecioholizm, nomofobia (No-Mobile-Phobia), cyberchondria (czyli Doktor Google) i kilka innych przypadlości - czy już u siebie rozpoznajecie którąś z nich?
Okazuje się, że już i w Polsce istnieje specjalna oferta wakacyjna, dla tych, którzy chcą się odciąć od elektronicznych bodźców. Czy wiecie, że przeciętnie właściciele smartfona sprawdzają telefon 150 razy dziennie? Gdyby tego nie robili tak często, odzyskali by nawet do kilku godzin dziennie...
Zwykły letni wyjazd też może być dobrą okazją, żeby choć przez kilka dni nie sprawdzać Facebooka czy ulubionych stron. Mi przyjdzie tym łatwiej, że wciąż nie dorobiłam się smartfona i nie czuję się cyfrowym tubylcą:-) Ponadto - jako dodatkowy motywator - w czytniku (ale to się nie liczy, nie ma wi-fi) mam załadowaną odpowiednią lekturę: E-migranci. Pół roku bez internetu, telefonu i telewizji.
Ponoć "dziennie wchłaniamy 34 gigabajty danych – to odpowiednik 100 tysięcy słów. To tak, jakby ktoś przez 12 godzin mówił do nas bez przerwy." (źródło) Może dlatego wszyscy narzekamy na przemęczenie? Czas przejść na infodietę (bo na całkowity detoks niewiele osób może sobie pozwolić). O analogowy rozsądek nawołują także psycholodzy :-)
ilustracja: John Holcroft
Dlaczego warto wylogować się do życia?
- twój mózg odpocznie
- odzyskasz właściwą perspektywę
- będziesz zdrowszy/a
- nie będziesz wyglądał/a tak:
Więcej zdjęć Erica Pickersgilla z projektu Removed znajdziecie tu: www.removed.social
Warto też zajrzeć tu: cyfrowydetox.wordpress.com
28 cze 2016
Ekowakacje, czyli odpoczywaj świadomie
Gdzie te czasy, kiedy Ekomania jeździła na wakacje stopem lub pociągami, a wszystko co potrzebne na miesiąc, mieściło się w plecaku... Teraz szykujemy się do rodzinnych wczasów nad morzem i, no cóż, zabieramy ze sobą pół domu. A na pewno więcej, niż potrzebujemy. Czasem tęskno mi za niskobudżetowymi wędrówkami po Europie czy Azji, za zlotami Rainbow Family, które z pewnością można zaliczyć do kategorii 'ekowakacje'. W tym roku Rainbow odbędzie się gdzieś w Alpach, szczegółów szukajcie na forum.
Różne mogą być pomysły na ekowakacje - niektórzy wybierają wyprawy rowerowe, inni agroturystykę, jeszcze inni piesze rajdy po górach albo zwiedzanie najbliższej okolicy.
A może by tak w tym roku dołożyć sobie do tego jakieś wyzwanie? Np. urlop pod znakiem "zero waste" albo chociaż "less waste"? Może wycieczki botaniczne - poznawanie chwastów, założenie zielnika i dzika kuchnia? Albo wypady przyrodnicze - obserwacje ptaków, owadów i innych żyjątek?
Inny pomysł - wakacje w duchu "collect moments, not things" - zamiast mniej lub bardziej kiczowatych pamiątek przywozimy jedynie zdjęcia, filmy lub dokumentujemy wszystko w rodzinnej kronice? Bo "Pokaż mi pamiątkę z wakacji, a powiem ci, kim jesteś.
(ilustracja stąd)
Albo inaczej - 8 tygodni lata = 8 szans na zrobienie czegoś nowego. Pewnie każdy ma taką rzecz, której jeszcze nie spróbował. Spanie pod gwiazdami? Chodzenie boso po ulicy? Warsztaty chodzenia po drzewach? Nauka nurkowania? Ugotowanie nowej potrawy (właśnie dzisiaj zobaczyłam przepis na wegański bekon i zamierzam spróbować)? Lektura nowej książki? Puszczanie latawca? Kurs rysowania/bazgrania (bezpłatny IQDoodle)? Ponoć robienie nowych rzeczy otwiera nowe połączenia neuronowe w mózgu, wpływa na kreatywność i poprawia samopoczucie, a że wakacje są świetną okazją, to...
