Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprzątanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprzątanie. Pokaż wszystkie posty

18 lis 2017

Zero Waste, czyli pokochaj swój dom

Oto jest dzień obiecywanej przeze mnie recencji książki Bea(Bei?) Johnson pt. Pokochaj swój dom. Zero Waste Home, czyli jak pozbyć się śmieci, a w zamian zyskać szczęście, pieniądze i czas. W oryginale tytuł brzmi Zero Waste Home. The Ultimate Guide to Simplifying Your Life by Reducing Your Waste i nie wiem, czym kierował się polski wydawca decydując się na takie zmiany, może poradniki ze słowem "pokochaj" w tytule lepiej się sprzedają? Oby...



Sama książka mi się podobała, choć niektóre porady w niej zawarte sa kuriozalne (kompostuj włosy, paznokcie, kłęby kurzu i wełniane kłaczki ze swetrów). Niektóre za to bardzo mi się podobają (np. wzory listów do producentów i sprzedawców - rozdział Zaangażuj się) Rozsądny podział na pomieszczenia domowe (zero waste w kuchni, łazience, sypialni, biurze) pomaga przejść od razu do tematów, które są nam bliskie. Jest też rozdział poświęcony sprzątaniu, stołowaniu się poza domem (ale nie doszłam jeszcze do etapu noszenia ze sobą pojemnika na żywność, kiedy chcę coś kupić na wynos) i świętowaniu (przygotowania, prezenty, dekoracje), który warto przeczytać w kontekście zbliżających się nieuchronnie świąt Bożego Narodzenia (czyli konsumpcji).
Poradnik czyta się dobrze, struktura jest przejrzysta, przepisy na domowe środki czystości czy kosmetyki są wyróżnione i łatwe do znalezienia.

A tu grafika z bloga Ekologika :-) Do pobrania stąd: http://ekologika.edu.pl/wp-content/uploads/2017/07/mapa_zero_waste.pdf


Ma też ta opowieść swoje wady - przede wszystkim napisana jest przez Amerykankę (cóż, że francuskiego pochodzenia) z amerykańskiej perspektywy i realiów, a nie ukrywajmy moda na zero waste to moda pierwszego świata. Jeśli ktoś mi radzi, żebym zmieniła większy dom na mniejszy, bo mały lepiej się sprząta i wymusza na mnie ograniczenie rzeczy, no to, ykhm, tak...dzięki Bea za tę poradę :-)
Problemy białej wykształconej Amerykanki z klasy średniej (lub nawet wyższej niż średniej) dotyczące wielkości domu, ilości samochodów na rodzinę (tak, nie każda osoba w rodzinie musi mieć swój własny samochód), miejscem do przechowywania rzeczy (wykupić oddzielny magazyn czy wystarczy garaż i piwnica?) nie są (i pewnie nigdy nie będą) moimi problemami (chociaż też jestem białą wykształconą heterokobietą z klasy prawie średniej).
Na szczęście sama Bea dostrzega z jak bardzo uprzywilejowanej pozycji prowadzi narrację, bada też granice bycia zero waste. Tutaj dochodzimy do drugiego punktu, który sprawia, że nie utożsamiam się z ideą zero waste. Jest po prostu utopijna. Nie da się być bezodpadowcem. Sam fakt życia jako człowiek wystarczy, żeby generować dużo odpadów, już od chwili poczęcia i jedyne co możemy zrobić, to starać się tę ilość zredukować, ponownie używać i recyklingować (3R). Ale nie osiągniemy nigdy stanu zero waste, nie ma bata. I nawet jeśli wszyscy producenci na świecie zrezygnują z produkcji plastiku, to pamiętajmy, że piewsza torebka foliowa, która powstała w 1965 wciąż jeszcze się nie rozłożyła. Prawdopodobnie plastik krąży już w naszych żyłach, skoro jest w wodzie, ziemi i powietrzu. Sorry, taki mamy klimat. Więc fakt, że na zakupy chodzisz ze swoją płócienną torbą niewiele zmieni, i tak toniemy w tym gównie.



Zresztą o swoich dylematach związanych z ideą Zero Waste już kiedyś obszernie pisałam tu. 