A jeśli wybieracie się gdzieś dalej, to gorąco polecam stronę post-turysta.pl - źródło wartościowych artykułów dla świadomych turystów (albo dla tych, którzy nie chcą zwiedzać bezmyślnie, żeby tylko "zaliczyć" kolejne atrakcje z przewodnika). Równie godny uwagi jest fanpage post-turysty. Tam właśnie znalazłam Mapę Każdego Miasta - może się przydać :-)
Różne mogą być pomysły na ekowakacje - niektórzy wybierają wyprawy rowerowe, inni agroturystykę, jeszcze inni piesze rajdy po górach albo zwiedzanie najbliższej okolicy.
A może by tak w tym roku dołożyć sobie do tego jakieś wyzwanie? Np. urlop pod znakiem "zero waste" albo chociaż "less waste"? Może wycieczki botaniczne - poznawanie chwastów, założenie zielnika i dzika kuchnia? Albo wypady przyrodnicze - obserwacje ptaków, owadów i innych żyjątek?
Inny pomysł - wakacje w duchu "collect moments, not things" - zamiast mniej lub bardziej kiczowatych pamiątek przywozimy jedynie zdjęcia, filmy lub dokumentujemy wszystko w rodzinnej kronice? Bo "Pokaż mi pamiątkę z wakacji, a powiem ci, kim jesteś.
(ilustracja stąd)
Albo inaczej - 8 tygodni lata = 8 szans na zrobienie czegoś nowego. Pewnie każdy ma taką rzecz, której jeszcze nie spróbował. Spanie pod gwiazdami? Chodzenie boso po ulicy? Warsztaty chodzenia po drzewach? Nauka nurkowania? Ugotowanie nowej potrawy (właśnie dzisiaj zobaczyłam przepis na wegański bekon i zamierzam spróbować)? Lektura nowej książki? Puszczanie latawca? Kurs rysowania/bazgrania (bezpłatny IQDoodle)? Ponoć robienie nowych rzeczy otwiera nowe połączenia neuronowe w mózgu, wpływa na kreatywność i poprawia samopoczucie, a że wakacje są świetną okazją, to...
A jeśli wybieracie się gdzieś dalej, to gorąco polecam stronę post-turysta.pl - źródło wartościowych artykułów dla świadomych turystów (albo dla tych, którzy nie chcą zwiedzać bezmyślnie, żeby tylko "zaliczyć" kolejne atrakcje z przewodnika). Równie godny uwagi jest fanpage post-turysty. Tam właśnie znalazłam Mapę Każdego Miasta - może się przydać :-)
19 maj 2016
Człowiek uczy się przez całe życie, czyli warsztatów Moc
Ach, gdybym miała więcej pieniędzy, czasu i była bardziej mobilna... Zaraz bym pojechała na warsztaty łażenia po drzewach, które organizują Wystraszeni :-) Albo zapisała się na Kurs Pedagogiki Dzikiej Przyrody dla nauczycieli (żadna już ze mnie nauczycielka, ale temat mnie interesuje, bo po lesie - jeśli już chodze, to chodzę bezmyślnie). Nęcą mnie także kobiece warsztaty dla Dzikich Bab. Póki co jednak się nie wybieram, bo albo za daleko albo za drogo, ale może wy skorzystacie:
1. Wolna Szkoła Gospodarstwa Wiejskiego w Kosieczynie, u Kury z doktoratem. Dla wszystkich, którzy chcą posmakować życia na wsi, pogrzebać w ziemi, pozbierać zioła, pokosić, popielić itp. Najbliższy zjazd już za tydzień, czyli Boże Ciało i okolice (24-27.05). Można tez wpadać w dni powszednie, ale najpierw napiszcie do Marty: martasitak@gmail.com
2. Kurs wspinaczki dla drzewnej dla początkujących lub zaawansowanych. Z profesjonalistami! Gratuluję pomysłu :-)
3 dni, start 17 czerwca, koszt 600zł. Więcej informacji: mapaho.pl lub wystraszeni.pl
3. Dzikie Baby - organizują cykliczne warsztaty weekendowe, z łażeniem po lesie i spaniem w tipi (ach). Najbliższe startują 17 czerwca. Koszt 210zł. Info: fb
4. Wióry lecą, czyli warsztaty stolarki dla kobiet. Generalnie w stolicy, ale bywają wyjazdowe, a w czasie wakacji wióry lecą na Podlasiu (turnus tygodniowy 1150zł, weekend - 490, pojedynczy dzień 150zł)
5. Dzikie Studia, czyli edukacja leśna na Warmii - ruszyły zapisy na rok 2017-2018. To nie jest kurs surwiwalowy! Główne zagadnienia:
• Umiejętność życia i przetrwania w dzikiej przyrodzie,
• Rozpoznawanie naturalnych zagrożeń,
• Wiedza o ssakach, sztuka czytania tropów i śladów zwierzęcych,
• Rozpoznawanie i zastosowanie dzikich roślin,
• Podstawy orientacji w terenie,
• Świadomość bogactwa powiazań w przyrodzie,
• Mowa ptaków,
• Trening uważności i zmysłów,
• Prymitywne techniki przetrwania w dzikiej przyrodzie,
• Metodyka Naturmentoring
• Coyote Teaching
6 zjazdów, koszt 1700zł za całość.
A może i w waszych stronach dzieją się równie niesamowite rzeczy? Podzielcie się linkami, nadal szukam inspiracji na wakacje :-)
1. Wolna Szkoła Gospodarstwa Wiejskiego w Kosieczynie, u Kury z doktoratem. Dla wszystkich, którzy chcą posmakować życia na wsi, pogrzebać w ziemi, pozbierać zioła, pokosić, popielić itp. Najbliższy zjazd już za tydzień, czyli Boże Ciało i okolice (24-27.05). Można tez wpadać w dni powszednie, ale najpierw napiszcie do Marty: martasitak@gmail.com
2. Kurs wspinaczki dla drzewnej dla początkujących lub zaawansowanych. Z profesjonalistami! Gratuluję pomysłu :-)
3 dni, start 17 czerwca, koszt 600zł. Więcej informacji: mapaho.pl lub wystraszeni.pl
3. Dzikie Baby - organizują cykliczne warsztaty weekendowe, z łażeniem po lesie i spaniem w tipi (ach). Najbliższe startują 17 czerwca. Koszt 210zł. Info: fb
4. Wióry lecą, czyli warsztaty stolarki dla kobiet. Generalnie w stolicy, ale bywają wyjazdowe, a w czasie wakacji wióry lecą na Podlasiu (turnus tygodniowy 1150zł, weekend - 490, pojedynczy dzień 150zł)
5. Dzikie Studia, czyli edukacja leśna na Warmii - ruszyły zapisy na rok 2017-2018. To nie jest kurs surwiwalowy! Główne zagadnienia:
• Umiejętność życia i przetrwania w dzikiej przyrodzie,
• Rozpoznawanie naturalnych zagrożeń,
• Wiedza o ssakach, sztuka czytania tropów i śladów zwierzęcych,
• Rozpoznawanie i zastosowanie dzikich roślin,
• Podstawy orientacji w terenie,
• Świadomość bogactwa powiazań w przyrodzie,
• Mowa ptaków,
• Trening uważności i zmysłów,
• Prymitywne techniki przetrwania w dzikiej przyrodzie,
• Metodyka Naturmentoring
• Coyote Teaching
6 zjazdów, koszt 1700zł za całość.
A może i w waszych stronach dzieją się równie niesamowite rzeczy? Podzielcie się linkami, nadal szukam inspiracji na wakacje :-)
4 wrz 2015
Sympatyczny syf bałtycki
Ostatni tydzień wakacji spędziłam z rodziną nad morzem. Zacznę jednak od 5 powodów, dla których nie warto jechać na polskie wybrzeże w sezonie:
1. Przemieszczanie się przez cały kraj jest nieekologiczne. No chyba że na rowerze. Albo pociągiem. Tak czy siak - trwa za długo i jest męczące.
2. Przepełnione turystami miejscowości to królestwo kiczu i tandety prosto z Chin. No chyba, że lubicie maskotki z wielkimi oczami, automaty do gry i stoiska z pamiątkami.
3. Fatalne żarcie - vegan challenge. Order z pieczonego brokuła dla weganina, który będąc nad morzem, znajdzie w okolicznych lokalach coś innego niż frytki lub ziemniaki z zestawem surówek. I tak przez tydzień.
4. W Bałtyku się nie pokąpiesz. Albo woda za zimna albo za brudna.
5. No i śmieci. Może nie tak jak w Indiach, ale ..."W szczycie sezonu przy słonecznej pogodzie z jednego tylko zejścia na plażę służby usuwają około 4 metrów sześciennych śmieci dziennie." (Turyści nad Bałtykiem nie segregują śmieci). Tu pet, tam foliówka albo opakowanie po czipsach. Nie brakuje też dryfujących po falach plastikowych butelek...