Co powinniśmy robić? Edukować (głównie dając dobry przykład, więc tu jest duże pole do popisu dla ludzi podążających ścieżką zero waste) i wywierać nacisk na producentów i korporacje (np. wspierając małe lokalne biznesy, które umożliwiają zakupy bez zbędnych opakowań).



To trochę jak walka z wiatrakami, ale może pokolenie naszych dzieci będzie skuteczniejsze. W takiej działalności edukacyjnej książka "Pokochaj swój dom" może się sprawdzić, więc jeśli chcecie kogoś zarazić ideą, to jak najbardziej. Zresztą sama chętnie podam dalej swój egzemplarz - kto chętny, proszę się zgłaszać w komentarzach :-)

6 sie 2017

Co dobrego #7

1. Wspaniała wiadomość od naszych sąsiadów - ich kraj będzie wolny od cierpienia spowodowanego przez fermy hodowli zwierząt futerkowych. Prezydent Czech podpisał ustawę zakazującą ferm futrzarskich (na terenie Czech oczywiście), więc bierzmy przykład (Polska jest europejskim liderem w hodowli zwierząt na futra).
Zdjęcie pochodzi ze strony organizacji www.obrancizvirat.cz



2. Już od poniedziałku w Portugalii odbywa się niezwykłe wydarzenie: Defend the sacred - międzynarodowe zgromadzenie duchowego aktywizmu.
Będą tam kobiety, które broniły Standing Rock, organizatorki akcji One Billion Rising, będą ambasadorzy pokoju/peaceworkerzy, aktywistki i aktywiści, liderzy społeczni. W programie jest celebrowanie pełni księżyca, rytuały, rozmowy o tym co ważne, a co najfajniejsze - wiele z nich będzie na żywo transmitowanych on line. Wystarczy zapisac się na newsletter. Just do it.



3.River revival, czyli historia ku pokrzepieniu serc, o tym jak 700-osobowa (głównie kobieca) społeczność z Indii oczyściła umierającą rzekę. Z happy endem!
Natomiast we Wrocławia prężnie działa Fundacja OnWater.pl, organizując coroczne akcje sprzątania rzek. Poniższe zdjęcie pochodzi z wystawy: WYŁOWIONE Z RZEKI - na ul. Oławskiej do dnia 26.05.2017 r. foto. Michał Strokowski


11 maj 2016

Hackując życie, cz.3

Czas na kolejną porcję lifehacków :-)

1. Wypatrzony dziś sposób na nawlekanie sznurka do bluzy czy kurtki. Zazwyczaj stosowałam agrafkę, ale ten ze słomką i zszywaczem też wygląda dobrze: Wypadł ci sznurek z kaptura? Ten trik sprawi, że przewleczesz go w sekundę

2. Wucerolka jako wąska nakładka do odkurzacza:


3. Czyszczenie żaluzji:


4.  Zamrażanie dżinsów (na 24 godziny) zamiast prania. Jeszcze nie próbowałam, ale brzmi nieźle (i jeszcze instrukcja)


 5. Spinacz do zaznaczania końca taśmy klejącej:


6. Oraz spinacz i gumka w roli segregatora:



29 lut 2016

Psie kupy po raz ósmy

Nie wierzę - to już ósmy post w historii tego bloga na temat psich kup :-)
Tym razem, zainspirowała mnie książka, o której już wspominałam, pod tytułem - jakżeby inaczej - "Psia kupa".

Po jej przeczytaniu Córka wpadła na genialny pomysł produkowania maskotek-pluszaków w kształcie, no tak, kupy, z których dochód przeznaczany byłby na sprzątanie owych kup w realu :) Kto odważny uszyć taką uroczą kupkę?

Foto pochodzi z bloga Alicya w krainie słów2, gdzie znajdziecie również obszerną recenzję wspomnianej książki.

Poza tym dopiero niedawno odkryłam bloga Psia kupa (niestety już nieaktualizowany), dla tych co z niespodziankami na chodnikach wciąż walczą i walczyć nie przestaną.
Temat bowiem nie umiera. Szczególnie żywy wydaje się być w fejsbukowej grupie Inicjatywna Nieformalna Grupa Jeżycka, gdzie Malina Prześluga z Poznania wymyśliła takie ogłoszenia:

Dla mnie spoko :-)
Inni grupowicze proponują obsypywanie kup brokatem lub wspólne spacery w celu dyscyplinowania niesprzątających po swoich psiakach właścicieli. Takie społeczne patrole w zeszłym roku działały także we Wrocławiu (czy akcja Kupa Wstydu nadal trwa tego nie wiem).