Chociaż organizatorzy akcji BareFoot - Czysta plaża donoszą, że w tym roku zebrano rekordowo niską liczbę śmieci, to wystarczy przejść się po plaży, żeby stwierdzić, że nadal jest ich sporo.
Dla równowagi podaję także 5 powodów dla których warto jednak nad morze się wybrać. Najlepiej poza sezonem :-)
1. Kontakt z przyrodą - morze to siła. Niektórzy traktują ją nawet jako odnawialne źródło energii, ale wg tego źródła wykorzystanie energii pływów w Polsce nie jest możliwe.
Przyroda nadmorska to także parki krajobrazowe, wydmy, lasy sosnowe, klify, rezerwaty i siedliska ptaków.
2. Polskie plaże mają swój urok. Pływać bym się nie odważyła, ale spacery brzegiem morza, zbieranie kamieni i muszelek - lubię.
3. Morski klimat. Jod, wiatr, chłodek - przyjemna odmiana po upalnym lecie. Poza tym pobyty nad morzem wskazane są przy chorobach układu oddechowego i niedoczynności tarczycy.
4. Atrakcje, których nie ma w innych częściach Polski - szlak latarni morskich, fokarium, odkrycia archeologiczne i historyczne osady, a także odwrócone domy...
5. Miłośnicy tzw. aktywnego wypoczynku (do których się nie zaliczam) mogą skorzystać z sieci tras rowerowych, nordic walkingu i kitesurfingu (Hel).
Można też wypoczywać tak:
foto - Chris Steele-Perkins, Blackpool, From the series ‘England, My England’. 1982. © Magnum Photos (via: Łukasz Najder)
Na zakończenie (wakacji) nostalgiczna nuta...
1. Przemieszczanie się przez cały kraj jest nieekologiczne. No chyba że na rowerze. Albo pociągiem. Tak czy siak - trwa za długo i jest męczące.
2. Przepełnione turystami miejscowości to królestwo kiczu i tandety prosto z Chin. No chyba, że lubicie maskotki z wielkimi oczami, automaty do gry i stoiska z pamiątkami.
3. Fatalne żarcie - vegan challenge. Order z pieczonego brokuła dla weganina, który będąc nad morzem, znajdzie w okolicznych lokalach coś innego niż frytki lub ziemniaki z zestawem surówek. I tak przez tydzień.
4. W Bałtyku się nie pokąpiesz. Albo woda za zimna albo za brudna.
5. No i śmieci. Może nie tak jak w Indiach, ale ..."W szczycie sezonu przy słonecznej pogodzie z jednego tylko zejścia na plażę służby usuwają około 4 metrów sześciennych śmieci dziennie." (Turyści nad Bałtykiem nie segregują śmieci). Tu pet, tam foliówka albo opakowanie po czipsach. Nie brakuje też dryfujących po falach plastikowych butelek...
Chociaż organizatorzy akcji BareFoot - Czysta plaża donoszą, że w tym roku zebrano rekordowo niską liczbę śmieci, to wystarczy przejść się po plaży, żeby stwierdzić, że nadal jest ich sporo.
Dla równowagi podaję także 5 powodów dla których warto jednak nad morze się wybrać. Najlepiej poza sezonem :-)
1. Kontakt z przyrodą - morze to siła. Niektórzy traktują ją nawet jako odnawialne źródło energii, ale wg tego źródła wykorzystanie energii pływów w Polsce nie jest możliwe.
Przyroda nadmorska to także parki krajobrazowe, wydmy, lasy sosnowe, klify, rezerwaty i siedliska ptaków.
2. Polskie plaże mają swój urok. Pływać bym się nie odważyła, ale spacery brzegiem morza, zbieranie kamieni i muszelek - lubię.
3. Morski klimat. Jod, wiatr, chłodek - przyjemna odmiana po upalnym lecie. Poza tym pobyty nad morzem wskazane są przy chorobach układu oddechowego i niedoczynności tarczycy.
4. Atrakcje, których nie ma w innych częściach Polski - szlak latarni morskich, fokarium, odkrycia archeologiczne i historyczne osady, a także odwrócone domy...
5. Miłośnicy tzw. aktywnego wypoczynku (do których się nie zaliczam) mogą skorzystać z sieci tras rowerowych, nordic walkingu i kitesurfingu (Hel).
Można też wypoczywać tak:
foto - Chris Steele-Perkins, Blackpool, From the series ‘England, My England’. 1982. © Magnum Photos (via: Łukasz Najder)
Na zakończenie (wakacji) nostalgiczna nuta...
16 sie 2015
Stone art - dyskretny urok kamieni
Standardowa pamiątka z wakacji - kamienie, kamyki, otoczaki - też macie, zbieracie?
Niektórzy potrafią robić z kamieni prawdziwe cuda. Np. Dietmar Voorwold zajmujący się kamiennym land-artem w Szkocji. Zdjęcia swoich prac wraz z dokładną lokalizacją umieszcza na swojej stronie i na fanpage'u. Poniżej kilka przykładów:
Inaczej widzi kamyki Sharon Nowlan, która sprzedaje swoje prace na Etsy.
Poza tym kamienie można malować, i to jak!
(do kupienia tu: www.merulala.nl)
(znów Etsy - RocksOK)
Kolorowe kropki by Elspeth McLean
6 sie 2015
Czas (po)wolny - w poszukiwaniu tempo giusto
"Wolny czas nie jest pustką, którą trzeba zapełnić. To właśnie on pozwala w twórczy sposób na nowo ułożyć sprawy, które mamy w głowie" przeczytałam jadąc do Wolimierza na Festiwal Wody. Ponieważ autora Pochwały powolności już znam dzięki lekturze Pod presją (obowiązkowa dla wszystkich rodziców!), wiedziałam, że będzie interesująco.
Poniżej zajawka:
A więc co znajdziemy w książce Carla Honore? Punktem wyjścia jest refleksja nad naszym zagonionym życiem "na wiecznym nieogarze", które ma jednak więcej minusów niż plusów. W poszukiwaniu "swojego wewnętrznego żółwia" autor zgłębia współczesne mody na nieśpieszne jedzenie, muzykę, seks, sport, dzieciństwo, pracę, czy szkołę.
Czytam i w większości się zgadzam. Choć pewnie 15 lat temu ta kwestia niewiele by mnie obeszła. Slow food, slow travel, slow cities... Sprawy emerytów :-)
A jednak. Dobrze jest zwolnić, wyłapywać dobre chwile i smakować je. Bez pośpiechu. Slowly, slowly, jak na wakacjach w Indiach.
A o co chodzi z tempo giusto?
Otóż w muzyce oznaczało to "tempo idealne", właściwe dla każdego metrum, choć dla każdego inne :-) Rubato.
W szerszym słowa znaczeniu znaczy to mniej więcej robienie wszystkiego w swoim czasie. Trochę jak w Księdze Koheleta - jest czas rodzenia i czas umierania, jest czas przyspieszania i jest czas zwalniania :-)
Zatem festina lente - spieszmy się powoli, bo złe rzeczy się dzieją, gdy się człowiek spieszy. Zapomina się dokumentów, pieniędzy, telefonu. Łatwiej o pomyłkę. I o wkurwa łatwiej. Męczy się człowiek szybciej w ciąglym niedoczasie. Przegapia ważne sprawy. Gdzie rozum?
Nie lepiej jechać nad kamionkę, pływać w chłodnej wodzie, a potem na brzegu jeść sushi (Natalka love!) albo fasolkę? Obejrzeć film w kinie pod gwiazdami, iść na jogę w parku, pobujać się w hamaku, rozpalić ognisko, posiedzieć na tarasie z przyjaciółmi? Brzmi jak rozrywki słuchaczy uniwersytetu trzeciego wieku? Dla mnie już nie :-)
Poniżej zajawka:
A więc co znajdziemy w książce Carla Honore? Punktem wyjścia jest refleksja nad naszym zagonionym życiem "na wiecznym nieogarze", które ma jednak więcej minusów niż plusów. W poszukiwaniu "swojego wewnętrznego żółwia" autor zgłębia współczesne mody na nieśpieszne jedzenie, muzykę, seks, sport, dzieciństwo, pracę, czy szkołę.
Czytam i w większości się zgadzam. Choć pewnie 15 lat temu ta kwestia niewiele by mnie obeszła. Slow food, slow travel, slow cities... Sprawy emerytów :-)
A jednak. Dobrze jest zwolnić, wyłapywać dobre chwile i smakować je. Bez pośpiechu. Slowly, slowly, jak na wakacjach w Indiach.
A o co chodzi z tempo giusto?
Otóż w muzyce oznaczało to "tempo idealne", właściwe dla każdego metrum, choć dla każdego inne :-) Rubato.