Tymczasem sprzątanie kupy to żaden wstyd, nawet księżniczki to robią i jakoś korona im z głowy nie spada :-)

A gdyby spojrzeć na tę kwestię jako potencjalne źródło dochodu? Bankier podpowiada, jak się do tego zabrać i zarobić :-) Pecunia non olet!


***
Pozostałe odcinki:
raz
dwa
trzy
cztery
pięć
sześć
siedem

25 lut 2016

Jesteś odpowiedzialny za wszystko, co kupujesz

Mało tego - jesteś odpowiedzialny/a za wszystko, co posiadasz. Także po tym, jak już coś wyrzucisz... Myśl ta zrodzila się we mnie po przeczytaniu "Magii sprzątania" Marie Kondo.


 Przeczytałam już jakiś czas temu i nie powiem - lektura ciekawa i dająca motywację do tzw. declutteringu (czyli odgruzowania przestrzeni), myśl przewodnia, aby "zostawić sobie jedynie te rzeczy, które sprawiają nam radość" - przekonująca, ale... [zawsze jest jakieś ale]
Marie Kondo nie radzi, aby rzeczy, które nie przeszły selekcji "sprawiania radości" oddać komuś innemu, przeznaczyć dla organizacji charytatywnej, czy choćby do recyklingu. Nie, ona twardo i bezkompromisowo mówi - wyrzuć. Bez żadnych skrupułów wyrzuć.
I na to ja się nie zgadzam, tu mi zgrzyta wewnętrznie i zewnętrznie. Bo co z tego, że w mieszkaniu czytelniczki "Magii sprzatania" zrobi się puściej i przestronniej? Za to na wysypisku śmieci przybędzie o kilka do kilkudziesięciu worków przedmiotów (bo one - czytelniczki - licytują się między sobą, ile worków udało im się dzięki lekturze wyrzucić), które spokojnie mogłyby sobie jeszcze pożyć, posłużyć i "dać radość" komuś innemu. Czy to przypadkiem nie jest prze-rzucanie problemu na kogoś innego?
Generalnie w naturze nie istnieje pojęcie "wyrzucania", bo to że jakaś rzecz zmieni miejsce pobytu (np. z naszej szafy do kosza na śmieci) nie oznacza, że znika zupełnie i wyparowuje z ekosystemu. No niestety. I nawet to, że wyślemy odpady do Afryki, nie sprawi że Ziemia się ich pozbędzie...

(Mr Hagan)

Śmieci to zdecydowanie ludzki wymysł, a od czasów wynalezienia plastiku i rzeczy jednorazowych, jest niestety coraz gorzej.


Dlatego sorry, Marie Kondo - popieram minimalizm i zasadę "sprawiania radości" i naprawdę cudnie jest mieć przestrzeń wokół siebie, ale za drzwiami naszych mieszkań też jest przestrzeń, o którą trzeba zadbać. Co by zrobiła ekspertka od sprzątania, gdyby jej zadaniem było zrobienie porządku na naszej planecie? Wysłałaby wszystko, co bezużyteczne w kosmos? I tak już ponoć jest zaśmiecony, więc raczej nie tędy droga...

Warto przypomnieć:

Może kiedyś więc napiszę poradnik pt. "Jesteś odpowiedzialny za wszystko, co kupujesz/posiadasz" (jeszcze się nie zdecydowałam, ale uwaga - zastrzegam sobie ten tytuł :-P ). Bo chodzi o świadomość zero waste (polecam bloga Odśmiecownia), projektowanie cradle-to-cradle (tu trochę po polsku) i tzw. precykling, o którym nie mówi się prawie wcale, bo wszyscy trąbią o recyklingu.



Tymczasem recykling jest przereklamowany, recykling nie wystarczy, recykling nie zawsze można zastosować i dużo lepiej jest uczyć dzieci i dorosłych o dwóch zasadach nadrzędnych wobec recyklingu, czy reduce i reuse.
Przede wszystkim ograniczajmy konsumpcjonizm, poza tym używajmy rzeczy trwałych i wielorazowych, a dopiero po trzecie - zadbajmy, aby odpady trafiły do recyklingu. Jeśli tak zrobimy, to wygraliśmy.