W szerszym słowa znaczeniu znaczy to mniej więcej robienie wszystkiego w swoim czasie. Trochę jak w Księdze Koheleta - jest czas rodzenia i czas umierania, jest czas przyspieszania i jest czas zwalniania :-)
Zatem festina lente - spieszmy się powoli, bo złe rzeczy się dzieją, gdy się człowiek spieszy. Zapomina się dokumentów, pieniędzy, telefonu. Łatwiej o pomyłkę. I o wkurwa łatwiej. Męczy się człowiek szybciej w ciąglym niedoczasie. Przegapia ważne sprawy. Gdzie rozum?
Nie lepiej jechać nad kamionkę, pływać w chłodnej wodzie, a potem na brzegu jeść sushi (Natalka love!) albo fasolkę? Obejrzeć film w kinie pod gwiazdami, iść na jogę w parku, pobujać się w hamaku, rozpalić ognisko, posiedzieć na tarasie z przyjaciółmi? Brzmi jak rozrywki słuchaczy uniwersytetu trzeciego wieku? Dla mnie już nie :-)
12 cze 2015
Ekowakacje, czyli podróże z sercem
Jak tam plany wakacyjne, skrystalizowane?
Moje niestety się posypały w związku z nieoczekiwanym Upadkiem Konkubenta (6 tygodni w gipsie, wrr). Więc nad morze w lipcu nie pojedziemy i nadal nie wiadomo, co z wyjazdem na Rainbow. Dziecko nie chce słyszeć o koloniach ani półkoloniach, więc zapowiada się lato w mieście. W sumie bardzo ekologicznie, zero emisji CO2 związanej z transportem, integracja z lokalną społecznością, nie będzie problemu z szukaniem wegańskiego żarła, a na działce mam hamak (nie ten ze zdjęcia) :-)
Może uda się choć do Wolimierza wyskoczyć na Festiwal Wody, rok temu było fantastycznie.
Jeśli szukacie innych pomysłów na ekowakacje, to na bieżąco uzupełniane kalendarium letnich wydarzeń ekologicznych znajdziecie na Facebooku. Budowa domu ze słomy, mieszanie glinianych tynków, warsztat "W kręgu natury" Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, rejs po Mazurach z nauką rozpoznawania ziół, imprezy wegańskie, joga na plaży, warsztaty upcyklingowe, kolonie z ciocią Przyrodą - czasami chciałabym sie sklonować...
A może wy polecicie jakieś fajne miejsca lub wydarzenia wakacyjne? Inspiracji nigdy dość :-)
Moje niestety się posypały w związku z nieoczekiwanym Upadkiem Konkubenta (6 tygodni w gipsie, wrr). Więc nad morze w lipcu nie pojedziemy i nadal nie wiadomo, co z wyjazdem na Rainbow. Dziecko nie chce słyszeć o koloniach ani półkoloniach, więc zapowiada się lato w mieście. W sumie bardzo ekologicznie, zero emisji CO2 związanej z transportem, integracja z lokalną społecznością, nie będzie problemu z szukaniem wegańskiego żarła, a na działce mam hamak (nie ten ze zdjęcia) :-)
Może uda się choć do Wolimierza wyskoczyć na Festiwal Wody, rok temu było fantastycznie.
Jeśli szukacie innych pomysłów na ekowakacje, to na bieżąco uzupełniane kalendarium letnich wydarzeń ekologicznych znajdziecie na Facebooku. Budowa domu ze słomy, mieszanie glinianych tynków, warsztat "W kręgu natury" Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, rejs po Mazurach z nauką rozpoznawania ziół, imprezy wegańskie, joga na plaży, warsztaty upcyklingowe, kolonie z ciocią Przyrodą - czasami chciałabym sie sklonować...
A może wy polecicie jakieś fajne miejsca lub wydarzenia wakacyjne? Inspiracji nigdy dość :-)
1 cze 2015
Eko Lublin
Nie ma to jak wakacje w trakcie roku szkolnego. Ostatni tydzień spędziliśmy w Lublinie na festiwalu Miasto Poezji. Jednak nie samą poezyją człowiek żyje...
Było też spotkanie ze Słomą, który opowiadał o projekcie Rodzinny Dom Kultury Pokoju (zbiórka pieniędzy się udała, Dom powstanie!).
Był park, a w parku pawie...
Były guzikowe warsztaty upcyklingowe w domu kultury Narnia:
Warsztaty odbywają się co tydzień w środę do 8 lipca, można się zapisywać internetowo: http://goo.gl/forms/ DFbJWKOK43 lub telefonicznie: 513 301 115. Za każdym razem inny temat przewodni, no i co ważne - za darmo :-)
Było też jedzenie :-) Uprzejmie donoszę, że w Lublinie da się zjeść na weganie. Są i burgery, i pizza, i lody. Plus cebularze, ogórki małosolne i tofujecznica.
Zacznijmy od burgerowni, czyli Umeå (czytaj "umio"). Ul. Orla 4, niewielki lokal schowany w bramie, a w środku... Codziennie nowe burgery o intrygujących nazwach, zupa dnia i deser. Ceny bardzo przyzwoite (burger za 10zł, zupa 6-8), obsługa też, jednym słowem polecam (nie tylko dlatego, że to knajpa znajomych :-P ).
Zajrzyjcie też koniecznie do Pizzerii Spirala - Rynek 5, bo robią pizzę z wegańskim serem (Violife do pizzy). W konfiguracjach różnych, od zwykłej margarity przez salsę pomidorową-rukolową do mojej faworytki, czyli pizzy z bakłażanem :-) Jest to jednak droższa przyjemność niż w Umea, oczekiwanie na pizzę również trwa dłużej (w zależności od ilości osób w lokalu - od 20 do 50 minut), ale w końcu wegańska pizza nie trafia się co dzień...
A na deser boskie lody w lodziarni Bosko (naprzeciwko Ratusza) :-) Jest wersja na mleku sojowym z orzechami (alergicy niech uważają) oraz różne sorbety, no i przemiła obsługa.
Szkoda tylko, że już nie ma bezgotówkowej kawiarni Miłość, bo bardzo chciałam tam zajrzeć :-/ Niestety właściciel sprzedał kamienicę, w której mieściło się Autonomiczne Centrum Społeczne Cicha 4. Ponoć działania przenoszą się wkrótce w inne miejsce, ale wciąż nie wiadomo, czy uda się reaktywować kawiarnię. Tak czy siak - Lublin odwiedzić warto!
Było też spotkanie ze Słomą, który opowiadał o projekcie Rodzinny Dom Kultury Pokoju (zbiórka pieniędzy się udała, Dom powstanie!).
Był park, a w parku pawie...
Były guzikowe warsztaty upcyklingowe w domu kultury Narnia:
Warsztaty odbywają się co tydzień w środę do 8 lipca, można się zapisywać internetowo: http://goo.gl/forms/
Było też jedzenie :-) Uprzejmie donoszę, że w Lublinie da się zjeść na weganie. Są i burgery, i pizza, i lody. Plus cebularze, ogórki małosolne i tofujecznica.
Zacznijmy od burgerowni, czyli Umeå (czytaj "umio"). Ul. Orla 4, niewielki lokal schowany w bramie, a w środku... Codziennie nowe burgery o intrygujących nazwach, zupa dnia i deser. Ceny bardzo przyzwoite (burger za 10zł, zupa 6-8), obsługa też, jednym słowem polecam (nie tylko dlatego, że to knajpa znajomych :-P ).
Zajrzyjcie też koniecznie do Pizzerii Spirala - Rynek 5, bo robią pizzę z wegańskim serem (Violife do pizzy). W konfiguracjach różnych, od zwykłej margarity przez salsę pomidorową-rukolową do mojej faworytki, czyli pizzy z bakłażanem :-) Jest to jednak droższa przyjemność niż w Umea, oczekiwanie na pizzę również trwa dłużej (w zależności od ilości osób w lokalu - od 20 do 50 minut), ale w końcu wegańska pizza nie trafia się co dzień...
A na deser boskie lody w lodziarni Bosko (naprzeciwko Ratusza) :-) Jest wersja na mleku sojowym z orzechami (alergicy niech uważają) oraz różne sorbety, no i przemiła obsługa.
Szkoda tylko, że już nie ma bezgotówkowej kawiarni Miłość, bo bardzo chciałam tam zajrzeć :-/ Niestety właściciel sprzedał kamienicę, w której mieściło się Autonomiczne Centrum Społeczne Cicha 4. Ponoć działania przenoszą się wkrótce w inne miejsce, ale wciąż nie wiadomo, czy uda się reaktywować kawiarnię. Tak czy siak - Lublin odwiedzić warto!
14 sie 2014
Wegańskie konkrety, czyli kuchnia na lato
Nie wiem, jak u was, ale mój stosunek do kuchni w lecie jest mocno ambiwalentny. Nie uśmiecha mi się sterczenie przy garach i nagrzanej kuchence. Z drugiej strony codziennie przychodzi taki moment, że człowiek robi się tak głodny, że nie da się już pooszukiwać brzucha kolejną herbatą czy kanapką. Brzuch domaga się konkretów. I co dostaje?