8 lut 2014

Hackując życie

Pamiętam swoje olbrzymie zdziwienie, kiedy odkryłam, ze sporą część blogosfery zajmują blogi na temat porządków/układania/sortowania/organizowania - w dwóch słowach Home Management. Pozazdrościłam popularności Perfekcyjnej Pani Domu i przedstawiam swoje ulubione lifehacki na sobotnie ogarnianie chałupy.

1. Zabawki wymyj w zmywarce

2. Obierz czosnek bez użycia noża:
  How to Peel a Head of Garlic in Less Than 10 Seconds from SAVEUR.com on Vimeo.


3. Gdy łyżka wypada z garnka
4. I na kipiący makaron. Ponoć wystarczy położyć drewnianą łyżkę na garnku, nie próbowałam.

5. Aaaaby ciuchy nie zsuwały się z wieszaków:
6. Nie masz gumki? Potnij rękawicę...

 7. Nie zapominamy o hackach aluminiowych :-) Ten sposób przetestowany, dobrze gary czyści:

 
8. No i skarpeta, skarpeta zawsze się przyda... 
9. Na koniec schładzamy napoje:

(więcej pomysłów na klipsy biurowe)
10. Włączamy muzę na full:
(głośnik z wucerolki)

(lub ze szklanki)


(albo z plastikowego kubeczka)

 I relaks :-)

2 wrz 2013

Alu, alu, aluminium

A konkretnie folia aluminiowa. Niby nie kupuję, nie stosuję, ale co jakiś czas trafia do domu z daniem kupowanym na wynos czy gorzką czekoladą :-)
Co wtedy z kawałkami sreberka? Zwijam w kule i czekam na natchnienie.
Ponoć kulami takimi można garnki czyścić:
A tak w ogóle to lepiej folii aluminiowej unikać, do recyklingu nie trafia, choć jej siostra puszka jest surowcem cennym i pożądanym.
Zatem pozostają nam reduce  i reuse. Sreberko można umyć (np. w zmywarce) i użyć ponownie do pakowania kanapek. Do owijania orzechów na choinkę też się nadaje (w sensie ozdoba).
I taką radę znalazłam: "Użyj folii aluminiowej (6-8 warstw) do ostrzenia noży lub nożyczek." - ale czy to działa?

A dla posiadaczy mało ekologicznych suszarek do ubrań - ponoć kulki zwiniętej folii aluminiowej wrzucone do suszarki zapobiegają elektryzowaniu się odzieży.
Natomiast dla posiadaczy żelazka - połóż arkusz folii na desce do prasowania - żelazko szybciej się nagrzeje i wyprasujesz obie strony ubrania naraz.
Rady stąd. Tu też kilka ciekawych - zwłaszcza ta z owijaniem roślin folią, aby odstraszyć szkodniki:

i jeszcze do wypróbowania zimą - podłóż kawałek arkusza między ścianę a kaloryfer, żeby odbijał ciepło, hm:

A, racja, jeszcze prosta kuchenka solarna, bez sreberka ani rusz:


wariant nr 2:



17 sty 2013

Porządek musi być!

Gdybym wiedziała, że na tego bloga NIE zaglądają osoby, które jednocześnie bywają u mnie w domu, to spokojnie mogłabym podkoloryzować rzeczywistość, pisząc że lubię porządek i płynnie linkując do Organising Queen.  Ale cóż, ponieważ znajomi też podczytują, to trzymajmy się raczej tej wersji:
Owszem, lubię porządek. Ale on mnie nie lubi.
albo
Jasne, że lubię porządek. Ale u innych.
Mam jednak nadzieję, że w 2013 uda mi się w końcu pozbyć pamiątek z PRLu, a z wymianek mniej przynosić, niż wynosić :-) W każdym razie, jeśli szukacie kasety z nagraniami Picollo Coro del Antoniano albo ilustracji samoprzylepnych z albumu Historia ubioru - to piszcie śmiało!

A tymczasem kilka obrazków (choć raczej z żadnego z tych pomysłów nie skorzystam):