Ostatnio:
dynię hokkaido duszoną z cebulą
gotowane ziemniaki i miskę sałaty z pomidorami
gazpacho
tabbouleh (z kaszą jaglaną zamiast bulguru)
coś w rodzaju alu gobi (ziemniaki z kalafiorem, z podsmażaną cebulką, czosnkiem i imbirem i indyjskimi przyprawami)
pieczone warzywa (na blaszkę rzucamy pokrojone i natłuszczone kawałki: cebuli, buraków, kalafiora, ziemniaków, marchewki, papryki+przyprawy)
gotowaną ciecierzycę
leczo z cukinii
i w sumie mogłabym tak w kółko, ale Dziecko domaga się makaronu. I ogórków.
Dodać mogę jeszcze, że od kilku dni wszystko posypuję hojnie ziarenkami z Ziarenkowa, bo kupiłam dwie mieszanki na próbę. Dobre są, więc jeśli nie czujecie się na siłach, żeby uprażyć sobie samemu (ja się nie czuję) słonecznik, dynię, sezam, siemię i konopie, to polecam :-)
I jeszcze tło muzyczne (dzięki Stopie), let's tabbouleh dance!
Ostatnio:
dynię hokkaido duszoną z cebulą
gotowane ziemniaki i miskę sałaty z pomidorami
gazpacho
tabbouleh (z kaszą jaglaną zamiast bulguru)
coś w rodzaju alu gobi (ziemniaki z kalafiorem, z podsmażaną cebulką, czosnkiem i imbirem i indyjskimi przyprawami)
pieczone warzywa (na blaszkę rzucamy pokrojone i natłuszczone kawałki: cebuli, buraków, kalafiora, ziemniaków, marchewki, papryki+przyprawy)
gotowaną ciecierzycę
leczo z cukinii
i w sumie mogłabym tak w kółko, ale Dziecko domaga się makaronu. I ogórków.
Dodać mogę jeszcze, że od kilku dni wszystko posypuję hojnie ziarenkami z Ziarenkowa, bo kupiłam dwie mieszanki na próbę. Dobre są, więc jeśli nie czujecie się na siłach, żeby uprażyć sobie samemu (ja się nie czuję) słonecznik, dynię, sezam, siemię i konopie, to polecam :-)
I jeszcze tło muzyczne (dzięki Stopie), let's tabbouleh dance!
10 lip 2014
Może nad morze?
Ponieważ ostatnio czuję się jakoś tak:
to znaczy, że czas na wakacje. A że wieki już nie byłam nad polskim morzem (konkretnie 30 lat), to może właśnie tam? W ośrodku "Saturn" ma być nawet wi-fi, ale nastawiam się raczej na spacery, plażowanie i czytanie oraz spędzanie czasu z rodziną (bo rodzina to skarb). Następna relacja więc dopiero jakoś po 20-tym, bo jeszcze chcę zawitać na Festiwal Alternatywnych Społeczności w Wolimierzu.
A sztuka piasku? Owszem, istnieje coś takiego :-)
Np. obrazy 3D malowane na piasku:
albo ulotne zabawy Andres Amadora, który codziennie wymyśla nowy wzór, aby potem spłukały go fale. Bardzo zen.
Z kamyków też można coś zrobić. Oto dowód:
albo wieszaki na biżuty:
O muszelkach kiedy indziej :-)
to znaczy, że czas na wakacje. A że wieki już nie byłam nad polskim morzem (konkretnie 30 lat), to może właśnie tam? W ośrodku "Saturn" ma być nawet wi-fi, ale nastawiam się raczej na spacery, plażowanie i czytanie oraz spędzanie czasu z rodziną (bo rodzina to skarb). Następna relacja więc dopiero jakoś po 20-tym, bo jeszcze chcę zawitać na Festiwal Alternatywnych Społeczności w Wolimierzu.
A sztuka piasku? Owszem, istnieje coś takiego :-)
Np. obrazy 3D malowane na piasku:
albo ulotne zabawy Andres Amadora, który codziennie wymyśla nowy wzór, aby potem spłukały go fale. Bardzo zen.
Z kamyków też można coś zrobić. Oto dowód:
albo wieszaki na biżuty:
O muszelkach kiedy indziej :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































